Poza lękiem i nadzieją

Można powiedzieć, że przez społeczeństwa przebiega naprzemiennie dreszcz lęku i nadziei.  Czasy nadchodzą „nowe” i wraz z rozczarowaniem odchodzą jako „stare”. To dość smutne: zmieniają się dekoracje, ale dekoracje nie zmieniają niczego…  Piękna jest ta wiara w przyszłość i zasypywanie lęku, ale – w wielkim skrócie- ile było rewolucji a wszystko wracało zawsze na stare tory ludzkiego szaleństwa: lęk paraliżował prostaczków, złodzieje kradli, karierowicze knuli, tyrani pozbawiali głów a kochankowie kochali…  Pomysł: „bądź zmianą jaką chcesz zobaczyć w świecie” pociągający za sobą ogromny (i przecież daremny) wysiłek samoświadomości i samotworzenia jest wyrazem optymizmu czy rozpaczy? W każdym razie ja skłaniam się ku: jeśli już chcesz „wstawać z kolan” zacznij od swoich kolan i swojego wstawania. Czytaj dalej Poza lękiem i nadzieją

Nasza najważniejsza rzeczywistość

Buk, o którym pisałam tutaj już odszedł w ludzkie wspomnienia i do Krainy Wiecznej Zieleni. Pieniek wycięto fachowo i starannie. Dokładnie uprzątnięto gałęzie i pomięte listki. Administracja popisała się ułańską fantazją i w środku wiosny nie tylko zleciła wycinkę drzewa, ale i kazała podciąć gałęzie innych drzew w podwórzu- bez uzgodnienia z nikim. Między innymi te, które miałam przed oknem. Ok, wiem: nic się nie stało, to tylko drzewo, to tylko gałęzie, co za różnica jaki widok-pień też może być-wie pani, że inni na nowych osiedlach nie mają nawet tego, to przecież jest martwe, to jest rzecz, to jest problem, odrosną kiedyś, a jakby tak się coś stało?, przecież dzieci tu chodzą!, jaka znów wiewiórka, kwestia bezpieczeństwa, kogo to obchodzi, tak dbamy o środowisko, ple, ple. Tam obiektywne racje, tabelkowe zarządzanie i perwersyjne zadowolenie barbarzyńcy ze zniszczenia a tutaj mój szloch z wściekłości i bezradności – subiektywny, nieumotywowany i nieracjonalny. Czytaj dalej Nasza najważniejsza rzeczywistość

Obrastanie

O, czcigodni panowie, to wszystko są szaty, w które się odziewamy: zewnętrznie- używając dźwięków i słów, a wewnętrznie- zmieniając sposoby myślenia i czucia. Nie popełniajcie tego błędu i nie bierzcie strojów, które noszą ludzie, za rzeczy prawdziwie istniejące. Jeżeli będziecie dalej w ten sposób postępować, nawet po przejściu niezliczonych kalp [eonów] pozostaniecie ekspertami od ubrań i nic więcej.

Rinzai

 

Zaczyna się od prostej sprawy. Od jednostkowej interpretacji jakiegoś wydarzenia, emocji, oceny. Ktoś ocenia, że pomógł mu określony sposób odżywiania (np. paleo, vege) lub znów ktoś mierzy się z osobistą stratą kogoś bliskiego w katastrofie lotniczej.  Jednostkowy triumf, jednostkowa trauma, jednostkowe poruszenie.

A dalej może wyglądać tak: Czytaj dalej Obrastanie

Szept ciała

W ramach odpoczynku od poważniejszych lektur zapoznałam się z wywiadem-rzeką z Katarzyną Miller. Nie pokuszę się o recenzję. Została mi w głowie tylko jedna refleksja.

Deklaracja osoby publicznej, psycholożki-celebrytki przy tym , że „kocha swoje ciało” dla osób otyłych, anorektycznych czy bulimicznych może być błogosławieństwem. Odwaga odejścia od kanonów piękna, ucieczka od obmowy w ramiona własnych standardów, wolność, zmysłowość jedzenia – brzmi pięknie i pewnie na poziomie deklaracji takie piękne jest. Tym bardziej, że to deklaracja złożona przez osobę, która przez swoją matkę została ugodzona boleśnie w swojej rodzącej się zmysłowości i seksualności. To deklarowane „kocham siebie, bo mamusia mnie nie kochała” może być dla niektórych inspirujące. Ja jednak pani Miller nie wierzę, bo spod tej deklaracji wyłazi po cichu coś innego. Ciało mówi w tle a raczej często ledwie szepcze- ale zawsze jego głos jest w tle. I tak myślę, że jeśli ktoś buduje sobie deklaracje wokół mamusi, kultury i przyjemności, nie słysząc przy tym głosu swojego przeciążanego ciała to jednak „siebie nie kocha”, nie jest dla siebie centrum, a ciągle w podziemiu walczy z tą mamusią, z którą już oficjalnie nie walczy. Dusza bije w pogardzane/zazdroszczone (w każdym razie sponiewierane) przez matkę ciało. Taka przypadkowa zbieżność… Czytaj dalej Szept ciała

Dobry Król

Jest taki znany motyw literacki: Dobry Król. Król, który jest uosobieniem i gwarantem sacrum i sił życiowych państwa/ przyrody (stąd jego autorytet wśród ludu pracującego) zostaje otoczony przez złych dworaków, traci siły witalne i kontakt z ludem. „Daje posłuch złym doradcom”, sam naiwny, od ludu swojego odciągnięty przez cynicznych karierowiczów.  Ale nagle: cud! Dobry Król, nadal przecież dobry w sercu swoim, na oczy przegląda. Przepędza złych doradców i nad ludem cierpiącym się pochyla, o ludu, mój ludu… Równowaga zostaje przywrócona. Sady znów kwitną, woda żywa płynie, łąki się zielenią, lud szczęśliwy Króla Dobrego na stolcu wychwala. Czytaj dalej Dobry Król

Nobel 2017 za odkrycie szaleństwa

Gdy dowiedziałam się za co przyznano ekonomiczną nagrodę Nobla 2017 zdziwiłam się bardzo. Oto niezłą kasę zbiera ktoś, kto do modelu ekonomicznego włączył oczywiste pojęcie ludzkiej nieracjonalności i odszedł -wbrew obowiązującemu neopozytywizmowi- od pojęcia homo oeconomicus. Oto odkrycie! Choć żadnego Homo oeconomicus nigdy nie było przecież, nigdy nie narodził się człowiek racjonalny, ogarniający, gdzie jest jego w pieniądzu wyrażany zysk i jak będzie wielki, człowiek świadomie podejmujący decyzje i kształtujący siebie według uznanych wzorców. Gdyby istniał, byłby ludzką karykaturą, faktyczną patologią człowieczeństwa- choć uznawaną przez Rynek i ekonomistów. Podobnie jak nie istniał nigdy „człowiek-monolit”, podmiot badań socjologicznych, psychologii społecznej czy filozofii.

Oczywiście, nagrodzony Richard H. Thaler od myślenia rynkowego nie odszedł, jedynie wymyśla jak owego nagle nieracjonalnego „człowieka myślącego” zmotywować/zmanipulować do zmian ku „długiemu, zdrowszemu i szczęśliwemu życiu”. Czyli pozostaje we współczesnym paradygmacie racjonalności, zdrowia i szczęścia: Czytaj dalej Nobel 2017 za odkrycie szaleństwa

Liber chamorum czyli nam się należy

Tekst „Nam się należało” powinien zawisnąć na billboardach. Ma nośność „Ośmiorniczek”. „Ośmiorniczki” contra „Nam się należało”. Piękne: zepsucie władzy, pazerność, sprawiedliwość, hipokryzja- tyle wątków do gadania…

Ale inny obraz mi się głowie pojawia. Oto wchodzi cham do pałacu, zabiera porcelanową pozytywkę ze słowami „nam się należało”. Ale nie to w sumie mówi. Mówi bezradnie:”chcę być panem a nie umiem”. Umiem tylko ukraść niepotrzebną mi pozytywkę, a ją na słoninę przeliczyć. Bolą mnie te „pańskie” ośmiorniczki, bo ich nie rozumiem, nie umiem jeść, nawet mi nie smakują, ale panowie jedzą. Ciężko pracuję, bo usiłuję być  panem; ciężko mi to”panowanie” idzie, więc za wysiłek bycia „panem” mi się należy rekompensata. Należy mi się, do kurwy nędzy,  za ogromny, syzyfowy wysiłek uzurpacji, udawania „pana z pozytywką” w chłopskiej chacie. Czytaj dalej Liber chamorum czyli nam się należy

Tak sobie myślę

Był rok 1997. Polska wstała z kolan, choć już widać było, że pod krzyżem kolejny raz upadnie. W tymże roku narodził się pewien chłopiec. Ot, takie małe coś w becie, nic w głowie, oprócz potrzeby ssania cyca i bezmyślnego wydalania tego, co z cyca wyssane.

Świat przed takim malcem otworem. Możesz wszystko, ty wybierasz, ty decydujesz, mówił Świat.

Po 21 latach Wolnej Polski malec pisze o sobie tak:

Chcę opowiedzieć historię mojego życia, która zmierza raczej do samobójstwa….Czuję się nie potrzebny na tej ziemii, nikt mnie nie rozumie po za mamą. Wszystko jest dla mnie bez sensu….

 

I opowiada więc historię, skoro już chce:

Czytaj dalej Tak sobie myślę

Sensei

Burżuazja zdarła aureolę świętości ze wszystkich rodzajów zajęć, które otaczano dotychczas szacunkiem i na które spoglądano z nabożną czcią. Lekarza, prawnika, duchownego, poetę, uczonego obróciła w swoich płatnych robotników.

Karol Marks, Fryderyk Engels „Manifest Partii Komunistycznej”

 

Zdarzyło mi się zaobserwować w Innym Kręgu Kulturowym (Innym – więc świeżym, fascynującym) jak grupa zwróciła się do (przecież!) prostego rzemieślnika, wytwórcy wachlarzy, słowem „sensei” (nauczycielu, mistrzu). Przenosząc to na polski grunt, „mistrzem”, „nauczycielem” należałoby nazwać każdego, kto posiada wysoki poziom umiejętności jakiej nie posiada pytający. Nazwać tak ślusarza, dekarza czy hydraulika, który mnie oto uświadamia, że w domu trzeba mieć pakuły i w ogóle to „ten zawór odpowietrzający, co go pani, kur…a, kupiła, to do dupy jest…”

W tamtej przestrzeni, słowo „sensei” utworzyło głębszy pierwotny porządek, nie tyle hierarchiczny, co specyficzny; wzbudziło przepływ energii między pytającym a pytanym, między Mistrzem z Uczniem, wiedzącym a niewiedzącym. Zwrot „sensei” narzucił -oczywiście na chwilę i w sferze nieuświadomionej- poważne obowiązki obu stronom. Związał je podskórną opowieścią. Czytaj dalej Sensei

Iluzja wzrostu

Nieograniczony wzrost, rozwój, „praca nad sobą”- nad rozszerzeniem psyche, „nieustanne pasmo sukcesów”, projekcja zawsze lepszej przyszłości i skuteczność to motywy przewodnie kultury sprzedawane nam jako oczywista oczywistość – od gazet codziennych przez korporacyjne tabelki do gabinetów terapeutycznych.  Podstawa niezmąconej wiecznej wiary w późniejsze „lepiej”. Granice wzrostu? Ograniczenie? Samoograniczenie? Śmierć? Nic z tych rzeczy, to niemodne, to nie istnieje. Choć właśnie do słabości, lęku, umierania, granic poznania, ograniczeń trzeba się zbliżyć by  przestać być szczeniakiem. O paradoksie, czy to na planie indywidualnym czy kulturowym, prawdziwy rozwój wymaga porzucenia szczeniackiej nadziei wiecznego rozszerzania i uznania nie-do-rozwoju,  nie-do-pełnienia. Czy to już wiemy?

Spojrzenie analityka Jamesa Hillmana na dziecięcą narrację wzrastania bez barier: Czytaj dalej Iluzja wzrostu