Zwariować idzie

Epidemia depresji jako wynik zmian klimatycznych? Brzmi dziwnie, zwłaszcza dla mieszczuchów, oddzielonych od pór roku grubą szybą i klimatyzacją. Depresja to przecież taka choroba. Niektórzy wierzą za oficjalną narracją, że z chemicznych zmian w mózgu się bierze lub, jeśli są  ortodoksami, ze wzrastania w dysfunkcyjnych rodzinach. Farmakoterapia i psychoterapia pomaga na to, lub też – dla werna-kulturystów- bajki pani Pawlikowskiej. Albo, jak sądzą wierzący-egzorcyzmy.

Co to ma wspólnego z gwałtownym ociepleniem czy nietypowym brakiem deszczu?

Jednak ma, potwierdza raport APA. Czytaj dalej Zwariować idzie

Wiosna, Kler i siła obojętności

Krótka refleksja o nieszlachetnej Szlachetnej Paczce (Stowarzyszenie Wiosna) i co z tego wynika

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/tutaj-nie-jestem-ksiedzem-jak-sie-pracuje-w-szlachetnej-paczce-reportaz-o-ks-jacku/jl3gflj

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/wiosna-to-intensywne-doswiadczenie-rozmowa-z-ks-jackiem-stryczkiem-reportaz-o-pracy-w/nvlb5th

Czytaj dalej Wiosna, Kler i siła obojętności

Zdradziła nas tradycja

Pamiętam takie zdarzenie. Tramwaj. W tłumie pan rozmawia (głośno) z panią. „Widziałem świetny program. Wypowiadała się tam bardzo mądra kobieta. O tym, że dzieci takie rozbisurmanione są dlatego, że nikogo w domu nie ma! I mówiła, że w domu musi matka być. Kiedyś były i trzeba do tego wrócić”. Pomyślałam ze smutkiem, że jeśli mamy w telewizorni takie mundre kobity, to po co ja bloga piszę i głowy używam? W każdym domu zainstalować łańcuch, do niego matkę przykuć i po sprawie. Najlepiej, żeby była młoda, cycata i gotować umiała. Pluszowe kajdanki dla chętnych…

Czytaj dalej Zdradziła nas tradycja

Trzęsienie ziemi

Nie ma nic lepszego niż kontrast. Badawcze spojrzenie Innego, pod którym to, co mi wydaje się naturalne, oczywiste, moje, staje się co najmniej dziwne, nie-swoje . I w ten sposób można to „swoje” świadomie uchwycić. Przy kolejnej lekturze „Rekina z parku Yoyogi”, w ramach moich reminiscencji japońskich, uderzył mnie ten fragment jako trafny.  Fragment tak naprawdę o kawałku kultury, w jakim przyszło nam żyć. Czytaj dalej Trzęsienie ziemi

Poza lękiem i nadzieją

Można powiedzieć, że przez społeczeństwa przebiega naprzemiennie dreszcz lęku i nadziei.  Czasy nadchodzą „nowe” i wraz z rozczarowaniem odchodzą jako „stare”. To dość smutne: zmieniają się dekoracje, ale dekoracje nie zmieniają niczego…  Piękna jest ta wiara w przyszłość i zasypywanie lęku, ale – w wielkim skrócie- ile było rewolucji a wszystko wracało zawsze na stare tory ludzkiego szaleństwa: lęk paraliżował prostaczków, złodzieje kradli, karierowicze knuli, tyrani pozbawiali głów a kochankowie kochali…  Pomysł: „bądź zmianą jaką chcesz zobaczyć w świecie” pociągający za sobą ogromny (i przecież daremny) wysiłek samoświadomości i samotworzenia jest wyrazem optymizmu czy rozpaczy? W każdym razie ja skłaniam się ku: jeśli już chcesz „wstawać z kolan” zacznij od swoich kolan i swojego wstawania. Czytaj dalej Poza lękiem i nadzieją

Obrastanie

O, czcigodni panowie, to wszystko są szaty, w które się odziewamy: zewnętrznie- używając dźwięków i słów, a wewnętrznie- zmieniając sposoby myślenia i czucia. Nie popełniajcie tego błędu i nie bierzcie strojów, które noszą ludzie, za rzeczy prawdziwie istniejące. Jeżeli będziecie dalej w ten sposób postępować, nawet po przejściu niezliczonych kalp [eonów] pozostaniecie ekspertami od ubrań i nic więcej.

Rinzai

 

Zaczyna się od prostej sprawy. Od jednostkowej interpretacji jakiegoś wydarzenia, emocji, oceny. Ktoś ocenia, że pomógł mu określony sposób odżywiania (np. paleo, vege) lub znów ktoś mierzy się z osobistą stratą kogoś bliskiego w katastrofie lotniczej.  Jednostkowy triumf, jednostkowa trauma, jednostkowe poruszenie.

A dalej może wyglądać tak: Czytaj dalej Obrastanie

Nobel 2017 za odkrycie szaleństwa

Gdy dowiedziałam się za co przyznano ekonomiczną nagrodę Nobla 2017 zdziwiłam się bardzo. Oto niezłą kasę zbiera ktoś, kto do modelu ekonomicznego włączył oczywiste pojęcie ludzkiej nieracjonalności i odszedł -wbrew obowiązującemu neopozytywizmowi- od pojęcia homo oeconomicus. Oto odkrycie! Choć żadnego Homo oeconomicus nigdy nie było przecież, nigdy nie narodził się człowiek racjonalny, ogarniający, gdzie jest jego w pieniądzu wyrażany zysk i jak będzie wielki, człowiek świadomie podejmujący decyzje i kształtujący siebie według uznanych wzorców. Gdyby istniał, byłby ludzką karykaturą, faktyczną patologią człowieczeństwa- choć uznawaną przez Rynek i ekonomistów. Podobnie jak nie istniał nigdy „człowiek-monolit”, podmiot badań socjologicznych, psychologii społecznej czy filozofii.

Oczywiście, nagrodzony Richard H. Thaler od myślenia rynkowego nie odszedł, jedynie wymyśla jak owego nagle nieracjonalnego „człowieka myślącego” zmotywować/zmanipulować do zmian ku „długiemu, zdrowszemu i szczęśliwemu życiu”. Czyli pozostaje we współczesnym paradygmacie racjonalności, zdrowia i szczęścia: Czytaj dalej Nobel 2017 za odkrycie szaleństwa

Tak sobie myślę

Był rok 1997. Polska wstała z kolan, choć już widać było, że pod krzyżem kolejny raz upadnie. W tymże roku narodził się pewien chłopiec. Ot, takie małe coś w becie, nic w głowie, oprócz potrzeby ssania cyca i bezmyślnego wydalania tego, co z cyca wyssane.

Świat przed takim malcem otworem. Możesz wszystko, ty wybierasz, ty decydujesz, mówił Świat.

Po 21 latach Wolnej Polski malec pisze o sobie tak:

Chcę opowiedzieć historię mojego życia, która zmierza raczej do samobójstwa….Czuję się nie potrzebny na tej ziemii, nikt mnie nie rozumie po za mamą. Wszystko jest dla mnie bez sensu….

 

I opowiada więc historię, skoro już chce:

Czytaj dalej Tak sobie myślę

Sensei

Burżuazja zdarła aureolę świętości ze wszystkich rodzajów zajęć, które otaczano dotychczas szacunkiem i na które spoglądano z nabożną czcią. Lekarza, prawnika, duchownego, poetę, uczonego obróciła w swoich płatnych robotników.

Karol Marks, Fryderyk Engels „Manifest Partii Komunistycznej”

 

Zdarzyło mi się zaobserwować w Innym Kręgu Kulturowym (Innym – więc świeżym, fascynującym) jak grupa zwróciła się do (przecież!) prostego rzemieślnika, wytwórcy wachlarzy, słowem „sensei” (nauczycielu, mistrzu). Przenosząc to na polski grunt, „mistrzem”, „nauczycielem” należałoby nazwać każdego, kto posiada wysoki poziom umiejętności jakiej nie posiada pytający. Nazwać tak ślusarza, dekarza czy hydraulika, który mnie oto uświadamia, że w domu trzeba mieć pakuły i w ogóle to „ten zawór odpowietrzający, co go pani, kur…a, kupiła, to do dupy jest…”

W tamtej przestrzeni, słowo „sensei” utworzyło głębszy pierwotny porządek, nie tyle hierarchiczny, co specyficzny; wzbudziło przepływ energii między pytającym a pytanym, między Mistrzem z Uczniem, wiedzącym a niewiedzącym. Zwrot „sensei” narzucił -oczywiście na chwilę i w sferze nieuświadomionej- poważne obowiązki obu stronom. Związał je podskórną opowieścią. Czytaj dalej Sensei