Inaczej o Matkach na Wyrębie

Swojego czasu, przy apogeum szaleństwa „lex Szyszko” pani Cecylia Malik opublikowała zdjęcia kobiet z dziećmi w świeżo przetrzebionym stołecznym parku.

Matki karmiące niemowlęta na karczach i ściętych pniakach protestowały w ten sposób przeciwko niekontrolowanej wycince. Kobiety prężą mleczne cyce do obiektywu i zdają się mówić: „chcemy drzew dla nas i przyszłych pokoleń, wyrządziliście nam krzywdę”. Poruszające, tak, ale było coś więcej; jakieś nie dające (mi) spokoju drugie dno. Czytaj dalej Inaczej o Matkach na Wyrębie

Nasza najważniejsza rzeczywistość

Buk, o którym pisałam tutaj już odszedł w ludzkie wspomnienia i do Krainy Wiecznej Zieleni. Pieniek wycięto fachowo i starannie. Dokładnie uprzątnięto gałęzie i pomięte listki. Administracja popisała się ułańską fantazją i w środku wiosny nie tylko zleciła wycinkę drzewa, ale i kazała podciąć gałęzie innych drzew w podwórzu- bez uzgodnienia z nikim. Między innymi te, które miałam przed oknem. Ok, wiem: nic się nie stało, to tylko drzewo, to tylko gałęzie, co za różnica jaki widok-pień też może być-wie pani, że inni na nowych osiedlach nie mają nawet tego, to przecież jest martwe, to jest rzecz, to jest problem, odrosną kiedyś, a jakby tak się coś stało?, przecież dzieci tu chodzą!, jaka znów wiewiórka, kwestia bezpieczeństwa, kogo to obchodzi, tak dbamy o środowisko, ple, ple. Tam obiektywne racje, tabelkowe zarządzanie i perwersyjne zadowolenie barbarzyńcy ze zniszczenia a tutaj mój szloch z wściekłości i bezradności – subiektywny, nieumotywowany i nieracjonalny. Czytaj dalej Nasza najważniejsza rzeczywistość

Dzikie

Na moim miejskim podwórku zaczyna się fala wycinania starodrzewu. Preteksty są różne: drzewa są niebezpieczne, rzucają się na przechodniów, demolują samochody, włażą do okien, kiedy nikt nie patrzy… Gdy oponuję przeciwko wycince, słyszę : „ojejej, a czy weźmie pani odpowiedzialność jak komuś się coś stanie?” Argument antropocentryczny gębę ma mi zamknąć. Nie zamyka. Więc pada przebiegłe „a jest tu pani zameldowana, jest pani właścicielem?” Nie jestem, więc – jak się okazuje – do gadania nic nie mam. Niezameldowana tu przecież nie oddycham, nie żyję, nie chodzę ulicami, nie oglądam widoku za oknem. W narracji administracyjnej mnie nie ma. Czytaj dalej Dzikie