Udurnienie

Produktywność? Skuteczność? Pośpiech? Leitmotivy naszej kultury. Na wymóg produktywności i skuteczności ludzki umysł odpowiada nowymi wzorcami myślenia, a raczej wyuczonej bezmyślności, zauważa psychoanalityk Christopher Bollas. 

Te wzorce myślenia – w przeciwieństwie do popędów, afektów czy wspomnień – nie są wrodzonymi formami reagowania na siły wewnątrzpsychiczne; to promowana przez współczesną kulturę mentalność, do której ego wypracowuje sposoby adaptacji. Wzorce te istnieją więc w oderwaniu od złożonej sieci unikalnych dla każdej osoby mechanizmów psychodynamicznych.

Pod uciskiem kultury, która nie jest w stanie pomóc w przepracowaniu zbiorowych i indywidualnych traum, jednostka oddala się od wyobraźni, fantazji, snu, poruszeń duszy w stronę podpięcia się do systemów informatycznych. Wygodne i bezmyślne życie normopaty musi być czymś wypełnione. Pozory wypełnienia daje uczestnictwo w wirtualu, w społeczeństwie globalnym. Self transmisyjne, czyli jednostka wielozadaniowa podpięta pod wirtual, staje się elementem globalnego łańcucha zarządzania informacją. Jego twórcą i tworzywem. Żyje w dalszym rozszczepieniu, w multi-światach, przechodząc płynnie od wirtualu do realu:

Nie lubimy myśleć o sobie jako o odpowiedniku iPada, smartfona albo podobnego urządzenia, ale staliśmy się przedłużeniem tych obiektów, podobnie jak one są przedłużeniem nas. W tym sensie jesteśmy teraz ważnymi elementami świata urządzeń przekaźnikowych: kiedy unowocześniamy te urządzenia, unowocześniamy samych siebie.[…]

…Self podłącza się do systemu i dostraja do częstotliwości globalnej społeczności jako jej odległy uczestnik. Dysocjacja poprzedza obecnie akty zaangażowania, ponieważ dekady działalności dysocjacyjnej stały się częścią adaptacyjnej struktury psychicznej. Internet umożliwia systemową psychiczną ucieczkę od realności, ponieważ w wirtualnej rzeczywistości żyjemy za pośrednictwem awatarów; nasze sobowtóry umożliwiają wchodzenie w relacje on line i wypowiadanie się się poprzez zastępcze wersje naszych osobowości. Jednak choć Facebook pozornie odsłania cały obraz self, widzimy tam jedynie migawki spotkań ze światem rzeczywistym

Internet, informatyczne systemy zarządzania, narzędzia informatyczne, które miały służyć ekspresji jednostki, jej pracy czy głębokiemu kontaktowi z innymi stają się czymś, co zmienia ludzki sposób myślenia i postrzegania. Oj, przestańmy się oszukiwać: nie używamy Fastnetu, on używa nas.

Szybkość, efektywność, wielozadaniowość, technokracja, udoskonalanie, materializm… Współczesność to starcie elementu ludzkiego z systemowym. Z punktu widzenia szybkości i efektywności w starciu tym musi ulec element ludzki – jako słabszy, wolniejszy, „głupszy”, niespójny. Zalew informacji widoczny jest na zewnątrz, ale i na planie wewnętrznym także obserwuję stałe napięcie. Swoje i innych. Szaleje Wewnętrzny Poganiacz, Wewnętrzny Liczykrupa, Wewnętrzny Kontroler Procesów. Czas musi być wykorzystany, żadnego marnowania, rozmemłania. Czas to pieniądz a to już coś, to się liczy. Zauważam, że często pojawia się poczucie winy, gdy się po prostu jest i oddycha, nic nie robi „konstruktywnego”, nie doświadcza niczego wymiernego czy tego, co można umieścić w necie jak spektakl. Lub następuje totalne odreagowanie po gwałtownym i długim spięciu. Iksjon na płonącym kole między manią a depresją.

Jakie to nowe formy myślenia zakorzenił w nas Fastnet? Bollas odpowiada: horyzontalizm, homogenizacja, operacjonalizm, ogląd – wzrokofilia, myślenie refrakcyjne.

***

Horyzontalizm

„Horyzontalizm znosi myślenie hierarchizujące i zrównuje wszystkie treści psychiczne. Żadna myśl nie ma wartości większej niż inna.

Usuwane są priorytety i hierarchia ważności myśli. Oto cudny przykład horyzontalizmu z kozetki Bollasa:

-Wydaje się z zawiścią o przyjaciółkę radzisz sobie tak, że starasz się być dla niej niezbędna.

-Oh.. Tak! Tak… poza tym za dużo ciast piekę i za dużo innych rzeczy robię

Wszystko dzieje się za szybko, by ustalić swoje priorytety i wartości, trzymać się tematu, zagłębić się w coś czy odcedzić rzeczy ważniejsze o nieważnych. To wymaga poczucia jednostkowości i troski o siebie, o swoją psyche. Umiejętności postawienia granic i samoobserwacji.

Komputer nie nadaje znaczeń, w przeciwieństwie do ludzkiego umysłu. Opis usługi „dopłata za bachora”, „dopłata za dziecko” „dopłata za milusińskich” jest równoważna. System to „łyknie” nie nadając wartości, jednak w ludzkim języku i myśleniu – słowo bachor, dziecko czy milusiński nie jest znaczeniowo równoważne. System wykonuje te same (skomplikowane) operacje żeby podliczyć transakcję na 1 grosz jak i na 1.500.000 euro. Fastnet łyknie wszystko, każdą treść nie nadając jej hierarchii ważności. My już też.

Z horyzontalizmem łączy się demokratyzacja procesów społecznych. Każdy Idiota w przebraniu Mędrca może we współczesnym spektaklu wygłosić swoją kwestię Idioty i dostać oklaski. Każdy może wypowiedzieć się na każdy temat a ocena wartości takiej wypowiedzi (zakładająca porządek pionowy, hierarchiczny czy refleksję aksjologiczną, porządkująca wartości) jest już poza ludzkim zasięgiem.

Demokracja społeczna Internetu czyni nas wszystkich ekspertami w każdej sprawie, tracą więc wartość opinie doświadczonych dziennikarzy, naukowców czy pisarzy. Ta demokratyzacja może być pewnym zakresie zjawiskiem zdrowym, ale z drugiej strony władzę zyskuje niedoinformowane self”.

Bez hierarchii niemożliwa jest ocena. I tak, zamiast oceny i ustalenia priorytetów mamy akty wiary. W pandemię, w zmiany klimatyczne, w skuteczność szczepionek się wierzy/nie wierzy, bo tylko wiara odwołuje się do jakiejś hierarchii, choćby autorytetów owe wątki głoszących. Bunt anty-ekspercki ma wydźwięk równościowy: nie ma ekspertów, wszystko jest ekspertyzą. Widać to w polskim nastawieniu do pandemii COVID.

Self transmisyjne się szeroko wypowiada, ale nie wie, co mówi ani co przez nie mówi.

***

Homogenizacja

Homogenizacja usuwa różnice – zamiast z odrębnymi elementami mamy do czynienia z amalgamatem. Próba różnicowania kończy się porażką.

Systemy nie trawią niespójności ani konfliktu. W systemach informatycznych pojawia się potrzeba ujednolicenia, bo różnice spowalniają procesy. Globalne ujednolicenie systemów przekłada się na globalne ujednolicenie człowieka. Różnica, konflikt zawieszają proces, więc nie może być żadnych dyskusji, napięć grupowych, bo marnuje się czas na poznanie różnych punktów widzenia. Które i tak finalnie zostaną rozjechane na miazgę, bo system informatyczny – z natury rzeczy – nie przyjmie niespójności. Wszyscy używają tych samych programów, wszyscy robią to samo i zasyfiają Fastnet tym samym.

Obserwując swoich klientów, Bollas zauważa na kozetce nie tyle opór, ale lęk przed byciem odmiennym oraz uporczywe upewnianie się „czy inni też tak mają?”. Nasze istnienie zapewnia już nie intymny dialog ze sobą i światem, ale spojrzenie Innego, kultura spektaklu, obserwacji siebie na scenie. „Nikt nie patrzy” oznacza „nie ma mnie”, więc na ten wypadek fragment self musi się sam z zewnątrz czujnie obserwować, by zapewnić sobie iluzję istnienia. Pikselowa lalka na scenie, z wypiętym dla publiki dupskiem, i z obowiązkowym smartfonem w dłoni pyta ”Powiedz czy ja istnieję?” W natłoku takich samych, tak samo upozowanych lalek, faktycznie jej nie ma.

***

Operacjonalizm

Operacjonalizm to forma „działania-myślenia”, które polega na tym, że refleksja natychmiast przekładana jest na plan działania.

Doskonale widać to w terapeutycznym podejściu poznawczo-behawioralnym, które budzi w klientach pragnienie zredukowania pracy psychicznej do zastosowania szeregu operacji nastawionych na określony cel. Ludzie oczekują po terapiach i pop-psychologii zestawu celowych wskazówek. Piszą po forach: co mam zrobić żeby mąż przestał oglądać pornosy? Jak na nią wpłynąć, żeby nie robiła awantur, gdy wyjdę z kolegami? Proszę, podajcie w punktach. Tak jakby można było kogoś wytresować, a proces tresury uszeregować w poszczególne etapy i podpunkty. Oczywiście, to ma mieć jeszcze oparcie w „nauce psychologicznej”, żeby było jeszcze modniej. Terapia ogranicza się do przyjęcia trafnych (bo ma być skutecznie) wskazówek, co robić i jak rozwiązać krępujący efektywność wewnętrzny konflikt.

Ma być szybko i skutecznie, bez cierpienia, komputery nie cierpią, mózg nie cierpi, czemu mają ludzie? Przeżywanie cierpienia ma sens tylko wtedy, gdy prowadzi do przepracowania i zaniku cierpienia. Nie muszę dodawać, że „przepracowanie raz na zawsze” to obietnica pop-psychologii bez pokrycia.

Czasem redukcja życia do działania bywa zabawna. Jak na przykład młodzież, która przygotowuje się do życia seksualnego starannie ćwicząc nakładanie prezerwatyw na banany, jakby w tym było sedno aktu seksualnego.

***

Wzrokofilia i myślenie refrakcyjne

Ogląd zastępuje wgląd. W świecie, w którym rezygnuje się z języka na rzecz obrazów, doświadczenia wizualne stają się prawdami samymi w sobie. Produkcja, przekazywanie i odbieranie obrazów odbywa się w niezwykłym tempie: to forma myślenia, która nazwałem wzrokofilią.

Zapomnieliśmy, że widzenie nie jest poznaniem, to prześlizgiwanie się po powierzchni. Nie ma już komentarzy, są memy i emotikony. Znaki czasów.

„Jedną z cech wzrokofilii jest myślenie refrakcyjne. Kiedy myślimy w tym trybie, ciągi myśli natychmiast się załamują, oddalają od przedmiotu refleksji i odlatują w przestrzeń kosmiczną. W procesie refrakcji myśli padają na obiekt, który ich nie pomieszcza[…] a jedynie rozprasza. Tak, że znika ich treść. Myślenie refrakcyjne przejawia się koncentracją uwagi na nieznaczącym elemencie komunikacji, przydawaniem mu znaczenia i odesłaniem sedna przekazu w niebyt. W ten sposób ginie znaczenie. Oto przykład wymiany z pacjentem:

-Myślę, że stając się dla przyjaciółki osobą niezastąpioną, nieświadomie przywiązujesz ja do siebie

– Masz rację. Jestem niezastąpiona i powinnam zwracać na to uwagę. To genialne-bardzo dziękuję.

-Wydaje się, że złapałaś tę myśl tak szybko, że nie jestem pewien, czy dałaś sobie czas, by o niej pomyśleć.

-Nie, nie, to naprawdę było wspaniałe. Czy.. czy… powinnam się nad tym zastanawiać?

Widzimy w tym przykładzie, ponuro humorystycznym, że wgląd nie jest rezultatem samodzielnej pracy.  Terapeuta jest guru, który ma zajrzeć, zinterpretować i podać na tacy sposób działania. Jego interpretacja jest natychmiast zignorowana, zanihilowana.

W związku z tym, że język przestał być środkiem przekazu i wyrazu, musi konkurować z obrazem wyrazistością. Język przestał być subtelny. Żeby poruszył odbiorcę, musi być dosadny, musi być krzykiem czy przekleństwem. Kto jeszcze pisze książki subtelnym językiem? Chamstwo językowe książki sprzedaje, tak samo jak nachalna kolorowa okładka. Przekazy medialne stały się stekiem bezsensownych, sensacyjnych domniemań a nie przekazem faktów.

Mowa przestała nieść znaczenie. Język jest ambiwalentny z natury rzeczy, nie mieści się do informatycznego systemu, więc zanika jego użycie. Powszechnie nie rozumie się, że dobór słów jest odbiciem procesów wewnętrznych, indywidualności, że coś „zdradza”, jakiś kawałek niekontrolowany przez świadomość. Na użyciu języka, na mówieniu, na pisaniu dziennika, na wewnętrznym dialogu opiera się wewnętrzny proces psychiczny. Ludzie w terapii mówią do wyobrażonego kogoś i to leczy. Ale teraz, poza gabinetem, zamiast własnego komentarza wysyłają w przestrzeń wirtualną emotikony i powielają memy. Jest to  głęboko odtwórcze, bezmyślne. Maszyna, nawet jeśli rozmawia, to nie mówi: nie niesie indywidualności, podtekstu, ironii, ambiwalencji, zawieszenia tonu, niepewności. Maszyna nie jest podmiotem mówiącym ani twórczym.

***

Nihilizm

W panującej obecnie atmosferze nowego utylitaryzmu jesteśmy świadkami wyłaniania się nihilizmu w wersji soft – podmiot ludzki i złożone ludzkie procesy myślowe są uznawane za przeszkodę w procesie realizacji programów, które nadal pozostają zależne od człowieka.

Opisane przez Bollasa formy myślenia przynoszą mi dwa podstawowe skojarzenia. Pierwsze jest oczywiste: to „myślenie” maszyny, komputerowego programu. Ludzki umysł musi upodobnić się do maszyny, by nie utrudniał przesyłu informacji i tworzenia bezwartościowego szumu. Obserwujemy postępujące udurnianie człowieka. Ma być zero-jedynkowo, bez głębi i ambiwalencji mowy, dosłownie. Bez refleksji i nadawania wartości. Nacisk na szybkość z postępującą utratą jakości i siły kontemplacji. Kultura staje się duchowo bezpłodna, jak i ludzie: tracona jest wizja, natchnienie, fantazja, różnice. Ludzie pozbawiają się umiejętności tworzenia i pojmowania całości, trafnej syntezy.

Drugie skojarzenie to niedojrzałość. Bezrefleksyjność, nacisk na zewnętrzność (how do I look?), budowę spektaklu, materialne i społeczne osadzenie – to atrybuty młodości, zadania osób, które wchodzą w dorosłość. Może to pokłosie utworzenia z adolescencji grupy marketingowej, pop-psychologicznego ględzenia o „wewnętrznym dziecku” czy motyw „dzieci bożych” ? Dorośli pozostają dziećmi przypiętymi do maszyn i stworzonych przez siebie guru. W sumie – dziećmi będąc- nie mają innego wyjścia, muszą się do czegoś przypiąć, wziąć kogoś/coś za rękę.  

Bollas pyta wprost:

Czy teraz nasze myślenie wyraża się niemyśleniem? …operacjonalizm, horyzontalizm, homogenizacja, myślenie refrakcyjne i wzrokofilia są być może tymczasowymi narzędziami umożliwiającymi zdobycie jakiejkolwiek kontroli nad stanem oszołomienia […] W obecnych czasach wydaje się, że mamy do dyspozycji wiele środków umożliwiających wyeliminowanie bólu wpisanego w bycie podmiotem oraz likwidację integralności myślenia, które wspierają złudzenie posiadania spójnego „ja”.

Jednak tak się nie da, bo spod pozorów ciągle wyłazi coś co bruździ, co narusza powierzchnię ładu, skuteczności i deklaracji: jakaś epidemia depresji, jakaś pandemia chlejstwa, jakieś powszechne uzależnienia od pornografii (umrzeć z rozkoszy czysto mechanicznej i dawanej przez maszynę). Jakieś szeroko rozlane bunty, takie jak bunt połowy mieszkańców Polski przeciwko pozorom nowoczesności, która odpadła od rzeczywistości. Jako kultura mamy problem z tym, co jest „nieefektywne”: ze starością, powolnością, konserwatyzmem, zacofaniem, bezproduktywnością, lenistwem, strefą duchową (nie mylić z religijną) etc.

Bollas jednak – w przeciwieństwie do mnie- pozostaje optymistą i wierzy w przywrócenie podmiotowości w procesie psychoanalitycznym (nie mylić z psychoterapiami):

Pod koniec XX wieku byliśmy świadkami śmierci języka (językobójstwo), zastępowanego systemem znaków wspólnej emocjonalności, frazesów, banałów itd. W erze mowy funkcjonującej jako środek przeciwbólowy ponowne odnalezienie bardziej dojrzałego sposobu używania języka jest sposobem wzmacniania self, które podejmuje zadanie introspekcji. Odkrycie, czy ponownie odkrycie, przyjemności, wpisanej w korzystanie z języka staje się ważnym doświadczeniem emocjonalnym; wypowiedzi werbalne uwalniają nagromadzone afekty i emocje pogrzebane, niedopuszczane  lub tłumione wskutek dominacji zdegradowanych form myślenia i utraty zainteresowania samą mową.

Gdy pacjent relacjonuje szczegóły, a terapeuta rozpoznaje wzorce myślenia, w świecie wewnętrznym zadomawia się witalna wewnątrzpsychiczna relacja z obiektem, czyli połączenie między self nieświadomym a świadomym. Dynamika intersubiektywna staje się więc żywicielem subiektywnego bliźniaka; dojrzewa on powoli, przybierając postać tego, co moglibyśmy nazwać dynamiczną świadomością – czyli taką, która twórczo docenia, odbiera i wykorzystuje myślenie nieświadome. Trudno przecenić wartość psychiczną takiego procesu, a wyraża się on tym, że self rozpoznaje, co to znaczy być podmiotem, czyli istnieć jako istota świadoma, niezmiennie i stale zmierzająca do realizacji swoich idiomatycznych nieświadomych interesów. W psychoanalizie mówimy po to, by usłyszeć self.

Niestety, jest to doświadczenie dane jednostkom  i niekomunikowalne ludziom-maszynom. Żadnej powszechnej głębokiej zmiany kulturowej nie będzie, bo nie ma jak i z kim rozmawiać.

***

Bezpieczeństwo

Jest jeszcze jedno słowo klucz, wydaje się: bezpieczeństwo. Ten udawany szum, Nad-miar miał być bezpiecznym symulacrum Życia. Życie jest przerażające, boli czasem, miesza wątki, ale – okazało się – można stworzyć sobie ruch bez przerażenia i bez bólu. Pozory życia, okaleczonego z niebezpieczeństwa, Realu. Dobrą metaforą takiego ujęcia jest współczesna produkcja żywności, której wynikiem jest pseudo żywność i ładna i obfita i bezpieczna, jednak całkowicie pozbawiona wartości odżywczych. I jaki to paradoks, że w świecie, w którym słowo „bezpieczeństwo” odmienianie jest przez wszystkie przypadki, jest tak niebezpiecznie i nieprzewidywalnie.

Im mniej sensu w ludzkim świecie, tym większy wysiłek by – przez rzekomą skuteczność, pozornie celowe działanie, bicie rekordów szybkości, materialny wymiar – nadać życiu pozory sensu. Im więcej pieprzenia płynie ze stechnokracyzowanej kultury zachodniej, tym większy opór antynowoczesności wykorzystany przez fantastów, przemocowców i religijnych nawiedzeńców, którzy cynicznie za srebrniki sprzedają pozory głębi.  Im więcej kulturowej homogenizacji, tym bardziej poszukiwane są różnice i tym więcej społecznych napięć. Tym i większa pokusa przemocy, by te napięcia zatuszować, bo już nie można o nich po ludzku mówić. Im więcej szumu i pozorów uspokajającego ładu, tym życie boli bardziej.

Wszyscy się mylą, bo mówią  z pozycji swojego ograniczonego ego, co jasne; ale też i przez nich coś mówi, coś wspólnie ludzkiego, godnego zastanowienia i refleksji. To jest utracone. Tokarczuk namawiała do „czułości dla świata”. To już, moim zdaniem, niemożliwe, bo kultura traci mowę i aparat pojęć, którym z czułością można by siebie i świat ogarnąć. Maszyny nie są czułe. Nie znają takiego pojęcia. Czułość zabije maszynę. Self transmisyjne węszy tutaj – i słusznie – pokłady zaskorupiałego bólu. Nikt, kto nie otworzył się na swój oddech, swoje ciało, swoje wewnętrzne cierpienie szaleństwa nieświadomego nie będzie zdolny do czułego ujęcia świata i uczynienia z niego „obiektu wewnętrznego” traktowanego z uwagą i szacunkiem.

Współczesny człowiek – nieświadomy, niezdolny do refleksji, wewnętrznie skonfliktowany, ale jakże zmęczony podtrzymywaniem pozorów i ukrywaniem konfliktów, których nie umie nazwać – pragnie ukryć się i ukoić w maszynie. Ja-maszyna. Nie będzie żadnego buntu robotów, bo po co? To my, ludzie, stajemy się maszynami, by maszyny mogły nas ukoić od bólu człowieczeństwa.

Miał być kawałek Glassa Primacy of Number, jako ilustracja muzyczna. Ale niech i będzie Pogrzeb Amenhotepa

Ankh, akkh . Życie jest wieczne. Pozory nie.

Christopher Bollas „Znaczenie i melancholia. Życie w epoce oszołomienia” Oficyna Ingenium Warszawa 2020

2 myśli w temacie “Udurnienie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *