Kule się go nie imają

Dlaczego afery nie zmieniają poparcia PiS? pyta (niespokojnie?) Adam Nowiński i przyrównuje Prezesa do austriackiego kanclerza Sebastiana Kurza:

„On także straszy uchodźcami, bagatelizuje afery i nastawia małe miejscowości i wieś przeciwko wielkim aglomeracjom. I to przynosi rezultaty – prawie 40 proc. poparcia, które stawia go w dobrej pozycji przed jesiennymi wyborami.

Odpowiedź wydaje się prosta. PiS- w podziemnym nurcie, bo nie w oficjalnych deklaracjach – jest ruchem głęboko antysystemowym, antykapitalistycznym. Robi to, czego nie zrobiono wcześniej- rozpieprza System, nieświadomie, cynicznie-nie wiem -ale rozpieprza. Czytaj dalej Kule się go nie imają

Zwariować idzie

Epidemia depresji jako wynik zmian klimatycznych? Brzmi dziwnie, zwłaszcza dla mieszczuchów, oddzielonych od pór roku grubą szybą i klimatyzacją. Depresja to przecież taka choroba. Niektórzy wierzą za oficjalną narracją, że z chemicznych zmian w mózgu się bierze lub, jeśli są  ortodoksami, ze wzrastania w dysfunkcyjnych rodzinach. Farmakoterapia i psychoterapia pomaga na to, lub też – dla werna-kulturystów- bajki pani Pawlikowskiej. Albo, jak sądzą wierzący-egzorcyzmy.

Co to ma wspólnego z gwałtownym ociepleniem czy nietypowym brakiem deszczu?

Jednak ma, potwierdza raport APA. Czytaj dalej Zwariować idzie

PRZ SZŁOŚĆ

Jadąc do pracy mijam budynek z wielkim muralem, na którym napisano PRZ SZŁOŚĆ. Nieustannie, raz za razem, moja głowa podpowiada bezwiednie słowo „przyszłość” i to wydaje mi się zabawne: owa uporczywość majaku i iluzja „przyszłości”.

Raport o klimacie IPCC, choć bardzo łagodny, wprowadził nadchodzącą katastrofę ekologiczną na salony i do mainstreamu wywołując mainstreamową reakcję, czyli reakcję małpy. Ocieplenie klimatu i susza są już u nas namacalne, więc od tematu uciec się nie da, nawet w czasie miłych pogaduszek na korpo-mityngach. Jednak oczywista perspektywa braku przyszłości dla jednostki, jego potomnych, planów, projektów , walk społeczno-politycznych jest tak poruszająca, że większość zaprzeczy stanowi rzeczy i zatopi się w problematyce dawnych krzywd i niezłomnych czy uwięzionych wraków. Część wręcz aktywnie zacznie ideę zwalczać, przyłączając się do współczesnej kultury wernakularnej (naiwnego zaklinania rzeczywistości i pseudo-nauk) lub kultury symulakrów (oryginał i kopia są tym samym, więc udawajmy). Stąd komentarze pod artykułami o raporcie – zabawne. U niektórych myślących pojawia się totalna a przecież realna bezradność: „Jak sobie o tym pomyślę, to ja jak ja, nażyłam się już, ale przyszłość mojego syna…” Czytaj dalej PRZ SZŁOŚĆ

Zdradziła nas tradycja

Pamiętam takie zdarzenie. Tramwaj. W tłumie pan rozmawia (głośno) z panią. „Widziałem świetny program. Wypowiadała się tam bardzo mądra kobieta. O tym, że dzieci takie rozbisurmanione są dlatego, że nikogo w domu nie ma! I mówiła, że w domu musi matka być. Kiedyś były i trzeba do tego wrócić”. Pomyślałam ze smutkiem, że jeśli mamy w telewizorni takie mundre kobity, to po co ja bloga piszę i głowy używam? W każdym domu zainstalować łańcuch, do niego matkę przykuć i po sprawie. Najlepiej, żeby była młoda, cycata i gotować umiała. Pluszowe kajdanki dla chętnych…

Czytaj dalej Zdradziła nas tradycja

Inaczej o Matkach na Wyrębie

Swojego czasu, przy apogeum szaleństwa „lex Szyszko” pani Cecylia Malik opublikowała zdjęcia kobiet z dziećmi w świeżo przetrzebionym stołecznym parku.

Matki karmiące niemowlęta na karczach i ściętych pniakach protestowały w ten sposób przeciwko niekontrolowanej wycince. Kobiety prężą mleczne cyce do obiektywu i zdają się mówić: „chcemy drzew dla nas i przyszłych pokoleń, wyrządziliście nam krzywdę”. Poruszające, tak, ale było coś więcej; jakieś nie dające (mi) spokoju drugie dno. Czytaj dalej Inaczej o Matkach na Wyrębie

Myśli przy przerzucaniu kompostu

Wyznam tytułem wprowadzenia: jestem zapaloną ogrodniczką. Rośliny w moim ogrodzie nie podzielają mojego zapalenia i czasem stają się dziwnie Markotne. Są jednak i takie, które po Szarpaniu za Liście, Podrywaniu Korzeni, Jedzeniu Niesmacznych Nawozów czy Gwałtownym Zalewaniu Zimną Wodą (co w moim ludzkim mniemaniu ma być dowodem mojej miłości do nich) gwałtownie pragną ostatnie chwile poświęcić na bujnienie i histeryczne wydawanie dzieci na świat (bo koniec już blisko…). Wielkim procesem w ogrodowym życiu jest Dbałość o Życie Gleby (permakulturowi ekstremiści uważają wręcz, że uprawia się glebę a nie rośliny, które są tylko produktem ubocznym) w tym nastawianie i przerzucanie kompostu.

Pominę już przepisy na kompost, te tajemnicze proporcje między węglem a azotem, to utrzymywanie właściwej temperatury w pryzmie i wabienie dżdżownic dźwiękami fletu i obornikiem. W skrócie i z punktu widzenia laika proces wygląda tak: na stos wrzuca się coś, co ludzie traktują jako odpadki (pocięte, cuchnące, bezużyteczne, zbędne, kolące oczy, gówniane, wstydliwe, wykluczone), by po pewnym czasie otrzymać stos nieco mniejszy, ale za to pięknie pachnącej  i użytecznej czarnej ziemi. Czyż to nie cudowne i tak różne od ludzkich opowieści? Kompost jest zaprzeczeniem ludzkich narracji, które mają pokonać Czas, a jednak mądrze gada, zwłaszcza jak się przy nim widłami macha. Warto posłuchać. Czytaj dalej Myśli przy przerzucaniu kompostu

Oprócz tropienia pytona

Wśród newsów ostatnich, jakie czytam z rzadka Daleko od Świata,  jeden który przeszedł – ku mojemu zdziwieniu – bez echa: minister rolnictwa dla podtrzymania poparcia partii rządzącej wśród ludu zezwala rolniczemu lobby na użycie zakazanych pestycydów w ochronie rzepaku. I nic… Żadnych ulicznych protestów, przykuwania się masowego do maszyn rolniczych, zajmowania magazynów przez zielonych bojówkarzy. Żadnych rozczochranych aktywistek i bojowniczek, złych strażników pod bronią ani malowniczej wymiany skurwysyństw lepszej niż telenowela, tak jak to było w przypadku obrony Puszczy Białowieskiej.   Obrona Puszczy to porywający,  męski wilczo-zielony romantyzm a naga, niezręczna cisza zapada tam, gdzie zaczyna się faktyczna ogromna skala zniszczeń gleby, zwierząt i roślin oraz niekontrolowanych eksperymentów na ludzkim zdrowiu (dodatki do żywności, środki ochrony roślin). Cisza, bo jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że trucie nas i innych uczestników Rzeczywistości jest „konieczne i oczywiste”. Puszcza ciekawsza, spektakularna  i łatwiejsza w odbiorze dla prostego czytelnika, choć i wycinka i współczesne rolnictwo czy przemysł spożywczy wyrastają z tej samej iluzorycznej narracji Oddzielenia od Natury. Choć nie wiem czy dla Kowalskiego jakość jedzenia nie ważniejsza niż istnienie puszcz. Czytaj dalej Oprócz tropienia pytona