O wiosennym antyklerykalizmie

Z Wiosną ponoć Pislandia ma zmieniać czy wręcz wypowiadać konkordat. Niektórym wydaje się, że powiał cieplejszy wiatr. Myślę, że niewiele z tego powiewu będzie, bo konkordat i religijna metafizyka są wżarte w polską umysłowość.

Dopóki ludzie sami do kościoła biegają, wierzą w odkupienia, żądają katolickich pogrzebów i wysyłają dzieci na religię nic nie będzie z tak ważnej politycznej zmiany. Polski antyklerykalizm jest na pokaz, dla mody, a po cichu jest chrzest i poszukiwanie rozgrzeszenia. Odejście od Kościoła w polskim mniemaniu ma być dokonane cudzą ręką (partii politycznej) a nie osobistym wyborem i zaangażowaniem obywatela. Kościelny majestat wydaje się jednostce zbyt wielki, by go obrazić, więc rozkosz buntu – wobec tej wielkości i lęku – musi zostać ukryta, podświadoma. I tak mamy tutaj przypadek transpasywności: bierności i odczuwania ukrytej, zabronionej satysfakcji z tego co robi inny, jakby w zastępstwie. Niech ktoś coś zrobi, bo to złodzieje są, a ja dzieciątko na religię poślę (sukienka do komunii i prezenty) i plebanowi za mszę zapłacę.
Czytaj dalej O wiosennym antyklerykalizmie

Migawki totalitarne

Wyobraźmy sobie dwa obrazki: Polska (Pislandia znaczy) i Rosja. I zabawę „zaznacz różnice”. Coraz mniej ich jest w naszym życiu politycznym i kierunek rozwoju Polski wydaje się jasny.  Z poniższymi punktami autorstwa Lwa Gudkowa, socjologa szpiona Centrum Lewady (2004), ten kierunek będzie jeszcze jaśniejszy. Czytaj dalej Migawki totalitarne

Z powodu Gdańska

Gdy zaczynałam myśleć o nowym blogu, założyłam, że nie będzie o polityce. Założenie to złamałam wielokrotnie. Złamię je teraz – z powodu Gdańska.

Po morderstwie popełnionym na prezydencie Pawle Adamowiczu naczytałam się morza internetowych komentarzy. Najbardziej uderzyły mnie te, które przyrównywały żałobę do „obowiązku płaczu po Stalinie”, te które wspominały o mafiach, „układzie gdańskim”, o błędach i bogactwie zmarłego czy o pisaniu na siłę mdłej hagiografii. Oraz o „biednych, zwykłych ludziach”, którzy honorów pogrzebowych nie dostąpią.

Przekaz utajony brzmiał: gdańszczanie, nie bądźcie durniami ani hipokrytami.

Jednak gdańszczanie- masowo oddając hołd zamordowanemu i wyrażając smutek w przestrzeni publicznej- naprawdę nie są durniami. Czytaj dalej Z powodu Gdańska

Kim są Boży Wojownicy?

Po moim tekście „Będzie, bo było” pojawił się Głos krytyczny, że nie należy sięgać do „metafizyki”  a wystarczy zahaczyć o pieniądze i to wyjaśni nam tragizm polskich przemian. Nie chcę się odnieść tu bezpośrednio do owego Głosu (pozdrawiam), ale do dość rozpowszechnionej opinii, że neofaszyzm jest kwestią pieniędzy:  zaniedbania redystrybucji i pogłębiających się nierówności społeczno-ekonomicznych po 1989 roku. Idzie za tym popularny obraz, że zwolennicy narracji PiS-u to ludzie żyjący na krawędzi ubóstwa, ekonomicznie wykluczeni i skuszeni jedynym  argumentem: pieniędzmi w postaci 500+. Inaczej mówiąc: gdyby kraj we właściwym momencie skręcił w lewo, to nie skręcałby teraz gwałtownie w prawo… Kraj nie staczałby się w stronę duginowskich wizji zamordyzmu, gdyby tylko rozdawano w takiej czy innej formie pieniądze biednym (nota bene, w imaginarium lewicowym- dobrym, którym się należy, w odróżnieniu od tych złych, którzy zarabiają, inwestują i im się nie należy).  Osią tej narracji jest „pieniądz” i jakieś złe zewnętrzne siły, które go (nie) dają:  „wadliwa redystrybucja”, „zły kapitał”, złe korporacje”, „rozwarstwienie ekonomiczne”. Pewnie tkwi w tym ziarno prawdy, ale nie jest to sedno, jak myślę.

Czytaj dalej Kim są Boży Wojownicy?

Będzie, bo było

„Najbardziej udana i najpełniejsza definicja narodowego bolszewizmu brzmi: „Narodowy bolszewizm jest superideologią wspólną dla wszelkiego rodzaju wrogów Społeczeństwa Otwartego”. Nie jedna z ideologii wrogich tego rodzaju społeczeństwu, ale jego w pełni świadoma, zupełna i naturalna antyteza. Narodowy bolszewizm jest ideologią zbudowaną na pełnej i radykalnej negacji jednostki i jej centralnej roli”.

Manifest Aleksandra Dugina

Pojedynek:  Społeczeństwo Otwarte vs Narodowy Bolszewizm przywodzi mi na myśl „Czarodziejską Górę” Manna. Oto odwieczny Settembrini i odwieczny Nephta walczą o duszę biednego, chorego Hansa. Jak pamiętamy, w pojedynku Settembrini oddaje strzał w powietrze. Nephta popełnia samobójstwo.

Książka „Będzie jak było” Maszy Gessen, reportaż o rosyjskim pokoleniu symbolicznego 1984 roku, traktuje o niepojętym dla rozumu samobójstwie społeczeństwa. Czyta się ją z przerażeniem. Przynajmniej ja czytałam, znajdując analogie miedzy totalitarną Rosją a naszymi 25 Latami Wolności i obecnym p(i)sim kierunkiem rozwoju. Tym bardziej, że pamiętam jeszcze PRL. I mam niestety dość oleju w głowie by wiedzieć, że i w Nadwiślańskim Kraju będzie wkrótce jak było.

Masza Gessen stawia tezę: straumatyzowana wspólnota, tak jak i straumatyzowana jednostka, będzie nieświadomie odtwarzać nieprzepracowany uraz i dążyć bezwładnie do odtworzenia warunków jego powstania. Przymus powtarzania traumy, lęk przed wolnością, dążenie do wolności od – etykietki są różne, ale mówią o tym samym. Że uwolniony niewolnik, choć opromieniony wolnością i syty, pragnie tak bardzo swojego bezpiecznego zniewolenia, powrotu do bolesnej klatki, że odbuduje ją sobie sam.

Pisze Bessel van der Kolk, psychiatra, badacz zagadnień PTSD:

Wielu ludzi, którzy doświadczyli traumy, wchodzi w, lub wystawia się na sytuacje będące jej reminiscencjami, co stwarza wrażenie pewnej kompulsji. Takie behawioralne reaktywacje bardzo rzadko są działaniem świadomym w sensie ich związku z dawnymi urazami […]. Freud uważał, że nieświadomym celem powtarzania traumy jest chęć uzyskania nad nią władzy, jednak doświadczenie kliniczne dowodzi, że to nie zdarza się prawie nigdy; przeciwnie, reaktywacje przynoszą nowe, nakładające się cierpienia zarówno samym ofiarom, jak i osobom z ich otoczenia.

***

Socjolog Jurij Lewada wierzył w latach dziewięćdziesiątych, że homo sovieticus, jako produkt rewolucji i wielkiej czystki, wymrze śmiercią naturalną, ZSRR upadnie, a koniec tego miłosnego uścisku państwa i jednostki przypieczętują nowe polityczne i gospodarcze warunki. Jednak rzeczywistość okazała się inna: homo sovieticus nie był zdolny do stworzenia sobie nowych warunków rozwoju a jedynie do odtworzenia dobrze sobie znanych, urazowych, pozornie stabilizujących i ograniczających stresujący nadmiar wolności. I wydaje się dziś, że społeczeństwa z byłego bloku wschodniego nie są w stanie stworzyć niczego- mogą jedynie zapożyczyć słowa od innych, podebrać cudze obrazy. Są bezpłodne. Mniejsza grupa skorzysta z „wolności do”, większość błaga jednak o uśmierzenie lęku przez „wolność od”. Co ciekawe i bolesne, ten proces odbudowywania klatki wydaje się irracjonalny, bo dokonuje się w warunkach względnego dobrobytu i skoku cywilizacyjnego. Czytaj dalej Będzie, bo było

Buciki

Spór wokół pomnika i niechlubnej „działalności” ks. Jankowskiego przywołał dawne wspomnienia. Było nie było „Brygida” była moją parafią. Dawną rzeczywistością były pokryte zieloną olejną farbą ławki w „salce”, gdzie 99,99% procent rocznika chodziło na religię. Było realem też  czerwone mrugające oko lampy w tabernakulum, skromne, bo o „bursztynowych ołtarzach” nikt nie myślał.  Ukrzyżowany Chrystus patrzył spokojnie ponad biało-ceglanymi nawami na gromadne „msze z ojczyznę”, zapiewajłów „ojczyzn woooolnych racz nam”, kiosk pani Trudzi z dewocjonaliami  i podjeżdżające po kamiennym bruku samochody z Wałęsą samym i wcielonym. Chrystus był zapewne świadomy przelewającego się – mimo bidnych „ciekawych czasów” – bogactwa plebanii, gustownej tapety w orzełki w koronie i gdańskich szaf w westybulu, na widok których dziecko PRL-u zbierało szczękę z podłogi, bo takie rzeczy -nierealne, nieosiągalne – oglądało jedynie w muzeum. Chrystus zamykał jednak oczy i uszy na powszechne ploteczki o tym, że proboszcz młodych chłopców lubi. Czytaj dalej Buciki

Te wartości

Szybki quiz: i kto to mówi?

…nasz kraj stoi wobec poważnego zagrożenia swojej tożsamości. To zagadnienie ma zarówno aspekty moralne, jak i związane z polityką zagraniczną. Widzimy, że wiele krajów euroatlantyckich neguje swoje korzenie, nawet wartości chrześcijańskie, stanowiące fundament cywilizacji Zachodu. Odrzucają swoje własne fundamenty moralne, jak tradycyjna tożsamość-narodowa, kulturalna, religijna a nawet w obrębie płci. Realizują politykę, która stawia na tej samej pozycji wielodzietne rodziny i związki partnerskie osób tej samej płci, a także wiarę w Boga z czcią oddawaną szatanowi. Nadmiar poprawności politycznej doprowadził do punktu, w którym mówi się o rejestrowaniu partii politycznych promujących pedofilię. W wielu krajach europejskich ludzie są zastraszani i wstydzą się mówić o swoich związkach z religią[…]. To właśnie taki model agresywnie promuje się na całym świecie. Jestem przekonany, że droga ta wiezie do degradacji i prymitywizacji, głębokiego kryzysu demograficznego i moralnego.

Brzmi znajomo? Jednak to nie Fronda i Tomasz T., nie światła szczekaczka profesor Krystyna P., ani nie Zatroskany-o-Los-Narodu Jarosław K., ani też nie żelaźni działacze ONR-u. Nagroda w wysokości 100 punktów przypada osobie, która wskazała Władimira Władimirowicza P., (przemówienie Anno Domini 2012).  Który też podczas pierwszego kryzysu krymskiego zauważa mimochodem: Czytaj dalej Te wartości

PRZ SZŁOŚĆ

Jadąc do pracy mijam budynek z wielkim muralem, na którym napisano PRZ SZŁOŚĆ. Nieustannie, raz za razem, moja głowa podpowiada bezwiednie słowo „przyszłość” i to wydaje mi się zabawne: owa uporczywość majaku i iluzja „przyszłości”.

Raport o klimacie IPCC, choć bardzo łagodny, wprowadził nadchodzącą katastrofę ekologiczną na salony i do mainstreamu wywołując mainstreamową reakcję, czyli reakcję małpy. Ocieplenie klimatu i susza są już u nas namacalne, więc od tematu uciec się nie da, nawet w czasie miłych pogaduszek na korpo-mityngach. Jednak oczywista perspektywa braku przyszłości dla jednostki, jego potomnych, planów, projektów , walk społeczno-politycznych jest tak poruszająca, że większość zaprzeczy stanowi rzeczy i zatopi się w problematyce dawnych krzywd i niezłomnych czy uwięzionych wraków. Część wręcz aktywnie zacznie ideę zwalczać, przyłączając się do współczesnej kultury wernakularnej (naiwnego zaklinania rzeczywistości i pseudo-nauk) lub kultury symulakrów (oryginał i kopia są tym samym, więc udawajmy). Stąd komentarze pod artykułami o raporcie – zabawne. U niektórych myślących pojawia się totalna a przecież realna bezradność: „Jak sobie o tym pomyślę, to ja jak ja, nażyłam się już, ale przyszłość mojego syna…” Czytaj dalej PRZ SZŁOŚĆ

Sondaż i wiara

Oko.press dokonało ciekawego skojarzenia „sondażu” z „aktem zawierzenia”, sprawdzając statystycznie czy ludowi spodobał się magiczny gest pana premiera na Jasnej Górze. Samego „aktu zawierzenia” nie skomentuję, bo umysł ludzki różnych wyobrażeń chwyta się nerwowo i póki nie oprze się na prawdzie zamiast wierze będzie słaby i zalękniony jak sam jaśnie pan premier. Mamy więc tutaj gest słabego ludzkiego umysłu, to wszystko. Może być madonna, swaróg lub też spaghetti, mnie nie wadzi, choć „akt zawierzenia latającemu potworowi spaghetti” może byłby bardziej apetyczny niż to co dzieje się w kościołach. Czytaj dalej Sondaż i wiara