Bajka o foliówkach

Jedyna słuszna decyzja Ministerstwa Środowiska, grzmiały swojego czasu niektóre -skądinąd rozsądne-media, pisząc o planowanym opodatkowaniu foliówek, tzw opłacie recyklingowej.

Zdziwiłam się widząc ten bezrozumny medialny entuzjazm. Źródłem zanieczyszczenia foliówkami jest produkcja a nie finalny odbiorca. Żadne pieniądze nie mogą pójść faktycznie na „ochronę środowiska”, bo żadne pieniądze (same w sobie też dla środowiska niebezpieczne, o ironio) nie przyspieszą rozkładu foliówek ani nie uratują środowiska przed degradacją. Raz wyprodukowana foliówka już jest na tym materialnym świecie i będzie ten świat zanieczyszczać bez względu na to, kto i gdzie ją użyje; bez względu na to, czy będzie w magazynie producenta, w domu klienta czy w sklepie. Należałoby raczej zakazać globalnej produkcji. Do czego żaden rząd nie przyczyni się z pewnością. Nie chodzi nawet o konflikt z polskimi wytwórcami folii, ale o konflikt z międzynarodowymi korporacjami obracającymi produktami ropopochodnymi. Wiem, wiara w Ojca Narodu silna jest, ale -uff – nec Hercules contra plures. Czytaj dalej Bajka o foliówkach

Pewność ciosu

Z azjatyckich podróży pamiętam zasady ruchu drogowego. A raczej- w moim europejskim mniemaniu- ich brak (no, oprócz Singapuru). Watahy skuterów zalewały chodniki Sajgonu w godzinach szczytu – i nagle szłam w ławicy zwinnych hond. Pamiętam chińskie autostrady, przez które pomykały ciężarówki, między którymi kręciły się białe limuzyny z przyciemnionymi szybami, ostatni krzyk mody wtedy, którym drogi nikt nie śmiał zajechać. Tajskie wyścigi autokarów z ciężarówkami i umykające przed nimi samochody osobowe, wszystko w ostrzegawczym ryku klaksonów. Prawo dziobania na drogach w Kerali, autokary wymijające motorowe ryksze gdzieś na serpentynach Gór Cynamonowych. Nikt pieszemu na pasach nie ustąpił. Pamiętam pokorę, z którą czekałam na swoją kolej, a potem szłam, trzymając się przy tym równo z obeznanym tubylcem, ciężarówka za ciężarówką, pas za pasem, pomału, płynnie – by kierowca mógł wyliczyć jak nas ominąć. Czytaj dalej Pewność ciosu

Rzekoma ofiara patriarchatu

Historia Szydło, może być historią o tym, jak patriarchat obchodzi się z kobietami“ twierdzi Kazimiera Szczuka. Obawiam się, że nie jest to adekwatne ujęcie sprawy. To nie patriarchat „się obchodzi“, to pani Szydło przyjęła świadomie rolę, jaką zagrała w tym pięknym spektaklu. Nikt pani Szydło nie zmuszał wyłamywaniem palców do łamania konstytucji, nikt nie przypalał papierosami, by bezczelnie kłamała przez obywatelami ani też nikt szantażem nie kazał robić z siebie kretynki na forum europejskim. Nikt też nie zapisał jej z branki do PiSu ani nie rzucał siłą na kolana przed biskupami. Pani (już wice)premier ma zdolność samorefleksji, rozumienia, gry i wyboru, co w komentarzu K. Szczuki umyka.

Niegdyś dla lewicowych feministek ikoną pt. Naczelna Ofiara Patriarchatu stała się osławiona Mama Madzi (tak piszę, bo to raczej figura niż Katarzyna W.). Kuriozalne, bo doprawdy nie ma związku między psychopatią, nawet w kobiecym mózgu, a patriarchatem.

Opowieść feministyczna szuka ikony, by wbrew naturze zjednoczyć kobiety w rzekomym siostrzeństwie. Zjednoczyć kobiet pod jednym sztandarem nie można (o spektakularna porażko Partii Kobiet!) ani też nie ma jednego totemu. Podziały są głębokie, ekonomiczno-społeczne. Nie będzie feministyczną ikoną pracownica magazynu, nie będzie także menedżerka czy członkini zarządu. Bo to są różne galaktyki. Brak w opowieści kobiecej wspólnego mianownika. Scalanie wokół „złego patriarchatu“ i „złych mężczyzn“ budzi już uśmiech politowania. Czytaj dalej Rzekoma ofiara patriarchatu

Nie ma nikogo

Zwolennicy PiS wydają się być organicznie niezdolni do koalicji i gloryfikują samotną beznadziejną walkę ze wszystkimi. „Dobra zmiana” to w zasadzie rewolucja mniejszości z samonapędzającą się paranoją. Narracja „Zmiany” – w jej drobnym fragmencie, oczywiście – przywodzi mi na myśl coś znanego już i przerabianego: inicjację bohatera w wydaniu chrześcijańskim. Bohatera specyficznego, dla którego punktem odniesienia nie jest wspólnota. W tej opowieści żaden nawrócony Głupi Jasio nie wraca mądrzejszy z dalekiej podróży i nie pracuje w cichości dla dobra całej wspólnoty. Punktem odniesienia w tej narracji, pivot, jest figura boga wymagająca porwania więzi rodzinnych, dotychczasowych obyczajów, układu, koalicji, pracy. Chrześcijańskie bohaterstwo to bohaterstwo samotności. Wymaga wyrzeczenia się dotychczasowych relacji („oto matka twoja”, ofiara ojca z syna) i stworzenia nowej duchowej wspólnoty ludzi samotnie dialogujących z bogiem (Kościół jako Matka, ruchy monastyczne). Bóg rozlicza grzechy indywidualnie, nakazuje by iść „za Nim” i „wyrzec się siebie”. Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść”. Mamy wizję skażonej, bezwartościowej materii. I Szatana, który podstępnie niszczy nie tylko ciało ale zwłaszcza duszę. Czytaj dalej Nie ma nikogo

Przeciw Dobru a za jasnością umysłu

Me(n)dia pocieszają, że wyborcy Partii to osoby słabo wykształcone i ubogie. To ludzie, którzy nie wyobrażają sobie, że można mieć jakieś potrzeby poznawcze; tego, że można czytać książki bez obrazków i gazety bez gołych dup na rozkładówce. Tego, że można uczciwie zarobić pieniądze i się nimi cieszyć. Pewnie coś w tym jest, ale jest i więcej: to osoby, które wierzą w istnienie Dobra, Prawych Ludzi i w ostatnich wyborach opowiedziały się po stronie Dobrej Zmiany- tak jak pojmują dobro. Dla nich owo Dobro wypływa z figury Ojca (Narodu), Boga samego i czystej Swojskości. Ale jak jest Dobro to i Zło być musi. Uwięzieni w dawno przebrzmiałych, trupich narracjach walczą więc ze Złem pod sztandarami Dumy, Niezawisłości, Prawa dla Wybranych i Ekskluzywnego Kościoła Walczącego. Kobietom proponują rozwój w ramach „tradycyjnych ról matki i żony”, dla mężczyzn mają przekonanie, że Natura nie płata żadnych niepokojących figli, jeśli chodzi o dwie i tylko dwie płcie, amen. Dla wszystkich: wizję bezpieczeństwa za wysokim płotem. Ich szatan to „zdrajca narodu”, „lewak”, „nie-Polak”, „nie-katolik”, „wykształciuch”, „europejska szmata”, „złodziej”. Żywią się uparcie „ośmiorniczkami”.

Ale, ale…? Z drugiej strony barykady dostrzegam ten sam schemat wiary w istnienie jakiegoś Dobra i Dobrych Ludzi. Z drugiej strony jest inny Jasny Sen i jego wyznawcy, tak samo histeryczni i  mający upodobanie do przekazów trupich, jak wskazuje na to rodząca się sekta wokół samobójcy zrobionego na zbawcę, boga i posłańca. Dla nich Dobro to Demokracja, Wolność, Jasność, Zrównoważony Rozwój poprzez Tabelki, Rozum i Dobry Kościół Bonieckiego. Dla kobiet mają mordercze Godzenie Ról a dla mężczyzn- miękkie tatusiostwo. Dla wszystkich: rzekomą otwartość i rozmazanie tożsamości. Wykształceni, klasa średnia dobrze odżywiona, ale dziwią się- tacy jaśni i apollińscy – że naród pominięty i upokorzony w owym Demokratycznym Rozwoju ich bajek już nie chce. W milczących i wrzeszczących marszach ci sami, co nie płacili pracownikom uczciwie, nie respektowali ich praw a ich skromną własność zabierali na budowę Dróg do Przyszłości; ci co wyśmiewali mohery, Januszów w klapkach i Grażyny za plażowymi parawanami a na ich biedę i niezaradność mieli Orliki. Ich szatan to „cham”, „prymityw”, „pińcet plus”, „ciemny lud”, „tyran”, „moher”. Żywią się ostatnio „masłem”.

Wszyscy Dobrzy, oczy ku Dobru odwracają i ze Złem wcielonym walczą. Kto nie z nami ten przeciw nam.

A gdzie dwóch się bije, tam korzystają cynicy (czytaj politykierzy) każdej maści. Czytaj dalej Przeciw Dobru a za jasnością umysłu