Przewidywalność

Wiem, co jem. Nie wiem, co robię.

Salvador Dali

 

Zafrapował mnie kiedyś ten fragment książki „Kultura Manii” Tomasza Olchanowskiego:

A przecież uczynić żywe istoty całkowicie przewidywalnymi znaczy: zamienić je w udające życie mechanizmy.

Jakże potężne stało się dzisiaj obłędne pragnienie, by uczynić przewidywalnym siebie, by panować nie tylko nad własnymi stanami psychicznymi, ale i nad procesami fizjologicznymi zachodzącymi w ciele, nad losem, karierą, reakcjami i odczuciami innych ludzi. To starodawne dążenie do omnipotencji – gdzie magia została zastąpiona niby-racjonalnymi poradnikami cudownych diet i szczęśliwego, spełnionego życia, spotęgowane przez możliwości, które przyszły wraz z rewolucją informatyczną, a dotyczą intensywnego bombardowania umysłu produkowanymi złudzeniami- jednych wysyła w obszary manii, innych w podziemia depresji, a być może większość z nas czasem tu, czasem tam.

Narkotyczne czy kontemplacyjne „weekendowe” dążenie do odmiennych stanów świadomości, przeżyć ekstatycznych, zapomnienia się, wykroczenia poza tworzone iluzje siebie – to niewątpliwie kompensacje płaskiego, zaplanowanego do bólu życia, unoszącego się w balonie racjonalności, w którym nudę przerywają jedynie pasje związane z transakcjami ekonomicznymi, coraz bardziej obwarowanymi zabezpieczeniami. Jednak z tych „weekendowych” czy urlopowych wypraw po magię niektórzy czasem już nie wracają, a większość powraca po zażyciu cudownych tabletek na „odrodzenie” do cudownego królestwa ekonomii. Na ekranach monitorów czeka na nich gotowy idealny obraz homo oeconomicus, którym należy się stać.

Mamy tutaj dwa zjawiska: życie przykrojone do racjonalnych, umownych, iluzorycznych bajek i to, co nagle spod nich wybucha i niszczy.

Nie mogłam oprzeć się porównaniu tego fragmentu z lacanowskim opisem osobowości obsesyjnej: Czytaj dalej Przewidywalność

Spojrzeć w pustkę

Nie wiem, na ile sensowne jest tłumaczenie obecnego stanu świata „popędem śmierci”, co się niektórym zdarza. To wytłumaczenie dość płytkie, w zasadzie wyraz wiary: wierzymy że „popęd” istnieje, więc i działać jakoś musi: ludzie chcą (się) niszczyć, bo są z natury źli i kropka. Problem w tym, że pod owym popędem, rzekomo biologicznym czy nieuchronnie psychologicznym, jest coś innego niż nazwa głosi. „Popęd śmierci”, wewnętrzne dążenie do dezintegracji (przebudowy?), jest wyrazem -o ironio!- tęsknoty za życiem, za pełnią, za zmianą w stronę przynależności do świata  jako otwarciem się na niedualne widzenie buddy. Analogicznie do samobójstwa, które jest wyrazem tęsknoty za „innym” życiem, życiem w kształcie innym niż jest, bo to które jest wydaje się nie do zniesienia. „Popęd śmierci” czy samobójstwo jest wykoślawionym karykaturalnym dążeniem do wewnętrznej integracji, przyspieszonym pseudo-dojrzewaniem psyche, roz-topieniem się w infantylnej fantazji wszechmocy wobec rzeczywistości wewnętrznego pokiereszowania i cierpienia.

Zbliżenie do śmierci by potwierdzić fakt istnienia.

O zwichrowaniu wewnętrznego rozwoju przez społeczne role i egotyczne narracje – cytat Richarda de Martino: Czytaj dalej Spojrzeć w pustkę

Przebodźcowani. Nigdy samotni.

Stłoczeni w środkach transportu i w domach stojących na innych domach, z oknami wychodzącymi na inne domy; bezradnie osaczeni informacją; zagłuszani hałasem, bezmyślną paplaniną; w toksycznej przestrzeni, w której wzrok nie może błądzić po horyzont… Wiecznie pod wzrokiem Innego lub introjektowanego Innego. Tak, przyzwyczailiśmy się do życia stłoczonych szczurów, ale to nie jest ludzki świat a wyraz lęku przed światem. I źródło ogromnego, nieuświadomionego cierpienia. Nie wyrzucajmy na śmietnik historii samotności. Przecież to nie samotność boli a wykluczenie, brak psychicznie bliskich więzi, w tym brak kontaktu ze sobą (nie mylić z kontaktem z ego, postacią, narracją).

Dziś kilka cytatów z „Historii Samotności i Samotników”, dla tych, którzy uważają, że jednostce- by mogła żyć w zgodzie ze sobą i światem- należą się 4 km kwadratowe powierzchni. Cytaty dla samotników na cudne, mgliste, pachnące liśćmi listopadowe dni, tak sprzyjające refleksji o ogromnej współczesnej potrzebie samotności, swobodnego oddechu i przestrzeni.

Wiek XX był stuleciem mas: wojny światowe, strajki powszechne, rozrywki masowe, sport masowy, turystyka masowa, kultura masowa, ideologia mas, partie masowe, masowa konsumpcja. Statystyki, sondaże, powszechne prawo wyborcze: rządzi większość. Czy w tym stadnym świecie jest jeszcze miejsce dla samotnika? Paradoksalnie, bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ ten wiek tłumów jest wiekiem samotnego tłumu, jak zatytułował opublikowaną w 1950 roku pracę amerykański socjolog David Riesman. W poprzednich wiekach samotność oznaczała fizyczne odosobnienie, samotnię na pustyni. Nowa samotność jest samotnością w środku tłumu, tym bardziej dotkliwą, że wypieraną. Nowoczesne społeczeństwo, czyniąc wszystko, by ją zakamuflować, w rzeczywistości nieustannie ja wzmacnia.

Czytaj dalej Przebodźcowani. Nigdy samotni.

Wokół gościni

Wokół słowa „gościa”, „gościni” użytego przez posłankę Magdalenę Biejat   zrobił się ruch. A mnie się skojarzyło coś takiego:

Było to bardzo, bardzo dawno temu, w 102 roku przed naszą erą. Życie toczyło się z całą swoją soczystością, i Rzym walczył z napierającymi plemionami germańskimi, które szukały nowych ziem do zasiedlenia ciążąc ku bogatemu i ciepłemu Południu. Rzym walczył rozpaczliwie kilka lat, przeobrażając armię i oddając kilkuletnie wodzostwo Gajuszowi Mariuszowi. Pod Aquae Sextiae (Aix-en-Provence) doszło do bitwy, w której Legiony otoczyły i wycięły germańskich wojów. Celem Mariusza był jednak obóz kobiet i dzieci- to nie rajzy wojów a cierpliwa teutońska płodność stanowiła faktyczne niebezpieczeństwo zasiedlenia ziem italskich. Zdobycie obozu pełnego bab miało być dla legionistów spacerkiem. Nie było. Germanki zaskoczyły Rzymian stając do zaciekłej walki z bronią w ręku i walcząc dzielnie, do końca. Swojego końca lub końca swojego plemienia. Zonk. Czytaj dalej Wokół gościni

O drzewie tlenowym

Przykuł moją uwagę wielki billboard Stwórzmy razem wielkie ogrody tlenowe. BNP Paribas”. Na zielonym obrazku rządki oxytree, z „ogrodem” nie mające nic wspólnego. 

Słowo „ogrody”, choć nieadekwatne, nie zdziwiło mnie wcale; ubawiło bankowe „razem” (kiedyś się mówiło: więcej poufałości niż znajomości), ale zastanowił  wyraz „tlenowe”.  Wysadzanie krzyżówek paulowni, lub po polsku pawłowni, zwanej modnie z angielska oxytree, powinno być zabronione (a nie będzie). To twór laboratoryjnie sztuczny, nie tworzący układu wymiany z innymi uczestnikami biosytemów, niezdolny do rozmnażania, niemożliwy do wyplenienia. Na szczęście dość nieodporny na mrozy (w naturze, bo po poprawkach w laboratorium- nie wiem).

Gdyby nie było drzewa tlenowego, to dzień dzisiejszy byłby doskonałym momentem na to, by go wymyślić. Mamy marketingową falę „ratowania Ziemi”. Popularyzacja oxytree to inicjatywa, która, jak większość tego typu,  nie ma nic wspólnego z Ziemią, bo abstrahuje od faktycznych powiązań ziemskich ekosystemów. Jest za to podległa biznesowi i regulowana przez chciwość wybranych biznesowych grup. Rosnąca jak na sterydach paulownia daje ponoć drewno już po 6 latach, pnie prościutkie, bez sęków, i odrasta z pnia bez kolejnego sadzenia. Czysty zysk. A image ma się kojarzyć z „ratowaniem”, „tlenem”, i tak nazwa sugeruje.

Oxytree wydaje mi się doskonałym odzwierciedleniem współczesnego myślenia o czynieniu sobie Ziemi poddanej. Samotny typ, żerty, wymagający sporych zasobów wody, dający szybki zysk, szybki wzrost, trwały. Ryzyko? Nieznane czyli… nie ma, bo na rynku należy myśleć optymistycznie, no i jako produkt „nauki” zamyka gębę sceptykom. Bezpłodny produkt laboratorium, za który należy zapłacić producentowi. Sadzony za sprawą banku, który żąda za wirtualne „sadzenie” pieniędzy od swoich klientów. Czytaj dalej O drzewie tlenowym

Te uczucia

Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Art. 196. Obrażanie uczuć religijnych innych osób
Dz.U.2018.0.1600 t.j. – Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny

 

Piszę ten kawałek w kontekście akcji „Polska pod Krzyżem”. Wbrew deklaracjom organizatorów moje ucho czyta to dosłownie: pod-krzyżem. „Pod”, czyli w sytuacji poniżenia, niższości, w upodleniu, gwałcona, z ciężarem czegoś („krzyża”) na sobie.  Państwo polskie poniżone przez „krzyż”: Kościół, religię, opowieść chrześcijańską. Nomen omen – bo czy słowa nie niosą prawdy, tej wstydliwej, nieświadomej, ukrywanej? Czytaj dalej Te uczucia

Komunikuj

„Komunikuj” funkcjonuje jako kolejny rozkaz kulturowy. FB za mnie myśli: „od dłuższego czasu obserwatorzy twojej strony nie mają z tobą kontaktu- napisz post!”. Ojej, dobra, piszę: właśnie o kontakcie. Na ulicach dzieciaki z nosami w smartfonach…  Te narzekania na samotność, na ten zły narcyzm, „zerwanie więzi społecznych”, brak przyjaźni, związków etc. Bądźmy szczerzy- gdybyśmy chcieli tych więzi (więzów), tych przyjaźni, tego „prawdziwego”, „namacalnego” życia społecznego, to nasze zachowanie byłoby inne. De facto, ludzie nie chcą, „nie mają czasu”, „wrzucają na FB”, „są w kontakcie”, pozostając tak naprawdę w kontakcie z własną głową czyli wyobrażeniem: siebie i drugiej osoby. Inaczej niż cytowany niżej Georges Minois, uważam, że ludzie uciekają  „w komunikację”celowo – by zostać tymi samotnymi, by chronić pozorami swoją samotność przez tłumem, by wystawić na pokaz maski. Biada tylko tym, którzy maski i przebieranki wezmą za jedynie możliwe Ja. Biada tym, którzy -pomijając swoje bogactwo: rozproszenie i wielowątkowość- będą starali się uczynić się spójnymi.

Samotnicy wszystkich krajów łączcie się! Czytaj dalej Komunikuj

Dlaczego katolicy milczą?

War is peace. Freedom is slavery. Ignorance is strength.

Orwell, Rok 1984

„Dlaczego polscy katolicy milczą?” pyta Eliza Michalik. Pyta retorycznie. Czyżby bała się odpowiedzieć, że źródłem milczenia polskich katolików wobec faszystowskich i innych wybryków Kościoła jest sama chrześcijańska narracja i obrazy, jakimi kultura karmi dusze wierzących? Ja odpowiem: żadnego buntu katolików nie będzie, pani Elizo, bo to, co się dzieje -milczenie, hipokryzja i przemoc- mieści się jak najbardziej w chrześcijańskim imaginarium. Niezłomne hejterki Emilki, arcybiskupi ględzący o zarazie, walka z tęczami  czy odwieczny syndrom oblężonej twierdzy – to samo gęste z kościelnej zupy i to nie od dziś. I proszę mi nie pisać, że jest gdzieś jakiś inny lepszy Kościół. Nie ma.

Polski katolicyzm, chrześcijaństwo w ogóle, czerpie ze swojego zapasu obrazów, narracji, metafor. Nie chodzi mi o oficjalne doktryny ani deklaracje. Chodzi o opowieści, sugestie, presupozycje, podszepty, wizje, słowa. Systemy oczywistości, obrazów. Tak, chrześcijaństwo zakłada realność istnienia przedmiotu wiary (o paradoksie!), nie jest mitem, ale to obrazy i podszepty mają wpływ na odbiorców, na ich nieuświadomione postrzeganie i oceny. Nawet na tych, którzy „nie praktykują”, ale ciągle się boją. Czytaj dalej Dlaczego katolicy milczą?

Ten przywilej agresji

Jeśli wojna jest normalna, wówczas wojna była i zawsze będzie, bez względu na to, co zrobimy.
Jeśli wojna jest nieludzka, wówczas musimy przeciwdziałać jej przy pomocy ludzkich struktur, opierając się na miłości i rozsądku.
Jeśli wojna jest wzniosła, wówczas musimy uznać jej wyzwalającą transcendencję i ulec świętości jej wezwania
James Hillman „Miłość do wojny“

A propos Białej Siły, Białego-Stoku dostałam od Losu pouczającą okazję zaobserwowania jak rodzi się przemoc i przyzwolenie na nią w mikrospołeczności jaką jest forum dyskusyjne. Forum owo stanowi część portalu pt. „psychologia“, twarzą tej strony jest rozpoznawalny psycholog. Nie jest to bynajmniej strona o tematyce psychologicznej, psychologia jest raczej  przynętą i przykrywką dla prawicowych haseł, newsów typu „uchodźca pobił psychologa“, „LGBT manipuluje i chce przyzwyczaić ludzi do adopcji dzieci przez małżeństwa homoseksualne“, „Polacy nadal chcą zawierać tradycyjne małżeństwa“ a dzielni chłopcy z Ordo Iuris ratują jakiegoś rodzica, któremu złe szwedzkie oficja chcą zabrać dzieci i oddać (o zgrozo!) muzułmańskiej rodzinie zastępczej – bez żadnego powodu, oczywiście.

W artykułach przeczytamy o „zboczonej ideologii Zachodu“, poubolewamy nad „dechrystianizacją elit“ oraz o tym, że dżenderyści (whatever) wywodzą swą ideologię od Engelsa. Jednym słowem, pod przykrywką „psychologii“ kryje się echo pisowskiej propagandowej szczujni, sprzedaje się alter-rzeczywistość wywróconą na lewą stronę (tfu, tfu, prawą!). I wizję „wojny cywilizacyjnej“, „obrony wartości”. Czytaj dalej Ten przywilej agresji

Parada obok Marszu

Choć to sezon ogórkowy a temat dawno przebrzmiał chodzi mi po głowie porównanie dwóch dialogujących ze sobą (?) demonstracji znanych pod nazwami Parady Równości i Marszu dla Życia i Rodziny. W założeniu miały być symetryczne, jednak czy są?

Kilka haseł Parady, cytowanych w mediach

Mam prawo mieć dzieci
Ojciec też może rodzić
Nie ma litości dla przemocowych gości
Nigdy więcej wojny
Wolność, równość , akceptacja
Ręce precz od naszych dzieci (Cudne, prawda? Każdy kij ma dwa końce…)

Parada kręci się wokół postulatu legalizacji związków homoseksualnych i adopcji dzieci przez homo-małżeństwa czyli prawnego uznania realności, bo jak świat długi i szeroki ludzie łączą się w pary, geje płodzą dzieci, lesbijki zostają matkami a opiekować się dzieckiem może każdy odpowiedzialny dorosły. Oczywiście, jest w tych hasłach też potrzeba społecznego uznania i walki z przemocą wobec mniejszości – to także na czasie, bo za wiecznym i światłym przewodnictwem rosyjskim, LGBT nie wyłączając plusa też staje się w Pislandii kolejnym wcieleniem kozła ofiarnego. A do czego kozioł służy to wiemy, np. do opluwania, do kopania, do palenia w stodołach, do produkcji mydła czy do wsadzania na statki i wysyłania Daleko etc, etc. W związku z tym, że to takie nuuudne, powtarzalne i przewidywalne warto byłoby pobawić się w coś innego niż w Kozły, tak myślę.

Marsz ma być znów kontrapunktem, protestem tzw. normalsów, którzy życie i umysłowe kategorie mężczyzna/kobieta zawężają do biologicznej rodziny i prawnie zawiązanego (wg niektórych fantazji – związanego na amen) związku hetero. Ich przykładowe, powielane przez media hasła:

Seksedukacja to deprawacja
Znajdź dziewczynę, załóż rodzinę
Zainwestuj w rodzinę
Rodzinka jak witaminka
Polska katolicka nie laicka
Brońmy rodziny

Oczywiście, można długo odnosić się do sensu-nonsensu takich haseł, dekonstruować pojęcie „ojcostwa“, biadać nad krajami, w których „rodzina“ zastępuje „państwo“ i rozważać np. czy przedszkolaki nie są bardziej deprawowane indukcją poczucia winy, opowieściami o piekłach  lub o dobrej acz wściekle karzącej bozi (co dorośli sprzedają pod nazwą „religia“), ale dziś nie o tym. Raczej o tym co Parada i Marsz sugerują, mówią przez siebie. I czy mówią do siebie. Czytaj dalej Parada obok Marszu