Impotencja

Im więcej ciekawych pomysłów naszego ministra do spraw destrukcji środowiska tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że mamy do czynienia z kimś, kto nie funkcjonuje na poziomie rzeczywistości uzgodnionej. Z kimś, z kim nie ma w zasadzie kontaktu, bo śni swój własny sen. Rozmowy organizacji ekologicznych czy dziennikarzy z ministrem brzmią jak rozmowa z szaleńcem, czyli są żadne. Nie będę wnikać czy jest to poza czy głębszy hmmm… problem. O paradoksie, wszystko w tej ministerialnej narracji jest spójne, logiczne, gdyż każdy dochodzący, nowy element rzeczywistości zostaje podporządkowany naczelnemu założeniu „walki z szatanem”. Gdy ktoś pogrążony jest w wizji „walczę ze Złem”, to będzie walczył do końca i każdymi środkami, co jasne. Przecież ten szatan -jak na szatana przystało – nie tylko jest realny, osobowy, ale i zły jest i sprytny.

Na niszczenie środowiska przyrodniczego oczywiście nakładane są dalsze racjonalizacje i metafory np: realizuję pasję, eliminuję, selekcjonuję (czytaj: zabijam), bo dziczyzna zdrowa, bo „Polska”, bo honor, bo biblia, bo tradycja; prowadzę wycinkę (czytaj: zabijam) bo kornik, bo bezpieczeństwo, bo droga, bo „zły Niemiec”, bo nasze, bo my, bo u siebie. Czytaj dalej Impotencja

Święcone Obrazki

Im bliżej natury żyję tym bardziej poraża mnie przepaść między ludzkimi opowieściami a rzeczywistością. W Rzeczywistym Świecie nie ma naturalnego „życia od poczęcia do naturalnej śmierci”(w domyśle: starości), żadnego oczywistego „naturalnego prawa do rozwoju”. W Rzeczywistości życie równa się śmierci formy i przepływowi energii w czasie. Nasze pojęcie „naturalnego” jest dalszym bajaniem umysłu nie mającym nic wspólnego z Naturą, gdzie wysiłek Życia idzie na marne, potencjał wzrostu zostaje utracony. Z gwarnego trzmielego gniazda przetrwają zimno (? o ile) tylko zapłodnione królowe a nie każdy truteń przekaże królowej swoje geny. Większość myszy ginie swojej pierwszej zimy, dwuletnia mysz to doświadczony w potyczkach z kuną życiowy gracz. Tyle niebezpieczeństw czeka na rośliny! Ile siewek nie ma szans na wydanie potomstwa i naturalną śmierć ze starości! Brzoza-matka pyli w stresie obficie, rok mija zanim zobaczymy siewki, które zmagać się będą z chorobami, inwazją grzybów, ubogą glebą, atakiem konkurencji, marznącym deszczem, ciężkim śniegiem, przymrozkami w czerwcu, atakiem robactwa czy ząbkami szaraka rozrywającymi słodkie łyko. Młode drzewko walczyć będzie z Losem, zderzy się z ludzką etykietą „drewna”, „chwastu” czy „bałaganu”. Ile dzieci brzozy z mojego podwórza doczeka swych dni? Kilka, kilkanaście?

Powiedzieć można: no tak, ale w Rzeczywistości liczy się nie jednostka a przetrwanie genów. Zapytam: gdzie więc podziały się geny kronozaura, którego cementowa podobizna zdobi dziś australijskie miasteczko Richmond, onegdaj dno morza?

Pacha Mama rozrzutna jest, szalona, alogiczna.

A homo sapiens, w głupocie gatunkowej niepojętej i bez kontaktu z Rzeczywistością sprzedaje i kupuje słodkie święcone obrazki; baja o zrównoważonych rozwojach, samo-rozwojach, samo-realizacjach, o prawach człowieka, o wolności, sprawiedliwości, „godnym życiu”, „naturalnej śmierci”, konstytucyjnym prawie do szczęścia… Ja też bajam, choć prawo mam tylko do swego nie-do-rozwoju, do tu-i-teraz, do łutu szczęścia, bo życie cudem i to nie moim.