O drzewie tlenowym

Przykuł moją uwagę wielki billboard Stwórzmy razem wielkie ogrody tlenowe. BNP Paribas”. Na zielonym obrazku rządki oxytree, z „ogrodem” nie mające nic wspólnego. 

Słowo „ogrody”, choć nieadekwatne, nie zdziwiło mnie wcale; ubawiło bankowe „razem” (kiedyś się mówiło: więcej poufałości niż znajomości), ale zastanowił  wyraz „tlenowe”.  Wysadzanie krzyżówek paulowni, lub po polsku pawłowni, zwanej modnie z angielska oxytree, powinno być zabronione (a nie będzie). To twór laboratoryjnie sztuczny, nie tworzący układu wymiany z innymi uczestnikami biosytemów, niezdolny do rozmnażania, niemożliwy do wyplenienia. Na szczęście dość nieodporny na mrozy (w naturze, bo po poprawkach w laboratorium- nie wiem).

Gdyby nie było drzewa tlenowego, to dzień dzisiejszy byłby doskonałym momentem na to, by go wymyślić. Mamy marketingową falę „ratowania Ziemi”. Popularyzacja oxytree to inicjatywa, która, jak większość tego typu,  nie ma nic wspólnego z Ziemią, bo abstrahuje od faktycznych powiązań ziemskich ekosystemów. Jest za to podległa biznesowi i regulowana przez chciwość wybranych biznesowych grup. Rosnąca jak na sterydach paulownia daje ponoć drewno już po 6 latach, pnie prościutkie, bez sęków, i odrasta z pnia bez kolejnego sadzenia. Czysty zysk. A image ma się kojarzyć z „ratowaniem”, „tlenem”, i tak nazwa sugeruje.

Oxytree wydaje mi się doskonałym odzwierciedleniem współczesnego myślenia o czynieniu sobie Ziemi poddanej. Samotny typ, żerty, wymagający sporych zasobów wody, dający szybki zysk, szybki wzrost, trwały. Ryzyko? Nieznane czyli… nie ma, bo na rynku należy myśleć optymistycznie, no i jako produkt „nauki” zamyka gębę sceptykom. Bezpłodny produkt laboratorium, za który należy zapłacić producentowi. Sadzony za sprawą banku, który żąda za wirtualne „sadzenie” pieniędzy od swoich klientów. Czytaj dalej O drzewie tlenowym

Kule się go nie imają

Dlaczego afery nie zmieniają poparcia PiS? pyta (niespokojnie?) Adam Nowiński i przyrównuje Prezesa do austriackiego kanclerza Sebastiana Kurza:

„On także straszy uchodźcami, bagatelizuje afery i nastawia małe miejscowości i wieś przeciwko wielkim aglomeracjom. I to przynosi rezultaty – prawie 40 proc. poparcia, które stawia go w dobrej pozycji przed jesiennymi wyborami.

Odpowiedź wydaje się prosta. PiS- w podziemnym nurcie, bo nie w oficjalnych deklaracjach – jest ruchem głęboko antysystemowym, antykapitalistycznym. Robi to, czego nie zrobiono wcześniej- rozpieprza System, nieświadomie, cynicznie-nie wiem -ale rozpieprza. Czytaj dalej Kule się go nie imają

Uwiąd wyobraźni

Zdarzyło mi się porozmawiać internetowo z kimś określającym siebie jako „cierpiącego na erytrofobię”.  Autodiagnozy z netu, dziesięć lat terapii, setka przeczytanych pop-psychologicznych podręczników a potem żale, że „terapia niszczy totalnie życie” i że psychologia „nie działa”. Przy tym życiowa inercja, żadnych życiowych sukcesów na koncie choć czterdziestka się zbliża. Przy ogromnych dziecięcych pretensjach do psychoterapeutów wgrany program: Obiecaliście! A szczęście to must have! Nie dostałem!

Czytając pomyślałam o współczesnym uwiądzie duszy, jaki  -o ironio- oferuje psyche-o-logia. Umedycznienie ludzkiego wewnętrznego świata. W nurcie oficjalnym, kupowanym bezmyślnie, psychoterapia to „lek”, psychoterapeuta to „lekarz”. Ma być jasno, czysto, w kafelkach, pod kontrolą. Takie właśnie „leczenie” się reklamuje, stąd oczekiwania potencjalnych klientów. I ich rozgoryczenie: mieli mi coś odkręcić- nie odkręcili, terapeutka miała uratować- nie uratowała. Jakby mówili: ja sobie posiedzę 10 lat w terapii i to mój wkład a resztę nich mi lekarze załatwią, bo tak mi reklama obiecała. A jak nie- to napiszę, że wszyscy głupi są. Bo chodziłem, ale nie zrobiono nic  a mi tyłka się nie chciało ruszyć. Bo mi nikt przez 10 lat leczenia nie powiedział, że tyłek trzeba… Niestety- w terapii musi być partner. Terapia to nie operacja bezwładnego ciała.

Ile rzeczy dzieje się w diadzie!- do tego nie da się przyłożyć modelu „leczenia”, bo gada tu nieświadome z nieświadomym. Przy „leczeniu” to sedno umyka. Psychoanaliza wnosi pojęcie podmiotu (nieświadomego) obok Ja, stąd i nieprzewidywalności procesu. I to jest kluczowe. Można się na rzeczywistość obrazić, ale jednak ta zapuka- taka jaka jest. Wtłoczenie zjawisk w diadzie w nieadekwatne „medyczne leczenie” daje takie odrzuty-efekty jakie reprezentował mój rozmówca, twórca i konsument „leczniczych” bredni  w jednym.

Za umedycznieniem stoi coś jeszcze groźniejszego: uwiąd wyobraźni, zarówno twórców jak i odbiorców takiej narracji. Czytaj dalej Uwiąd wyobraźni

Naqoyqatsi

O związku psychologii z kapitalizmem i jej próbach dostosowania jednostki do Systemu:

Złośliwa recenzja Jasia Kapeli książki pana Albińskiego Jak czuć się dobrze, gdy cię wywalą, bo że to się stanie, to pewne  dała mi asumpt do przemyśleń na temat intymnego związku (no, dobra, perwersyjnej kopulacji) pomiędzy psychologią, państwem a kapitałem. W tytule książki mamy dwie strony: „czuć się dobrze” oraz „wywalą cię i to pewne”. Obie te strony tańczą wokół wspólnego środka, naszego axis mundi: PRACY, który to środek organizuje nasze postrzeganie siebie i otoczenia. Wytresowani jesteśmy w odnoszeniu siebie do ideału produktywności. Bezrobotny, niepracujący/a, szukający pracy, wypalony zawodowo, pracujący na własny rachunek, na umowie, w pracy-misji, w pracy-pasji, w korporacji tej czy innej – to nas określa, więc i frustruje. Czytaj dalej Naqoyqatsi

Analgezja

O depresji jako buncie – przeciwko kulturze produktywności i oddzieleniu od Natury:

Ludzie dotknięci analgezją nie odczuwają fizycznego bólu. Żyją krótko, na granicy przetrwania, pozbawieni ważnej, choć nieprzyjemnej informacji zwrotnej o zagrożeniu. My też -jako zbiorowość- pozbawiamy się takiego mechanizmu, uciekając przed cierpieniem. Media jak co roku jesienią podjęły bohatersko temat depresji. Medonet wzrusza nas prostym zestawieniem. Abstrahując od manipulacji pojęciem „depresja” i widocznym umedycznieniem smutku, uderza mnie – jako znaczący – sposób zestawienia statystyk.
Czytaj dalej Analgezja