Normopatia czyli unicestwienie

Odbyłam, dość dawno, pewną rozmowę internetową. Wydawało się, że taka jedna z wielu, ale osad po tej rozmowie pozostał mi do dziś. Niepokój? Obrzydzenie? Współczucie? Długo nie potrafiłam zdefiniować co takiego uderzyło mnie w tej wymianie postów, aż wreszcie oświeciła mnie myśl: mój rozmówca kompletnie ignorował, anulował, wręcz anihilował swoje (i cudze) życie wewnętrzne.  Nic takiego w jego świecie nie istniało. Mózg to umysł, praca terapeutyczna to prosty instruktaż Mój interlokutor był dumny, bo został – jak twierdził – „wyleczony” z jednego typu kompulsji przez psychologa, który wykazał mu logicznie (co przy kompulsjach trudne nie jest), że jego zachowania są irracjonalne. Wystarczyły do tego dwie konsultacje i to była „skuteczna terapia”. Mózg to mechanizm. Życie to zewnętrzne dane, najlepiej naukowe. Przeczuć, snów, wewnętrznych konfliktów czy nieświadomego nie ma. Po prostu. Są „złe” wydarzenia zewnętrzne, jest obiektywizm, jest nauka psychologiczna i jest biochemia.

Można by powiedzieć: człowiek bez duszy? Ale tam. Dusza dobijała się do głosu cierpieniem, lękami i lekami (bo to się rymuje), nerwicą, depresją, kompulsjami, nienawistną fascynacją psychoanalizą i procesem terapeutycznym – przy jednoczesnym stałym odrzucaniu możliwości podjęcia choć krótkoterminowej terapii w realu. Mój rozmówca był przy tym zagorzałym zwolennikiem PiSu i metod przemocowych. O opozycji pisał znacząco „Zignorować głupich”, bo tak samo ignorował swój wewnętrzny świat i głosy inne niż Ja. Nie dziwi taka opcja polityczna. Faktycznie, wielkiej przemocy trzeba, żeby udawać, że coś nie istnieje, gdy istnieje. I boli.

Według mojego interlokutora źródło cierpienia nie może zostać zlokalizowane. Jako nieznane jest zagrażające i musi być niwelowane chemią. Co więcej, refleksja (odbicie umysłu w samym sobie) jest wręcz zabójczo bolesna a wgląd śmiercionośny, bo „umysł nie jest stworzony do badania samego siebie”. Mój rozmówca pytał jednak o źródła cierpienia swojego psychiatrę, który odpowiedział „Panie, gdybym to wiedział, Nobla bym dostał…”. I tak wiódł ślepy kulawego. Oni nie wiedzą, bo nie widzą.

No to ja się po Nobla zgłoszę, bo wiem.

Wypowiedzi tego chłopaka były inteligentne, ale bezmyślne.

***

Tę wymianę przypomniałam sobie przy lekturze książki „Znaczenie i melancholia. Życie w epoce oszołomienia” Christophera Bollasa, psychoanalityka, który pokusił się o (bardzo ogólną) analizę kultury Zachodu ostatniego wieku. Bollas pomógł mi nazwać przyczyny niesmaku po tej przebrzmiałej rozmowie. Zresztą sam miał z tym kłopot, mimo że kontaktował się zawodowo z tego typu ludźmi. Osobowość normopatyczna, transmisyjne self – to dominujące postawy naszych czasów. Okaleczone.

Czytaj dalej Normopatia czyli unicestwienie