Wiosna, Kler i siła obojętności

Krótka refleksja o nieszlachetnej Szlachetnej Paczce (Stowarzyszenie Wiosna) i co z tego wynika

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/tutaj-nie-jestem-ksiedzem-jak-sie-pracuje-w-szlachetnej-paczce-reportaz-o-ks-jacku/jl3gflj

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/wiosna-to-intensywne-doswiadczenie-rozmowa-z-ks-jackiem-stryczkiem-reportaz-o-pracy-w/nvlb5th

Czytaj dalej Wiosna, Kler i siła obojętności

Zdradziła nas tradycja

Pamiętam takie zdarzenie. Tramwaj. W tłumie pan rozmawia (głośno) z panią. „Widziałem świetny program. Wypowiadała się tam bardzo mądra kobieta. O tym, że dzieci takie rozbisurmanione są dlatego, że nikogo w domu nie ma! I mówiła, że w domu musi matka być. Kiedyś były i trzeba do tego wrócić”. Pomyślałam ze smutkiem, że jeśli mamy w telewizorni takie mundre kobity, to po co ja bloga piszę i głowy używam? W każdym domu zainstalować łańcuch, do niego matkę przykuć i po sprawie. Najlepiej, żeby była młoda, cycata i gotować umiała. Pluszowe kajdanki dla chętnych…

Czytaj dalej Zdradziła nas tradycja

Cisza

Tizniano Terzani („Powiedział mi wróżbita”):

Cisza to było wielkie odkrycie. Kiedy zniknęło nieustanne tło ludzkich głosów stwierdziłem, że wspaniałe piękno przyrody w znaczniej mierze zasadza się na ciszy. Patrzyłem na gwiazdy i czułem ich ciszę, księżyc nie wydawał żadnego dźwięku, słońce wstawało i zachodziło bez jednego szmeru. W końcu nawet odgłos wodospadu, krzyki ptaków, szelest wiatru wśród drzew wydawały się częścią olbrzymiej, żywej, kosmicznej ciszy, którą kochałem i w której znajdowałem ukojenie. Wydawało mi się , że cisza jest naturalnym prawem każdego człowieka, które zostało nam odebrane. Z przerażeniem myślałem o tym, przez jak wielką część życia wystawieni jesteśmy na kakofonię, którą sami stworzyliśmy, wyobrażając sobie, że niesie nam przyjemność i zapewnia towarzystwo. Każdy do pewien czas powinien domagać się tego naturalnego prawa i wywalczyć dla siebie kilka dni ciszy, podczas których może się skupić na sobie i podleczyć nadwątlone zdrowie.

Czytaj dalej Cisza

Sondaż i wiara

Oko.press dokonało ciekawego skojarzenia „sondażu” z „aktem zawierzenia”, sprawdzając statystycznie czy ludowi spodobał się magiczny gest pana premiera na Jasnej Górze. Samego „aktu zawierzenia” nie skomentuję, bo umysł ludzki różnych wyobrażeń chwyta się nerwowo i póki nie oprze się na prawdzie zamiast wierze będzie słaby i zalękniony jak sam jaśnie pan premier. Mamy więc tutaj gest słabego ludzkiego umysłu, to wszystko. Może być madonna, swaróg lub też spaghetti, mnie nie wadzi, choć „akt zawierzenia latającemu potworowi spaghetti” może byłby bardziej apetyczny niż to co dzieje się w kościołach. Czytaj dalej Sondaż i wiara

Sceptycyzm i Matriks

Zastanawiam się, gdzie kończy się postawa sceptyka? Czy sceptycyzm naukowy jest jeszcze sceptycyzmem? Co jest pewne i czemu można zaufać? Czy prawdą jest to, co można uzgodnić z innymi – tysiące much się nie mylą…? Bo tak uzyskujemy warstwę „rzeczywistości uzgodnionej” a w sumie „rzeczywistości urojonej”, bo przefiltrowanej przez ludzkie szaleństwo . Warstwę  prawd niedyskutowalnych więc i niepodważalnych, bo jak podważać nie dyskutując… Przypomina mi się natychmiast cytat z Matki Pawła („Wojna Domowa” i niezapomniana Irena Kwiatkowska): „I mądrzejsi od ciebie to wymyślili…”. Nie myśl, synek, bo wymyślili inni. Po co się szarpać? To niebezpieczne. Czytaj dalej Sceptycyzm i Matriks

O Miłości

Gdy czasem czytam różne  internetowe wypowiedzi , Miłość w nich zdaje się być czystym wymaganiem. Ludzie czytają koncept przez swoje braki i lęki. Wielu słyszy „miłość” (słyszy, bo radary na ma nastawione na to czego mu brak i czego w nim brak) i już sobie wyobraża: że to samo dobro ma być, że czysta pielucha i pierś obfita, że bez cierpienia i wysiłku, że samo ciuciu, „sens” i „wartość”, że Tata na Chmurce, Matka w Płaszczu Gwiaździstym,  tudzież (w zależności od narracji, bo jest też narracja laickiego zbawiania zwana psychologią) Troskliwy Wewnętrzny Rodzic, albo też i  „gorące serce” oddzielone bezsensownie od zimnego „umysłu”… Czytaj dalej O Miłości

Inaczej o Matkach na Wyrębie

Swojego czasu, przy apogeum szaleństwa „lex Szyszko” pani Cecylia Malik opublikowała zdjęcia kobiet z dziećmi w świeżo przetrzebionym stołecznym parku.

Matki karmiące niemowlęta na karczach i ściętych pniakach protestowały w ten sposób przeciwko niekontrolowanej wycince. Kobiety prężą mleczne cyce do obiektywu i zdają się mówić: „chcemy drzew dla nas i przyszłych pokoleń, wyrządziliście nam krzywdę”. Poruszające, tak, ale było coś więcej; jakieś nie dające (mi) spokoju drugie dno. Czytaj dalej Inaczej o Matkach na Wyrębie

Myśli przy przerzucaniu kompostu

Wyznam tytułem wprowadzenia: jestem zapaloną ogrodniczką. Rośliny w moim ogrodzie nie podzielają mojego zapalenia i czasem stają się dziwnie Markotne. Są jednak i takie, które po Szarpaniu za Liście, Podrywaniu Korzeni, Jedzeniu Niesmacznych Nawozów czy Gwałtownym Zalewaniu Zimną Wodą (co w moim ludzkim mniemaniu ma być dowodem mojej miłości do nich) gwałtownie pragną ostatnie chwile poświęcić na bujnienie i histeryczne wydawanie dzieci na świat (bo koniec już blisko…). Wielkim procesem w ogrodowym życiu jest Dbałość o Życie Gleby (permakulturowi ekstremiści uważają wręcz, że uprawia się glebę a nie rośliny, które są tylko produktem ubocznym) w tym nastawianie i przerzucanie kompostu.

Pominę już przepisy na kompost, te tajemnicze proporcje między węglem a azotem, to utrzymywanie właściwej temperatury w pryzmie i wabienie dżdżownic dźwiękami fletu i obornikiem. W skrócie i z punktu widzenia laika proces wygląda tak: na stos wrzuca się coś, co ludzie traktują jako odpadki (pocięte, cuchnące, bezużyteczne, zbędne, kolące oczy, gówniane, wstydliwe, wykluczone), by po pewnym czasie otrzymać stos nieco mniejszy, ale za to pięknie pachnącej  i użytecznej czarnej ziemi. Czyż to nie cudowne i tak różne od ludzkich opowieści? Kompost jest zaprzeczeniem ludzkich narracji, które mają pokonać Czas, a jednak mądrze gada, zwłaszcza jak się przy nim widłami macha. Warto posłuchać. Czytaj dalej Myśli przy przerzucaniu kompostu

Dobry i zły policjant

Patrząc z perspektywy Chaty z Kraja na żale Gazety Wyborczej i Janusza Majcherka bawię się nieco bezradnością klasy średniej i jej oburzeniem  na to, że tak niewielu obywateli jest zaangażowanych w opozycję, obronę „demokratycznych sądów” i „trójpodziału władzy” a w sondażach Miłościwie Nam Panująca Władza nadal panuje mimo tylu wpadek.  Jak to, nikt nie chce bronić naszych demokratycznych wartości, naszej wolności, na marsze nikt nie chodzi? Cham na grilla pojedzie, ale pod Sąd już nie, jasne, bo to cham jest bez przyzwoitości, uczuć i sumienia i my, elita, przez chamów zginiemy. Dziwne, bo osoby (na bogów, przecież!) wykształcone nie rozumieją, że nie istnieją żadne masy gnane hasłami a istnieją jednostki. I te jednostki myślą może krótkowzrocznie, może głupio, ale jednostkowo. Hasła, umowne wartości, podsuwane obrazy, tabelki i „wartości” działać nie będą i będą tracić moc, gdy nie pociągają za sobą żadnej rzeczywistości – dla jednostki. Jest już pseudoszkoła, jest pseudokodeks wykroczeń, są pseudozasady ruchu drogowego, są pseudoinstytucje, jest pseudo savoir vivre, jest pseudowzrost gospodarczy. W polskich mieścinach, czasem wśród ruder, sterczy (i słowo to nieprzypadkowe) jednak zadbany kościół a tereny przykościelne czyściutkie choć śmierdzą z daleka kasą… Czy jakiś „bezdomny dał” kiedyś maybacha sędziemu Sądu Najwyższego? Ludzi nie obchodzi i obchodzić nie będzie żaden „Sąd Najwyższy”,  bo nikt instytucji z zasady nie lubi a przez „25 lat wolności” państwowe instytucje zrobiły wszystko by dowieść, że nie da się ich lubić ani nawet szanować. Są w jednostkowym doświadczeniu nieistniejące i głęboko antyludzkie, wręcz psychopatyczne. I, jako słabe, budzą dodatkowo złość i pogardę. Nie sterczą.

Oprócz tropienia pytona

Wśród newsów ostatnich, jakie czytam z rzadka Daleko od Świata,  jeden który przeszedł – ku mojemu zdziwieniu – bez echa: minister rolnictwa dla podtrzymania poparcia partii rządzącej wśród ludu zezwala rolniczemu lobby na użycie zakazanych pestycydów w ochronie rzepaku. I nic… Żadnych ulicznych protestów, przykuwania się masowego do maszyn rolniczych, zajmowania magazynów przez zielonych bojówkarzy. Żadnych rozczochranych aktywistek i bojowniczek, złych strażników pod bronią ani malowniczej wymiany skurwysyństw lepszej niż telenowela, tak jak to było w przypadku obrony Puszczy Białowieskiej.   Obrona Puszczy to porywający,  męski wilczo-zielony romantyzm a naga, niezręczna cisza zapada tam, gdzie zaczyna się faktyczna ogromna skala zniszczeń gleby, zwierząt i roślin oraz niekontrolowanych eksperymentów na ludzkim zdrowiu (dodatki do żywności, środki ochrony roślin). Cisza, bo jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że trucie nas i innych uczestników Rzeczywistości jest „konieczne i oczywiste”. Puszcza ciekawsza, spektakularna  i łatwiejsza w odbiorze dla prostego czytelnika, choć i wycinka i współczesne rolnictwo czy przemysł spożywczy wyrastają z tej samej iluzorycznej narracji Oddzielenia od Natury. Choć nie wiem czy dla Kowalskiego jakość jedzenia nie ważniejsza niż istnienie puszcz. Czytaj dalej Oprócz tropienia pytona