Paranoja

Postawy paranoiczne łagodzą lęk. Dają moc (pseudo) kontroli, narcystyczny haj i iluzję dostępu do wiedzy, jakiej nie mają inni. Dzięki projekcji paranoidalnej – projekcji niechcianych myśli czy uczuć na innych, ego pozostaje spójne i „dobre”, samo-idealizujące się.  Wewnętrzne „brudy” w postaci poczucia winy, wstydu, złości czy lęku zostają wyczyszczone i zrzucone na innych. Inni stają się figurami, nośnikami wewnętrznych treści psyche. Osoba skłonna do postaw paranoicznych nie ma z bliźnimi faktycznego, bezpośredniego kontaktu, tak jak nie ma bezpośredniego kontaktu z własnymi treściami psychicznymi.  Jeśli ktoś lub coś niepokojącego lub nowego pojawia się w jego jednostkowej narracji, od razu zostaje wplecione w świat czarno-biały i staje się kolejnym nośnikiem projekcji.

Sytuację komplikuje fakt, że wszystko co wymyśla paranoik jest możliwe i spójne, jedyny problem w tym, że – przynajmniej w części – nie ma miejsca w realu (oprócz jednostkowych, realnych funkcji psyche). I tak, funkcjonujemy w oparach półprawd, na krawędzi realu i wymysłów własnej głowy, czemu sprzyja współczesny szum informacyjny i kulturowa niechęć do uczciwej samo-obserwacji.

Żeby było jasne: ucieczkę w mechanizmy paranoiczne uprawia każdy. Każdy z nas, przynajmniej od czasu do czasu,  ucieka w budowę obrazu: jestem bez zarzutu, winni są „ONI” odrealniając w ten sposób, i upraszczając, trudną sytuację,  w jakiej się znajduje. Praca dzieje się wewnątrz – nadąsane self buduje mury,  by odzyskać poczucie wewnętrznej spójności. Paranoik (dla skrótu nazwijmy tak osobę używającą mechanizmów paranoicznych)  karmi się – jak i człowiek cierpiący na depresję – swoim „brudem”. Zamiast autoagresji charakterystycznej dla depresji, mamy tu jednak mordercze myśli i nienawiść do zewnętrznych figur jakie zostały przez paranoika stworzone.

Problem pojawia się, gdy lęk czy „brud” jest zbyt wielki by poddać go rozładowaniu i mechanizmy projekcji paranoicznej stają się stałym sposobem funkcjonowania. Paranoja jest ogromnie przyjemna i daje ego ogrom satysfakcji. Nienawiść smakuje. Wielkiej siły samo-zakwestionowania trzeba, by podważyć swój świat projekcji, świat wymyślony, alternatywny.

Paranoik, wbrew intuicji, wcale nie musi być samotnikiem. Może trafić do grupy, w której taki sposób funkcjonowania jest normą i – urzeczony prostotą grupowego przekazu – pozbawić się resztek wątpliwości. W „globalnej wiosce” poznaje podobnych sobie, projektujących te same treści na świat zewnętrzny. Grupa staje się silna podzielanymi poglądami, oddziela murem od rzeczywistości. Wiążą ją również więzy miłości do swoich członków, „naszych” , których można kochać, bo są – jak paranoiczny osobnik – bez skazy. Oto dziecięce rozszczepienie na Dobrą i Złą Pierś. Nienawiść można wtedy wyrażać bez ograniczeń, bez okoliczności łagodzących. Dowolnie i grupowo oskarżać o destrukcję innych wtedy, gdy impulsy destrukcyjne odczuwa się wewnątrz. Miłość i nienawiść to baza grupowych uniesień.

W ten sposób  tworzy się grupową alternatywną rzeczywistość, która przekłada się, między innymi, na nasze życie polityczne a raczej polityczne potyczki.

Donald Trump, pozornie, jak nam się tylko wydaje w newsach, stracił władzę, ale pozostaje fascynującą paranoiczną figurą dla Christophera Bollasa, który pisze o niej tak:

Jego „persona” – postać, którą nam prezentuje i przez pryzmat której musimy go oceniać – jest uwikłana w niekończący się ciąg identyfikacji projekcyjnych. Za każdym razem, gdy atakuje jakąś osobę lub grupę, wyborcy powinni zadać sobie pytanie: „jaką część swojej persony projektuje i dlaczego?” Ten rodzaj paranoidalnego funkcjonowania jest typowy dla demagoga. Dla Greków demagog był przywódcą tłumu. Obecnie termin ten oznacza przywódcę, który prezentuje rzeczywistość w sposób bardzo wybiórczy i przyciąga masy, podając proste rozwiązania złożonych kwestii, grając na uczuciach społeczeństwa i wplatając je do politycznej rozgrywki. To przemawia do paranoidalnych aspektów wyobraźni, która zyskuje siłę, gdy demagog pobudza silne emocje.

Paranoiczny przywódca mówi pozornie o świecie. Jednak to, co mówi o innych w sumie sprowadza się do niego samego. Ogrom materiału, jaki dają obserwatorom paranoiczni przywódcy jest przytłaczający. Analiza wypowiedzi – z polskiego podwórka – prezesa czy też opozycjonistek zajęłaby tomy. Nie podejmę się tego, choć przerażająco bawi mnie ich wieczne odwracanie „kota ogonem” i przypisywanie innym swoich własnych (nieczystych) intencji czy działań.

Oczywiście nie jest tak, że jedna strona (politycznego w tym przypadku) sporu jest paranoiczna i nie wie co robi a druga jest jaśnie oświecona, z monopolem na chirurgiczne cięcia nożem prawdy.

Bollas o paranoi lewicowej i prawicowej, choć już dziś coraz trudniej określić, gdzie kto zasiada:

W przeciwieństwie do paranoi pozytywnej, gdy self prezentuje jakiś wyraźny pogląd na temat świata, w przypadku paranoi negatywnej jednostka wydaje się pozbawiona osobistych przekonań. Ich miejsce zajmuje poczucie misji: stanę się uosobieniem niewinności, przeciwstawię się prostactwu życia i sprzymierzę się z tym, co cnotliwe. Paranoja negatywna także na swój sposób jest odpowiedzią na wymogi złożoności i ona również staje się atakiem na imperatyw demokratyczny.

Paranoję pozytywną najczęściej odnajdujemy w ruchach prawicowych, z kolei wersja negatywna jest bardziej typowa dla pewnych odłamów ruchów lewicowych. Paranoidalni myśliciele prawicowi przypisują złowrogie intencje tym, którzy lokują się na lewicy; z kolei ich lewicowi odpowiednicy zajmują pozycję wysublimowanej niewinności, sięgają po frazesy, by potępić innych, pośrednio wychwalając samych siebie. […]

Faryzejska moralność [lewicy] to polityka ekshibicjonizmu, w myśl które prezentowanie się jako osoba mówiąca słuszne rzeczy – w przeciwieństwie do odrażającego innego – zapewnia bilet wstępu do osady zamieszkałej przez świętych. To jeden z powodów, dla których lewica znacznie lepiej od prawicy radzi sobie na publicznych marszach. Maszerowanie ma wiele wspólnego z ujawnianiem czystości i niewinności, zaś wychodzenie na ulicę z radosnym uśmiechem to akt zupełnie odmienny od protestowania ze zmarszczoną brwią, jakby grupa szykowała się do nieuchronnej bitwy z siłami zła. […]

Pozytywny paranoik żywi wiele pieniackich przekonań, z kolei paranoik negatywny całkowicie i skrupulatnie opróżnia się z jakichkolwiek poglądów, w wyłączeniem tych, które mają negować innego. Większość ludzi czasami wkracza w obszar paranoi pozytywnej lub negatywnej, a w obu przypadkach jest to próba szukania rozwiązania problemów wynikających ze złożoności kwestii egzystencjalnych i społecznych.

Oba te stany umysłu uniemożliwiają udział w procesie demokratycznym, gdyż w obu przypadkach  nie sposób poddać refleksji i wykorzystać myśli odmiennych od własnych. Takie stany pozostają jednak przejawami dynamiki świata wewnętrznego – aktywnego poszukiwania przez self rozwiązania problemu –  są więc niestabilne i zmienne. Generalnie jednostka ma możliwość wycofania się z takiej pozycji”.

I tak demokracja pięknie kona, zresztą nie ona jedna ze struktur do jakich się przyzwyczailiśmy.  Nie dlatego, że do polityki garną się ludzie bez skrupułów, cyniczni demagodzy czy po prostu osoby zaburzone w swoim funkcjonowaniu i percepcji świata, ale dlatego, że nasza kultura nie ogarnia złożoności świata, redukując ją go do prostych haseł, samo-oszukiwania się i spektaklu. Nie żyjemy w kulturze, w której jakiekolwiek dążenie do prawdy, samopoznania i samo-zakwestionowania jest cnotą, bo to wykoślawiają pop-psychologiczne banały  czy eksperckie upupienie. Zresztą, kto by chciał tropić jakąś prawdę o sobie, poranić ego i wyjść z teatru? Tylko wariat, bo spektakl paranoi – prawicowej czy lewicowej, gołej czy przebranej – przedni.

Christopher Bollas „Znaczenie i melancholia. Życie w epoce oszołomienia” Oficyna Ingenium Warszawa 2020

2 myśli w temacie “Paranoja”

  1. Czy jest jakies rozwiazanie tej sytuacji (gry my dobrzy,oni zli).Jak mozna bylo by zakonczyc taka gre,czy mieli by sie zawstydzic (uznajac pat,remis).Moze jak w matrixie, dobrzy zwabili by do podziemia swoje przeciwienswo (zlych),zarazajac ich snem o wolnosci.Ale to juz bylo i nie dadza sie na to nabrac.

    1. Rozwiązaniem jest poziom jednostkowy i przepracowanie Cienia, tak by „wróg” przestał być wrogiem. Zrozumienie- w sobie- że w psyche jest wszystko, wszystkie kolory tęczy, i ze to jest ok. Wtedy na zewnątrz nie będzie przypinać się łatek lub one nie będą miały znaczenia. Na poziomie grupowym np sytuacja gdy obie strony muszą współpracować ze sobą w imię wspólnego wartościowego celu lub też, co jest prymitywną socjotechniką, tworzenie kolejnego wroga, który scali dwie strony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *