GMO i matki

Ciekawe, zdarza się to już po raz kolejny, głośne plenarne dyskusje nad ludzkim zarodkami, aborcją, „życiem poczętym” zagłuszają (bądź mają właśnie zagłuszyć)  ciche komisyjne dyskusje nad wprowadzeniem w Polsce stref specjalnych upraw GMO. O zmianie prawa aborcyjnego głośno, o GMO cicho, ale synchroniczność tematów (znowu!) wydaje mi się ważna. Czytaj dalej GMO i matki

Dzikie

Na moim miejskim podwórku zaczyna się fala wycinania starodrzewu. Preteksty są różne: drzewa są niebezpieczne, rzucają się na przechodniów, demolują samochody, włażą do okien, kiedy nikt nie patrzy… Gdy oponuję przeciwko wycince, słyszę : „ojejej, a czy weźmie pani odpowiedzialność jak komuś się coś stanie?” Argument antropocentryczny gębę ma mi zamknąć. Nie zamyka. Więc pada przebiegłe „a jest tu pani zameldowana, jest pani właścicielem?” Nie jestem, więc – jak się okazuje – do gadania nic nie mam. Niezameldowana tu przecież nie oddycham, nie żyję, nie chodzę ulicami, nie oglądam widoku za oknem. W narracji administracyjnej mnie nie ma. Czytaj dalej Dzikie

Bajka o foliówkach

Jedyna słuszna decyzja Ministerstwa Środowiska, grzmiały swojego czasu niektóre -skądinąd rozsądne-media, pisząc o planowanym opodatkowaniu foliówek, tzw opłacie recyklingowej.

Zdziwiłam się widząc ten bezrozumny medialny entuzjazm. Źródłem zanieczyszczenia foliówkami jest produkcja a nie finalny odbiorca. Żadne pieniądze nie mogą pójść faktycznie na „ochronę środowiska”, bo żadne pieniądze (same w sobie też dla środowiska niebezpieczne, o ironio) nie przyspieszą rozkładu foliówek ani nie uratują środowiska przed degradacją. Raz wyprodukowana foliówka już jest na tym materialnym świecie i będzie ten świat zanieczyszczać bez względu na to, kto i gdzie ją użyje; bez względu na to, czy będzie w magazynie producenta, w domu klienta czy w sklepie. Należałoby raczej zakazać globalnej produkcji. Do czego żaden rząd nie przyczyni się z pewnością. Nie chodzi nawet o konflikt z polskimi wytwórcami folii, ale o konflikt z międzynarodowymi korporacjami obracającymi produktami ropopochodnymi. Wiem, wiara w Ojca Narodu silna jest, ale -uff – nec Hercules contra plures. Czytaj dalej Bajka o foliówkach

Impotencja

Im więcej ciekawych pomysłów naszego ministra do spraw destrukcji środowiska tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że mamy do czynienia z kimś, kto nie funkcjonuje na poziomie rzeczywistości uzgodnionej. Z kimś, z kim nie ma w zasadzie kontaktu, bo śni swój własny sen. Rozmowy organizacji ekologicznych czy dziennikarzy z ministrem brzmią jak rozmowa z szaleńcem, czyli są żadne. Nie będę wnikać czy jest to poza czy głębszy hmmm… problem. O paradoksie, wszystko w tej ministerialnej narracji jest spójne, logiczne, gdyż każdy dochodzący, nowy element rzeczywistości zostaje podporządkowany naczelnemu założeniu „walki z szatanem”. Gdy ktoś pogrążony jest w wizji „walczę ze Złem”, to będzie walczył do końca i każdymi środkami, co jasne. Przecież ten szatan -jak na szatana przystało – nie tylko jest realny, osobowy, ale i zły jest i sprytny.

Na niszczenie środowiska przyrodniczego oczywiście nakładane są dalsze racjonalizacje i metafory np: realizuję pasję, eliminuję, selekcjonuję (czytaj: zabijam), bo dziczyzna zdrowa, bo „Polska”, bo honor, bo biblia, bo tradycja; prowadzę wycinkę (czytaj: zabijam) bo kornik, bo bezpieczeństwo, bo droga, bo „zły Niemiec”, bo nasze, bo my, bo u siebie. Czytaj dalej Impotencja

Święcone Obrazki

Im bliżej natury żyję tym bardziej poraża mnie przepaść między ludzkimi opowieściami a rzeczywistością. W Rzeczywistym Świecie nie ma naturalnego „życia od poczęcia do naturalnej śmierci”(w domyśle: starości), żadnego oczywistego „naturalnego prawa do rozwoju”. W Rzeczywistości życie równa się śmierci formy i przepływowi energii w czasie. Nasze pojęcie „naturalnego” jest dalszym bajaniem umysłu nie mającym nic wspólnego z Naturą, gdzie wysiłek Życia idzie na marne, potencjał wzrostu zostaje utracony. Z gwarnego trzmielego gniazda przetrwają zimno (? o ile) tylko zapłodnione królowe a nie każdy truteń przekaże królowej swoje geny. Większość myszy ginie swojej pierwszej zimy, dwuletnia mysz to doświadczony w potyczkach z kuną życiowy gracz. Tyle niebezpieczeństw czeka na rośliny! Ile siewek nie ma szans na wydanie potomstwa i naturalną śmierć ze starości! Brzoza-matka pyli w stresie obficie, rok mija zanim zobaczymy siewki, które zmagać się będą z chorobami, inwazją grzybów, ubogą glebą, atakiem konkurencji, marznącym deszczem, ciężkim śniegiem, przymrozkami w czerwcu, atakiem robactwa czy ząbkami szaraka rozrywającymi słodkie łyko. Młode drzewko walczyć będzie z Losem, zderzy się z ludzką etykietą „drewna”, „chwastu” czy „bałaganu”. Ile dzieci brzozy z mojego podwórza doczeka swych dni? Kilka, kilkanaście?

Powiedzieć można: no tak, ale w Rzeczywistości liczy się nie jednostka a przetrwanie genów. Zapytam: gdzie więc podziały się geny kronozaura, którego cementowa podobizna zdobi dziś australijskie miasteczko Richmond, onegdaj dno morza?

Pacha Mama rozrzutna jest, szalona, alogiczna.

A homo sapiens, w głupocie gatunkowej niepojętej i bez kontaktu z Rzeczywistością sprzedaje i kupuje słodkie święcone obrazki; baja o zrównoważonych rozwojach, samo-rozwojach, samo-realizacjach, o prawach człowieka, o wolności, sprawiedliwości, „godnym życiu”, „naturalnej śmierci”, konstytucyjnym prawie do szczęścia… Ja też bajam, choć prawo mam tylko do swego nie-do-rozwoju, do tu-i-teraz, do łutu szczęścia, bo życie cudem i to nie moim.