Czaszka geja

Od tematu Karty LGBT+ odczepić się nie mogę. Temat jest nośny, otworzył  forumowy worek refleksji na temat płci, różnic i reakcji na różnice. Kilka twierdzeń moich interlokutorów:

Biologia to realność. Płeć jest zdeterminowana w sposób biologiczny i jest to coś więcej niż czynność fizjologiczna, to jest system różnych realności i ich następstw. Plan wyobrażeniowy niczego nie tworzy, możesz sobie wyobrażać, że jesteś niedźwiedziem polarnym i nie wyrośnie Ci od tego ani kawałek futra. Natura istnieje, a to co istnieje jest ważniejsze od tego, co nie istnieje.

Płeć się opiera na tym, że mamy inne organizmy i tyle.  Reszta za tym podąża.

[LGBT] budzą społeczną niechęć, bo są mniejszością, są „inni”, wymuszają na społeczeństwie swoim istnieniem i byciem „widocznym”, żeby dostrzegło ich potrzeby, a tym samym zmuszają do zmiany np. wyeliminowania z języka (przynajmniej tego „kulturalnego”) określeń takich jak „pedał”, a grupom, które czerpały korzyści z tego, że są dyskryminowani się to nie podoba.

W kwestii człowieczeństwa czy godności nie są inni. Ale jednak różnią się od większości np. orientacją. Różnica jest realna, problem polega na tym, że dla niektórych jest powodem do hejtu.

Reasumując: LGBT są różni na poziomie biologii, który przekłada się na wymiar społeczny; są różni od społecznej normy, „normalnej większości”; należy o tym mówić otwarcie, by nie zagubić kontaktu z rzeczywistością, ale też i coś z tą różnicą trzeba zrobić, bo nadane zostało jej znaczenie i bruździ. Stolerować, zabić, nazwać, bronić się czy „depatologizować”.

***

Wygodnie uważać, że płeć to przepaść biologiczna. Kobieta i mężczyzna to  -wg mojej rozmówczyni- wręcz „różne organizmy”.  Dzięki takiej narracji nikt tu nie jest winien (a płeć wiąże się z winą), bo jest coś co „wybiera” (biologia). Tak samo „coś”, czytaj: biologia  w narracji oficjalnej, wybiera opcje LGBT.  Jednak czy jest to kwestia biologii? Po co naturze popęd przekierowany na osobnika tej samej płci lub przebieranki? Przecież po nic: sperma geja zapładnia, lesbijka ma owulację i jest zdolna do donoszenia ciąży. Różnica nie leży też w sferze (ludzkich) emocji. Popęd, miłość, idealizacja, pożądanie, zazdrość są takie same jak popęd, miłość, idealizacja, pożądanie i zazdrość hetero. Nie jest to poziom behawioru: zachowania homoseksualne przejawi większość populacji hetero w warunkach długotrwałego odseparowania od płci przeciwnej lub przemocy. Orientacja jest wypadkową wielu sił, także tych uniwersalnych, „wgranych” homo sapiens jak sama kategoria płci czy mentalna dychotomia kobiece-męskie, która nijak nie chce objąć neutralności. To nie jest real, nie natura sama.  Real gra wam na nosie. Czytaj dalej Czaszka geja

Wszystkie drogi do Rzymu

I jeszcze jedna myśl wokół Karty i słów Piotra Dudy („Nie o taką wolność walczyliśmy”). Że LGBT niesie ze sobą (pod)myśl o niczym nie ograniczonej radości z samego seksu. Stąd jest to grupa, która będzie z łatwością zamieniana w „żyda”, w kozła ofiarnego, bo radość i seks są w polskiej kulturze co najmniej niepokojące i podejrzane. Cierpienie i samoograniczenie jest wartością (uszlachetnia, zbawia, ubóstwia, rozwija), radość -jeśli jest- musi zostać opłacona przyszłym cierpieniem, prawdziwe szczęście jest tylko po śmierci, wolność to chaos i „brak wartości” a seks musi wiązać się z prokreacją, żeby nie był „niszczący” i „nierozwojowy”. Od tego uwalnia się środowisko LGBT. Geje i lesbijki stają się Innym (Obcym), nie tyle przez sam sposób uprawiania seksu a przez inny lajfstajl, inne wartości, leżące poza kulturowo wgranymi wartościami cierpiętnictwa. Obrazowo mówiąc: radość i seks są pogańskie; cierpienie, lęk i ograniczenia (i rajcowanie się tym) są chrześcijańskie. Stąd konflikt i nagonka, bynajmniej nie „normalnych” na „zaburzonych”. Cokolwiek środowisko LGBT nie zrobi, będzie to złe dla mainstreamu, nawet nie dla katolików jako takich (choć ci będą krzyczeć najgłośniej, bo muszą pochwalić się przez swoim bogiem czujnością a bóg nie zawsze słucha) a dla kulturowych katolików niezdolnych podważyć to, co im środowisko wgrało jako wartość. Czytaj dalej Wszystkie drogi do Rzymu

Trochę o Karcie i nadawaniu znaczeń

Dyskusja wokół warszawskiej Karty LGTB+ pokazała jak nadawane są znaczenia. Bo oczywiste jest, że oprócz politykierstwa ukrytego pod Kartą i dezinformacją wzniecanym o-Burz-eniem  jest to spór dorosłych o ich wizję seksualności i świata, z dziećmi nie mający nic wspólnego. Dziecko to figura, na którą dorośli projektują swoje fantazje dotyczące własnej seksualności. Nazywają ją.

Zgwałcone czy zmolestowane małe dziecko nie umie nazwać tego, co mu się przytrafiło. Nie odnosi tego do kulturowego obszaru skojarzeń z seksem czy przemocą, nie ma kontekstu.  Jeśli nawet ten kontekst znajdzie, nie nazwie głośno tego, co się stało- bo nie będzie w stanie unieść psychicznych konsekwencji nazwania. Powie głośno dopiero wtedy, gdy dorośnie i okrzepnie:  wtedy skonfrontuje się wstecznie z  traumą, nazwie ją i spróbuje – czasem z ogromnym trudem – inkorporować do swojej osobistej narracji.  Molestowane dzieci milczą, bo nie mają słów by nazwać; jak słowa już znajdą – nie uniosą ich znaczenia, więc mówią dopiero, gdy dorosną. Trauma pojawia się w momencie nazwania, nadania znaczenia a nie wiąże się z samym faktem.  Nagi, zwierzęcy akt nie znaczy nic, jeśli nie zahacza o system odniesień. Tak, zwierzaki mają prościej. Czytaj dalej Trochę o Karcie i nadawaniu znaczeń