Ten sam syn niestety nie ten sam

Kilka cytatów, jakże starych, ale może choć trochę celnych?

Europa okresu powojennego gotowa jest już zdechnąć od swoich „izmów”, od ich anarchii, od braku ścisłości w polityce, w estetyce, moralności. Europa zdycha od sceptycyzmu, arbitralności, bezwoli, bezkształtności, braku syntezy i Wiary. Ponieważ odgryzła kawałek zakazanego owocu specjalizacji, uznała, że wszystko wie i zaufała anonimowej gnuśności wszystkiego co „kolektywne”. Nasze ekskrementy są tym, co zjedliśmy. Europa żywiła się „izmami” i rewolucjami. Jej odchody muszą więc mieć kolor wojny i cuchnąć śmiercią. Zapomniała, że szczęście to rzecz indywidualna i subiektywna…

*

Nasza epoka zdycha z moralnego sceptycyzmu i duchowej nicości! Lenistwo wyobraźni, zawierzywszy powojennemu  pseudopostępu technicznemu, doprowadziło do uwiądu umysłu, rozbroiło go i zniesławiło. Mechaniczna cywilizacja zostanie unicestwiona przez wojnę, a masy, które ją zbudowały, posłużą za mięso armatnie. Tak, o was myślę, młodzi wszystkich narodów, entuzjastyczni i gotowi do poświęceń z waszymi twarzami sportowych bohaterów wzrosłych w zawodach atletycznych, wesołych i kipiących życiem, o was, towarzysze głupoty!

 

*

Przez całe życie było mi niezwykle trudno przywyknąć do uciążliwej „normalności” zaludniających ziemię istot, z którymi się stykam. Powtarzam sobie zawsze w duchu, że nie dzieje się nic z tego co mogłoby się dziać. Nie potrafię pojąć, że istoty ludzkie są tak mało zindywidualizowane  i że trzymają się zawsze praw najciaśniej pojmowanego konformizmu. […] Nie mogę zrozumieć, że człowiek jest tak niezdolny do fantazji, że kierowców autobusów nie ogarnia od czasu do czasu ochota, by wjechać przez wystawę do sklepu i po drodze złapać kilka prezentów dla rodziny. Nie rozumiem, nie jestem w stanie zrozumieć, że producenci spłuczek do ubikacji nie wkładają do swoich urządzeń bomb, które wybuchałyby po pociągnięciu za łańcuszek rezerwuaru. Nie rozumiem, dlaczego wszystkie wanny mają ten sam kształt, dlaczego nikt jeszcze nie wymyślił taksówek droższych od innych, wyposażonych wewnątrz w instalacje wywołujące deszcz, które zmuszałyby pasażera do podróżowania w płaszczu nieprzemakalnym, podczas gdy na zewnątrz panuje słoneczna pogoda. Nie rozumiem, dlaczego gdy zamawiam homara z rusztu, kelner nie przynosi mi dobrze wypieczonego telefonu […] W osłupienie wprawia mnie zaślepienie ludzi powtarzających bezustannie te same czynności. Podobnie jak dziwię się, że urzędnik bankowy nie zjada czeku, dziwi mnie, że żaden malarz nie wpadł na pomysł namalowania „miękkiego zegarka”…

*

Nic nie ogłupia bardziej człowieka niż szybkość współczesnych środków lokomocji, nic bardziej nie zniechęca niż bicie rekordów. Co za nuda, gdy okaże się, że można okrążyć Ziemię w jeden dzień! Co za nieszczęście, gdy będziemy to mogli zrobić w godzinę czy w minutę! I przeciwnie, można by doznać zawrotu głowy dowiadując się że trasę Paryż-Madryt można przebywać w 300 lat. Lecz to romantyzm a la Melies! Trzysta lat to przesada! Idealna prędkość miały dyliżanse, którymi Goethe czy Stendhal podróżowali do Italii. W tamtej epoce odległość jeszcze się liczyła i dawała umysłowi dość czasu, by mógł przyswoić krajobrazy, kształty, stany ducha.

*

To cytaty (prawda, że trafne?) z pamiętników Salvadora Dali, uznawanego za faszystę, nihilistę, wiernego przyjaciela pana Franco. Dali: wizerunkowy surrealista, programowo ogłoszony (a to było jego ogłoszenie prywatne) „geniuszem”. Pantoflarz pod butem-knutem swojej urojonej „nadkobiety”, pani małżonki Gali Diakonow, ex-żony Paula Eluarda. Malarz uzależniony był od jej zainteresowania, niezdolny do samodzielnego życia, w tym do zarządzania swoimi pieniędzmi. To uzależnienie od nadkobiety zresztą nie przeszkadzało mu (i nadkobiecie) prać się w zaciszu domowym na starość  – z czystej, abstrakcyjnej, surrealistycznej nadmiłości. Megaloman, ekshibicjonista i voyeurysta, narcyz, chorągiewka na wietrze, nieśmiały dziwak, jednak ustawiający się do zdjęcia wszędzie tam, gdzie ludzie raczyli spojrzeć. Szyderstwo czy podziw, nieważne- bez zainteresowania nie istniał. Gala go stworzyła dla swojego własnego zaistnienia. Malował swoje fascynacje-obrzydzenia i grał codziennie, niestrudzenie, Salvadora Dali, jakiego sobie wymyślił. Dla nadkobiety? Dla matki, dla której był (podobnie jak Vincent van Gogh wobec swojej matki) zastępstwem, synem nr 2, w sumie bezimiennym, bo o imieniu tym samym co zmarły pierworodny? Salvador 2 -wcielenie zmarłego dziecka, przez matkę pochłonięte, pożarte (z oczywistych względów matki walczą uparcie ze Śmiercią), a przez ojca  zredukowane do „reinkarnacji pierworodnego”. To nie mogło skończyć się dobrze, ale ratował Salvadora 2 talent. Choć, zauważam, nurt surrealizmu, jak na „grę nieświadomego”, jest całkiem… świadomy, żeby nie powiedzieć: wystudiowany.

Pewną prawidłowość obserwuję wokół. To obserwacja nie reguła, ale mam wrażenie, że pod faszyzm, totalitaryzmy, Konfederacje często podwieszają się osoby, które nie oderwały się od matek, są skonfliktowane z ojcami, nie mają kobiet/mężczyzny lub żyją w uzależnieniu, pod pantoflem. Im więcej zlania z Matką, tym większa tęsknota za Ojcem. Instytucjonalnym, symbolicznym. Jakimkolwiek.

Ot, jaka u Dalego uparta Trwałość Pamięci, pamięci zdradzonego, wymazanego dziecka walczącego uparcie o zaistnienie.

 

Salvador Dali "Moje sekretne życie" Książnica 2001

2 myśli w temacie “Ten sam syn niestety nie ten sam”

  1. Ciekawe. Ale ciekawsze, jak dla mnie to, co Dali mówił o braku wyobraźni u ludzi, niż sama jego diagnoza, cokolwiek słuszna, choć dosyć powierzchowna.

    1. To co mówił o braku fantazji u innych wydaje mi się również formą autokreacji. Choć porusza temat świata wykreowanego przez umysł, uzgodnionego a uznawanego za rzeczywistość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *