Bujanie

Kultura (pozornej) racjonalności daje ciekawe efekty: epidemię depresji, niestrudzonych poszukiwaczy „prawdziwego Ja” i wysyp masek (i czemu mnie to nie dziwi?).

Wokół iluzji „ja” i kulturowej ChAD Tomasz Olchanowski:

Z racjonalizacją jest również związane tak zwane pozytywne myślenie. Polega ono na wmawianiu sobie, że przykre zdarzenia będące naszym udziałem są w rzeczywistości przyjemne, co oczywiście prowadzi do życia w kłamstwie. Pozytywne myślenie nie pozwala jednostce na skuteczną autoanalizę i doświadczenie wyzwalającego od wielu uwarunkowań wglądu, ponieważ wyklucza uważne przyglądanie się myślom, które szczególnie nas niepokoją, a przez to są tak wartościowe dla naszego psychicznego rozwoju. Jednostka zainfekowana pozytywnym myśleniem to, co niewygodne tłumi i próbuje wyprzeć poza obręb świadomości, stając się przez to niewolnikiem niechcianych myśli i pragnień, które w nieświadomości wykonują swą krecią robotę. Racjonalizacje bywają często formami obrony przed depresją, która wykazuje związki z powszechnym przymusem przereklamowywania samego siebie, czyli samooszukiwania się (koloryzowane życiorysy, noty biograficzne, przywiązanie do tytułów, odznaczeń, dyplomów, które same w sobie nic nie znaczą). Wprowadzając się za pomocą nieprawdy w stan psychicznej inflacji (rozdęcia „ja” na podobieństwo balona), człowiek narażony jest na upadek w deflację, dysforię (jako przeciwieństwo euforii), czyli w piekło zaburzeń depresyjnych.

Mowa jest o ruchu, ucieczce- w dobry nastrój, w racjonalizacje czyli  ułudy spójności i świadomej przyczynowości czy też w bezpieczne, bo nie podejmujące ryzyka, czarnowidztwo.  Mowa jest o pewnym wy-naturzeniu. Wy-naturzeniem jest zarówno upieranie się przy racjonalności, pozytywne myślenie jak i przeciwieństwo: myślenie depresyjne. Ale mamy  w tym fragmencie i podskórny optymistyczny przekaz- jeśli jest wy-naturzenie, musi być też punkt odniesienia, natura, równowaga między inflacją a deflacją. Stan spójności, w którym się już nie ucieka. Problem w tym, że takiego punktu nie ma, jest iluzją – jak współczesny przekaz CBT czy terapeutów DDA, że dla osiągnięcia szczęścia wystarczy być adekwatnym, spójnym oraz przepracować to, co „wgrali” toksyczni rodzice, by „być wreszcie prawdziwym sobą”. Czytaj dalej Bujanie

Narcyzm w duchowości

Wzrastamy w kulturze opartej na chciejstwie, w tym także w pożądaniu „wyjątkowości”: doznań, rozwoju i doświadczeń. Pokazujemy innym fałszywy obraz siebie, nadęte ego, ego wyjątkowo”rozwinięte”, ego na wyjątkowej, jedynej drodze rozwoju. Oczywiście, zamiast „wyjątkowej drogi rozwoju” może pojawić się „wyjątkowy symptom”, „wyjątkowo wielki lęk”, „wyjątkowe zaburzenie”-najlepiej z bardzo mądrą nazwą z DSM. W głębszej warstwie wszystko wydaje się bazować na zakupie: kupuje się „rozwój” (warsztat, guru, mądre księgi) płacąc pieniędzmi, „osiągnięcia” opłaca się emocjami, czasem i zaangażowaniem a „wyjątkowe zaburzenie” – intensywnym, nieświadomie podtrzymywanym oporem przed zmianą. Ktoś „pracuje”, „zapracował”, to się od losu należy. Podobnie jest z oczekiwaniem wyników w psychoterapii. Pacjenci się skarżą czasem: przecież „pracuję”, „chodzę” dlaczego nie ma wyników, powinny być, należą się.  Wycinając w  sobie pojęcie łaski, pracy nieświadomego, przypadku i sferę przyjmowania, pokory czy zaskoczenia, czegoś podstawowego -właśnie dla wzrostu duchowego (czyli dla swojego egotycznego „niknięcia”)- się pozbawiamy.

Pożądanie rozwoju zabija faktyczny rozwój.

Narcyzm w duchowości w krótkim fragmencie książki Tomasza Olchanowskiego:

Czytaj dalej Narcyzm w duchowości

O kochaniu siebie

Przebojem na liście pop-psychologicznej jest „kochanie siebie”. Celebryci przekonują (ostatnio pani Pawlikowska a stale pani Miller), że żeby stworzyć z kimś związek trzeba najpierw „pokochać siebie” i w ogóle „pokochanie siebie” ma być drogą do odczuwania satysfakcji z życia. „Kochanie siebie” jest ozdobione przy tym określeniami „bezwarunkowo”, „w pełni”, „jak dobry rodzic”. Przekaz terapeutyczno-medialny brzmi:

nie żyjesz jak trzeba, jeśli siebie nie kochasz,

niekochanie siebie to główna przyczyna braku życiowej satysfakcji. Czytaj dalej O kochaniu siebie

Wróbel

O potrzebie urealnienia ludzkich narracji i kulturowym wypieraniu cierpienia:

Dawno, dawno temu, mniej więcej ubiegłej jesieni, był sobie szary wróbel, który zamieszkał w mieście wśród innych wróbli. Pewnego wieczora, kładąc się spać w przyciętym, bezlistnym  już krzaku ligustru, popełnił błąd. Lecąc, trafił główką w wąskie, ułożone podstępnie na skos szczebelki bramy. Zakrwawionego, ze szramą wytartych piór na głowie i karku, z wydartymi skrzydłami, usiłującego resztkami sił przepchnąć się przez szczebelki na druga stronę, spotkałam go wracając do domu. Ciemno już było i lało mocno. Czytaj dalej Wróbel