Tak sobie myślę

Był rok 1997. Polska wstała z kolan, choć już widać było, że pod krzyżem kolejny raz upadnie. W tymże roku narodził się pewien chłopiec. Ot, takie małe coś w becie, nic w głowie, oprócz potrzeby ssania cyca i bezmyślnego wydalania tego, co z cyca wyssane.

Świat przed takim malcem otworem. Możesz wszystko, ty wybierasz, ty decydujesz, mówił Świat.

Po 21 latach Wolnej Polski malec pisze o sobie tak:

Chcę opowiedzieć historię mojego życia, która zmierza raczej do samobójstwa….Czuję się nie potrzebny na tej ziemii, nikt mnie nie rozumie po za mamą. Wszystko jest dla mnie bez sensu….

 

I opowiada więc historię, skoro już chce:

Czytaj dalej Tak sobie myślę

Sensei

Burżuazja zdarła aureolę świętości ze wszystkich rodzajów zajęć, które otaczano dotychczas szacunkiem i na które spoglądano z nabożną czcią. Lekarza, prawnika, duchownego, poetę, uczonego obróciła w swoich płatnych robotników.

Karol Marks, Fryderyk Engels „Manifest Partii Komunistycznej”

 

Zdarzyło mi się zaobserwować w Innym Kręgu Kulturowym (Innym – więc świeżym, fascynującym) jak grupa zwróciła się do (przecież!) prostego rzemieślnika, wytwórcy wachlarzy, słowem „sensei” (nauczycielu, mistrzu). Przenosząc to na polski grunt, „mistrzem”, „nauczycielem” należałoby nazwać każdego, kto posiada wysoki poziom umiejętności jakiej nie posiada pytający. Nazwać tak ślusarza, dekarza czy hydraulika, który mnie oto uświadamia, że w domu trzeba mieć pakuły i w ogóle to „ten zawór odpowietrzający, co go pani, kur…a, kupiła, to do dupy jest…”

W tamtej przestrzeni, słowo „sensei” utworzyło głębszy pierwotny porządek, nie tyle hierarchiczny, co specyficzny; wzbudziło przepływ energii między pytającym a pytanym, między Mistrzem z Uczniem, wiedzącym a niewiedzącym. Zwrot „sensei” narzucił -oczywiście na chwilę i w sferze nieuświadomionej- poważne obowiązki obu stronom. Związał je podskórną opowieścią. Czytaj dalej Sensei

Iluzja wzrostu

Nieograniczony wzrost, rozwój, „praca nad sobą”- nad rozszerzeniem psyche, „nieustanne pasmo sukcesów”, projekcja zawsze lepszej przyszłości i skuteczność to motywy przewodnie kultury sprzedawane nam jako oczywista oczywistość – od gazet codziennych przez korporacyjne tabelki do gabinetów terapeutycznych.  Podstawa niezmąconej wiecznej wiary w późniejsze „lepiej”. Granice wzrostu? Ograniczenie? Samoograniczenie? Śmierć? Nic z tych rzeczy, to niemodne, to nie istnieje. Choć właśnie do słabości, lęku, umierania, granic poznania, ograniczeń trzeba się zbliżyć by  przestać być szczeniakiem. O paradoksie, czy to na planie indywidualnym czy kulturowym, prawdziwy rozwój wymaga porzucenia szczeniackiej nadziei wiecznego rozszerzania i uznania nie-do-rozwoju,  nie-do-pełnienia. Czy to już wiemy?

Spojrzenie analityka Jamesa Hillmana na dziecięcą narrację wzrastania bez barier: Czytaj dalej Iluzja wzrostu

Prawdziwa bieda

Mamy prawdziwą biedę. Po „25 latach wolności” dożyliśmy momentu, gdy nie można z domu nosa wyściubić z powodu smogu; w sklepie coś czego nie można nazwać ŻYW-nością; dla narracji społecznych nakładamy na siebie PET udający wełnę i kosmetyki pielęgnujące ciało ołowiem. Mleko matek nie spełnia norm stawianych przed spożywczym mlekiem. Pijemy i jemy plastik i z plastiku.

Nie chodzimy ani głodni ani nadzy, ale klepiemy biedę. Ta część świata -na pokaz szczęśliwa, kolorowa i syta, ta, której zazdroszczą inne – jest w zasadzie biedna.

Inni mają gorzej, obraza boska takie marudzenie, westchnie starsze pokolenie, pamiętające jeszcze głód i jedną parę butów na kilka sezonów. Obraza boska, odpowiem, bo w pozornym dostatku kolorów i barwnych narracji (możesz wszystko! stwórz siebie!) cierpimy niedostatek czystego powietrza, ciszy, zieleni, dziczy, snu, piękna, właściwej aktywności, prawdziwego jedzenia pełnego wartości odżywczych i chroniących ciało nietoksycznych tkanin. Czytaj dalej Prawdziwa bieda

Kosmita

Komuś, kto żyje w narracji podporządkowania totemowi nie przyjdzie do głowy prosta rzecz- że można realizować własne pasje. I to, że dla tych  pasji, dla wewnętrznego wezwania, wykorzystuje się to, co jest w danym momencie dostępne, np. rzeczywistość zwaną dziś PRL-em. Być, realizować się w „Reżimie” jest tożsame – dla osób pozbawionych wewnętrznej wolności – ze służeniem Reżimowi, z krzywdzeniem, z „kolaboracją”, z „brakiem honoru” czy „brakiem kręgosłupa”.

Gilotyny więc już naszykowane. Czytaj dalej Kosmita

Podwójne słodkie wiązanie

Na przystanku widziałam pięknie podświetlony plakat. Firma płaci za serduszka zebrane z opakowań czekoladowych batoników. Na plakacie twarze znane z akcji charytatywnych. „Czujesz się dobrze, pomagasz dobrze”. Serce ma rosnąć. Sensu to nie ma, ale brzmi fajnie i w szarzyźnie wieczornej się świeci.

Przykład podwójnego wiązania, pomyślałam. Cokolwiek zrobisz, będzie źle. Nie kupisz, by pomóc- to jesteś świnia, małostkowe, podłe, zimne, nieradosne serce i serc z plastiku nie naklejasz. Kupisz i zjesz, by pomóc- niszczysz sobie zdrowie cukrem. Korzysta Firma- na promocji, na skojarzeniu marki z „pomaganiem”, z „czuciem dobrze” i „dobrymi składnikami” No, samo dobro. Czytaj dalej Podwójne słodkie wiązanie

Mniej czyli więcej

Przeczytałam niegdyś „Mniej’ Marty Sapały i został mi po tej książce głęboki niesmak. Na pierwszy rzut oka nie ma powodu: oto kilkanaście gospodarstw domowych usiłuje ograniczyć konsumpcję przez 12 miesięcy. Rodzi się konkurencja – kto wyda mniej. O tym właśnie książka.

Brzmi dobrze, bo w modnym nurcie minimalizmu, slow i zrób sobie dobrze sam. Ale paradoksalnie, anty-konsumpcja kończy się u ludzi poddanych eksperymentowi obsesją myślenia o konsumpcji. Szybkie zaspokojenie potrzeby (kupno) zastąpione zostaje długotrwałym, przewlekłym myśleniem, jak potrzebną rzecz zdobyć. Mniej (rzeczy) oznacza więcej (marzeń o rzeczach i czasu zmarnowanego na zdobywanie rzeczy). „Rzecz” jest ciągle w głowie, wyolbrzymiona, i wymaga ogromu umysłowego wysiłku by ją „skombinować”. Ograniczenie konsumpcji w tym eksperymencie nie oznacza bynajmniej poddania głębokiej refleksji swoich potrzeb a sprowadza się do kombinowania, załatwiania, zazdroszczenia, ścibolenia, przeliczania, kradzieży, hodowania brudu, pozbawiania się przyjemności konsumpcji piwa, odzierania z potrzeb estetycznych, żerowania na innych, żyłowania, zaniechania dawania innym przy szerokim domaganiu się tego, co inni wypracują. Niestety, nie ma czegoś takiego jak darmowa zupa, jakiekolwiek „darmowe” jest samo-oszustwem. Samo-ograniczenie skutkuje wmawianiem sobie, że świat społeczny jest płaski a nie rangami hierarchiczny. I racjonalizacją, że heroicznie pozbawia się przyjemności wypicia piwa dla jakiegoś wyższego dobra: świata, rozwoju, otoczenia, własnej psyche etc, etc.

Czytaj dalej Mniej czyli więcej

Kłamca, jego prawda i jego babcia

Umysł posługuje się pewnymi kategoriami. Np. sprawiedliwości czy prawdy.  Ale co jest „obiektywną” ludzką prawdą? Oto Jair Lapid twierdzi, że jego babcia została zamordowana przez „Niemców i Polaków”(„My grandmother was murdered in Poland by Germans and Poles”) choć nie ma tego na poziomie faktów i definicji prawdy Arystotelesa. Kłamie czy mówi prawdę? Dla mnie każdy mówi prawdę nawet jeśli kłamie, bo mówi z poziomu swojego wewnętrznego procesu. Lapid odzwierciedla swój proces, swoje emocje, tutaj: pracę nad poczuciem krzywdy. Facet jest kłamcą i jednocześnie nie kłamie;  mówi prawdę swojej psyche. Jak stwierdzimy, że liczą się tylko fakty to wymazujemy wewnętrzną prawdę tego człowieka, z której on być może nie zdaje sobie sprawy. Ale jego wewnętrzna prawda także jest elementem świata. Tak jak wewnętrzną prawdą komentatorów zdarzenia jest to, że usiłują – zgodnie z ostatnio panującą bzdurną modą – budować sobie symboliczny „naród” na wykluczeniu i wybiórczej odpowiedzialności.

Czytaj dalej Kłamca, jego prawda i jego babcia

Polak, szynka i zombie

Zdarzyło mi się to wielokrotnie (z pewnością innym również), że ktoś w rozmowie -przy całej śmieszności  – uzurpował sobie prawo wyrzucania mnie poza symboliczną wspólnotę narodową.  „Nie jesteś Polką”, dowiadywałam się, „pakuj się do Izraela/Szwabów, na Madagaskar”, „Tylko prawdziwi Polacy”, „Prawdziwy Polak może, robi, nie robi…” Ba! kiedyś ktoś mi powiedział na australijskiej plaży „prawdziwi Polacy nie szwędają się i siedzą w domu” . Brzmi znajomo?

Takie etykietowanie nie jest modą odgórną, choć są tacy, którzy w to chcą uwierzyć. Raczej rząd nasz jaśnie nieoświecony wpisał się w sposób myślenia wielu osób. Hitler przecież nie „porywał tłumów”. To raczej tłumy znalazły w nim ucieleśnienie swoich konceptów. Jego usta mówiły językiem grupy. Inaczej Hitler pozostałby w pamięci nielicznych jako mierny malarz borykający się z problemami jelitowymi.

Zdaję sobie sprawę, że tożsamość narodowa dla wielu jest święta i oczywista.  Nie poddana refleksji żadnej. „Polska”  funkcjonuje w niektórych umysłach jak konstrukt/projekcja „Bóg” i traktowana jest jak niepodważalna, najrzeczywistsza rzeczywistość choć jest tylko kategorią umysłu, memem. Czytaj dalej Polak, szynka i zombie

Oto figura Żyda przemówiła

„Z kim jeszcze nie mamy wojny?” zadumał się Prezes. Kot przeciągnął się leniwie i od niechcenia machnął ogonem w globus na prezesowskim stole. „Tak, kotku – Izrael!”

No i mamy. Wojnę równą absurdem tej jaką Australia wypowiedziała Turcji swojego czasu.

Prowadzenie dyskusji na poziomie gier umysłu nie ma sensu. Nie ma sensu używać słów „Polska”, „Izrael”, „goj”, „parch”. One mówią o emocjach mówiącego i jego potrzebie przynależności/ukrycia się w cieniu Czegoś Wielkiego a nie o tym co nam się wydaje, że niby-mówią. Błędem jest mieszanie do tematu genów, rodów, narodów, kultur, państw – bo niszczy człowiek człowieka a nie „Polska” „Izrael” czy znów „Izrael” „Polskę”. Niepokojący głos z Izraela mówi o prostym i oczywistym fakcie: że niektórzy Polacy w żydowskich oczach są współwinni holokaustowi. Winni nienawiścią, biernością, zaniedbaniem, wycofaniem, współpracą z katem, radością z „wreszcie ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”, bierną i aktywną agresją. Żadna ustawa, żadne zamykanie ust niewygodnym świadkom faktów nie zmieni. To, że owa współodpowiedzialność nie weszła do publicznej narracji nad Wisłą jest błędem. Nie pojawiło się żadne obustronne „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. To też ogromne zaniedbanie. Czytaj dalej Oto figura Żyda przemówiła