Frida

„Zaczęłam malować przed dwunastoma laty, gdy dochodziłam do zdrowia po wypadku drogowym, po którym byłam unieruchomiona przez prawie rok. Przez te lata pracowałam, kierując się spontanicznym impulsem uczuciowym. Nigdy nie znajdowałam się pod artystycznym wpływem żadnej szkoły czy konkretnego mistrza, w swej pracy pragnęłam tylko odczuwać zadowolenie z samego faktu malowania, a także wyrazić to, czego nie zdołałabym wypowiedzieć w żaden inny sposób.

Malowałam portrety, kompozycje figuratywne, opracowywałam też tematy, w których ogromną rolę odgrywa pejzaż i martwa natura. Zdołałam odnaleźć w malarstwie swoje „ja“ pozbawione jakichkolwiek uprzedzeń. Przez dwanaście lat pracy konsekwentnie eliminowałam wszystko, co nie zrodziło się z wewnętrznych motywów lirycznych, które kazały mi chwycić za pędzel.

Ponieważ moimi tematami zawsze były własne wrażenia, stany umysłu oraz głębokie reakcje, które wywoływało we mnie życie, często nadawałam im walor obiektywizmu pod różnymi postaciami mojej osoby, co było najbardziej szczerą i rzeczywistą rzeczą, jaką mogłam zrobić, by wyrazić to, co dzieje się wewnątrz i na zewnątrz mnie“.

Frida Kahlo, fragment podania o stypendium Fundacji Guggenheima, 1940 rok.

Stypendium nie zostało przyznane. Czytaj dalej Frida

Dzieci śnią pod choinką

Jed McKenna (w Polsce raczej nieznany a zasługujący na popularyzację, więc na blogu będzie gościł, choć… nie istnieje) ośmiela się niszczyć nasze pretensje do wielkości twierdząc, że ludzie są dziećmi dużymi, zatrzymanymi w rozwoju na etapie szkoły podstawowej. Czym jest powszechne Człowiecze Dziecięctwo? Wiarą w oddzielenie ego, w swoją ważność, w realne istnienie naszych postaci, ról, nazwisk, wartości, narodów. Agresją podbudowaną lękiem i pragnieniem akceptacji. „Swoim” kontra „ich”. Wiarą w istnienie zewnętrznego, niesterowalnego świata i Kogoś, kto może zrobić nam coś złego lub dobrego. Wiarą w przeszłość czy przyszłość przy ślepej plamce zasłaniającej teraźniejszość. Gdy dorosłe dziecko mówi o szczęściu (a mówi często, jakby to było ważne) myli uparcie Życie ze swoją narracją i sytuacją życiową. Oto jest rzeczywistość przeciętnego człowieka niezdolnego do zgłębienia pytania kim naprawdę jest. „Funkcjonowanie w świecie” i stany odurzenia indukowane społecznie, od religii po miłość, sprawiają, że nie chce nam się pytać, pytać siebie, do głębi, do przeraźliwej pustki i wstrząsających odpowiedzi. Człowiek żyje na poziomie bajki, którą bierze za rzeczywistość. Więc pytaj kim jesteś, oddzielaj prawdę od dziecięcej wiary, zabij autorytety, podpowiada żarliwie McKenna, ale z drugiej strony ostrzega: jeśli śnisz fajny sen, to po co się budzić? Uważaj, dorastanie – wyjście z teatru cieni i iluzji- boli,  nie jest dla wszystkich.
Więc ze strachu przed bólem i wolnością śnimy bajki, jak dzieci.

Czytaj dalej Dzieci śnią pod choinką

Bajka o foliówkach

Jedyna słuszna decyzja Ministerstwa Środowiska, grzmiały swojego czasu niektóre -skądinąd rozsądne-media, pisząc o planowanym opodatkowaniu foliówek, tzw opłacie recyklingowej.

Zdziwiłam się widząc ten bezrozumny medialny entuzjazm. Źródłem zanieczyszczenia foliówkami jest produkcja a nie finalny odbiorca. Żadne pieniądze nie mogą pójść faktycznie na „ochronę środowiska”, bo żadne pieniądze (same w sobie też dla środowiska niebezpieczne, o ironio) nie przyspieszą rozkładu foliówek ani nie uratują środowiska przed degradacją. Raz wyprodukowana foliówka już jest na tym materialnym świecie i będzie ten świat zanieczyszczać bez względu na to, kto i gdzie ją użyje; bez względu na to, czy będzie w magazynie producenta, w domu klienta czy w sklepie. Należałoby raczej zakazać globalnej produkcji. Do czego żaden rząd nie przyczyni się z pewnością. Nie chodzi nawet o konflikt z polskimi wytwórcami folii, ale o konflikt z międzynarodowymi korporacjami obracającymi produktami ropopochodnymi. Wiem, wiara w Ojca Narodu silna jest, ale -uff – nec Hercules contra plures. Czytaj dalej Bajka o foliówkach

Pewność ciosu

Z azjatyckich podróży pamiętam zasady ruchu drogowego. A raczej- w moim europejskim mniemaniu- ich brak (no, oprócz Singapuru). Watahy skuterów zalewały chodniki Sajgonu w godzinach szczytu – i nagle szłam w ławicy zwinnych hond. Pamiętam chińskie autostrady, przez które pomykały ciężarówki, między którymi kręciły się białe limuzyny z przyciemnionymi szybami, ostatni krzyk mody wtedy, którym drogi nikt nie śmiał zajechać. Tajskie wyścigi autokarów z ciężarówkami i umykające przed nimi samochody osobowe, wszystko w ostrzegawczym ryku klaksonów. Prawo dziobania na drogach w Kerali, autokary wymijające motorowe ryksze gdzieś na serpentynach Gór Cynamonowych. Nikt pieszemu na pasach nie ustąpił. Pamiętam pokorę, z którą czekałam na swoją kolej, a potem szłam, trzymając się przy tym równo z obeznanym tubylcem, ciężarówka za ciężarówką, pas za pasem, pomału, płynnie – by kierowca mógł wyliczyć jak nas ominąć. Czytaj dalej Pewność ciosu

Rzekoma ofiara patriarchatu

Historia Szydło, może być historią o tym, jak patriarchat obchodzi się z kobietami“ twierdzi Kazimiera Szczuka. Obawiam się, że nie jest to adekwatne ujęcie sprawy. To nie patriarchat „się obchodzi“, to pani Szydło przyjęła świadomie rolę, jaką zagrała w tym pięknym spektaklu. Nikt pani Szydło nie zmuszał wyłamywaniem palców do łamania konstytucji, nikt nie przypalał papierosami, by bezczelnie kłamała przez obywatelami ani też nikt szantażem nie kazał robić z siebie kretynki na forum europejskim. Nikt też nie zapisał jej z branki do PiSu ani nie rzucał siłą na kolana przed biskupami. Pani (już wice)premier ma zdolność samorefleksji, rozumienia, gry i wyboru, co w komentarzu K. Szczuki umyka.

Niegdyś dla lewicowych feministek ikoną pt. Naczelna Ofiara Patriarchatu stała się osławiona Mama Madzi (tak piszę, bo to raczej figura niż Katarzyna W.). Kuriozalne, bo doprawdy nie ma związku między psychopatią, nawet w kobiecym mózgu, a patriarchatem.

Opowieść feministyczna szuka ikony, by wbrew naturze zjednoczyć kobiety w rzekomym siostrzeństwie. Zjednoczyć kobiet pod jednym sztandarem nie można (o spektakularna porażko Partii Kobiet!) ani też nie ma jednego totemu. Podziały są głębokie, ekonomiczno-społeczne. Nie będzie feministyczną ikoną pracownica magazynu, nie będzie także menedżerka czy członkini zarządu. Bo to są różne galaktyki. Brak w opowieści kobiecej wspólnego mianownika. Scalanie wokół „złego patriarchatu“ i „złych mężczyzn“ budzi już uśmiech politowania. Czytaj dalej Rzekoma ofiara patriarchatu

Co mówią o nas króliczki?

Reklama z króliczkami poruszyła opinię publiczną. Wbrew intencjom reklamodawcy, który przesłanie traktuje dosłownie i serio, odbiorcy płodni i niepłodni podnieśli krzyk. Jak to- czy my, ludzie, zwierzakami jesteśmy?

Myślę, że ta reklama oburza, bo – w podtekście, w założeniu – przemyca prawdę. Narusza tabu i mity kulturowo obowiązującego kultu płodności.

Czytaj dalej Co mówią o nas króliczki?

Nie ratujcie Carreya

Świat zaniepokoił się stanem zdrowia psychicznego Jima Carreya. Z wielką troską portale piszą, że Jim Carrey zwariował. O wariactwie ma świadczyć to, że Carrey oświadczył, że nie istnieje. Co więcej, nie istnieje w jego mniemaniu też miła pani dziennikarka, która robi z nim wywiad. I że świat  sam w sobie nie ma znaczenia. Carrey ośmielił się powiedzieć między innymi tak:

“We’re a bunch of ideas cobbled together to look like a form. There’s a body and there’s a mind, but the body is part of the field of consciousness, just dancing for itself and it’s no different than a plant or a chair or your phone—it’s all one thing. Because we are sentient, there’s a consciousness, and we have to deal with this thing we create, like a fortress of ideas around it. So we say, ‘This is my name and this is my heritage and this is my nationality and here’s my hockey team and these are all of the things that I am.’ That’s the mistake.”
Ja się nie niepokoję. Carrey mówi bowiem to, co mówili mistycy i przebudzeni na przestrzeni dziejów, językami i obrazami przeróżnymi. Oczywiście tylko ci, co szczęśliwie wyszli z Doliny Ciemności (zwanej dziś chorobą, depresją), bo są i tacy co polegli. Mówili o iluzji ego i symbolicznej śmierci Ja, o grze pozorów, o iluzji Oddzielenia, o Jedni. Przekaz Carreya nie został rozpoznany, bo narracja Przebudzenia obija się gdzieś na marginesie kultury.

Czytaj dalej Nie ratujcie Carreya

Aborcja Zabija

… głosi billboard na jednej w wylotówek warszawskich ( i ponoć nie tylko). Obok reklam, kup to kup tamto, kolorowego ciu ciu ciu, wali po oczach kawał czerwonego mięsa o ludzkim kształcie. Kampania pro-life wzbudziła społeczne protesty, choć hasło jest oczywiste. Tak, zgadza się, wbrew temu co twierdzą zwolennicy opcji pro-choice, aborcja zabija.

Życie nierozłączne jest od śmierci, a cały cykl jest przepływem energii i zmienności form. To jest oczywistość: żyjąc rozpychamy się, pozbawiamy  perspektyw i „lubego życia” inne istoty, nawet in potentio.  Obrońcy życia, jeśli chcą je tak naprawdę, tak w całości, konsekwentnie bronić, muszą sobie zdawać sprawę z tego, że- o paradoksie- broniąc życia, bronią też zabijania (dla) życia, bo to jest właśnie życie samo.

Zabijamy planami, marzeniami, niemożnością. Zabijamy jedząc, czasem jedząc coś na żywca – jak pachnące morzem, poranione, czyli „poluzowane” ostrygi. Lub krwiste steki. Jakie cuda dokonują się nad tatarem z wódeczką, jakie nad dziczyzną! Nie tak dawno wywieszano na balkonach trupy zajęcy by „skruszały” na Wielkanoc. Cielątko płci męskiej zostanie zabite tuż po urodzeniu (mięso trafi na stół jako „zdrowa cielęcina”) by homo sapiens mógł napełnić się „zdrowiem”, by mógł przyssać się do pełnych wymion zdziwionej obrotem sprawy krowy-mamy. Wege uśmiechną się z wyższością, bo oni „nie zabijają”. Ale gdzie tam. Nikt podając sałatkę nie powie prawdy, która brzmi: „oberwałem młode liście sałaty aż zapłakała białym sokiem, przerwałem nadzieje marchwi na wydanie dzieci w przyszłym roku, wyrwana rzodkiewka krzyczała jak mandragora i powoli umierała tracąc turgor; pozbawiłem domu wiele gąsienic; zabrałem dzieci krzakowi pomidora wraz z bogatą, wilgotną wyściółką dla młodych siewek a całość przerwanego życia pokropiłem sokiem ze zmiażdżonych dzieci rzepaku”.

Pycha. Czytaj dalej Aborcja Zabija

Nie ma nikogo

Zwolennicy PiS wydają się być organicznie niezdolni do koalicji i gloryfikują samotną beznadziejną walkę ze wszystkimi. „Dobra zmiana” to w zasadzie rewolucja mniejszości z samonapędzającą się paranoją. Narracja „Zmiany” – w jej drobnym fragmencie, oczywiście – przywodzi mi na myśl coś znanego już i przerabianego: inicjację bohatera w wydaniu chrześcijańskim. Bohatera specyficznego, dla którego punktem odniesienia nie jest wspólnota. W tej opowieści żaden nawrócony Głupi Jasio nie wraca mądrzejszy z dalekiej podróży i nie pracuje w cichości dla dobra całej wspólnoty. Punktem odniesienia w tej narracji, pivot, jest figura boga wymagająca porwania więzi rodzinnych, dotychczasowych obyczajów, układu, koalicji, pracy. Chrześcijańskie bohaterstwo to bohaterstwo samotności. Wymaga wyrzeczenia się dotychczasowych relacji („oto matka twoja”, ofiara ojca z syna) i stworzenia nowej duchowej wspólnoty ludzi samotnie dialogujących z bogiem (Kościół jako Matka, ruchy monastyczne). Bóg rozlicza grzechy indywidualnie, nakazuje by iść „za Nim” i „wyrzec się siebie”. Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść”. Mamy wizję skażonej, bezwartościowej materii. I Szatana, który podstępnie niszczy nie tylko ciało ale zwłaszcza duszę. Czytaj dalej Nie ma nikogo

Błękit oczu twych

Obejrzałam sobie na youtubie filmik młodego człowieka traktujący o słowiańskim dziedzictwie Polaków. Klasyka, jak ktoś w temacie, to wie. Było o wazie z Bronocic, kulturze łużyckiej, słowiańskiej haplogrupie R1a1, indyjskich braminach, kulturze jasnookich Ariów; o Scytach i Sarmatach, o Ślęży i zakorzenionym (rzekomo) w genach prawdziwego Słowianina uwielbieniu przyrody. I w kółko o tym, że oni jeszcze nie (jazda, koło, wozy, sery etc etc) a nasi- już tak i byli w tym świetni.

Jacyś oni w tle i  My, Nasi czyli ci mądrzejsi, jaśni.

Obrazki piękne, zwłaszcza niebieskookich dzieci i dziewcząt, jak z folderu reklamowego. Byłam pod wrażeniem tego błękitu. Czytaj dalej Błękit oczu twych