Przeciw Dobru a za jasnością umysłu

Me(n)dia pocieszają, że wyborcy Partii to osoby słabo wykształcone i ubogie. To ludzie, którzy nie wyobrażają sobie, że można mieć jakieś potrzeby poznawcze; tego, że można czytać książki bez obrazków i gazety bez gołych dup na rozkładówce. Tego, że można uczciwie zarobić pieniądze i się nimi cieszyć. Pewnie coś w tym jest, ale jest i więcej: to osoby, które wierzą w istnienie Dobra, Prawych Ludzi i w ostatnich wyborach opowiedziały się po stronie Dobrej Zmiany- tak jak pojmują dobro. Dla nich owo Dobro wypływa z figury Ojca (Narodu), Boga samego i czystej Swojskości. Ale jak jest Dobro to i Zło być musi. Uwięzieni w dawno przebrzmiałych, trupich narracjach walczą więc ze Złem pod sztandarami Dumy, Niezawisłości, Prawa dla Wybranych i Ekskluzywnego Kościoła Walczącego. Kobietom proponują rozwój w ramach „tradycyjnych ról matki i żony”, dla mężczyzn mają przekonanie, że Natura nie płata żadnych niepokojących figli, jeśli chodzi o dwie i tylko dwie płcie, amen. Dla wszystkich: wizję bezpieczeństwa za wysokim płotem. Ich szatan to „zdrajca narodu”, „lewak”, „nie-Polak”, „nie-katolik”, „wykształciuch”, „europejska szmata”, „złodziej”. Żywią się uparcie „ośmiorniczkami”.

Ale, ale…? Z drugiej strony barykady dostrzegam ten sam schemat wiary w istnienie jakiegoś Dobra i Dobrych Ludzi. Z drugiej strony jest inny Jasny Sen i jego wyznawcy, tak samo histeryczni i  mający upodobanie do przekazów trupich, jak wskazuje na to rodząca się sekta wokół samobójcy zrobionego na zbawcę, boga i posłańca. Dla nich Dobro to Demokracja, Wolność, Jasność, Zrównoważony Rozwój poprzez Tabelki, Rozum i Dobry Kościół Bonieckiego. Dla kobiet mają mordercze Godzenie Ról a dla mężczyzn- miękkie tatusiostwo. Dla wszystkich: rzekomą otwartość i rozmazanie tożsamości. Wykształceni, klasa średnia dobrze odżywiona, ale dziwią się- tacy jaśni i apollińscy – że naród pominięty i upokorzony w owym Demokratycznym Rozwoju ich bajek już nie chce. W milczących i wrzeszczących marszach ci sami, co nie płacili pracownikom uczciwie, nie respektowali ich praw a ich skromną własność zabierali na budowę Dróg do Przyszłości; ci co wyśmiewali mohery, Januszów w klapkach i Grażyny za plażowymi parawanami a na ich biedę i niezaradność mieli Orliki. Ich szatan to „cham”, „prymityw”, „pińcet plus”, „ciemny lud”, „tyran”, „moher”. Żywią się ostatnio „masłem”.

Wszyscy Dobrzy, oczy ku Dobru odwracają i ze Złem wcielonym walczą. Kto nie z nami ten przeciw nam.

A gdzie dwóch się bije, tam korzystają cynicy (czytaj politykierzy) każdej maści. Czytaj dalej Przeciw Dobru a za jasnością umysłu

Metafizyka w służbie odrębności

Obserwując narastającą histerię obustronną wokół Szarego Człowieka („hańba”, marsze etc) nie mogę się obronić przed myślą, że – bez względu na wektor- mamy do czynienia z takim samym procesem. Procesem tworzenia sekciarskiej mitologii na użytek politycznego aktywowania mas. Polityka wypływa przecież z metafizyki i sekt a nie z tabelek. Sekta Smoleńska wypromowała bardzo skutecznie PiS, ten sam schemat próbuje teraz wykorzystać technokratyczna, bezpłciowa opozycja tworząc Sektę Szarego Człowieka. Metafizyka, ludzkie pragnienie dotknięcia Czegoś Wyższego, Dobra, służenia Wyższej Sprawie i Jedynej Prawdzie – to potężny mechanizm manipulacji, wystarczy odpowiednie obrazy podsunąć. PO i akolici, jak widać po promocji samospaleń w Sejmie i w prasie tzw. „opozycyjnej”, uczą się na błędach.

Ale warto zadawać sobie zawsze pytanie „czemu to służy?”. Jak na razie, budowa emocjonalnych sekt służy budowie murów, pozorów tożsamości, odrębności – i jak widać w internetowych komentarzach- jest przyczynkiem do walenia z nienawiścią tej drugiej błądzącej strony po głowie. Krzyżem czy „przesłaniem Piotra S.”, whatever.

Czytaj dalej Metafizyka w służbie odrębności

Impotencja

Im więcej ciekawych pomysłów naszego ministra do spraw destrukcji środowiska tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że mamy do czynienia z kimś, kto nie funkcjonuje na poziomie rzeczywistości uzgodnionej. Z kimś, z kim nie ma w zasadzie kontaktu, bo śni swój własny sen. Rozmowy organizacji ekologicznych czy dziennikarzy z ministrem brzmią jak rozmowa z szaleńcem, czyli są żadne. Nie będę wnikać czy jest to poza czy głębszy hmmm… problem. O paradoksie, wszystko w tej ministerialnej narracji jest spójne, logiczne, gdyż każdy dochodzący, nowy element rzeczywistości zostaje podporządkowany naczelnemu założeniu „walki z szatanem”. Gdy ktoś pogrążony jest w wizji „walczę ze Złem”, to będzie walczył do końca i każdymi środkami, co jasne. Przecież ten szatan -jak na szatana przystało – nie tylko jest realny, osobowy, ale i zły jest i sprytny.

Na niszczenie środowiska przyrodniczego oczywiście nakładane są dalsze racjonalizacje i metafory np: realizuję pasję, eliminuję, selekcjonuję (czytaj: zabijam), bo dziczyzna zdrowa, bo „Polska”, bo honor, bo biblia, bo tradycja; prowadzę wycinkę (czytaj: zabijam) bo kornik, bo bezpieczeństwo, bo droga, bo „zły Niemiec”, bo nasze, bo my, bo u siebie. Czytaj dalej Impotencja