O Jodze

Do praktyki jogi – tak jak rozumiały ją miejskie „szkoły jogi”, które odwiedzałam – podchodziłam kilka razy. Od wejścia uderzało mnie zachowanie „jogiczne” bywalców (lub to co uważali za „jogiczne”) przypominające nadętą hipokryzję odświętnego tłumu wkraczającego do kościoła. Drażnił mnie tłum, bo szkoły jogi przeżywały wtedy boom, i mój pośpiech, by zdążyć na określoną godzinę, co nic z wyciszeniem czy uważnością nie miało wspólnego. Martwił ból i wysiłek, żeby zrobić asany choć zbliżone do demonstrowanych przez nauczyciela, co było, oczywiście, dla mnie nieosiągalne i stanowiło źródło frustracji. Gdy wreszcie szczególnie pogardliwie odnosząca się do początkujących joginka popastwiła się nad moim „psem z głową w dół” zdałam sobie sprawę, że tego – tych tłumów, tej hipokryzji, tego bólu i tej przemocy – nie lubię.  Że to wszystko jest źródłem stresu a to było mi niepotrzebne. Joga, obiecująca wolność, stawała się uwięzieniem w schemacie.

Jednak praktyki nie porzuciłam, coś mnie w niej zastanawiało. Pierwszym nauczycielom dziś jestem wdzięczna za podstawy.

Joga to nie relaks, nie osiągnięcia ciała, nie idealne asany, nie świadomość ruchu ani fizyczny wysiłek. To tylko efekty uboczne. Tak jak efektem ubocznym może być rozkoszne nadymanie ego czy pogarda do siebie samego lub innych.

Na macie (czyli umownym polu doświadczenia, pierwsi jogini doprawdy nie praktykowali na drogich matach eko) najbardziej pracuje umysł i ten meta-komunikator, który go obserwuje. Mata daje przestrzeń uważności i jej konsekwencji. Joga jest praktyką wiodącą ku życiu w Niepodzieleniu i w oparciu o swoją Istotę a nie o egotyczne fantasmagorie, które rozwieją się jeśli nie dziś to jutro.  Joga to -paradoksalnie do tego co się na Zachodzie za jogę uważa – nie ciało, nie oddech, nie cyniczne wyrzeczenie się, nie „chodzenie na jogę”, nie egotyczna narracja  a wewnętrzna, codzienna praca nad znalezieniem stabilnego, wykraczającego poza ego czy personę środka. Droga ku zakorzenieniu w duszy i funkcjonowaniu w stanie niedualności, co niektórzy zwą Oświeceniem.  Umiejętność spokojnego trwania, które nie ma nic wspólnego z cynizmem, z konformizmem czy z obojętnością. Ciało i oddech trzeba będzie kiedyś porzucić, co zwie się w matriksie śmiercią. Dusza i jej rozumienie zostaną.

Zapewne nigdy nie zwinę się w precel ani nie stanę na głowie, choćby dlatego, że mój umysł i ciało mi tego kategorycznie zabraniają i to ich prawo.  Być może nie będę praktykować w grupie ani na warsztatach, bo jest to dla mnie za bardzo męczące psychicznie.  Ale to nie ma żadnego znaczenia.

Poniżej (tylko) dwa fragmenty książki Donny Fahri, okrzykniętej „guru”, ale to też znaczenia nie ma. Znaczenie ma jej zaproszenie do refleksji i do codziennej pracy z umysłem, psychiką i ciałem, moim zdaniem również inspirujące dla osób nie interesujących się jogą. Fajnie dostrzec jak różne, tak różne!,  tradycje przeplatają się by iść w tym samym kierunku. Stonowane spojrzenie Fahri (a raczej jogi) na emocje wywindowane na szczyt przez powiew zachodniej pop-psychologii, można odnieść także do  nieuświadomionych kompleksów zablokowanych afektów. Praca z nimi, np. w psychoanalizie, nie polega na intelektualizowaniu ani nie wypieraniu, ale na przyjrzeniu się im i przeżyciu ich bez działania, bez acting out w oparciu o stabilnego meta-komunikatora.

Nie jesteś ani swoim ciałem ani umysłem ani nazwiskiem ani społeczną rolą ani emocjami. Kim jesteś? To pytanie warto sobie zadawać na macie czy poza nią.

*

… głęboko zastanowiłam się nad tym, jak mierzymy sukcesy w praktyce duchowej – własnej i innych. Zaczęłam kwestionować kryteria, według których wyciągamy wnioski, i rozumieć, jak mylące mogą być zewnętrzne oznaki naszych rzekomych osiągnięć. Rzadko kiedy doceniamy nieśmiałe, bolesne kroki, które trzeba podjąć, aby wprowadzić w życie choćby niewielkie zmiany. Nie potrafimy docenić tego, że drobna, stopniowa ewolucja może doprowadzić do czegoś wielkiego. Być może lekceważymy niewielką poprawę, bo mocno przywiązaliśmy się do obrazu siebie – ten jednak stracił już aktualność. Dlatego nie zauważamy, że być może zmieniło się w nas coś ogromnie istotnego.

[…]

Wielu z nas zaczęło chodzić na jogę w ramach  ćwiczeń fizycznych. Patrząc z tej perspektywy, być może uważamy, że sprawność fizyczna (lub jej brak) i stan duszy są ze sobą w jakiś sposób powiązane. Jest to jedno z najbardziej niefortunnych skojarzeń, które rozpowszechniło się od czasu popularyzacji hathajogi w oderwaniu od kontekstu jogi jako praktyki pełnego życia. Jeśli będziemy oceniać się według tego, czy potrafimy zrobić mostek, albo według liczby opanowanych pozycji balansujących na ramionach i elastyczności bioder, zagubimy się z chwilą , kiedy stracimy którąś z tych umiejętności. Kontuzje, wiek, zmiany w życiu albo po prostu geny mogą sprawić że być może dziś nie potrafimy już zrobić tego, co robiliśmy wczoraj. […] Możliwe też, że rozpoczęliśmy praktykę jogi z pobudek psychologicznych i sukces mierzymy tym, ile razy byliśmy na odosobnieniach z jogą i jak długo potrafimy bez ruchu medytować. Motywacją mogły być też względy towarzyskie i mierzymy swój rozwój według tego, czy nauczyciel darzy nas uznaniem, a jeśli sami jesteśmy nauczycielami, swoją wartość mierzymy złudnym wskaźnikiem liczby uczniów, którzy przychodzą na zajęcia. Być może uważamy, że idzie nam coraz lepiej, ponieważ akurat mamy dobrą passę w pracy i w życiu osobistym. Wszystkie te kryteria sprawiają, że jesteśmy narażeni na skutki zmian, na które w żaden sposób nie mamy wpływu.

Jeśli mierzymy swoje poczucie własnej wartości tak zmiennymi kryteriami, nieważne staje się to, jak wytrwale praktykujemy, zawsze będą nas prześladować niepewność i obawa przed klęską. Einstein twierdził, że to co można zmierzyć, nie zawsze się liczy, a to co się liczy, nie zawsze da się zmierzyć. W praktyce jogi pielęgnujemy relację z tym, co jest w nas niezniszczalne. Jedynym sposobem, aby zmierzyć siłę tej relacji, jest zadanie sobie pytania, kim stajemy się dzięki praktyce. Jak silna jest relacja z naszą niezmienną Jażnią? Czy wytrzymuje ona presję czy też załamuje się z chwilą, kiedy rozwiną się nasze oczekiwania? W jakim stopniu możemy żyć tak, aby rozwijać w sobie współczucie? Ja mierzyć naszą coraz pełniejsza obecność w bieżącej chwili i naszą coraz większą uprzejmość?

W słynnym dialogu między Sri Kriszną i Ardżuną w Baghawad Gicie Ardżuna pyta Krisznę, jak rozpoznać prawdziwych mędrców. […] Nawet gdyby zginęły wszystkie pozostałe wersety Gity kilkuwersowa odpowiedź Kriszny byłaby wystarczająca, by naprowadzić na ścieżkę mądrości: „…kiedy człowiek porzuca wszelkiego rodzaju pragnienia zmysłowe, których źródłem są wytwory umysłu, i gdy jego umysł- oczyszczony w ten sposób -znajduje zadowolenie w duszy, jedynie wtedy mówi się, że osiągnął czystą świadomość transcendentalną” a według bardziej dosłownego tłumaczenia: „W mądrości żyją ci, którzy widzą siebie we wszystkim i wszystkich w sobie, a zrezygnowali ze wszelkich samolubnych pożądań i zmysłowych pragnień, które trawią serce”.

*

W latach 80 i 90 obowiązywało powiedzenie „Wyrażaj siebie” Wyraź swoją złość, swoje poglądy, swój smutek, swoją seksualność. Bądź szczery. Wszyscy wydawali się tak zajęci szczerym wyrażaniem siebie, ze później mało kto miał jeszcze przyjaciół. […] Mimo walenia w poduszki, bitew na styropianowe kije baseballowe i grupowych sesji Gestalt, nie bardzo było widać, aby świat stał się szczególnie milszy. Nie spadł także wskaźnik rozwodów. Swami Venkatesanda, autor „Enlightened Living: Patanjali’s Vision of Oneness”, przedstawia inny pogląd na temat tego jak pracować  z uczuciami i emocjami: „Joga ma miejsce, kiedy myśli uspokajają się ( w znaczeniu wejścia w stan ciągłej czujnej uważności) w niepodzielnej inteligencji, w której nie ma ruchu, a odbywa się to bez wyrażania albo tłumienia”.

Co to znaczy, że funkcjonujemy „bez wyrażania i bez tłumienia” emocji? Nasze poglądy na temat praw jednostki i wolności słowa wydają się być niezgodne z tym pojęciem. […] W odróżnieniu od zachodnich modeli psychologii i terapii joga nie przywiązuje wielkiej wag do uczuć. Są one z natury ulotne, więc ani pozytywne ani negatywne, nie mogą dawać dokładnego oglądu mądrości umysłu. […]

Pokój na świecie zaczynamy tworzyć, rozwijając  w sobie tolerancję dla własnych uczuć i umiejętność bycia z nimi bez konieczności podejmowania natychmiastowych działań.

Tego typu praktykę zaczynamy od wyostrzenia wrażliwości na destrukcyjne emocje, abyśmy natychmiast mieli się na baczności, kiedy znajdziemy się w ich pobliżu. Zamiast pozwalać, aby emocja rozszalała się w sposób nie do opanowania albo potajemnie przeniknęła nasze interakcje, uczymy ssię zauważać jej pierwsze oznaki czy będzie to zaślepienie czy zła wola. […] Pierwszy krok polega na tym, aby wiedzieć, co czujemy. Następnie opanowujemy emocję, ale nie przez tłumienie jej ani wypieranie; opanowujemy ją dzięki temu, że jesteśmy w niej obecni bez potrzeby podjęcia pod jej wpływem jakiegokolwiek działania. Joga nie nakłania nas do tego, abyśmy zaprzeczali naszym emocjom albo je ignorowali, gdyż to oznaczałoby ich wygłuszanie. Poprzez praktykę zdajemy sobie sprawę, że uczucia nie są zbyt dokładnym odzwierciedleniem naszego prawdziwego ja. Możemy być zazdrośni, przygnębieni, zalęknieni lub źli (mądrze jest zauważać te potężne stany umysłu), ale te uczucia nie są wszystkim, czym jesteśmy. Jeśli jesteśmy wzburzeni pod wpływem emocji wywołanych przez ciężkie przeżycie lub kryzys,  możemy dopuścić się przemocy, uważając, że działamy pod wpływem swojego autentycznego ja. To normalne, że mamy uczucia, nie możemy nic zrobić, aby je wykorzenić. Nie jest to celem praktyki jogi. Natura serca polega na tym, aby odczuwać, a natura umysłu, aby myśleć. Uczucia i myślenie nie stanowią problemu. W praktyce jogi pozwalamy im się pojawiać, ale ani się do nich nie odnosimy z wrogością, ani się z tak przelotnymi gośćmi nie zaprzyjaźniamy. Witamy wszystkie uczucia i myśli, niezależnie od tego, jak źle zachowują się przy stole.”

„Joga sztuka życia. Spokój i równowaga na co dzień.” Donna Farhi, Czarna Owca 2020

Jedna myśl w temacie “O Jodze”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *