Wewnętrzny Trickster

W wersji pop psychologia jungowska niesie z sobą bardzo optymistyczny przekaz: każdy człowiek jest zdolny do indywiduacji,  a ta przychodzi wraz z wiekiem i z doświadczeniami. Inaczej mówiąc, jesteśmy wszyscy piękni i skazani na wewnętrzny rozwój. Niestety, temu przekazowi przeczą zwykłe codzienne obserwacje.  A także obserwacja osób w procesie terapeutycznym, którzy do fazy rozwoju – mimo oddziaływań terapeutycznych i swoich pragnień – dojść nie mogą.

Obserwacje takie poczynił i terapeuta w nurcie jungowskim, Donald Kalshed, czego wynikiem jest książka „ Wewnętrzny świat traumy. Archetypowe obrony Jaźni”. To, uważam, wartościowa książka dla ludzi po traumach, w analizie czy terapii lub dla tych, którzy interesują się psychologią jungowską.

Kalshed wzywa na scenę wewnętrzną postać, z którą pacjenta łączy relacja love&hate.  Postać ma przewrotną naturę Trickstera i odgradza niewykształcone czy niedorozwinięte ego, zranione w swojej  zarannej potrzebie miłości i zależności, od rzeczywistości. Dla jego dobra, oczywiście, bo Trickster jest po to by chronić przed tym, co niegdyś dziecko przerosło. Pacjent żyje więc w psychicznej ochronnej warstwie, w fantazjach, wśród substytutów. Wewnętrzny  Trickster porywa, niańczy, chroni i ogradza od rzeczywistości, która niegdyś była traumatyczna. Jednak sam ma aspekt demoniczny, niszczący, anty-rozwojowy, nie zezwalając ego na dalsze doświadczenia w kontakcie ze światem. Stąd egotyczne iluzje wielkości, iluzje pseudorozwoju i zabawki Trickstera w postaci – jakże miłych, kojących – uzależnień.

Czytaj dalej Wewnętrzny Trickster

Sensei

Burżuazja zdarła aureolę świętości ze wszystkich rodzajów zajęć, które otaczano dotychczas szacunkiem i na które spoglądano z nabożną czcią. Lekarza, prawnika, duchownego, poetę, uczonego obróciła w swoich płatnych robotników.

Karol Marks, Fryderyk Engels „Manifest Partii Komunistycznej”

 

Zdarzyło mi się zaobserwować w Innym Kręgu Kulturowym (Innym – więc świeżym, fascynującym) jak grupa zwróciła się do (przecież!) prostego rzemieślnika, wytwórcy wachlarzy, słowem „sensei” (nauczycielu, mistrzu). Przenosząc to na polski grunt, „mistrzem”, „nauczycielem” należałoby nazwać każdego, kto posiada wysoki poziom umiejętności jakiej nie posiada pytający. Nazwać tak ślusarza, dekarza czy hydraulika, który mnie oto uświadamia, że w domu trzeba mieć pakuły i w ogóle to „ten zawór odpowietrzający, co go pani, kur…a, kupiła, to do dupy jest…”

W tamtej przestrzeni, słowo „sensei” utworzyło głębszy pierwotny porządek, nie tyle hierarchiczny, co specyficzny; wzbudziło przepływ energii między pytającym a pytanym, między Mistrzem z Uczniem, wiedzącym a niewiedzącym. Zwrot „sensei” narzucił -oczywiście na chwilę i w sferze nieuświadomionej- poważne obowiązki obu stronom. Związał je podskórną opowieścią. Czytaj dalej Sensei