Co jest dziś tabu

„Mały bachorek ma określone inne granice niż starsze dziecko”

„Dorastające dziecko może być arcygłupie”

„Jeśli robisz partnera ze swojego dziecka, to prawie tak jakbyś robiła z niego homoseksualistę”.

„Zazwyczaj kobiety, które mają tak rozpuszczone dzieci mają też kłopot z utrzymaniem granic z innymi dorosłymi, na przykład w pracy czy kontaktach codziennych”

„Dziecko powinno czuć strach przed karą (…) Niezależnie od tego czy dziecko płacze, przeprasza, błaga”. „Ostatnio komuś powiedziałam, że moim zdaniem pierwszym uczuciem, którego dziecko powinno doznawać wobec rodziców jest respekt. Pewnie cię to oburzy, ale mówię oczywiście o lekkim strachu wobec matki i ojca.” (Suzan Giżyńska) „W ogóle mnie to nie oburza (…) Dziecko musi wiedzieć, że matka wie lepiej”.

To cytaty z książki „Instrukcja obsługi dzieci” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej. Cytaty komentowane szeroko, które wkurzyły opinię publiczną do tego stopnia, że wydawnictwo Zwierciadło poczuło się zmuszone wstrzymać wysyłkę tej książki. „Instrukcja” naruszyła tabu i w sumie dobrze wiedzieć, że w „rozpuszczonej”, nomen omen, kulturze jest jakieś tabu, bo wydaje się, że owo wymięka nam jak śnieg na Antarktydzie.  O tabu mówią- nie bezpośrednio- komentarze oburzonych. Dziś o tym, co mówi oburzenie klasy średniej (bo do tej warstwy skierowana jest książka i komentarze) .

Bardzo pouczający – jeśli chodzi o treści zakazane wśród klasy średniej- jest artykuł Ewy Bukowieckiej-Janik. Poniżej jego fragmenty z moim komentarzem, który nie jest tłumaczeniem intencji autorek „Instrukcji”. Czytaj dalej Co jest dziś tabu

Szept ciała

W ramach odpoczynku od poważniejszych lektur zapoznałam się z wywiadem-rzeką z Katarzyną Miller. Nie pokuszę się o recenzję. Została mi w głowie tylko jedna refleksja.

Deklaracja osoby publicznej, psycholożki-celebrytki przy tym , że „kocha swoje ciało” dla osób otyłych, anorektycznych czy bulimicznych może być błogosławieństwem. Odwaga odejścia od kanonów piękna, ucieczka od obmowy w ramiona własnych standardów, wolność, zmysłowość jedzenia – brzmi pięknie i pewnie na poziomie deklaracji takie piękne jest. Tym bardziej, że to deklaracja złożona przez osobę, która przez swoją matkę została ugodzona boleśnie w swojej rodzącej się zmysłowości i seksualności. To deklarowane „kocham siebie, bo mamusia mnie nie kochała” może być dla niektórych inspirujące. Ja jednak pani Miller nie wierzę, bo spod tej deklaracji wyłazi po cichu coś innego. Ciało mówi w tle a raczej często ledwie szepcze- ale zawsze jego głos jest w tle. I tak myślę, że jeśli ktoś buduje sobie deklaracje wokół mamusi, kultury i przyjemności, nie słysząc przy tym głosu swojego przeciążanego ciała to jednak „siebie nie kocha”, nie jest dla siebie centrum, a ciągle w podziemiu walczy z tą mamusią, z którą już oficjalnie nie walczy. Dusza bije w pogardzane/zazdroszczone (w każdym razie sponiewierane) przez matkę ciało. Taka przypadkowa zbieżność… Czytaj dalej Szept ciała