Tak sobie myślę

Był rok 1997. Polska wstała z kolan, choć już widać było, że pod krzyżem kolejny raz upadnie. W tymże roku narodził się pewien chłopiec. Ot, takie małe coś w becie, nic w głowie, oprócz potrzeby ssania cyca i bezmyślnego wydalania tego, co z cyca wyssane.

Świat przed takim malcem otworem. Możesz wszystko, ty wybierasz, ty decydujesz, mówił Świat.

Po 21 latach Wolnej Polski malec pisze o sobie tak:

Chcę opowiedzieć historię mojego życia, która zmierza raczej do samobójstwa….Czuję się nie potrzebny na tej ziemii, nikt mnie nie rozumie po za mamą. Wszystko jest dla mnie bez sensu….

 

I opowiada więc historię, skoro już chce:

Czytaj dalej Tak sobie myślę

Metafizyka w służbie odrębności

Obserwując narastającą histerię obustronną wokół Szarego Człowieka („hańba”, marsze etc) nie mogę się obronić przed myślą, że – bez względu na wektor- mamy do czynienia z takim samym procesem. Procesem tworzenia sekciarskiej mitologii na użytek politycznego aktywowania mas. Polityka wypływa przecież z metafizyki i sekt a nie z tabelek. Sekta Smoleńska wypromowała bardzo skutecznie PiS, ten sam schemat próbuje teraz wykorzystać technokratyczna, bezpłciowa opozycja tworząc Sektę Szarego Człowieka. Metafizyka, ludzkie pragnienie dotknięcia Czegoś Wyższego, Dobra, służenia Wyższej Sprawie i Jedynej Prawdzie – to potężny mechanizm manipulacji, wystarczy odpowiednie obrazy podsunąć. PO i akolici, jak widać po promocji samospaleń w Sejmie i w prasie tzw. „opozycyjnej”, uczą się na błędach.

Ale warto zadawać sobie zawsze pytanie „czemu to służy?”. Jak na razie, budowa emocjonalnych sekt służy budowie murów, pozorów tożsamości, odrębności – i jak widać w internetowych komentarzach- jest przyczynkiem do walenia z nienawiścią tej drugiej błądzącej strony po głowie. Krzyżem czy „przesłaniem Piotra S.”, whatever.

Czytaj dalej Metafizyka w służbie odrębności

O Piotrze S.

Próba samobójcza na Placu Defilad została wykorzystana przez Partię i Opozycję. Skrzętnie, szybko, bezrefleksyjnie, beznamiętnie. („Co cię najbardziej przeraża w czystości? Pośpiech”)

Narracja „bohater się chciał zabić z powodu PiS/Totalnej Opozycji” żyje już sobie własnym życiem i wszyscy w nią wierzą.

Problem w tym, że żadna polityka nie jest, nie może być przyczyną aktu samobójczego. Przyczyną jest to, co dzieje się w zamkniętym jednostkowym umyśle i to, w jaki sposób umysł tworzy sobie świat, w jakim się nurza. Przyczyną jest pragnienie głębokiej, wewnętrznej zmiany. Przyczyną jest to, co robi psyche a nie jakaś Zewnętrzność. Człowiek zabija się, bo taki jest jednostkowy (choć nieuświadomiony) akt wolności/bólu/szaleństwa psyche. Nie dlatego, że ktoś jest u władzy, ktoś coś zrobił lub ktoś jest /nie jest „patriotą”. Rzekoma „przyczyna” zostawiana potomnym w listach pożegnalnych, manifestach etc. jest jedynie racjonalizacją, umotywowaniem rozumowym człowieka przez swoją nieświadomość rozgrywanego.

Przypadek Piotra S. to jeden wielki paradoks. Po pierwsze, akt samobójczy jest sam w sobie odrzuceniem wszelkich reguł społecznego współżycia, aktem ekstremalnego egoizmu i absurdu (do czego, nota bene, każdy ma prawo). I ten absurd i egoizm samobójca przed samym sobą łagodzi, na przykład opowieścią o oddawaniu życia w ofierze za Dobro. Ale tak naprawdę, nie jest to ofiara, bo samobójca i tak i tak dokona tego aktu- życie nie ma dla niego wartości, samobójca oddaje więc nam bezwartościową rzecz. Chce to tylko inaczej nazwać. Porwanie społecznych więzi ma zyskać w opowieści ofiary społeczną, uznaną funkcję. Absurd (o absurdzie!) ma być użyteczny. Samobójca zdaje się myśleć: „skoro tak boli, że szukam ulgi w zniszczeniu więzi, to to odkupię, niech się im na coś to przyda, niech mi wybaczą”. Samobójca prosi o wybaczenie sam siebie, swój wyznający społeczne wartości kawałek psychiki.

Czytaj dalej O Piotrze S.

James Hillman o samobójstwie

O samobójstwie jako próbie przemiany psychicznej:

W naszej kulturze temat samobójstwa jest tabu i a taka śmierć- godna pogardy. Podkreślam „w naszej kulturze”, bo są inne, gdzie śmierć samobójcza była honorowa , godna w przeciwieństwie do śmierci naturalnej, czy z powodu choroby. Tak było w kulturze Japonii. Czy u Majów, gdzie najwyższe znaczenie przyznawano śmierci ofiarnej, samobójczej, w walce lub w czasie porodu zapewne dlatego, by indywidualny lęk przed śmiercią nie hamował rozwoju wspólnoty.

W współczesnej kulturze europejskiej mamy okres wyparcia umierania i kompletny brak dyskusji na temat samobójstwa -chyba że w atmosferze histerii. Choć przecież pragnienie śmierci, otarcia się o nią widoczne jest w modzie na sporty ekstremalne, dopalacze czy inne praktyki niszczące ciało i duszę. Tym większa chwała Jamesa Hillmana, który- niepokornie- z tematem się zmierzył. Czytaj dalej James Hillman o samobójstwie

Wszyscy mamy źle w głowach że żyjemy

O samobójstwie jako akcie wolności psyche:

I pocieszamy się że to ma sens.

Zbierałam się do tego artykułu od dawna, ale choć temat czuję (myśli o „nieistnieniu” towarzyszą mi przecież od zarania samo-świadomości) to wiem, że naruszam pewne tabu. Ba, każde poruszenie tematu inne niż „samobójca jest chory”, „samobójca to wariat”, „nie wolno tego robić” etc. można dziś podciągnąć pod naruszenie medialnego, obarczonego paragrafem zakazu „zachęcania do samobójstwa”. Żadne zachęcanie kogokolwiek do czegokolwiek nie jest moją intencją. Cela dit, z ryzykiem niezrozumienia za plecami- piszę dalej. Czytaj dalej Wszyscy mamy źle w głowach że żyjemy