Maszyna

Czasem warto zastanowić się nad spojrzeniem Innego. Dziś spojrzenie D.T Suzuki na specyfikę kultury zachodniej. Takie skojarzenie: człowiek i maszyna to częsty motyw mang japońskich. Czym różni się maszyna od człowieka? Czym jest dusza? Czym jest indywidualizm? Ghost in the shell, poniżej Suzuki:

Denis de Rougement w swym „l’Aventure occidentale de l’Homme” wymienia pojęcia „osoby” i „maszyny” jako charakteryzujące dwa wyróżniające się rysy kultury Zachodu. Jest to znaczące, osoba i maszyna są bowiem pojęciami przeciwstawnymi i Zachód daremnie walczy o ich pogodzenie. Nie wiem, czy ludzie Zachodu robią to świadomie czy nieświadomie. Zwrócę po prostu uwagę na sposób, w jaki te dwie heterogeniczne idee oddziałują obecnie na umysł Zachodu. […] Nie będę wchodził w szczegóły, spróbuję jedynie wyliczyć sprzeczności, z którymi Zachód nie potrafi się uporać i z powodu których cierpi:

  1. Między osobą a maszyną zachodzi sprzeczność i z powodu tej sprzeczności Zachód przeżywa wielkie psychiczne napięcie, które objawia się w różnych sferach jego współczesnego życia.
  2. Pojęcie osoby zakłada indywidualność, osobistą odpowiedzialność, maszyna jest zaś wytworem racjonalizacji (intellection), abstrakcji, generalizacji, totalizacji, życia grupowego
  3. Obiektywnie albo intelektualnie, albo też mówiąc na sposób, który odzwierciedla mechaniczną umysłowość, osobista odpowiedzialność nie ma sensu. Odpowiedzialność logicznie odnosi się do wolności, a w logice nie ma wolności, wszystko jest bowiem kontrolowane przez sztywne prawa sylogizmu
  4. Co więcej, człowiekiem jako tworem biologicznym rządzą prawa biologii. Dziedziczność jest faktem i żadna indywidualność nie może tego zmienić. Nie urodziłem się z mojej własnej woli, to sprawili rodzice. Prawdę mówiąc, zaplanowane narodziny nie mają sensu.
  5. Wolność jest kolejną ideą nie mającą sensu. Żyję społecznie, w grupie, co ogranicza mnie we wszystkich moich ruchach, zarówno myślowo, jak i fizycznie. Nawet kiedy jestem sam, wcale nie jestem wolny. Kierują mną wszelkie rodzaje impulsów, które nie zawsze są pod moją kontrolą. Pewne bodźce władają mną wbrew mej woli. Dopóty dopóki żyjemy w tym ograniczającym nas świecie, nigdy nie możemy mówić o byciu wolnym lub czynieniu tego co chcemy. Nawet ta chęć nie jest czymś, co nie jest nasze własne.
  6. Osoba może mówić o wolności, jednak mechanizm ogranicza ją na wszelkie sposoby, ponieważ mowa nie może wyjść poza siebie. Człowiek Zachodu od narodzin jest skrępowany, ubezwłasnowolniony, zahamowany. Maszyna nie jest zdolna do twórczości; działa tylko w granicach tego, co w niej jest umieszczone. Nigdy nie działa jak „osoba”.
  7. Osoba jest wolna tylko wtedy, kiedy nie jest osobą. Staje się wolna, kiedy porzuca siebie i zostaje wchłonięta w całość. Mówiąc dokładniej, jest wolna, kiedy nie jest sobą, a jednak jest sobą. Dopóki ktoś nie zrozumie tej pozornej sprzeczności, nie jest uprawniony do tego aby mówić o wolności, odpowiedzialności czy spontaniczności. Na przykład spontaniczność, o której mówią ludzie Zachodu, szczególnie niektórzy psychoanalitycy, jest ni mniej ni więcej tylko spontanicznością dziecięcą lub zwierzęcą, a nie spontanicznością w pełni dojrzałej osoby.
  8. Maszyna, behawioryzm, odruch warunkowy, komunizm, sztuczne zapłodnienie, powszechna automatyzacja, wiwisekcja, bomba wodorowa – każda z tych rzeczy i wszystkie razem są jak najdokładniej ze sobą powiązane i tworzą ściśle zespolone solidne ogniowa logicznego łańcucha.
  9. Zachód zmaga się z kwadraturą koła. Wschód próbuje przyrównać koło do kwadratu. Z zen koło jest kołem, kwadrat zaś kwadratem i w tym samym czasie kwadrat jest kołem  a koło jest kwadratem.
  10. Wolność jest terminem subiektywnym i nie może być interpretowana obiektywnie. Kiedy tego spróbujemy, zostaniemy z całą pewnością wciągnięci w sprzeczności nie do rozwiązania. Dlatego twierdzę, że mówić o wolności w tym otaczającym nas obiektywnym świecie ograniczeń jest nonsensem.
  11. Na Zachodzie „tak” znaczy „tak” a „nie” znaczy” nie”; „tak” nigdy nie może być „nie” i na odwrót. Wschód powoduje, że „tak” prześlizguje się ku „nie” a „nie” ku „tak”, nie istnieje nienaruszalny podział pomiędzy „tak” i „nie”. Że tak jest – to leży w naturze życia. To tylko w logice ów podział nie może być wykorzeniony. Logikę wymyślił człowiek dla wspomożenia praktycznej aktywności.
  12. Kiedy zdarza się, że Zachód uświadamia sobie ten fakt, gdy nie może wyjaśnić pewnych fizycznych zjawisk, wprowadza takie pojęcia jak komplementarność albo zasada nieoznaczoności. Kolejne pojęcia można tworzyć w nieskończoność, nie da się jednak oszukać rzeczywistości.
  13. Nie zajmujemy się tutaj religią, jednak następujące stwierdzenie może być nie bez znaczenia: chrześcijaństwo, które jest religią Zachodu, mówi o Logosie, Słowie, o ciele i wcieleniu oraz o burzliwej doczesności. Religie Wschodu dążą do wyjścia poza ciało, do ciszy, do wchłonięcia wiecznego spokoju. W zen wcielenie jest wyjściem poza ciało; cisza huczy jak grzmot; Słowo jest nie-Słowem, ciało jest nie-ciałem; tu-i-teraz równa się pustce i nieskończoności.
 

„Osoba jest wolna tylko wtedy, kiedy nie jest osobą.” Tylko wtedy, gdy odczuje „osobę” jak przebierankę, konieczne ubranie. Ego nie jest wolne, ale dąży do wolności. Fałszywie, bo wolność ego oznacza zniszczenie/zakwestionowanie ego. „Wolne ego” to oksymoron. Dziś pięknie widać, jak kultura Zachodu zmaga się z niemożliwością wolności.

D.T Suzuki "Wykłady o buddyzmie zen" w "Buddyzm zen i psychoanaliza" E. Fromm, D.T. Suzuki, R. de Martino, REBIS, Poznań 2016

9 myśli w temacie “Maszyna”

  1. Czy to prawda, że co najmniej 50 procent informacji, jakie odbieramy w rozmowie, pochodzi z komunikacji niewerbalnej – mowy ciała rozmówcy?
    – To zależy – czy jest to rozmowa w cztery oczy, przez telefon, czy rozmawiamy o sprawach dotykających nas emocjonalnie, czy też o biznesach? Odbiór komunikatów niewerbalnych zależy w bardzo dużej mierze od kontekstu, ale rzeczywiście szacuje się, że stanowią 50 do 95 procent informacji, jakie odbiera mózg.
    Aż tak dużo? Nawet gdy rozmawiamy z kimś przez telefon?
    – Tak, bo choć słyszymy tylko słowa, to już na podstawie głosu wnioskujemy, jakie rozmówca ma do nas nastawienie, czy rozmowa mu się podoba, odbieramy jego emocje. Z tonu głosu, jego wysokości, szybkości wypowiadanych słów nasz mózg tworzy wyobrażenie, jak ta osoba może wyglądać, czy jest młoda, kompetentna, czy wie, o czym mówi.
    Ale głos może mylić. Ktoś wątły może mieć operowy baryton…
    – Oczywiście, te wyobrażenia są w naszej percepcji. O tym, że z samego głosu można wyczytać wiele, świadczą badania Massachusetts Institute of Technology, które wykazały, że sztuczna inteligencja, na podstawie krótkiej próbki głosu, umie stworzyć odpowiadający rzeczywistości wizerunek człowieka. Uwzględniający jego płeć, wiek, rasę, wzrost, kształt twarzy. Głos to mocny wskaźnik niewerbalny.
    Co jeszcze zaliczamy do komunikacji niewerbalnej?
    – Gestykulację, postawę, w tym też sposób chodzenia, mimikę. Gdy wykonujemy analizę behawioralną, dodatkowo rozpatrujemy jeszcze wygląd danej osoby, jej ubiór, robimy także analizę lingwistyczną, czyli sprawdzamy jak dobiera słowa, jak używa gramatyki. Analizy behawioralnej uczę m.in. strażników granicznych na lotniskach, których zadaniem jest wyłapywanie osób mogących stanowić zagrożenie – na podstawie ich wyglądu i zachowania.
    Jestem wściekła, ale ciałem pokazuję zupełny spokój…
    – To bardzo trudne i tylko niewielki procent ludzi potrafi się aż tak kontrolować. Ciało pokazuje emocje, jakie „produkuje” mózg. Gdy zadam komuś trudne pytanie, on odczuje smutek, żal albo złość i przez sekundę – lub jej ułamek, jeśli będzie się kontrolował – jego ciało pokaże te uczucia. Jeżeli emocja jest silna, osoba działa pod presją i na przykład musi skłamać, a konsekwencje tego kłamstwa mogą być dla niej bardzo obciążające – może pójść do więzienia, stracić pracę czy partnera – to kontrola ciała jest niemal niemożliwa. W sytuacji mniej obciążającej, często się powtarzającej, albo przy kłamstwie „mniejszego kalibru” jest to prostsze. Ale i tak, jedyne osoby, które znam i które potrafią kontrolować się w sposób całkowity, to byli bądź czynni pracownicy służb, po mocnym treningu mentalnym panowania nad sobą. Całkowicie kontrolują się także psychopaci.
    „To był taki miły chłopak, zawsze mówił: dzień dobry”!” – dziwią się potem sąsiedzi, gdy „miły chłopak” okazuje się mordercą.
    – Coś w tym jest. Psychopaci mogą wysyłać „zdrowe” sygnały. To dlatego, że ich mózgi są inaczej zbudowane. Oni nie odczuwają emocji w ten sam sposób, nie mają poczucia winy, żalu, nie czują stresu, więc w ich mózgach nie zachodzą reakcje, które mogłoby pokazać nam ich ciało. Zresztą nie trzeba być psychopatą, wystarczy być dobrze wytrenowanym politykiem. Jeśli jest się politykiem od wielu lat i mówi się kłamstwa bezkarnie, to wypowiadanie ich nie robi już wrażenia emocjonalnego na człowieku, więc jego ciało nie będzie wysyłało niewerbalnych sygnałów „Uwaga, oszukuję!”. Aczkolwiek, jeżeli taką osobę z zaskoczenia zapytamy o ważną rzecz, to przez ułamek sekundy możemy zauważyć, co naprawdę myśli – bo pojawią się mikroekspresje, czyli malutkie ruchy mimiczne twarzy, które są automatyczne, występują bezwarunkowo i nie potrafimy ich kontrolować.
    To jakby przebłysk prawdziwych uczuć?
    – Tak. Twarz osoby przeżywającej strach czy smutek pokazuje pełną ekspresję – brwi podjeżdżają do góry, oczy się szerzej otwierają, albo kąciki ust opadają, drga broda. Gdy zaskakujemy kogoś pytaniem „Jak się dziś czujesz?” a on nie chce nam pokazać, że źle, to po pytaniu na ułamek sekundy jego kąciki ust mogą opaść, a zaraz potem ten ktoś przybiera sztuczny uśmiech i mówi, że wszystko w porządku. Gdy się nie jest wytrenowanym, można tego opadnięcia kącików nie zobaczyć, bo trwa to pół, ćwierć sekundy.
    Dajemy się oszukiwać innym bo jesteśmy niewytrenowani? Czy może zapominamy o tym, jak czytać komunikaty niewerbalne – przecież jako dzieci umieliśmy to robić wszyscy, tak na początku komunikowaliśmy się z rodzicami.
    – Myślę, że to kwestia kultury i procesu socjalizacji, który sprawia, że przestajemy zwracać uwagę na sygnały pozawerbalne. Dzieci świetnie wyłapują niewerbalne niespójności, z badań wynika, że już 6-miesięczne niemowlęta źle się czują przy „niespójnych” osobach, które są spięte, ale mówią radosnym głosem. Niestety, w procesie wychowania powtarzamy „Słuchaj, co do ciebie mówię!” i uczymy dzieci, żeby zwracały uwagę na słowa, a nie to co czują, gdy na kogoś patrzą.
    Czyli każemy im, by przestały ufać własnej intuicji?
    – Tak, bo na nią składa się również czytanie komunikacji niewerbalnej. Powiedzmy, że rodzice się pokłócą i mama płacze – dziecko wyczuwa, że coś jest nie w porządku. Ale zamiast mu wytłumaczyć, jaka to jest emocja: „Płaczę, bo jest mi smutno, pokłóciłam się z tatą. Ale niedługo się dogadamy i znów będzie dobrze”, mama się odwraca, ukradkiem ociera łzy i uśmiecha się do dziecka, udając radość i mówi: „Nic się nie stało, jest OK!”. Wtedy dziecko się uczy, że czytanie emocji u innych – i wyrażanie ich – nie jest ważne, że ważniejsze jest udawanie, że wszystko w porządku.
    Więc samo też zaczyna udawać?
    – Prędzej czy później tak. Kiedy ucznia pierwszych klasy podstawówki zapytamy „Jak w szkole?” i jemu zacznie drgać broda i kąciki ust opadną, to zobaczymy, że było źle. Nastolatek już nam tego tak nie pokaże. Smutek na jego twarzy będzie trwał sekundę. On już udaje.
    My wszyscy udajemy, w szkole, w pracy, przybieramy coraz to nowe maski i tracimy zdolność nie tylko do czytania czyichś, ale i odbierania własnych emocji. A to nam szkodzi.
    Gdyby rodzice baczniej obserwowali swoje dzieci, mogliby wcześniej wyłapać sygnały, że np. ich syn ma depresję?
    – Oczywiście. Uważam, że obecna fala depresji i samobójstw u dzieci i młodzieży, ale też dorosłych, jest między innymi spowodowana tym, że zatraciliśmy zdolność „czytania” emocji innych, nie mamy czasu się nad kimś innym pochylić, jesteśmy zbyt zajęci sobą, pracą i telefonami.
    Nieumiejętność odczytywania komunikatów niewerbalnych może nam też zagrażać, bo jak wynika z badań, ludzie którzy stają się ofiarami psychopatów lub są w przemocowych związkach, mają problemy z odczytywaniem złości czy nienawiści z twarzy innych osób.
    I nie uciekają od nich wystarczająco szybko?
    – Większość osób, gdy ktoś okazuje im pogardę, obrzydzenie czy złość zauważa to i nie wchodzi z takim człowiekiem w kontakt, unika go, nie wiąże się z nim. U potencjalnych ofiar przemocy zdolność do odczytywania czyichś negatywnych emocji to tylko 20 procent, podczas gdy przeciętny człowiek ma ją na poziomie 60-70 procent.
    A jak szkodzi nam nieokazywanie prawdziwych emocji i powstrzymywanie sygnałów niewerbalnych, jakie wysyła nasze ciało?
    – Chociażby tak, że od niewyrażanych emocji robią się nam szybciej zmarszczki.
    Jak to? Przecież od zawsze słyszymy, że „Złość piękności szkodzi”!
    – Szkodzi, ale ta niewyrażona. Kiedy się śmiejemy, płaczemy, nawet złościmy mięśnie twarzy się ćwiczą, są elastyczne. Jeśli nie wyrażamy ekspresyjnie uczuć, twarz zastyga, mięśnie trwają w napięciu, robią się w nich mikrozakwasy, które powodują powstawanie brzydkich zmarszczek.
    Więc lepiej się rozzłościć, pokrzyczeć, wypłakać, niż chodzić z miną złośnicy, bo to napięcie „zostanie” nam w twarzy?
    – Tak. Tym bardziej że ludzie uwielbiają ekspresyjne osoby. Sprawdzano, kogo najchętniej oglądamy w sieci, bo przecież youtuberów są miliony, a wielką popularność zdobywają tylko niektórzy. Badania wykonywane w różnych ośrodkach pokazały wspólny mianownik – gwiazdami są ci, którzy są szczerzy emocjonalnie i niewerbalnie. Nawet jak mówią „głupoty”, ale pokazują prawdziwe emocje. Dla mózgu to niesamowita wartość, bo nie musi tracić energii na doszukiwanie się niespójności w czyimś zachowaniu.
    Jak nauczyć się lepiej „czytać” innych? A właściwie jak wrócić
    do tej umiejętności, którą mieliśmy jako dzieci?
    – Warto nauczyć się słuchać i rozumieć własne ciało. Jeśli w jakiejś sytuacji zauważamy, że spinamy czoło czy podnosimy ramiona, trzeba się zatrzymać i zastanowić co się dzieje, jaką emocję przeżywamy. Poza tym można choćby na Youtube znaleźć filmiki wyjaśniające, jak wyglądają pod-stawowe ekspresje mimiczne i poćwiczyć je przed lustrem. Aby potem, z większą łatwością wyłapywać je u siebie i u innych.
    Kiedy nauczymy się, jak „wyglądają” nasze emocje w ciele, będzie łatwiej wyłapywać je u innych?
    – Świadomie „czytając” własne reakcje, zaczniemy zauważać, że czujemy się gorzej przy tych, którzy nami manipulują, wysysają z nas energię. Łatwiej też będzie nam odczytywać emocje bliskich osób i pomóc im w razie potrzeby.
    Na szkoleniach i warsztatach kursanci często mówią mi, że nauka odczytywania komunikatów niewerbalnych pomogła im zrozumieć, że to co wcześniej czuli intuicją, „szóstym zmysłem” na czyjś temat jest prawdą. Bo te przeczucia to nic innego jak podświadome komunikaty, które teraz zaczynamy odbierać świadomie.
    O komunikacji niewerbalnej mówi się dużo w kontekście kłamstwa. Kłamcy patrzą w dół, albo pocierają nos?
    – Nie polecam uczenia się jednej konkretnej interpretacji jakiegoś gestu. W odczytywaniu komunikacji niewerbalnej najważniejsze są dwie rzeczy – ustalenie tzw. normy bazowej i szukanie zmiany, niespójności w zachowaniu.
    Norma bazowa to nasze zwykłe zachowanie w danej sytuacji?
    – Zależy to od temperamentu, charakteru, osobowości i wychowania danej osoby. Japończycy w momentach zakłopotania śmieją się – tak w ich społeczeństwie jest przyjęte rozładowanie stresu. Dlatego podejrzanego powinna przesłuchiwać osoba z tego samego kręgu kulturowego.
    Pracując ze strażnikami granicznymi uczę ich rozpoznawania odstępstw od normy bazowej, jaką dla osób czekających w kolejce do odprawy paszportowej jest pewien wzorzec zachowań – 90 proc. ludzi zachowuje się tak samo, są zmęczeni, zestresowani, może śpiący. Strażnik szuka czegoś, co od tej normy odbiega – kogoś, kto się nadmiernie poci ze stresu, dziwnie chodzi – bo może ma coś schowane pod ubraniem, albo tak mocno ściska rączkę walizki, że aż ma zbielałe palce. To zachowania podejrzane, mogące świadczyć o tym, że jest przemytnikiem bądź terrorystą.
    Czyli, by zrozumieć czyjąś komunikację niewerbalną, musimy poznać jego normę bazową, a potem szukać od niej odstępstw?
    – Tak. Jeżeli od początku spotkania siedzę z rękami założonymi na piersi i skrzyżowanymi nogami to nie znaczy że jestem wycofana – może siedzę na niewygodnym krześle a może ci nie ufam. Takich sygnałów nie ma co interpretować. Ważny jest moment, kiedy następuje odstępstwo od normy. Czyli gdy osoba na co dzień gadatliwa, mocno gestykulująca w pewnym momencie cichnie. To oznacza, że zaczyna się kontrolować, więc albo wystąpiła u niej emocja, którą chce ukryć, albo zaczęła kłamać.
    Ale czy nie warto czasem trochę „oszukać” mową ciała? Na przykład na rozmowie o pracę usiąść swobodnie w fotelu, rozeprzeć się, by udać mniej zestresowanego niż w rzeczywistości?
    – Po co? Przecież doświadczeni rekruterzy świetnie wiedzą, że taka rozmowa wywołuje stres, więc jego oznaki są naturalne w tej sytuacji. Ich nieufność wzbudzi raczej nienaturalna swoboda. Postawmy przede wszystkim na merytoryczne przygotowanie. Ono zawsze się obroni.
    Z Dianą Nowek rozmawiała Alina Barska. Wywiad ukazał się w magazynie Dbam o zdrowie oraz na stronie Onet Kobieta https://kobieta.onet.pl/mowa-ciala-czy-mozna-z…/df94t0x

  2. Interesujący fragment – stanowiący spojrzenie na kulturę Zachodu od zewnątrz. Jednak autor tego fragmentu przejawia skrajnie indywidualistyczne podejście do wolności. Według niego wolnym można być tylko poza społeczeństwem. Ten kawałek tekstu pokazuje to dobitnie: „Wolność jest kolejną ideą nie mającą sensu. Żyję społecznie, w grupie, co ogranicza mnie we wszystkich moich ruchach, zarówno myślowo, jak i fizycznie. Nawet kiedy jestem sam, wcale nie jestem wolny. Kierują mną wszelkie rodzaje impulsów, które nie zawsze są pod moją kontrolą. Pewne bodźce władają mną wbrew mej woli.” Zupełnie się z tym nie zgadzam. Uważam, że żyjąc w społeczeństwie jestem dużo bardziej wolny, niż medytując samotnie w tybetańskiej grocie – może mam mniej swobody, ale za to mam szeroki wybór możliwości. Swoboda połączona z niewielką możliwością wyboru nie jest wolnością, ale jej atrapą.

    1. Suzuki nic nie pisze o siedzeniu w grocie. Tam też przecież jest konieczność. Społeczeństwo czy nie, Pana wybory motywowane są poza Pana świadomością. Niektórych możliwości w ogóle Pan nie dostrzega, innych czepia się jak pijany płotu. Tak funkcjonuje nieświadome. A ego, wszystko to co zostało wgrane i co tworzy Ja, personę, ego, o czym
      Pan mówi „moje” – ogranicza. Suzuki pisze o możliwości wolności poza ego, po zakwestionowaniu ego. Inaczej mamy idee wolności, gadamy o wolności, domagamy sie wolności etc, ale nie jesteśmy wolni. Ego nie może być wolne choć potrzebuje iluzję wolności jak i potrzebuje iluzję istnienia. PS jeśli przykłada Pan tutaj miare filozoficzna to sie nie dogadamy- filozofia zakłada podmiot, człowieka który nie istnieje w takim kształcie w rzeczywistości.

      1. Autor fragmentu bezpośrednio nie odwołał się do groty, ale kwestionując możliwość wolności w społeczeństwie nakierowuje nas na ideę, że wolność możliwa jest tylko w odosobnieniu, stąd metafora groty. Dalej pisze: „Człowiek Zachodu od narodzin jest skrępowany, ubezwłasnowolniony, zahamowany.”. Uważam, że mistrz buddyjski medytujący samotnie w odosobnieniu jest mniej wolny niż przeciętny człowiek zachodu. Żyjemy w społeczeństwie, zmuszeni jesteśmy do pracy zawodowej – owszem. Ale mamy znacznie większą możliwość wyboru niż mistrz buddyjski, który w swoim odosobnieniu nie ma żadnych wyborów. Po co komu swoboda wyboru, jeżeli nie ma z czego wybierać? Nie przykładam żadnej ustalonej miary, po prostu uważam, że pogląd autora fragmentu, wyłożony w zdaniu „Wolność jest kolejną ideą nie mającą sensu.” jest absurdalny i wysoce szkodliwy, bazując po prostu na mojej wiedzy i doświadczeniu życiowym.

        1. Piszemy o wolności wewnętrznej nie o dostępności dóbr do wyboru. Dla mnie znów gadanie o wolności przez osoby zniewolone i nieświadome owego zniewolenia jest szkodliwe.
          A propos groty można tu dojechać do Platona- czy widzowie cieni w grocie są wolni? Czy mogą z groty wyjść? Dla mnie Suzuki pisze o wychodzeniu z groty i świadomości że to tylko (aż) grota i tylko (aż) cienie. Pan pisze o tym, żeby cienie na ścianie były w obfitości do wyboru, bo Pan chce mieć wolność oglądania. I ok. Mam wrażenie że mówimy o różnych rzeczach. Można „wyjść z groty” (ją sobie uświadomić i zakwestionować ego) i być przebranym w ego w społeczeństwie. Teraz znów ja piszę z doświadczenia.

          1. Wychodzi na to, że inaczej interpretujemy słowo wolność w tym fragmencie. Nie czytałem wspomnianej książki i może błędnie założyłem, że chodzi o wolność w kontekście społecznym – czyli tak jak się zwyczajowo ujmuje wolność w naszej kulturze. Ale rzeczywiście autorowi może chodzić od wolność od ego, chociaż nie jest to jasne w tym fragmencie.
            Jeżeli tak jest w istocie, to rzeczywiście nie dogadamy się na ten temat. Uważam, że ego rzeczywiście jest iluzją, ale bardzo użyteczną. Nie bez powodu natura nas nim obdarzyła i nie ma powodu aby się go wyrzekać, choć oczywiście nie można pozwolić mu się rozbuchać.

          2. „chodzi o wolność w kontekście społecznym – czyli tak jak się zwyczajowo ujmuje wolność w naszej kulturze.” Właśnie – Suzuki ma na myśli właśnie to „zwyczajowo”. Że jesteśmy przyzwyczajeni tak myśleć o wolności i tak definiować „wolność”, co jest iluzją, drogą na manowce. Co do ego- jasne, nie da się w teatrze chodzić nago, w coś trzeba się ubrać.

  3. Jeżeli zgadza się Panie z tym punktem widzenia i rzeczywiście uważa, że nie jest wolna żyjąc w społeczeństwie – jeżeli wolno zapytać – dla czego go Pani nie opuści? Skoro społeczeństwo nie jest w stanie zapewnić nam tak fundamentalnej wartości jaką jest wolność – po co się męczyć? Po co skazywać się na niewolę?

    1. Człowiek nie jest wolny ani w społeczeństwie ani poza nim. Oczywiście że każdy wcześniej czy później opuszcza Grę, nazywa się to śmiercią lub oświeceniem. Wolność to obsesja społeczeństwa które wyznaje kult samoekspresji czy nieograniczonej konsumpcji/produkcji a przy tym się ogromnie lęka płynności. Skąd u Pana obsesja wolności? Wie Pan?
      Panie Michale mam wrażenie że nasze drogi się kompletnie rozchodzą i nie rozumiem do czego Pan zmierza. To jest blog o „grach umysłu”, o u-więz-ieniu w umyśle i więz-ach z umysłem, o pracy umysłu, bo nasze oceny są kwestią pracy umysłu a nie kwestią obiektywizmu. Może więcej Pan znajdzie w tekście o Strajku Kobiet: http://gry-umyslu.pl/2020/11/23/prawdziwa-rewolucja/.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *