O Miłości

Gdy czasem czytam różne  internetowe wypowiedzi , Miłość w nich zdaje się być czystym wymaganiem. Ludzie czytają koncept przez swoje braki i lęki. Wielu słyszy „miłość” (słyszy, bo radary na ma nastawione na to czego mu brak i czego w nim brak) i już sobie wyobraża: że to samo dobro ma być, że czysta pielucha i pierś obfita, że bez cierpienia i wysiłku, że samo ciuciu, „sens” i „wartość”, że Tata na Chmurce, Matka w Płaszczu Gwiaździstym,  tudzież (w zależności od narracji, bo jest też narracja laickiego zbawiania zwana psychologią) Troskliwy Wewnętrzny Rodzic, albo też i  „gorące serce” oddzielone bezsensownie od zimnego „umysłu”… Czytaj dalej O Miłości

Iluzja wzrostu

Nieograniczony wzrost, rozwój, „praca nad sobą”- nad rozszerzeniem psyche, „nieustanne pasmo sukcesów”, projekcja zawsze lepszej przyszłości i skuteczność to motywy przewodnie kultury sprzedawane nam jako oczywista oczywistość – od gazet codziennych przez korporacyjne tabelki do gabinetów terapeutycznych.  Podstawa niezmąconej wiecznej wiary w późniejsze „lepiej”. Granice wzrostu? Ograniczenie? Samoograniczenie? Śmierć? Nic z tych rzeczy, to niemodne, to nie istnieje. Choć właśnie do słabości, lęku, umierania, granic poznania, ograniczeń trzeba się zbliżyć by  przestać być szczeniakiem. O paradoksie, czy to na planie indywidualnym czy kulturowym, prawdziwy rozwój wymaga porzucenia szczeniackiej nadziei wiecznego rozszerzania i uznania nie-do-rozwoju,  nie-do-pełnienia. Czy to już wiemy?

Spojrzenie analityka Jamesa Hillmana na dziecięcą narrację wzrastania bez barier: Czytaj dalej Iluzja wzrostu

Nie ratujcie Carreya

Świat zaniepokoił się stanem zdrowia psychicznego Jima Carreya. Z wielką troską portale piszą, że Jim Carrey zwariował. O wariactwie ma świadczyć to, że Carrey oświadczył, że nie istnieje. Co więcej, nie istnieje w jego mniemaniu też miła pani dziennikarka, która robi z nim wywiad. I że świat  sam w sobie nie ma znaczenia. Carrey ośmielił się powiedzieć między innymi tak:

“We’re a bunch of ideas cobbled together to look like a form. There’s a body and there’s a mind, but the body is part of the field of consciousness, just dancing for itself and it’s no different than a plant or a chair or your phone—it’s all one thing. Because we are sentient, there’s a consciousness, and we have to deal with this thing we create, like a fortress of ideas around it. So we say, ‘This is my name and this is my heritage and this is my nationality and here’s my hockey team and these are all of the things that I am.’ That’s the mistake.”
Ja się nie niepokoję. Carrey mówi bowiem to, co mówili mistycy i przebudzeni na przestrzeni dziejów, językami i obrazami przeróżnymi. Oczywiście tylko ci, co szczęśliwie wyszli z Doliny Ciemności (zwanej dziś chorobą, depresją), bo są i tacy co polegli. Mówili o iluzji ego i symbolicznej śmierci Ja, o grze pozorów, o iluzji Oddzielenia, o Jedni. Przekaz Carreya nie został rozpoznany, bo narracja Przebudzenia obija się gdzieś na marginesie kultury.

Czytaj dalej Nie ratujcie Carreya