Inaczej o Matkach na Wyrębie

Swojego czasu, przy apogeum szaleństwa „lex Szyszko” pani Cecylia Malik opublikowała zdjęcia kobiet z dziećmi w świeżo przetrzebionym stołecznym parku.

Matki karmiące niemowlęta na karczach i ściętych pniakach protestowały w ten sposób przeciwko niekontrolowanej wycince. Kobiety prężą mleczne cyce do obiektywu i zdają się mówić: „chcemy drzew dla nas i przyszłych pokoleń, wyrządziliście nam krzywdę”. Poruszające, tak, ale było coś więcej; jakieś nie dające (mi) spokoju drugie dno. Czytaj dalej Inaczej o Matkach na Wyrębie

Oprócz tropienia pytona

Wśród newsów ostatnich, jakie czytam z rzadka Daleko od Świata,  jeden który przeszedł – ku mojemu zdziwieniu – bez echa: minister rolnictwa dla podtrzymania poparcia partii rządzącej wśród ludu zezwala rolniczemu lobby na użycie zakazanych pestycydów w ochronie rzepaku. I nic… Żadnych ulicznych protestów, przykuwania się masowego do maszyn rolniczych, zajmowania magazynów przez zielonych bojówkarzy. Żadnych rozczochranych aktywistek i bojowniczek, złych strażników pod bronią ani malowniczej wymiany skurwysyństw lepszej niż telenowela, tak jak to było w przypadku obrony Puszczy Białowieskiej.   Obrona Puszczy to porywający,  męski wilczo-zielony romantyzm a naga, niezręczna cisza zapada tam, gdzie zaczyna się faktyczna ogromna skala zniszczeń gleby, zwierząt i roślin oraz niekontrolowanych eksperymentów na ludzkim zdrowiu (dodatki do żywności, środki ochrony roślin). Cisza, bo jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że trucie nas i innych uczestników Rzeczywistości jest „konieczne i oczywiste”. Puszcza ciekawsza, spektakularna  i łatwiejsza w odbiorze dla prostego czytelnika, choć i wycinka i współczesne rolnictwo czy przemysł spożywczy wyrastają z tej samej iluzorycznej narracji Oddzielenia od Natury. Choć nie wiem czy dla Kowalskiego jakość jedzenia nie ważniejsza niż istnienie puszcz. Czytaj dalej Oprócz tropienia pytona

Nasza najważniejsza rzeczywistość

Buk, o którym pisałam tutaj już odszedł w ludzkie wspomnienia i do Krainy Wiecznej Zieleni. Pieniek wycięto fachowo i starannie. Dokładnie uprzątnięto gałęzie i pomięte listki. Administracja popisała się ułańską fantazją i w środku wiosny nie tylko zleciła wycinkę drzewa, ale i kazała podciąć gałęzie innych drzew w podwórzu- bez uzgodnienia z nikim. Między innymi te, które miałam przed oknem. Ok, wiem: nic się nie stało, to tylko drzewo, to tylko gałęzie, co za różnica jaki widok-pień też może być-wie pani, że inni na nowych osiedlach nie mają nawet tego, to przecież jest martwe, to jest rzecz, to jest problem, odrosną kiedyś, a jakby tak się coś stało?, przecież dzieci tu chodzą!, jaka znów wiewiórka, kwestia bezpieczeństwa, kogo to obchodzi, tak dbamy o środowisko, ple, ple. Tam obiektywne racje, tabelkowe zarządzanie i perwersyjne zadowolenie barbarzyńcy ze zniszczenia a tutaj mój szloch z wściekłości i bezradności – subiektywny, nieumotywowany i nieracjonalny. Czytaj dalej Nasza najważniejsza rzeczywistość

Prawdziwa bieda

Mamy prawdziwą biedę. Po „25 latach wolności” dożyliśmy momentu, gdy nie można z domu nosa wyściubić z powodu smogu; w sklepie coś czego nie można nazwać ŻYW-nością; dla narracji społecznych nakładamy na siebie PET udający wełnę i kosmetyki pielęgnujące ciało ołowiem. Mleko matek nie spełnia norm stawianych przed spożywczym mlekiem. Pijemy i jemy plastik i z plastiku.

Nie chodzimy ani głodni ani nadzy, ale klepiemy biedę. Ta część świata -na pokaz szczęśliwa, kolorowa i syta, ta, której zazdroszczą inne – jest w zasadzie biedna.

Inni mają gorzej, obraza boska takie marudzenie, westchnie starsze pokolenie, pamiętające jeszcze głód i jedną parę butów na kilka sezonów. Obraza boska, odpowiem, bo w pozornym dostatku kolorów i barwnych narracji (możesz wszystko! stwórz siebie!) cierpimy niedostatek czystego powietrza, ciszy, zieleni, dziczy, snu, piękna, właściwej aktywności, prawdziwego jedzenia pełnego wartości odżywczych i chroniących ciało nietoksycznych tkanin. Czytaj dalej Prawdziwa bieda

Podwójne słodkie wiązanie

Na przystanku widziałam pięknie podświetlony plakat. Firma płaci za serduszka zebrane z opakowań czekoladowych batoników. Na plakacie twarze znane z akcji charytatywnych. „Czujesz się dobrze, pomagasz dobrze”. Serce ma rosnąć. Sensu to nie ma, ale brzmi fajnie i w szarzyźnie wieczornej się świeci.

Przykład podwójnego wiązania, pomyślałam. Cokolwiek zrobisz, będzie źle. Nie kupisz, by pomóc- to jesteś świnia, małostkowe, podłe, zimne, nieradosne serce i serc z plastiku nie naklejasz. Kupisz i zjesz, by pomóc- niszczysz sobie zdrowie cukrem. Korzysta Firma- na promocji, na skojarzeniu marki z „pomaganiem”, z „czuciem dobrze” i „dobrymi składnikami” No, samo dobro. Czytaj dalej Podwójne słodkie wiązanie

GMO i matki

Ciekawe, zdarza się to już po raz kolejny, głośne plenarne dyskusje nad ludzkim zarodkami, aborcją, „życiem poczętym” zagłuszają (bądź mają właśnie zagłuszyć)  ciche komisyjne dyskusje nad wprowadzeniem w Polsce stref specjalnych upraw GMO. O zmianie prawa aborcyjnego głośno, o GMO cicho, ale synchroniczność tematów (znowu!) wydaje mi się ważna. Czytaj dalej GMO i matki

Dzikie

Na moim miejskim podwórku zaczyna się fala wycinania starodrzewu. Preteksty są różne: drzewa są niebezpieczne, rzucają się na przechodniów, demolują samochody, włażą do okien, kiedy nikt nie patrzy… Gdy oponuję przeciwko wycince, słyszę : „ojejej, a czy weźmie pani odpowiedzialność jak komuś się coś stanie?” Argument antropocentryczny gębę ma mi zamknąć. Nie zamyka. Więc pada przebiegłe „a jest tu pani zameldowana, jest pani właścicielem?” Nie jestem, więc – jak się okazuje – do gadania nic nie mam. Niezameldowana tu przecież nie oddycham, nie żyję, nie chodzę ulicami, nie oglądam widoku za oknem. W narracji administracyjnej mnie nie ma. Czytaj dalej Dzikie

Bajka o foliówkach

Jedyna słuszna decyzja Ministerstwa Środowiska, grzmiały swojego czasu niektóre -skądinąd rozsądne-media, pisząc o planowanym opodatkowaniu foliówek, tzw opłacie recyklingowej.

Zdziwiłam się widząc ten bezrozumny medialny entuzjazm. Źródłem zanieczyszczenia foliówkami jest produkcja a nie finalny odbiorca. Żadne pieniądze nie mogą pójść faktycznie na „ochronę środowiska”, bo żadne pieniądze (same w sobie też dla środowiska niebezpieczne, o ironio) nie przyspieszą rozkładu foliówek ani nie uratują środowiska przed degradacją. Raz wyprodukowana foliówka już jest na tym materialnym świecie i będzie ten świat zanieczyszczać bez względu na to, kto i gdzie ją użyje; bez względu na to, czy będzie w magazynie producenta, w domu klienta czy w sklepie. Należałoby raczej zakazać globalnej produkcji. Do czego żaden rząd nie przyczyni się z pewnością. Nie chodzi nawet o konflikt z polskimi wytwórcami folii, ale o konflikt z międzynarodowymi korporacjami obracającymi produktami ropopochodnymi. Wiem, wiara w Ojca Narodu silna jest, ale -uff – nec Hercules contra plures. Czytaj dalej Bajka o foliówkach

Impotencja

Im więcej ciekawych pomysłów naszego ministra do spraw destrukcji środowiska tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że mamy do czynienia z kimś, kto nie funkcjonuje na poziomie rzeczywistości uzgodnionej. Z kimś, z kim nie ma w zasadzie kontaktu, bo śni swój własny sen. Rozmowy organizacji ekologicznych czy dziennikarzy z ministrem brzmią jak rozmowa z szaleńcem, czyli są żadne. Nie będę wnikać czy jest to poza czy głębszy hmmm… problem. O paradoksie, wszystko w tej ministerialnej narracji jest spójne, logiczne, gdyż każdy dochodzący, nowy element rzeczywistości zostaje podporządkowany naczelnemu założeniu „walki z szatanem”. Gdy ktoś pogrążony jest w wizji „walczę ze Złem”, to będzie walczył do końca i każdymi środkami, co jasne. Przecież ten szatan -jak na szatana przystało – nie tylko jest realny, osobowy, ale i zły jest i sprytny.

Na niszczenie środowiska przyrodniczego oczywiście nakładane są dalsze racjonalizacje i metafory np: realizuję pasję, eliminuję, selekcjonuję (czytaj: zabijam), bo dziczyzna zdrowa, bo „Polska”, bo honor, bo biblia, bo tradycja; prowadzę wycinkę (czytaj: zabijam) bo kornik, bo bezpieczeństwo, bo droga, bo „zły Niemiec”, bo nasze, bo my, bo u siebie. Czytaj dalej Impotencja