From Russia with love

Często czytam w necie komentarze wytykające obecnemu rządowi nieudolność. Te deformy, te stosy nowelizacji… To jednak nie tak: rządy PiS są jak najbardziej udolne, skuteczne. Są świadomą, cyniczną, szeroko zakrojoną i zaplanowaną implementacją społecznej destabilizacji. Celowym budowaniem napięć i braków w codziennych obszarach życia obywatela od edukacji, przez farmację do bankowości, o ochronie zdrowia, ekologii czy sądownictwie nawet nie wspominając. Doprawdy kilka przeciętnie inteligentnych osób, grono ekspertów i konsultacje społeczne wystarczą by przemyśleć i przeprowadzić sensowną reformę danego obszaru działania  państwa. Dobra Zmiana to celowe budowanie wewnętrznego napięcia, totalitarne zarządzanie przez brak, ciągłe dźganie mas sensacją, oswajanie z nienormalnością, patologią, szczujnią i hejtem jako czymś „normalnym“, „naturalnym”. Nic tu nie jest nieudane – to tak miało być, jest zamierzone. To nie populizm, to majstersztyk manipulacji masami. Mani-pulacja.
Poruszanie.

W jakim celu? By na tym poruszonym tle rzekomego chaosu pięknie wypadł Dobry Dziadunio, który z kotkiem w objęciach, w wyświechtanym garniturze szarego człowieka, z symbolicznej palety, podestu, mównicy głosi: “Nie lękajcie się. Damy odpór Złu. Jesteście wspaniali. Należy wam się. Kocham was. Siema“. Robi wrażenie. Czytaj dalej From Russia with love

Ku pamięci

Czas przypomnieć zasady:

„Nasz ustrój polityczny nie jest naśladownictwem praw obcych, a my sami raczej jesteśmy wzorem dla innych niż inni dla nas. Nazywa się ten ustrój demokracją, ponieważ rząd zależy od większości, a nie od mniejszości. W sporach prywatnych każdy nasz obywatel jest równy w obliczu prawa. Jeśli zaś chodzi o poważanie, to jednostkę ceni się nie ze względu na jej przynależność do jakiejś warstwy, lecz ze względu na zalety, jakimi sama się wyróżnia. Nikomu też, kto może przysłużyć się ojczyźnie nie przeszkadza ani ubóstwo, ani niskie urodzenie w osiąganiu godności. W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności a w życiu prywatnym nie wglądamy z podejrzliwą ciekawością w zachowanie się współobywateli. Nie odnosimy się z niechęcią do sąsiada, jeśli robi to, co mu przyjemne, i nie rzucamy nań owych wzgardliwych wejrzeń, które wprawdzie nie wyrządzają szkody, ale przecież ranią. Wyrozumiali więc w życiu prywatnym, szanujemy prawa w życiu społecznym. Jesteśmy posłuszni każdoczesnej władzy i prawom, zwłaszcza tym niepisanym, które bronią krzywdzonych i których przekroczenie przynosi powszechną hańbę.

Stworzyliśmy też umyślnie najwięcej sposobności do wypoczynku po pracy, urządzając w ciągu całego roku igrzyska i uroczystości religijne oraz pięknie zdobiąc nasze domy, aby ich codzienny urok rozpraszał troski.

Także w sprawach wojennych wielce różnimy się od nieprzyjaciół. Miasto nasze stoi otworem dla wszystkich. Nie zdarza się, abyśmy wydalali cudzoziemców i nie pozwalali komukolwiek uczyć się u nas lub patrzeć na coś, co mogłoby przydać się naszym wrogom. Mamy bowiem zaufanie nie tyle do zbrojeń i podstępów wojennych, ile do własnej odwagi w działaniu. Inni przez twarde i pełne trudów wychowanie i ćwiczenia już we wczesnej młodości dochodzą do męskiej sprawności, my zaś, żyjąc swobodniej, z nie mniejszą odwagą stawiamy czoło różnym niebezpieczeństwom.

Kochamy piękno, ale z prostotą, kochamy wiedzę, ale bez zniewieściałości, bogactwem się nie chwalimy, lecz używamy go w potrzebie. Przyznanie się do ubóstwa nie przynosi ujmy nikomu, jednakże jest ujmą, jeśli ktoś nie stara się z niego wydobyć. U nas ci sami ludzie, którzy zajmują się sprawami państwa, zajmują się także swoimi osobistymi, a ci, którzy wykonują jakieś rzemiosło, znają się także na polityce. Jesteśmy jedynym narodem, który jednostkę nie interesującą się życiem państwa uważa nie za bierną, lecz za nieużyteczną.

Twierdzę, że państwo nasze jako całość jest szkołą wychowania Hellady. Właśnie u nas każda jednostka może najswobodniej przystosowywać się do najrozmaitszych form życia i stać się w ten sposób samodzielnym człowiekiem“.

Perykles, mowa pogrzebowa żołnierzy poległych w wojnie ze Spartą, Ateny 430 r p.n.e. Czytaj dalej Ku pamięci

O konflikcie z Izraelem

Zabawny w sumie ten konflikt. Jakby nierzeczywisty. Tak jak nierzeczywisty, zwariowany jest antysemityzm bez Żydów i antypolonizm bez Polaków. Choć rzeczywistość inna, to jednak stare figury wydają się wciąż żywe. Człowiek wśród mar żyje a nie na Ziemi, nie w faktach. Mary to  właściwa przestrzeń człowieczeństwa.

Swoją drogą, PiS, grający figurkami z szopki ma cudny talent do wciągania do tańca innych cieni, ożywiania trupich figur. Pewnie dlatego mamy wszystkie sklepy poobrażane, od Norwegii do Iranu.

*

Przepychanki z Izraelem i kosz-mary przywiodły mi na myśl „Prześnioną Rewolucję”Andrzeja Ledera, książkę ogromnie gęstą w znaczenia i cenną na „25Lat Wolności”. Traktuje o Rewolucji lat 1939-1956, bo rewolucją była likwidacja ziemiaństwa, Zagłada i naruszenie stosunków własności oraz wypłynięcie szerokich warstw chłopstwa i polskiego drobnego mieszczaństwa znanego dziś szerzej jako „klasa średnia”. „Prześniona” ta rewolucja  jednak, bo nie przeprowadzona aktywnie przez ową późniejszą „kasę średnią” a przez najeźdźców, Rosjan i Niemców – jakby w zastępstwie tej warstwy, zgodnie z jej poczuciem krzywdy i jej utajonym pragnieniem zniszczenia dotychczasowego porządku.  Prześniona także, bo nie nazwana, nie przebolała, wypchnięta do nieświadomego. Rewolucja (więcej niż!) realna, ale niczym w sennym koszmarze, gdzie wszystko się dzieje samo przez się i obudzić się nie można. Czytaj dalej O konflikcie z Izraelem

O wiosennym antyklerykalizmie

Z Wiosną ponoć Pislandia ma zmieniać czy wręcz wypowiadać konkordat. Niektórym wydaje się, że powiał cieplejszy wiatr. Myślę, że niewiele z tego powiewu będzie, bo konkordat i religijna metafizyka są wżarte w polską umysłowość.

Dopóki ludzie sami do kościoła biegają, wierzą w odkupienia, żądają katolickich pogrzebów i wysyłają dzieci na religię nic nie będzie z tak ważnej politycznej zmiany. Polski antyklerykalizm jest na pokaz, dla mody, a po cichu jest chrzest i poszukiwanie rozgrzeszenia. Odejście od Kościoła w polskim mniemaniu ma być dokonane cudzą ręką (partii politycznej) a nie osobistym wyborem i zaangażowaniem obywatela. Kościelny majestat wydaje się jednostce zbyt wielki, by go obrazić, więc rozkosz buntu – wobec tej wielkości i lęku – musi zostać ukryta, podświadoma. I tak mamy tutaj przypadek transpasywności: bierności i odczuwania ukrytej, zabronionej satysfakcji z tego co robi inny, jakby w zastępstwie. Niech ktoś coś zrobi, bo to złodzieje są, a ja dzieciątko na religię poślę (sukienka do komunii i prezenty) i plebanowi za mszę zapłacę.
Czytaj dalej O wiosennym antyklerykalizmie

Migawki totalitarne

Wyobraźmy sobie dwa obrazki: Polska (Pislandia znaczy) i Rosja. I zabawę „zaznacz różnice”. Coraz mniej ich jest w naszym życiu politycznym i kierunek rozwoju Polski wydaje się jasny.  Z poniższymi punktami autorstwa Lwa Gudkowa, socjologa szpiona Centrum Lewady (2004), ten kierunek będzie jeszcze jaśniejszy. Czytaj dalej Migawki totalitarne

Z powodu Gdańska

Gdy zaczynałam myśleć o nowym blogu, założyłam, że nie będzie o polityce. Założenie to złamałam wielokrotnie. Złamię je teraz – z powodu Gdańska.

Po morderstwie popełnionym na prezydencie Pawle Adamowiczu naczytałam się morza internetowych komentarzy. Najbardziej uderzyły mnie te, które przyrównywały żałobę do „obowiązku płaczu po Stalinie”, te które wspominały o mafiach, „układzie gdańskim”, o błędach i bogactwie zmarłego czy o pisaniu na siłę mdłej hagiografii. Oraz o „biednych, zwykłych ludziach”, którzy honorów pogrzebowych nie dostąpią.

Przekaz utajony brzmiał: gdańszczanie, nie bądźcie durniami ani hipokrytami.

Jednak gdańszczanie- masowo oddając hołd zamordowanemu i wyrażając smutek w przestrzeni publicznej- naprawdę nie są durniami. Czytaj dalej Z powodu Gdańska

Kim są Boży Wojownicy?

Po moim tekście „Będzie, bo było” pojawił się Głos krytyczny, że nie należy sięgać do „metafizyki”  a wystarczy zahaczyć o pieniądze i to wyjaśni nam tragizm polskich przemian. Nie chcę się odnieść tu bezpośrednio do owego Głosu (pozdrawiam), ale do dość rozpowszechnionej opinii, że neofaszyzm jest kwestią pieniędzy:  zaniedbania redystrybucji i pogłębiających się nierówności społeczno-ekonomicznych po 1989 roku. Idzie za tym popularny obraz, że zwolennicy narracji PiS-u to ludzie żyjący na krawędzi ubóstwa, ekonomicznie wykluczeni i skuszeni jedynym  argumentem: pieniędzmi w postaci 500+. Inaczej mówiąc: gdyby kraj we właściwym momencie skręcił w lewo, to nie skręcałby teraz gwałtownie w prawo… Kraj nie staczałby się w stronę duginowskich wizji zamordyzmu, gdyby tylko rozdawano w takiej czy innej formie pieniądze biednym (nota bene, w imaginarium lewicowym- dobrym, którym się należy, w odróżnieniu od tych złych, którzy zarabiają, inwestują i im się nie należy).  Osią tej narracji jest „pieniądz” i jakieś złe zewnętrzne siły, które go (nie) dają:  „wadliwa redystrybucja”, „zły kapitał”, złe korporacje”, „rozwarstwienie ekonomiczne”. Pewnie tkwi w tym ziarno prawdy, ale nie jest to sedno, jak myślę.

Czytaj dalej Kim są Boży Wojownicy?

Będzie, bo było

„Najbardziej udana i najpełniejsza definicja narodowego bolszewizmu brzmi: „Narodowy bolszewizm jest superideologią wspólną dla wszelkiego rodzaju wrogów Społeczeństwa Otwartego”. Nie jedna z ideologii wrogich tego rodzaju społeczeństwu, ale jego w pełni świadoma, zupełna i naturalna antyteza. Narodowy bolszewizm jest ideologią zbudowaną na pełnej i radykalnej negacji jednostki i jej centralnej roli”.

Manifest Aleksandra Dugina

Pojedynek:  Społeczeństwo Otwarte vs Narodowy Bolszewizm przywodzi mi na myśl „Czarodziejską Górę” Manna. Oto odwieczny Settembrini i odwieczny Nephta walczą o duszę biednego, chorego Hansa. Jak pamiętamy, w pojedynku Settembrini oddaje strzał w powietrze. Nephta popełnia samobójstwo.

Książka „Będzie jak było” Maszy Gessen, reportaż o rosyjskim pokoleniu symbolicznego 1984 roku, traktuje o niepojętym dla rozumu samobójstwie społeczeństwa. Czyta się ją z przerażeniem. Przynajmniej ja czytałam, znajdując analogie miedzy totalitarną Rosją a naszymi 25 Latami Wolności i obecnym p(i)sim kierunkiem rozwoju. Tym bardziej, że pamiętam jeszcze PRL. I mam niestety dość oleju w głowie by wiedzieć, że i w Nadwiślańskim Kraju będzie wkrótce jak było.

Masza Gessen stawia tezę: straumatyzowana wspólnota, tak jak i straumatyzowana jednostka, będzie nieświadomie odtwarzać nieprzepracowany uraz i dążyć bezwładnie do odtworzenia warunków jego powstania. Przymus powtarzania traumy, lęk przed wolnością, dążenie do wolności od – etykietki są różne, ale mówią o tym samym. Że uwolniony niewolnik, choć opromieniony wolnością i syty, pragnie tak bardzo swojego bezpiecznego zniewolenia, powrotu do bolesnej klatki, że odbuduje ją sobie sam.

Pisze Bessel van der Kolk, psychiatra, badacz zagadnień PTSD:

Wielu ludzi, którzy doświadczyli traumy, wchodzi w, lub wystawia się na sytuacje będące jej reminiscencjami, co stwarza wrażenie pewnej kompulsji. Takie behawioralne reaktywacje bardzo rzadko są działaniem świadomym w sensie ich związku z dawnymi urazami […]. Freud uważał, że nieświadomym celem powtarzania traumy jest chęć uzyskania nad nią władzy, jednak doświadczenie kliniczne dowodzi, że to nie zdarza się prawie nigdy; przeciwnie, reaktywacje przynoszą nowe, nakładające się cierpienia zarówno samym ofiarom, jak i osobom z ich otoczenia.

***

Socjolog Jurij Lewada wierzył w latach dziewięćdziesiątych, że homo sovieticus, jako produkt rewolucji i wielkiej czystki, wymrze śmiercią naturalną, ZSRR upadnie, a koniec tego miłosnego uścisku państwa i jednostki przypieczętują nowe polityczne i gospodarcze warunki. Jednak rzeczywistość okazała się inna: homo sovieticus nie był zdolny do stworzenia sobie nowych warunków rozwoju a jedynie do odtworzenia dobrze sobie znanych, urazowych, pozornie stabilizujących i ograniczających stresujący nadmiar wolności. I wydaje się dziś, że społeczeństwa z byłego bloku wschodniego nie są w stanie stworzyć niczego- mogą jedynie zapożyczyć słowa od innych, podebrać cudze obrazy. Są bezpłodne. Mniejsza grupa skorzysta z „wolności do”, większość błaga jednak o uśmierzenie lęku przez „wolność od”. Co ciekawe i bolesne, ten proces odbudowywania klatki wydaje się irracjonalny, bo dokonuje się w warunkach względnego dobrobytu i skoku cywilizacyjnego. Czytaj dalej Będzie, bo było

Buciki

Spór wokół pomnika i niechlubnej „działalności” ks. Jankowskiego przywołał dawne wspomnienia. Było nie było „Brygida” była moją parafią. Dawną rzeczywistością były pokryte zieloną olejną farbą ławki w „salce”, gdzie 99,99% procent rocznika chodziło na religię. Było realem też  czerwone mrugające oko lampy w tabernakulum, skromne, bo o „bursztynowych ołtarzach” nikt nie myślał.  Ukrzyżowany Chrystus patrzył spokojnie ponad biało-ceglanymi nawami na gromadne „msze z ojczyznę”, zapiewajłów „ojczyzn woooolnych racz nam”, kiosk pani Trudzi z dewocjonaliami  i podjeżdżające po kamiennym bruku samochody z Wałęsą samym i wcielonym. Chrystus był zapewne świadomy przelewającego się – mimo bidnych „ciekawych czasów” – bogactwa plebanii, gustownej tapety w orzełki w koronie i gdańskich szaf w westybulu, na widok których dziecko PRL-u zbierało szczękę z podłogi, bo takie rzeczy -nierealne, nieosiągalne – oglądało jedynie w muzeum. Chrystus zamykał jednak oczy i uszy na powszechne ploteczki o tym, że proboszcz młodych chłopców lubi. Czytaj dalej Buciki