Brudny Harry dusi George’a Floyda

Konflikt wokół śmierci George’a Floyda wydaje się biało-czarny. Oburzenie jest zrozumiałe, bo nikt nie chce żyć w świecie, w którym na ulicy człowiek dusi drugiego i wydaje na niego wyrok bez sądu. Ale nie znajdzie się również wielu, którzy chcieliby żyć w świecie, w którym złodziejaszkowie płacą fałszywymi pieniędzmi. Niewielu – czego też nie da się ukryć – chce żyć w świecie propagandy, w którym z papierowego ojca, narkomana i recydywisty robi się anioła Jedynie Słusznej Sprawy lub próbuje na siłę zawstydzać opinię publiczną rzekomym Oczywistym Dobrem (no, podpisz się, podpisz się).

Było nie było, każdy kto nadaje strumieniowi rzeczywistości sens za pomocą etykietki „kolor skóry”, czy to czarnej czy białej, jest rasistą ponieważ „rasa” jest dla niego, w jego widzeniu i konstruowaniu świata, relewantna. Mamy więc w pierwszej warstwie spór rasistów wolących kolor czarny z rasistami wolącymi kolor biały. Tudzież odwrotnie.

Ale zostawmy kolory i stereotypy, bo wydają mi się nie tak ważne. Przecież tak czy inaczej, czarny, biały czy bordowy w kropki szmaragdowe jest równoważną postacią ze snu Brahmana.  Myślę też, że nie wystarczy wspomnieć, iż w chwilach kryzysu społeczeństwa odtwarzają konflikty na jakich zostały zbudowane. W Polsce to dynamika Pana-Chama i Plebana, w USA, zdaje się, nadal Południe walczy z Północą o wizję Nowego Jeruzalem. Poza czarno-białym kontrastem jest więcej.

***

Był w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych serial „Brudny Harry” z ciekawą rolą Clinta Eastwooda jako inspektora Harrego Callahana alias „Brudny Harry”. Postać faceta z bronią działającego w ramach Systemu (odznaka i broń przecież służbowa) i na obrzeżach Systemu (regularne nadużywanie władzy) cieszyła się ogromną sympatią widzów. Efektowne strzelaniny i pościgi, Biali i Kolorowi rozstrzeliwani na pęczki, archetyp zdobywcy na Dzikim Zachodzie… Wcielenie władzy na Obrzeżach, która – skutecznie, na granicy prawa – rozprawia się z niewygodnymi, których nie przemieli niewydolny Oficjalny System. Było jednak coś dodatkowego: sceny zawieszania Callahana i jego konflikty z przełożonymi to taki sam motyw filmów, jak pościg i strzelanina.  Brudny Harry ociera się o granice Prawa i konfliktuje się z  Systemem, na którego rzecz pracuje- oficjalnie i  nieoficjalnie. Regularnie opieprzany wyrzutek- tym, zdaje się Callahan budził sympatię. Oprócz amerykańskiej skuteczności, oczywiście. 

Brudny Harry, działający w ramach symbolicznego Systemu Prawa jest więc kimś innym w odczuciu widzów niż seryjny morderca – choć jeden i drugi używa tej samej broni, ich krew tak samo czerwona i są tak samo wewnętrznie nieszczęśliwi i zewnętrznie cyniczni. Daje widzowi taką samą przyjemność oglądania/ uczestniczenia w przemocy, jednak nie przekracza ostatecznej granicy i – pozostając nadal wysłannikiem Systemu – sprawia, że widz czuje się mimo swojej niepokojącej przyjemności „w porządku”.

Habit czyni jednak mnicha.

Widzom się to podobało, czy spodobałoby się i dziś? Co by było gdyby Brudny Hary dusił niejakiego George’a Floyda, dryblasa i złodziejaszka, stawiającego opór przy aresztowaniu?

***

Gdyby tak głębiej w duszy poszukać, homo sapiens ma upodobanie do przemocy. Ma kawałek rozkoszującego się sadysty. Rozkosz zabierania życia, rozkosz sprawiania bólu (zwłaszcza temu, kto „zły”) i rozkosz litowania się, czyli bycia Bogiem- to wgrane każdemu, w każdą społeczność , w każdą zbiorowość. To „bycie Bogiem” wydaje się być karykaturalną, ukradkową ucieczką do (boskiej) wolności, gdy wolność nie jest odczuwana, pozostaje marzeniem czy zewnętrzną ideą. Transgresją ludzkiej kondycji. Udawanie, że tego kawałka nie ma tylko pogorsza sprawę, bo im więcej Jasności tym Czerń bardziej nasycona. Dlatego, że to takie porywająco rozkoszne lecz poza-ludzkie, narzuca się tabu, normy i prawo.

Ruch (czy konflikt) wokół śmierci Floyda pokazuje jak społeczeństwo wypiera przemoc i to, że użycie przemocy oddało w ręce wybranej grupy. Policja- jak dawniej kaci- są niby potrzebni, niezbędni do oczywistej roboty (jaka impreza masowa w Średniowieczu mogłaby się obejść bez włóczenia końmi czy efektownego powieszenia?). A jednocześnie nieczyści, wyklęci, skalani kontaktem z trupem, mający do czynienia z brudem (Realnym), którego normalsi widzieć nie chcą. Społeczeństwo płaci na szkolenie policjantów w obezwładnianiu, przytrzymywaniu kolanem i zabijaniu a potem, zdaje się, o tym wygodnie zapomina, oburzając się na to, za co samo zapłaciło, zwłaszcza gdy policjant użyje tej opłaconej umiejętności wobec „naszych”. Grupa rozkoszuje się tym, co czyni kat, jednocześnie odpiera ową rozkosz jako porywającą/złą, zrzuca ją na kata, którego – jako nieczystego – wyrzuca z grupy. Ale jak widać po popularności filmiku z interwencji, społeczeństwo rozkoszuje się pokątnie, nie bezpośrednio, pod pretekstem walki o Słuszną Sprawę i żeby potem sobie tę rozkosz przedłużyć i usprawiedliwić, oburza się i staje po stronie Dobra. Całe osiem minut rozkoszy,  czysty real, nawet nie patostream.

Powszechne oburzenie, będące rozkoszą in disguise, przemienia się w „ruch masowy”. „Ameryka nie będzie już taka sama”, „koniec białej Ameryki”, głoszą niektórzy. Takie nakręcane masowe imprezy konstytuują się rzekomo wokół  jakiejś naczelnej myśli, idei typu Wolność, Pieniądze, Sprawiedliwość, Równość, Prawo, Seks, jednak czy bezmyślny tłum sterowany mediami, tłum marionetek podpalających sklepy, może dokonać jakiejkolwiek zmiany? „I can’t breathe” to metafora, która moim zdaniem odnosi do wewnętrznego spętania a nie zewnętrzności ani śmierci przez uduszenie. Rewolucja, jak najbardziej, ale tylko w ludzkim umyśle, w sznurkach które je podtrzymują, sterują; pozbądź się ich a będziesz czuć wolność, równość i braterstwo. Przestaniesz potrzebować cudzych sztandarów i podpowiedzi. Co więcej, dojdzie się być może do takich wniosków, jak i ja teraz, że właśnie zakaz, prawo tworzą wyparte a bez wypartego nie da się funkcjonować jako jednostka i nie funkcjonuje żadna grupa. Bo niektórych rzeczy, budzących fascynację i grozę, unieść się nie da. Potrzebny do tego Brudny Harry.

Można powiedzieć: „kolektywne zakłamanie”. Ale to nie hipokryzja Władzy, to tylko hipokryzja ludzka, a bez tej nieświadomej hipokryzji wypierania niewygodnego, nie byłoby wypartego, więc i Ja, jednostki.

***

Rene Girard, francuski antropolog kulturowy, omawia w swojej książce „Kozioł ofiarny” podstawowe schematy ofiarnicze. Na przykład taki, zaczynający się od epidemii, co przecież staje się i naszym doświadczeniem. Masowa śmierć ukazuje faktyczną, ludzką równość. Nikt nie jest chroniony przed epidemią, nikt nie jest wyjątkowy ani gorszy: grupa traci poczucie ładu, hierarchii. Stara się więc odrestaurować zróżnicowanie, od- różnić się i skonsolidować, stąd wybiera kozła ofiarnego jako Innego. W świetle tego mechanizmu, to nie brak równości czarno-białej powoduje dziś zamieszki. Powoduje uświadomienie sobie Realnej równości (oblicze Śmierci). Pragnieniem grupy jest odzyskanie Innego, dzięki któremu się konstytuuje. Zwraca się więc ku tym, którzy wydają się predysponowani do takiej roli. Kozioł ofiarny  od wieków oskarżany jest te same zbrodnie (np. ojcobójstwo, prześladowanie niewinnych, przestępstwa seksualne). Tworzy się specyficzna narracja, w której kozioł ofiarny prześladuje słabych i niewinnych (fantazja: „Czarne getta”,”bezwzględność policji wobec pozbawionych szans”) i narusza Ład (demokratyczny, fantazje o Równości). Jest inny (wobec rzeszy nagle bezrobotnych innym jest ten, kto reprezentuje nażartą władzę) czy pokazuje niemożność grupowego tabu czy wspólnej fantazji (np. fantazmat „wszyscy są wolni w dążeniu do szczęścia”). Demo-kracja, równość, wolność, poprawność polityczna, prawa jednostki to współczesna bajka, to co wypełnia współczesne umysły, bynajmniej nie rzeczywistość. Na każdego, kto ten kolektywny fantazmat naruszy, spadną – w sytuacji powszechnego stresu jakim jest pandemia – gromy. On będzie Innym, Złym, Bezprawnym, będzie Katem. Doskonale na kozła ofiarnego nadaje się tutaj Derek Chauvin, domniemany zabójca Floyda i media już budują czarno(dobro)-biały(złe) obraz. Do tego dochodzi fakt, że odium spada na tego, kto rozkoszuje się mordowaniem bezpośrednio a nie na tych, którzy rozkoszują się skrycie i pod pretekstem walki ze Złem. Ci, co rozkoszują się zastępstwem muszą tego, kto rozkoszuje się wprost z grupy wyrzucić, budując jego „inność”. Brudny Harry nie został wyklęty przez widzów, bo był nadal częścią Systemu, nie podważył fantazmatu Równości ani Prawa do Szczęścia. Oburzał się- jak każdy frustrat w korku- tylko systemową nieskutecznością, rozumiejąc jednak konieczność istnienia Systemu, którego bywał rozgoryczonym męczennikiem. Za to z wyszkolonego w duszeniu za społeczne pieniądze Chauvina media robią już diabła.

***

Właśnie, męczennik, kolejny sposób na skonsolidowanie grupy i odbudowę jej od-różnienia. „Niewinność męczennika nigdy nie jest kwestionowana”, pisze Girard. Tak dzieje się w chrześcijańskim systemie ofiar zbudowanym nie wokół odprowadzającego zło z grupy kozła ofiarnego a wokół figury męczennika. Floyd, o którym jeszcze miesiąc temu świat nie wiedział, został sprytnie wypromowany na Męczennika Słusznej Sprawy, bo tak grupa potrzebuje kozłów ofiarnych, utajonych rozkoszy, jak i nieskalanych męczenników Dobra, by się po tej rozkoszy wybielić. O hipokryzji i głupocie takiej promocji pisać już nie będę, wspomnę tylko, że niegdyś polskie feministki próbowały wypromować Mamę Madzi na naczelną Ofiarę Patriarchatu, nie dostrzegając w ideologicznym zaślepieniu jej psychopatii i źle się to dla feminizmu skończyło.

***

Napalona emocjami grupa, męczennik, kozioł ofiarny, Dobro, Zło, Brudny Harry i czarnoskóry złodziejaszek z przedmieść- pozornie  czarno-biało, ale się dopełnia, nie może istnieć samo w sobie bez kontrastu. Wszyscy piją, wznosząc jako toast cytat  ASa „na pohybel skurwysynom i za pomyślność słusznej sprawy”, lecz podstawiając sobie całkiem różne znaczenia. Równość nie jest możliwa w ludzkim świecie, tak jak i brak wyparcia- są dla ludzkiego świata niszczące i muszą pozostać ideą, mrzonką, daleką gwiazdą. Innymi słowy: w rozlaniu, przy braku granic nie byłoby frajdy istnienia. A tak, jest kolorowo i wszyscy są brudni, choć udają że nie są.

Rene Girard, „Kozioł ofiarny”, Wydawnictwo Łódzkie 1987

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *