Komunikuj

„Komunikuj” funkcjonuje jako kolejny rozkaz kulturowy. FB za mnie myśli: „od dłuższego czasu obserwatorzy twojej strony nie mają z tobą kontaktu- napisz post!”. Ojej, dobra, piszę: właśnie o kontakcie. Na ulicach dzieciaki z nosami w smartfonach…  Te narzekania na samotność, na ten zły narcyzm, „zerwanie więzi społecznych”, brak przyjaźni, związków etc. Bądźmy szczerzy- gdybyśmy chcieli tych więzi (więzów), tych przyjaźni, tego „prawdziwego”, „namacalnego” życia społecznego, to nasze zachowanie byłoby inne. De facto, ludzie nie chcą, „nie mają czasu”, „wrzucają na FB”, „są w kontakcie”, pozostając tak naprawdę w kontakcie z własną głową czyli wyobrażeniem: siebie i drugiej osoby. Inaczej niż cytowany niżej Georges Minois, uważam, że ludzie uciekają  „w komunikację”celowo – by zostać tymi samotnymi, by chronić pozorami swoją samotność przez tłumem, by wystawić na pokaz maski. Biada tylko tym, którzy maski i przebieranki wezmą za jedynie możliwe Ja. Biada tym, którzy -pomijając swoje bogactwo: rozproszenie i wielowątkowość- będą starali się uczynić się spójnymi.

Samotnicy wszystkich krajów łączcie się! Czytaj dalej Komunikuj

Dlaczego katolicy milczą?

War is peace. Freedom is slavery. Ignorance is strength.

Orwell, Rok 1984

„Dlaczego polscy katolicy milczą?” pyta Eliza Michalik. Pyta retorycznie. Czyżby bała się odpowiedzieć, że źródłem milczenia polskich katolików wobec faszystowskich i innych wybryków Kościoła jest sama chrześcijańska narracja i obrazy, jakimi kultura karmi dusze wierzących? Ja odpowiem: żadnego buntu katolików nie będzie, pani Elizo, bo to, co się dzieje -milczenie, hipokryzja i przemoc- mieści się jak najbardziej w chrześcijańskim imaginarium. Niezłomne hejterki Emilki, arcybiskupi ględzący o zarazie, walka z tęczami  czy odwieczny syndrom oblężonej twierdzy – to samo gęste z kościelnej zupy i to nie od dziś. I proszę mi nie pisać, że jest gdzieś jakiś inny lepszy Kościół. Nie ma.

Polski katolicyzm, chrześcijaństwo w ogóle, czerpie ze swojego zapasu obrazów, narracji, metafor. Nie chodzi mi o oficjalne doktryny ani deklaracje. Chodzi o opowieści, sugestie, presupozycje, podszepty, wizje, słowa. Systemy oczywistości, obrazów. Tak, chrześcijaństwo zakłada realność istnienia przedmiotu wiary (o paradoksie!), nie jest mitem, ale to obrazy i podszepty mają wpływ na odbiorców, na ich nieuświadomione postrzeganie i oceny. Nawet na tych, którzy „nie praktykują”, ale ciągle się boją. Czytaj dalej Dlaczego katolicy milczą?

Ten przywilej agresji

Jeśli wojna jest normalna, wówczas wojna była i zawsze będzie, bez względu na to, co zrobimy.
Jeśli wojna jest nieludzka, wówczas musimy przeciwdziałać jej przy pomocy ludzkich struktur, opierając się na miłości i rozsądku.
Jeśli wojna jest wzniosła, wówczas musimy uznać jej wyzwalającą transcendencję i ulec świętości jej wezwania
James Hillman „Miłość do wojny“

A propos Białej Siły, Białego-Stoku dostałam od Losu pouczającą okazję zaobserwowania jak rodzi się przemoc i przyzwolenie na nią w mikrospołeczności jaką jest forum dyskusyjne. Forum owo stanowi część portalu pt. „psychologia“, twarzą tej strony jest rozpoznawalny psycholog. Nie jest to bynajmniej strona o tematyce psychologicznej, psychologia jest raczej  przynętą i przykrywką dla prawicowych haseł, newsów typu „uchodźca pobił psychologa“, „LGBT manipuluje i chce przyzwyczaić ludzi do adopcji dzieci przez małżeństwa homoseksualne“, „Polacy nadal chcą zawierać tradycyjne małżeństwa“ a dzielni chłopcy z Ordo Iuris ratują jakiegoś rodzica, któremu złe szwedzkie oficja chcą zabrać dzieci i oddać (o zgrozo!) muzułmańskiej rodzinie zastępczej – bez żadnego powodu, oczywiście.

W artykułach przeczytamy o „zboczonej ideologii Zachodu“, poubolewamy nad „dechrystianizacją elit“ oraz o tym, że dżenderyści (whatever) wywodzą swą ideologię od Engelsa. Jednym słowem, pod przykrywką „psychologii“ kryje się echo pisowskiej propagandowej szczujni, sprzedaje się alter-rzeczywistość wywróconą na lewą stronę (tfu, tfu, prawą!). I wizję „wojny cywilizacyjnej“, „obrony wartości”. Czytaj dalej Ten przywilej agresji

Parada obok Marszu

Choć to sezon ogórkowy a temat dawno przebrzmiał chodzi mi po głowie porównanie dwóch dialogujących ze sobą (?) demonstracji znanych pod nazwami Parady Równości i Marszu dla Życia i Rodziny. W założeniu miały być symetryczne, jednak czy są?

Kilka haseł Parady, cytowanych w mediach

Mam prawo mieć dzieci
Ojciec też może rodzić
Nie ma litości dla przemocowych gości
Nigdy więcej wojny
Wolność, równość , akceptacja
Ręce precz od naszych dzieci (Cudne, prawda? Każdy kij ma dwa końce…)

Parada kręci się wokół postulatu legalizacji związków homoseksualnych i adopcji dzieci przez homo-małżeństwa czyli prawnego uznania realności, bo jak świat długi i szeroki ludzie łączą się w pary, geje płodzą dzieci, lesbijki zostają matkami a opiekować się dzieckiem może każdy odpowiedzialny dorosły. Oczywiście, jest w tych hasłach też potrzeba społecznego uznania i walki z przemocą wobec mniejszości – to także na czasie, bo za wiecznym i światłym przewodnictwem rosyjskim, LGBT nie wyłączając plusa też staje się w Pislandii kolejnym wcieleniem kozła ofiarnego. A do czego kozioł służy to wiemy, np. do opluwania, do kopania, do palenia w stodołach, do produkcji mydła czy do wsadzania na statki i wysyłania Daleko etc, etc. W związku z tym, że to takie nuuudne, powtarzalne i przewidywalne warto byłoby pobawić się w coś innego niż w Kozły, tak myślę.

Marsz ma być znów kontrapunktem, protestem tzw. normalsów, którzy życie i umysłowe kategorie mężczyzna/kobieta zawężają do biologicznej rodziny i prawnie zawiązanego (wg niektórych fantazji – związanego na amen) związku hetero. Ich przykładowe, powielane przez media hasła:

Seksedukacja to deprawacja
Znajdź dziewczynę, załóż rodzinę
Zainwestuj w rodzinę
Rodzinka jak witaminka
Polska katolicka nie laicka
Brońmy rodziny

Oczywiście, można długo odnosić się do sensu-nonsensu takich haseł, dekonstruować pojęcie „ojcostwa“, biadać nad krajami, w których „rodzina“ zastępuje „państwo“ i rozważać np. czy przedszkolaki nie są bardziej deprawowane indukcją poczucia winy, opowieściami o piekłach  lub o dobrej acz wściekle karzącej bozi (co dorośli sprzedają pod nazwą „religia“), ale dziś nie o tym. Raczej o tym co Parada i Marsz sugerują, mówią przez siebie. I czy mówią do siebie. Czytaj dalej Parada obok Marszu

Pedofil i Park Jurajski

Ostatnimi czasy, mniej więcej od tygodnia, jak to obserwuję w necie, synonimem potwora stał się pedofil. A raczej stworzona przez społeczne wizje figura Pedofila, równa co najmniej Godzilli czy bezmyślnie niszczącym ludzką materię dinozaurom z Jurassic Park. Abstrahując od jednostkowej krzywdy, bezradności uwikłania w zaburzenie, całej produkcji masowych samo-obron czy oburzenia naiwnych, którzy w kościelnej korporacji upatrywali Dobra, figura Pedofila, ożywiona filmem Sekielskiego, coś w naszej narracji robi. Oczywiście, po pierwsze jest w niej synonimem Zła wcielonego, Zbrodniarza doskonałego, celującego wręcz w arcy-zbrodni: krzywda niewinnego dziecka jest takim samym pogwałceniem jak krzywda boga powieszonego na krzyżu. Przecież Czesiek Józka zarżnąć może dowolnie, to już nie wzrusza, tak samo jak Holocaust, ale jeśli Czesiek zarżnie boskość/niewinność  to stanie się arcy-złem wcielonym i Judaszem wieszanym przez tłum na kościelnej wieży.

To jednak nie wszystko. Figura Pedofila, której odmawia się w tym powszechnym oburzeniu człowieczeństwa i która w obecnej narracji zbliża się do obrazu zagrażającego, przenikającego mury i pustoszącego ludzkie siedziby tyranozaura, pokazuje coś ważnego. Jest ważna jak owe potwory, godzille: wraca by mówić o tym, o czym się nie mówi wprost. Pedofilia (nadal w społecznej narracji a nie w seksuologii, gdzie bywa płci obojga) jest karykaturą funkcji Ojca, ochrony i prawa. Obrazowo mówiąc (i nie mieszając do tego konkretnych rodziców ani płci, bo symboliczną funkcję Ojca może wypełniać też i kobieta czy organizacja), zadaniem Ojca, jak to rozumiem,  jest „odebranie“ dziecka matce, ustawienie go naprzeciw świata i zezwolenie na korzystanie ze świata według określonych zasad (np. matka jest moją partnerką, nie twoją, ale resztę możesz brać; ja nie jestem twój, ale możesz wziąć sobie innego partnera – ze świata). Ojciec- nadal obrazowo rzecz ujmując- robi to dla rozwoju dziecka. Czytaj dalej Pedofil i Park Jurajski

Czaszka geja

Od tematu Karty LGBT+ odczepić się nie mogę. Temat jest nośny, otworzył  forumowy worek refleksji na temat płci, różnic i reakcji na różnice. Kilka twierdzeń moich interlokutorów:

Biologia to realność. Płeć jest zdeterminowana w sposób biologiczny i jest to coś więcej niż czynność fizjologiczna, to jest system różnych realności i ich następstw. Plan wyobrażeniowy niczego nie tworzy, możesz sobie wyobrażać, że jesteś niedźwiedziem polarnym i nie wyrośnie Ci od tego ani kawałek futra. Natura istnieje, a to co istnieje jest ważniejsze od tego, co nie istnieje.

Płeć się opiera na tym, że mamy inne organizmy i tyle.  Reszta za tym podąża.

[LGBT] budzą społeczną niechęć, bo są mniejszością, są „inni”, wymuszają na społeczeństwie swoim istnieniem i byciem „widocznym”, żeby dostrzegło ich potrzeby, a tym samym zmuszają do zmiany np. wyeliminowania z języka (przynajmniej tego „kulturalnego”) określeń takich jak „pedał”, a grupom, które czerpały korzyści z tego, że są dyskryminowani się to nie podoba.

W kwestii człowieczeństwa czy godności nie są inni. Ale jednak różnią się od większości np. orientacją. Różnica jest realna, problem polega na tym, że dla niektórych jest powodem do hejtu.

Reasumując: LGBT są różni na poziomie biologii, który przekłada się na wymiar społeczny; są różni od społecznej normy, „normalnej większości”; należy o tym mówić otwarcie, by nie zagubić kontaktu z rzeczywistością, ale też i coś z tą różnicą trzeba zrobić, bo nadane zostało jej znaczenie i bruździ. Stolerować, zabić, nazwać, bronić się czy „depatologizować”.

***

Wygodnie uważać, że płeć to przepaść biologiczna. Kobieta i mężczyzna to  -wg mojej rozmówczyni- wręcz „różne organizmy”.  Dzięki takiej narracji nikt tu nie jest winien (a płeć wiąże się z winą), bo jest coś co „wybiera” (biologia). Tak samo „coś”, czytaj: biologia  w narracji oficjalnej, wybiera opcje LGBT.  Jednak czy jest to kwestia biologii? Po co naturze popęd przekierowany na osobnika tej samej płci lub przebieranki? Przecież po nic: sperma geja zapładnia, lesbijka ma owulację i jest zdolna do donoszenia ciąży. Różnica nie leży też w sferze (ludzkich) emocji. Popęd, miłość, idealizacja, pożądanie, zazdrość są takie same jak popęd, miłość, idealizacja, pożądanie i zazdrość hetero. Nie jest to poziom behawioru: zachowania homoseksualne przejawi większość populacji hetero w warunkach długotrwałego odseparowania od płci przeciwnej lub przemocy. Orientacja jest wypadkową wielu sił, także tych uniwersalnych, „wgranych” homo sapiens jak sama kategoria płci czy mentalna dychotomia kobiece-męskie, która nijak nie chce objąć neutralności. To nie jest real, nie natura sama.  Real gra wam na nosie. Czytaj dalej Czaszka geja

Wszystkie drogi do Rzymu

I jeszcze jedna myśl wokół Karty i słów Piotra Dudy („Nie o taką wolność walczyliśmy”). Że LGBT niesie ze sobą (pod)myśl o niczym nie ograniczonej radości z samego seksu. Stąd jest to grupa, która będzie z łatwością zamieniana w „żyda”, w kozła ofiarnego, bo radość i seks są w polskiej kulturze co najmniej niepokojące i podejrzane. Cierpienie i samoograniczenie jest wartością (uszlachetnia, zbawia, ubóstwia, rozwija), radość -jeśli jest- musi zostać opłacona przyszłym cierpieniem, prawdziwe szczęście jest tylko po śmierci, wolność to chaos i „brak wartości” a seks musi wiązać się z prokreacją, żeby nie był „niszczący” i „nierozwojowy”. Od tego uwalnia się środowisko LGBT. Geje i lesbijki stają się Innym (Obcym), nie tyle przez sam sposób uprawiania seksu a przez inny lajfstajl, inne wartości, leżące poza kulturowo wgranymi wartościami cierpiętnictwa. Obrazowo mówiąc: radość i seks są pogańskie; cierpienie, lęk i ograniczenia (i rajcowanie się tym) są chrześcijańskie. Stąd konflikt i nagonka, bynajmniej nie „normalnych” na „zaburzonych”. Cokolwiek środowisko LGBT nie zrobi, będzie to złe dla mainstreamu, nawet nie dla katolików jako takich (choć ci będą krzyczeć najgłośniej, bo muszą pochwalić się przez swoim bogiem czujnością a bóg nie zawsze słucha) a dla kulturowych katolików niezdolnych podważyć to, co im środowisko wgrało jako wartość. Czytaj dalej Wszystkie drogi do Rzymu

Trochę o Karcie i nadawaniu znaczeń

Dyskusja wokół warszawskiej Karty LGTB+ pokazała jak nadawane są znaczenia. Bo oczywiste jest, że oprócz politykierstwa ukrytego pod Kartą i dezinformacją wzniecanym o-Burz-eniem  jest to spór dorosłych o ich wizję seksualności i świata, z dziećmi nie mający nic wspólnego. Dziecko to figura, na którą dorośli projektują swoje fantazje dotyczące własnej seksualności. Nazywają ją.

Zgwałcone czy zmolestowane małe dziecko nie umie nazwać tego, co mu się przytrafiło. Nie odnosi tego do kulturowego obszaru skojarzeń z seksem czy przemocą, nie ma kontekstu.  Jeśli nawet ten kontekst znajdzie, nie nazwie głośno tego, co się stało- bo nie będzie w stanie unieść psychicznych konsekwencji nazwania. Powie głośno dopiero wtedy, gdy dorośnie i okrzepnie:  wtedy skonfrontuje się wstecznie z  traumą, nazwie ją i spróbuje – czasem z ogromnym trudem – inkorporować do swojej osobistej narracji.  Molestowane dzieci milczą, bo nie mają słów by nazwać; jak słowa już znajdą – nie uniosą ich znaczenia, więc mówią dopiero, gdy dorosną. Trauma pojawia się w momencie nazwania, nadania znaczenia a nie wiąże się z samym faktem.  Nagi, zwierzęcy akt nie znaczy nic, jeśli nie zahacza o system odniesień. Tak, zwierzaki mają prościej. Czytaj dalej Trochę o Karcie i nadawaniu znaczeń

Kim są Boży Wojownicy?

Po moim tekście „Będzie, bo było” pojawił się Głos krytyczny, że nie należy sięgać do „metafizyki”  a wystarczy zahaczyć o pieniądze i to wyjaśni nam tragizm polskich przemian. Nie chcę się odnieść tu bezpośrednio do owego Głosu (pozdrawiam), ale do dość rozpowszechnionej opinii, że neofaszyzm jest kwestią pieniędzy:  zaniedbania redystrybucji i pogłębiających się nierówności społeczno-ekonomicznych po 1989 roku. Idzie za tym popularny obraz, że zwolennicy narracji PiS-u to ludzie żyjący na krawędzi ubóstwa, ekonomicznie wykluczeni i skuszeni jedynym  argumentem: pieniędzmi w postaci 500+. Inaczej mówiąc: gdyby kraj we właściwym momencie skręcił w lewo, to nie skręcałby teraz gwałtownie w prawo… Kraj nie staczałby się w stronę duginowskich wizji zamordyzmu, gdyby tylko rozdawano w takiej czy innej formie pieniądze biednym (nota bene, w imaginarium lewicowym- dobrym, którym się należy, w odróżnieniu od tych złych, którzy zarabiają, inwestują i im się nie należy).  Osią tej narracji jest „pieniądz” i jakieś złe zewnętrzne siły, które go (nie) dają:  „wadliwa redystrybucja”, „zły kapitał”, złe korporacje”, „rozwarstwienie ekonomiczne”. Pewnie tkwi w tym ziarno prawdy, ale nie jest to sedno, jak myślę.

Czytaj dalej Kim są Boży Wojownicy?

Będzie, bo było

„Najbardziej udana i najpełniejsza definicja narodowego bolszewizmu brzmi: „Narodowy bolszewizm jest superideologią wspólną dla wszelkiego rodzaju wrogów Społeczeństwa Otwartego”. Nie jedna z ideologii wrogich tego rodzaju społeczeństwu, ale jego w pełni świadoma, zupełna i naturalna antyteza. Narodowy bolszewizm jest ideologią zbudowaną na pełnej i radykalnej negacji jednostki i jej centralnej roli”.

Manifest Aleksandra Dugina

Pojedynek:  Społeczeństwo Otwarte vs Narodowy Bolszewizm przywodzi mi na myśl „Czarodziejską Górę” Manna. Oto odwieczny Settembrini i odwieczny Nephta walczą o duszę biednego, chorego Hansa. Jak pamiętamy, w pojedynku Settembrini oddaje strzał w powietrze. Nephta popełnia samobójstwo.

Książka „Będzie jak było” Maszy Gessen, reportaż o rosyjskim pokoleniu symbolicznego 1984 roku, traktuje o niepojętym dla rozumu samobójstwie społeczeństwa. Czyta się ją z przerażeniem. Przynajmniej ja czytałam, znajdując analogie miedzy totalitarną Rosją a naszymi 25 Latami Wolności i obecnym p(i)sim kierunkiem rozwoju. Tym bardziej, że pamiętam jeszcze PRL. I mam niestety dość oleju w głowie by wiedzieć, że i w Nadwiślańskim Kraju będzie wkrótce jak było.

Masza Gessen stawia tezę: straumatyzowana wspólnota, tak jak i straumatyzowana jednostka, będzie nieświadomie odtwarzać nieprzepracowany uraz i dążyć bezwładnie do odtworzenia warunków jego powstania. Przymus powtarzania traumy, lęk przed wolnością, dążenie do wolności od – etykietki są różne, ale mówią o tym samym. Że uwolniony niewolnik, choć opromieniony wolnością i syty, pragnie tak bardzo swojego bezpiecznego zniewolenia, powrotu do bolesnej klatki, że odbuduje ją sobie sam.

Pisze Bessel van der Kolk, psychiatra, badacz zagadnień PTSD:

Wielu ludzi, którzy doświadczyli traumy, wchodzi w, lub wystawia się na sytuacje będące jej reminiscencjami, co stwarza wrażenie pewnej kompulsji. Takie behawioralne reaktywacje bardzo rzadko są działaniem świadomym w sensie ich związku z dawnymi urazami […]. Freud uważał, że nieświadomym celem powtarzania traumy jest chęć uzyskania nad nią władzy, jednak doświadczenie kliniczne dowodzi, że to nie zdarza się prawie nigdy; przeciwnie, reaktywacje przynoszą nowe, nakładające się cierpienia zarówno samym ofiarom, jak i osobom z ich otoczenia.

***

Socjolog Jurij Lewada wierzył w latach dziewięćdziesiątych, że homo sovieticus, jako produkt rewolucji i wielkiej czystki, wymrze śmiercią naturalną, ZSRR upadnie, a koniec tego miłosnego uścisku państwa i jednostki przypieczętują nowe polityczne i gospodarcze warunki. Jednak rzeczywistość okazała się inna: homo sovieticus nie był zdolny do stworzenia sobie nowych warunków rozwoju a jedynie do odtworzenia dobrze sobie znanych, urazowych, pozornie stabilizujących i ograniczających stresujący nadmiar wolności. I wydaje się dziś, że społeczeństwa z byłego bloku wschodniego nie są w stanie stworzyć niczego- mogą jedynie zapożyczyć słowa od innych, podebrać cudze obrazy. Są bezpłodne. Mniejsza grupa skorzysta z „wolności do”, większość błaga jednak o uśmierzenie lęku przez „wolność od”. Co ciekawe i bolesne, ten proces odbudowywania klatki wydaje się irracjonalny, bo dokonuje się w warunkach względnego dobrobytu i skoku cywilizacyjnego. Czytaj dalej Będzie, bo było