Poza lękiem i nadzieją

Można powiedzieć, że przez społeczeństwa przebiega naprzemiennie dreszcz lęku i nadziei.  Czasy nadchodzą „nowe” i wraz z rozczarowaniem odchodzą jako „stare”. To dość smutne: zmieniają się dekoracje, ale dekoracje nie zmieniają niczego…  Piękna jest ta wiara w przyszłość i zasypywanie lęku, ale – w wielkim skrócie- ile było rewolucji a wszystko wracało zawsze na stare tory ludzkiego szaleństwa: lęk paraliżował prostaczków, złodzieje kradli, karierowicze knuli, tyrani pozbawiali głów a kochankowie kochali…  Pomysł: „bądź zmianą jaką chcesz zobaczyć w świecie” pociągający za sobą ogromny (i przecież daremny) wysiłek samoświadomości i samotworzenia jest wyrazem optymizmu czy rozpaczy? W każdym razie ja skłaniam się ku: jeśli już chcesz „wstawać z kolan” zacznij od swoich kolan i swojego wstawania. Czytaj dalej Poza lękiem i nadzieją

Obrastanie

O, czcigodni panowie, to wszystko są szaty, w które się odziewamy: zewnętrznie- używając dźwięków i słów, a wewnętrznie- zmieniając sposoby myślenia i czucia. Nie popełniajcie tego błędu i nie bierzcie strojów, które noszą ludzie, za rzeczy prawdziwie istniejące. Jeżeli będziecie dalej w ten sposób postępować, nawet po przejściu niezliczonych kalp [eonów] pozostaniecie ekspertami od ubrań i nic więcej.

Rinzai

 

Zaczyna się od prostej sprawy. Od jednostkowej interpretacji jakiegoś wydarzenia, emocji, oceny. Ktoś ocenia, że pomógł mu określony sposób odżywiania (np. paleo, vege) lub znów ktoś mierzy się z osobistą stratą kogoś bliskiego w katastrofie lotniczej.  Jednostkowy triumf, jednostkowa trauma, jednostkowe poruszenie.

A dalej może wyglądać tak: Czytaj dalej Obrastanie

Nobel 2017 za odkrycie szaleństwa

Gdy dowiedziałam się za co przyznano ekonomiczną nagrodę Nobla 2017 zdziwiłam się bardzo. Oto niezłą kasę zbiera ktoś, kto do modelu ekonomicznego włączył oczywiste pojęcie ludzkiej nieracjonalności i odszedł -wbrew obowiązującemu neopozytywizmowi- od pojęcia homo oeconomicus. Oto odkrycie! Choć żadnego Homo oeconomicus nigdy nie było przecież, nigdy nie narodził się człowiek racjonalny, ogarniający, gdzie jest jego w pieniądzu wyrażany zysk i jak będzie wielki, człowiek świadomie podejmujący decyzje i kształtujący siebie według uznanych wzorców. Gdyby istniał, byłby ludzką karykaturą, faktyczną patologią człowieczeństwa- choć uznawaną przez Rynek i ekonomistów. Podobnie jak nie istniał nigdy „człowiek-monolit”, podmiot badań socjologicznych, psychologii społecznej czy filozofii.

Oczywiście, nagrodzony Richard H. Thaler od myślenia rynkowego nie odszedł, jedynie wymyśla jak owego nagle nieracjonalnego „człowieka myślącego” zmotywować/zmanipulować do zmian ku „długiemu, zdrowszemu i szczęśliwemu życiu”. Czyli pozostaje we współczesnym paradygmacie racjonalności, zdrowia i szczęścia: Czytaj dalej Nobel 2017 za odkrycie szaleństwa

Tak sobie myślę

Był rok 1997. Polska wstała z kolan, choć już widać było, że pod krzyżem kolejny raz upadnie. W tymże roku narodził się pewien chłopiec. Ot, takie małe coś w becie, nic w głowie, oprócz potrzeby ssania cyca i bezmyślnego wydalania tego, co z cyca wyssane.

Świat przed takim malcem otworem. Możesz wszystko, ty wybierasz, ty decydujesz, mówił Świat.

Po 21 latach Wolnej Polski malec pisze o sobie tak:

Chcę opowiedzieć historię mojego życia, która zmierza raczej do samobójstwa….Czuję się nie potrzebny na tej ziemii, nikt mnie nie rozumie po za mamą. Wszystko jest dla mnie bez sensu….

 

I opowiada więc historię, skoro już chce:

Czytaj dalej Tak sobie myślę

Sensei

Burżuazja zdarła aureolę świętości ze wszystkich rodzajów zajęć, które otaczano dotychczas szacunkiem i na które spoglądano z nabożną czcią. Lekarza, prawnika, duchownego, poetę, uczonego obróciła w swoich płatnych robotników.

Karol Marks, Fryderyk Engels „Manifest Partii Komunistycznej”

 

Zdarzyło mi się zaobserwować w Innym Kręgu Kulturowym (Innym – więc świeżym, fascynującym) jak grupa zwróciła się do (przecież!) prostego rzemieślnika, wytwórcy wachlarzy, słowem „sensei” (nauczycielu, mistrzu). Przenosząc to na polski grunt, „mistrzem”, „nauczycielem” należałoby nazwać każdego, kto posiada wysoki poziom umiejętności jakiej nie posiada pytający. Nazwać tak ślusarza, dekarza czy hydraulika, który mnie oto uświadamia, że w domu trzeba mieć pakuły i w ogóle to „ten zawór odpowietrzający, co go pani, kur…a, kupiła, to do dupy jest…”

W tamtej przestrzeni, słowo „sensei” utworzyło głębszy pierwotny porządek, nie tyle hierarchiczny, co specyficzny; wzbudziło przepływ energii między pytającym a pytanym, między Mistrzem z Uczniem, wiedzącym a niewiedzącym. Zwrot „sensei” narzucił -oczywiście na chwilę i w sferze nieuświadomionej- poważne obowiązki obu stronom. Związał je podskórną opowieścią. Czytaj dalej Sensei

Iluzja wzrostu

Nieograniczony wzrost, rozwój, „praca nad sobą”- nad rozszerzeniem psyche, „nieustanne pasmo sukcesów”, projekcja zawsze lepszej przyszłości i skuteczność to motywy przewodnie kultury sprzedawane nam jako oczywista oczywistość – od gazet codziennych przez korporacyjne tabelki do gabinetów terapeutycznych.  Podstawa niezmąconej wiecznej wiary w późniejsze „lepiej”. Granice wzrostu? Ograniczenie? Samoograniczenie? Śmierć? Nic z tych rzeczy, to niemodne, to nie istnieje. Choć właśnie do słabości, lęku, umierania, granic poznania, ograniczeń trzeba się zbliżyć by  przestać być szczeniakiem. O paradoksie, czy to na planie indywidualnym czy kulturowym, prawdziwy rozwój wymaga porzucenia szczeniackiej nadziei wiecznego rozszerzania i uznania nie-do-rozwoju,  nie-do-pełnienia. Czy to już wiemy?

Spojrzenie analityka Jamesa Hillmana na dziecięcą narrację wzrastania bez barier: Czytaj dalej Iluzja wzrostu

Podwójne słodkie wiązanie

Na przystanku widziałam pięknie podświetlony plakat. Firma płaci za serduszka zebrane z opakowań czekoladowych batoników. Na plakacie twarze znane z akcji charytatywnych. „Czujesz się dobrze, pomagasz dobrze”. Serce ma rosnąć. Sensu to nie ma, ale brzmi fajnie i w szarzyźnie wieczornej się świeci.

Przykład podwójnego wiązania, pomyślałam. Cokolwiek zrobisz, będzie źle. Nie kupisz, by pomóc- to jesteś świnia, małostkowe, podłe, zimne, nieradosne serce i serc z plastiku nie naklejasz. Kupisz i zjesz, by pomóc- niszczysz sobie zdrowie cukrem. Korzysta Firma- na promocji, na skojarzeniu marki z „pomaganiem”, z „czuciem dobrze” i „dobrymi składnikami” No, samo dobro. Czytaj dalej Podwójne słodkie wiązanie

Mniej czyli więcej

Przeczytałam niegdyś „Mniej’ Marty Sapały i został mi po tej książce głęboki niesmak. Na pierwszy rzut oka nie ma powodu: oto kilkanaście gospodarstw domowych usiłuje ograniczyć konsumpcję przez 12 miesięcy. Rodzi się konkurencja – kto wyda mniej. O tym właśnie książka.

Brzmi dobrze, bo w modnym nurcie minimalizmu, slow i zrób sobie dobrze sam. Ale paradoksalnie, anty-konsumpcja kończy się u ludzi poddanych eksperymentowi obsesją myślenia o konsumpcji. Szybkie zaspokojenie potrzeby (kupno) zastąpione zostaje długotrwałym, przewlekłym myśleniem, jak potrzebną rzecz zdobyć. Mniej (rzeczy) oznacza więcej (marzeń o rzeczach i czasu zmarnowanego na zdobywanie rzeczy). „Rzecz” jest ciągle w głowie, wyolbrzymiona, i wymaga ogromu umysłowego wysiłku by ją „skombinować”. Ograniczenie konsumpcji w tym eksperymencie nie oznacza bynajmniej poddania głębokiej refleksji swoich potrzeb a sprowadza się do kombinowania, załatwiania, zazdroszczenia, ścibolenia, przeliczania, kradzieży, hodowania brudu, pozbawiania się przyjemności konsumpcji piwa, odzierania z potrzeb estetycznych, żerowania na innych, żyłowania, zaniechania dawania innym przy szerokim domaganiu się tego, co inni wypracują. Niestety, nie ma czegoś takiego jak darmowa zupa, jakiekolwiek „darmowe” jest samo-oszustwem. Samo-ograniczenie skutkuje wmawianiem sobie, że świat społeczny jest płaski a nie rangami hierarchiczny. I racjonalizacją, że heroicznie pozbawia się przyjemności wypicia piwa dla jakiegoś wyższego dobra: świata, rozwoju, otoczenia, własnej psyche etc, etc.

Czytaj dalej Mniej czyli więcej

GMO i matki

Ciekawe, zdarza się to już po raz kolejny, głośne plenarne dyskusje nad ludzkim zarodkami, aborcją, „życiem poczętym” zagłuszają (bądź mają właśnie zagłuszyć)  ciche komisyjne dyskusje nad wprowadzeniem w Polsce stref specjalnych upraw GMO. O zmianie prawa aborcyjnego głośno, o GMO cicho, ale synchroniczność tematów (znowu!) wydaje mi się ważna. Czytaj dalej GMO i matki

Małpa w koronie i puzon

PRLowski spęd robotników do filharmonii, koncert. W pierwszym rzędzie delegacja ślusarzy. Wreszcie jeden z nich nie wytrzymuje i krzyczy do puzonisty: „Panie, pan się nie męczy, tę rurę da się wyciągnąć!”. Ten kawał z dłuuugą brodą (przepraszam) przypomniał mi się przy lekturze tekstów o pseudonauce i kulturze wernakularnej, odprysku kultury eksperckiej.

Problem pseudonauki, kultury alternatywnej do eksperckiej, staje się palący. Dziesięć lat temu można się było śmiać z nieadekwatnych ślusarzy w filharmonii, ezoteryków, turbosłowian i uzdrawiaczy raka lewoskrętną witaminą C, ale dziś już śmiech na ustach zamiera. Kultura wernakularna przeniknęła bowiem do polityki i rządzi już nami wszystkimi, nawet tymi, którzy tego nie chcą. Dostajemy pseudo-świat urządzany według wyobrażeń głupców jak świat powinien wyglądać. Państwo amatorskie, państwo małego Kazia, pseudo-państwo, legitymizacja prostactwa.

Jakie są cechy kultury wernakularnej? Czytaj dalej Małpa w koronie i puzon