Robaki w truskawkach, snach i duszy

Rozbawił mnie niedawno taki oto artykuł o robakach w truskawkach. Faktycznie, w świecie pikseli, plastiku i wydumanych, nierealnych relacji, robaki w truskawkach mogą wstrząsnąć internetem, nie mają prawa egzystować obok ani przebijać naszej ochronnej warstwy wyobrażeń o czystości. Kogo ziemia karmi bezpośrednio, wie, że sklepy sprzedają nie realne owoce i warzywa a ich idealne symulacrum dostosowane do naszych wyobrażeń o świecie. Te idealnie czerwone jabłka poza sezonem, nieskalana Matką Ziemią marchew czy cebula… Jednak dziś nie o robakach, to tylko pretekst do wprowadzenia pojęcia środowiska z nurtu głębokiej ekologii, narracji opieki Ziemi nad nami oraz współpracy psyche z szerzej niż przez psychologów definiowanym „środowiskiem”.

Kawałek, który ostatnio uderzył mnie przy relekturze „Kodu Duszy”:

Dziś racjonalizm jest czymś globalnym, kompatybilnym ze wszystkim w każdym wymiarze jest komputer. Stał się on międzynarodowym stylem naszej architektury umysłu. Nie możemy przypiąć go do określonej flagi, poza sztandarami wielkich ponadnarodowych korporacji, które mogą wydawać ogromne sumy na to, by kierować psychiatrię, a ostatecznie również psychologiczne myślenie, a więc także kontrole nad duszą, w stronę monogenetycznego monoteizmu. Jeden gen, jedno zaburzenie. Pokawałkuj ów gen, naucz go nowych sztuczek, dokonaj jego rekombinacji, a twoje zaburzenie zniknie albo przynajmniej nie będziesz już dłużej wiedział, że je masz.

Ta wąska ścieżka prowadzi wstecz, w przeszłość psychiatrii, jest powrotem do lat trzydziestych i czterdziestych XX w., choć oczywiście kierunkowi temu towarzyszą znacznie bardziej wyrafinowane metody i lepsze relacje z mediami. […]

Kierunek przeciwstawny do tego zawężającego naturę, do symplicystycznie traktowanego mózgu -poszerza funkcje wychowania, czyniąc z niej aspekt środowiska o wiele rozleglejszym zasięgu. Jeśli środowisko oznacza literalnie to, co znajduje się  dookoła, wówczas musi ono oznaczać to, cokolwiek jest dookoła. A to dlatego, że nieświadoma psyche w dość arbitralny sposób dokonuje selekcji spośród rzeczy i spraw, jakie każdego dnia napotyka w środowisku. Bardzo drobne i trywialne elementy informacji  mogą mieć olbrzymie subliminalne efekty psychiczne, o czym świadczy obecność w snach na pozór całkowicie nieistotnych szczegółów przeżyć na jawie. […]

Ponieważ poruszamy się tu po obszarach rzeczywistości psychicznych, które oddziałują na nasze życie, musimy poszerzyć nasze pojęcie środowiska w kategoriach „głębokiej ekologii”, czyli hipotezy, zgodnie z którą nasza planeta jest żywym, oddychającym i samoregulującym się organizmem. Skoro wszystko wokół nas może stanowić pokarm dla naszej duszy i inspirować naszą imaginację, „substancja, z której utkana jest dusza” znajduje się wszędzie wokół nas. Dlaczego więc nie przyznać, jak czyni to głęboka ekologia, że środowisko jako takie ma duszę, jest żywym organizmem, który, nierozerwalnie złączony z nami gęstą siecią najrozmaitszych powiązań, w żadnym razie nie jest czymś fundamentalnie od nas różnym ani oddzielnym?

Tego rodzaju ekologiczna wizja przywraca również środowisku jego klasyczną cechę , to providentia– idea, zgodnie z którą  świat troszczy się  o zaspokajanie naszych potrzeb, dba o nas, a nawet opiekuje się nami. Pragnie również, żebyśmy byli tu, gdzie jesteśmy. Groźne drapieżniki, tornada i meszki w czerwcu to tylko element tego samego obrazu. Pomyślmy tylko o wszystkim tym, co nas na świecie zachwyca, o wszystkich tych wspaniałych widokach, smakach i zapachach. Czyż ptaki śpiewają wyłącznie dla siebie? Ta umożliwiająca nam oddychanie, żywiąca nas i umilająca nam życie planeta, niewidzialnie serwisowana i utrzymywana w dobrym stanie, utrzymuje nas wszystkich przy życiu dzięki swojemu własnemu systemowi podtrzymywania życia. Taka właśnie powinna być idea opieki i wychowania, która zapewniałaby nam rzeczywisty dobrobyt.

Tak więc „środowisko” należałoby wyobrażać sobie jako coś znacznie wykraczającego poza warunki społeczne i ekonomiczne, poza cały ten kulturowy szafarz, i zawierającego w sobie każdy, nawet najdrobniejszy element, który każdego dnia troszczy się i dba o nas: koła naszego samochodu, filiżanka kawy, klamka i ta książka, którą właśnie trzymasz w dłoniach. Niemożliwe jest wykluczenie jednego „kawałka” środowiska i uznanie go za mało znaczący w porównaniu z innym, wielce znaczącym, tak jakbyśmy potrafili dokonywać klasyfikacji wszystkich zjawisk świata pod względem ich ważności i znaczenia. Znaczenia dla kogo? Już samo nasze rozumienie „tego, co ważne” musi ulec  modyfikacji; zamiast myśleć o tym „co jest ważne dla mnie”, powinniśmy myśleć o tym, „co jest ważne dla innych aspektów środowiska”. Czy dany element środowiska służy, pomaga i sprzyja temu wszystkiemu, co znajduje się wokół niego, nie tylko nam samym? Czy przyczynia się on do wzrostu ogólnego dobrobytu całego terytorium, którego my sami jesteśmy jedynie częścią, do tego obdarzoną względnie krótkim żywotem?

Wraz ze zmianą koncepcji środowiska zaczynamy ją inaczej postrzegać, w tej sytuacji coraz trudniejsze staje się dokonywanie ostrego podziału między psyche a światem, podmiotem a przedmiotem, tym, co tu wewnątrz, a tym, co tam zna zewnątrz. Nie mogę być już dłużej pewny tego, czy psyche jest we mnie, czy też to ja jestem w psyche tak jak jestem w moich snach, w nastroju, jaki ogarnia  mnie na widok jakegoś krajobrazu czy w czasie spaceru ulicami wielkiego miasta […]. Gdzie kończy się środowisko i gdzie zaczynam się ja, i czy ja w ogóle mogę się gdzieś zaczynać, nie będąc w jakimś miejscu od początku, głęboko w nim osadzony, zewsząd otoczony przez świat, którego natura zapewnia wszelkie niezbędne mi do życia składniki?

Hillman nigdy nie postawił „kropki nad i” i nie uznał świata zewnętrznego za projekcję, interpretację, kreację umysłu. Ale mimo to, nawet dla tych którzy nie są w punkcie „tworzę sobie matrix”, podsuwa istotną myśl. Idea, że świat opiekuje się nami na poziomie substancji, na poziomie innym niż żądania ego, jest dziś, w okresie zarządzania masami przez lęk, bardzo ważna. Pozwala dostrzec nadzieję, oprzeć się na naturze, dostrzec piękno rzeczy małych i szczęśliwych zbiegów okoliczności, obudzić wdzięczność za to, co nieustannie dostajemy. A to – wdzięczność i poczucie obfitości – może być lekiem na zarażanie nas lękiem przed brakiem czy chaosem. Właściwą szczepionką na robaki duszy.

James Hillman Kod Duszy W poszukiwaniu charakteru człowieka i jego powołania, Laurum Warszawa 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *