Trza być w butach

Jest taka książka dla młodzieży „Wielka, większa i największa” Jerzego Broszkiewicza. A w niej scena, w której główni bohaterowie, Ika i Groszek, lądują na innej planecie i ratują tuziemca.  Budują tratwę (Groszek, zapewne przyszły inżynier, wali tratwą o ziemię by sprawdzić jej wytrzymałość, Ika krzyczy jak Prawdziwa Kobieta). Pożar, morze, dziwne wodne stwory, emocje, krzyki, nieprzytomny kosmita w łódeczce…  I wtem… rozbłyskują światła i bohaterowie słyszą: Witamy. Wzięliście udział w przedstawieniu. To taki nasz teatr… Smakowałam to jako dzieciak, być może przeczuwając, że właśnie ten kosmiczny teatr to ludzka rzeczywistość.

Przypuszczam, że Broszkiewicz nie miał żadnej intencji nawiązania do czegoś, co dziś ludzie zwą oświeceniem, niedualnością czy odsunięciem ego, ale mnie ta scena właśnie tak się kojarzy. Teatr wydaje mi się być właśnie opisem tego, co ludzie nazywają potocznie rzeczywistością a co w głębszej warstwie jest rodzajem gry, cyrku, wirtualu. „Teatr” to obraz oldskulowy, teraz mamy nawiązania do gier komputerowych czy fabularnych. Uduchowieni XXI wielu piszą o awatarach i rolach…  Kiedyś to był „teatr”, sen”, „park rozrywki” a teraz „wirtual”, o Duchu Czasu! Czytaj dalej Trza być w butach

PRZ SZŁOŚĆ

Jadąc do pracy mijam budynek z wielkim muralem, na którym napisano PRZ SZŁOŚĆ. Nieustannie, raz za razem, moja głowa podpowiada bezwiednie słowo „przyszłość” i to wydaje mi się zabawne: owa uporczywość majaku i iluzja „przyszłości”.

Raport o klimacie IPCC, choć bardzo łagodny, wprowadził nadchodzącą katastrofę ekologiczną na salony i do mainstreamu wywołując mainstreamową reakcję, czyli reakcję małpy. Ocieplenie klimatu i susza są już u nas namacalne, więc od tematu uciec się nie da, nawet w czasie miłych pogaduszek na korpo-mityngach. Jednak oczywista perspektywa braku przyszłości dla jednostki, jego potomnych, planów, projektów , walk społeczno-politycznych jest tak poruszająca, że większość zaprzeczy stanowi rzeczy i zatopi się w problematyce dawnych krzywd i niezłomnych czy uwięzionych wraków. Część wręcz aktywnie zacznie ideę zwalczać, przyłączając się do współczesnej kultury wernakularnej (naiwnego zaklinania rzeczywistości i pseudo-nauk) lub kultury symulakrów (oryginał i kopia są tym samym, więc udawajmy). Stąd komentarze pod artykułami o raporcie – zabawne. U niektórych myślących pojawia się totalna a przecież realna bezradność: „Jak sobie o tym pomyślę, to ja jak ja, nażyłam się już, ale przyszłość mojego syna…” Czytaj dalej PRZ SZŁOŚĆ

O Miłości

Gdy czasem czytam różne  internetowe wypowiedzi , Miłość w nich zdaje się być czystym wymaganiem. Ludzie czytają koncept przez swoje braki i lęki. Wielu słyszy „miłość” (słyszy, bo radary ma nastawione na to czego mu brak i czego w nim brak) i już sobie wyobraża: że to samo dobro ma być, że czysta pielucha i pierś obfita, że bez cierpienia i wysiłku, że samo ciuciu, „sens” i „wartość”, że Tata na Chmurce, Matka w Płaszczu Gwiaździstym,  tudzież (w zależności od narracji, bo jest też narracja laickiego zbawiania zwana psychologią) Troskliwy Wewnętrzny Rodzic, albo też i  „gorące serce” oddzielone bezsensownie od zimnego „umysłu”… Czytaj dalej O Miłości

Nie ratujcie Carreya

Świat zaniepokoił się stanem zdrowia psychicznego Jima Carreya. Z wielką troską portale piszą, że Jim Carrey zwariował. O wariactwie ma świadczyć to, że Carrey oświadczył, że nie istnieje. Co więcej, nie istnieje w jego mniemaniu też miła pani dziennikarka, która robi z nim wywiad. I że świat  sam w sobie nie ma znaczenia. Carrey ośmielił się powiedzieć między innymi tak:

“We’re a bunch of ideas cobbled together to look like a form. There’s a body and there’s a mind, but the body is part of the field of consciousness, just dancing for itself and it’s no different than a plant or a chair or your phone—it’s all one thing. Because we are sentient, there’s a consciousness, and we have to deal with this thing we create, like a fortress of ideas around it. So we say, ‘This is my name and this is my heritage and this is my nationality and here’s my hockey team and these are all of the things that I am.’ That’s the mistake.”
Ja się nie niepokoję. Carrey mówi bowiem to, co mówili mistycy i przebudzeni na przestrzeni dziejów, językami i obrazami przeróżnymi. Oczywiście tylko ci, co szczęśliwie wyszli z Doliny Ciemności (zwanej dziś chorobą, depresją), bo są i tacy co polegli. Mówili o iluzji ego i symbolicznej śmierci Ja, o grze pozorów, o iluzji Oddzielenia, o Jedni. Przekaz Carreya nie został rozpoznany, bo narracja Przebudzenia obija się gdzieś na marginesie kultury.

Czytaj dalej Nie ratujcie Carreya