Zakwestionowanie

„Wmówiono nam, że kapitał nie ma narodowości”

Daniel Obajtek.

„Należy ludzi oswajać z tym, że małżeństwa gejowskie będą adoptować dzieci”.

Franek Broda, znany jako „siostrzeniec Morawieckiego”.

Te dwa zdania, ostatnio gdzieś w necie przeczytane, utkwiły mi w pamięci. Opierają się na przekonaniu, że wystarczy długo powtarzać jakiś mem a  ludzie go przyjmą. Inaczej rzecz ujmując,  współczesność jawi się nam jako starcie długo powtarzanych opowieści a nie starcie „wielkich ludzi” czy logika nieświadomych procesów. Można wysnuć wniosek, że wystarczy zmienić powszechnie opowieść, „oswoić z ideą” a ona już panować będzie. Tak to nie działa, na drodze stają bowiem o wiele głębsze mechanizmy.

Nie wystarczy zabronić używania słowa Murzyn, by zginęło zjawisko murzyńskości. Nie wystarczy operować narracjami by wieść ludzi. Narracje muszą się odnosić do podstaw, uniwersaliów, Realu. W starciu opowieści wygra ta, która na owych podstawach się opiera.

***

Historię kultur innych niż „neoliberalna zachodnia” piszą zwycięzcy przez pryzmat swoich wyobrażeń i fantazji. Nieszczęsne kultury i narracje, którym przypięto łatkę „prymitywnych”, „niższych”, „ubogich”, „wtórnych”, „brudnych”, tylko dlatego że pozostają dla piszących niepojęte, zagrażające i niepokojące Innością. Ta łatka także po to, by zakryć swoją podłość, braki, udział w zniszczeniu. Jak to zrobiono z szeroko rozumianą kulturą słowiańską, daleko nie szukając. Dalej szukając, jak to zrobiono z kulturą aborygeńską czy z nieszczęsną Wyspą Wielkanocną, którą oskarżono o prymitywizm, potem o religijne maniactwo, czego efektem miało być szaleństwo stawiania kamiennych moai, wreszcie – wraz z powiewem jedynie słusznej linii „ekologicznej” – o ludzką głupotę wyniszczenia własnego środowiska naturalnego. Niewiele z tego jest prawdą, ale historię puszczono w obieg tylko po to, by ukryć prosty fakt, że specyficzna kultura polinezyjska tej wyspy została zniszczona przez Zachód, a ludzie zdziesiątkowani  zachodnią bronią, epidemiami, niewolnictwem  i  kapitalistycznym wyzyskiem.

Zanim prawda ubierze buty, kłamstwo zdąży obiec cały świat.

Czytaj dalej Zakwestionowanie

Paranoja

Postawy paranoiczne łagodzą lęk. Dają moc (pseudo) kontroli, narcystyczny haj i iluzję dostępu do wiedzy, jakiej nie mają inni. Dzięki projekcji paranoidalnej – projekcji niechcianych myśli czy uczuć na innych, ego pozostaje spójne i „dobre”, samo-idealizujące się.  Wewnętrzne „brudy” w postaci poczucia winy, wstydu, złości czy lęku zostają wyczyszczone i zrzucone na innych. Inni stają się figurami, nośnikami wewnętrznych treści psyche. Osoba skłonna do postaw paranoicznych nie ma z bliźnimi faktycznego, bezpośredniego kontaktu, tak jak nie ma bezpośredniego kontaktu z własnymi treściami psychicznymi.  Jeśli ktoś lub coś niepokojącego lub nowego pojawia się w jego jednostkowej narracji, od razu zostaje wplecione w świat czarno-biały i staje się kolejnym nośnikiem projekcji.

Sytuację komplikuje fakt, że wszystko co wymyśla paranoik jest możliwe i spójne, jedyny problem w tym, że – przynajmniej w części – nie ma miejsca w realu (oprócz jednostkowych, realnych funkcji psyche). I tak, funkcjonujemy w oparach półprawd, na krawędzi realu i wymysłów własnej głowy, czemu sprzyja współczesny szum informacyjny i kulturowa niechęć do uczciwej samo-obserwacji.

Czytaj dalej Paranoja

Udurnienie

Produktywność? Skuteczność? Pośpiech? Leitmotivy naszej kultury. Na wymóg produktywności i skuteczności ludzki umysł odpowiada nowymi wzorcami myślenia, a raczej wyuczonej bezmyślności, zauważa psychoanalityk Christopher Bollas. 

Te wzorce myślenia – w przeciwieństwie do popędów, afektów czy wspomnień – nie są wrodzonymi formami reagowania na siły wewnątrzpsychiczne; to promowana przez współczesną kulturę mentalność, do której ego wypracowuje sposoby adaptacji. Wzorce te istnieją więc w oderwaniu od złożonej sieci unikalnych dla każdej osoby mechanizmów psychodynamicznych.

Pod uciskiem kultury, która nie jest w stanie pomóc w przepracowaniu zbiorowych i indywidualnych traum, jednostka oddala się od wyobraźni, fantazji, snu, poruszeń duszy w stronę podpięcia się do systemów informatycznych. Wygodne i bezmyślne życie normopaty musi być czymś wypełnione. Pozory wypełnienia daje uczestnictwo w wirtualu, w społeczeństwie globalnym. Self transmisyjne, czyli jednostka wielozadaniowa podpięta pod wirtual, staje się elementem globalnego łańcucha zarządzania informacją. Jego twórcą i tworzywem. Żyje w dalszym rozszczepieniu, w multi-światach, przechodząc płynnie od wirtualu do realu:

Nie lubimy myśleć o sobie jako o odpowiedniku iPada, smartfona albo podobnego urządzenia, ale staliśmy się przedłużeniem tych obiektów, podobnie jak one są przedłużeniem nas. W tym sensie jesteśmy teraz ważnymi elementami świata urządzeń przekaźnikowych: kiedy unowocześniamy te urządzenia, unowocześniamy samych siebie.[…]

…Self podłącza się do systemu i dostraja do częstotliwości globalnej społeczności jako jej odległy uczestnik. Dysocjacja poprzedza obecnie akty zaangażowania, ponieważ dekady działalności dysocjacyjnej stały się częścią adaptacyjnej struktury psychicznej. Internet umożliwia systemową psychiczną ucieczkę od realności, ponieważ w wirtualnej rzeczywistości żyjemy za pośrednictwem awatarów; nasze sobowtóry umożliwiają wchodzenie w relacje on line i wypowiadanie się się poprzez zastępcze wersje naszych osobowości. Jednak choć Facebook pozornie odsłania cały obraz self, widzimy tam jedynie migawki spotkań ze światem rzeczywistym

Internet, informatyczne systemy zarządzania, narzędzia informatyczne, które miały służyć ekspresji jednostki, jej pracy czy głębokiemu kontaktowi z innymi stają się czymś, co zmienia ludzki sposób myślenia i postrzegania. Oj, przestańmy się oszukiwać: nie używamy Fastnetu, on używa nas.

Szybkość, efektywność, wielozadaniowość, technokracja, udoskonalanie, materializm… Współczesność to starcie elementu ludzkiego z systemowym. Z punktu widzenia szybkości i efektywności w starciu tym musi ulec element ludzki – jako słabszy, wolniejszy, „głupszy”, niespójny. Zalew informacji widoczny jest na zewnątrz, ale i na planie wewnętrznym także obserwuję stałe napięcie. Swoje i innych. Szaleje Wewnętrzny Poganiacz, Wewnętrzny Liczykrupa, Wewnętrzny Kontroler Procesów. Czas musi być wykorzystany, żadnego marnowania, rozmemłania. Czas to pieniądz a to już coś, to się liczy. Zauważam, że często pojawia się poczucie winy, gdy się po prostu jest i oddycha, nic nie robi „konstruktywnego”, nie doświadcza niczego wymiernego czy tego, co można umieścić w necie jak spektakl. Lub następuje totalne odreagowanie po gwałtownym i długim spięciu. Iksjon na płonącym kole między manią a depresją.

Jakie to nowe formy myślenia zakorzenił w nas Fastnet? Bollas odpowiada: horyzontalizm, homogenizacja, operacjonalizm, ogląd – wzrokofilia, myślenie refrakcyjne.

Czytaj dalej Udurnienie

Normopatia czyli unicestwienie

Odbyłam, dość dawno, pewną rozmowę internetową. Wydawało się, że taka jedna z wielu, ale osad po tej rozmowie pozostał mi do dziś. Niepokój? Obrzydzenie? Współczucie? Długo nie potrafiłam zdefiniować co takiego uderzyło mnie w tej wymianie postów, aż wreszcie oświeciła mnie myśl: mój rozmówca kompletnie ignorował, anulował, wręcz anihilował swoje (i cudze) życie wewnętrzne.  Nic takiego w jego świecie nie istniało. Mózg to umysł, praca terapeutyczna to prosty instruktaż Mój interlokutor był dumny, bo został – jak twierdził – „wyleczony” z jednego typu kompulsji przez psychologa, który wykazał mu logicznie (co przy kompulsjach trudne nie jest), że jego zachowania są irracjonalne. Wystarczyły do tego dwie konsultacje i to była „skuteczna terapia”. Mózg to mechanizm. Życie to zewnętrzne dane, najlepiej naukowe. Przeczuć, snów, wewnętrznych konfliktów czy nieświadomego nie ma. Po prostu. Są „złe” wydarzenia zewnętrzne, jest obiektywizm, jest nauka psychologiczna i jest biochemia.

Można by powiedzieć: człowiek bez duszy? Ale tam. Dusza dobijała się do głosu cierpieniem, lękami i lekami (bo to się rymuje), nerwicą, depresją, kompulsjami, nienawistną fascynacją psychoanalizą i procesem terapeutycznym – przy jednoczesnym stałym odrzucaniu możliwości podjęcia choć krótkoterminowej terapii w realu. Mój rozmówca był przy tym zagorzałym zwolennikiem PiSu i metod przemocowych. O opozycji pisał znacząco „Zignorować głupich”, bo tak samo ignorował swój wewnętrzny świat i głosy inne niż Ja. Nie dziwi taka opcja polityczna. Faktycznie, wielkiej przemocy trzeba, żeby udawać, że coś nie istnieje, gdy istnieje. I boli.

Według mojego interlokutora źródło cierpienia nie może zostać zlokalizowane. Jako nieznane jest zagrażające i musi być niwelowane chemią. Co więcej, refleksja (odbicie umysłu w samym sobie) jest wręcz zabójczo bolesna a wgląd śmiercionośny, bo „umysł nie jest stworzony do badania samego siebie”. Mój rozmówca pytał jednak o źródła cierpienia swojego psychiatrę, który odpowiedział „Panie, gdybym to wiedział, Nobla bym dostał…”. I tak wiódł ślepy kulawego. Oni nie wiedzą, bo nie widzą.

No to ja się po Nobla zgłoszę, bo wiem.

Wypowiedzi tego chłopaka były inteligentne, ale bezmyślne.

***

Tę wymianę przypomniałam sobie przy lekturze książki „Znaczenie i melancholia. Życie w epoce oszołomienia” Christophera Bollasa, psychoanalityka, który pokusił się o (bardzo ogólną) analizę kultury Zachodu ostatniego wieku. Bollas pomógł mi nazwać przyczyny niesmaku po tej przebrzmiałej rozmowie. Zresztą sam miał z tym kłopot, mimo że kontaktował się zawodowo z tego typu ludźmi. Osobowość normopatyczna, transmisyjne self – to dominujące postawy naszych czasów. Okaleczone.

Czytaj dalej Normopatia czyli unicestwienie