Spojrzeć w pustkę

Nie wiem, na ile sensowne jest tłumaczenie obecnego stanu świata „popędem śmierci”, co się niektórym zdarza. To wytłumaczenie dość płytkie, w zasadzie wyraz wiary: wierzymy że „popęd” istnieje, więc i działać jakoś musi: ludzie chcą (się) niszczyć, bo są z natury źli i kropka. Problem w tym, że pod owym popędem, rzekomo biologicznym czy nieuchronnie psychologicznym, jest coś innego niż nazwa głosi. „Popęd śmierci”, wewnętrzne dążenie do dezintegracji (przebudowy?), jest wyrazem -o ironio!- tęsknoty za życiem, za pełnią, za zmianą w stronę przynależności do świata  jako otwarciem się na niedualne widzenie buddy. Analogicznie do samobójstwa, które jest wyrazem tęsknoty za „innym” życiem, życiem w kształcie innym niż jest, bo to które jest wydaje się nie do zniesienia. „Popęd śmierci” czy samobójstwo jest wykoślawionym karykaturalnym dążeniem do wewnętrznej integracji, przyspieszonym pseudo-dojrzewaniem psyche, roz-topieniem się w infantylnej fantazji wszechmocy wobec rzeczywistości wewnętrznego pokiereszowania i cierpienia.

Zbliżenie do śmierci by potwierdzić fakt istnienia.

O zwichrowaniu wewnętrznego rozwoju przez społeczne role i egotyczne narracje – cytat Richarda de Martino:

Czy to w bezpośrednim uświadomieniu, czy w konceptualizacji świat jest przedmiotem, wobec którego jako podmiot ego pozostaje z daleka, oddzielone i odsunięte. To właśnie: dychotomia jego podmiotowo-przedmiotowej struktury – tworzy nieodłączną egzystencjalną dwuznaczność, konflikt i rzeczywistą sprzeczność ego w ego-świadomości. Rozdwojone i rozłączone w swojej jedności, ma granice wytyczone przez siebie, lecz nie potrafi się w nich utrzymać i ich spełnić. Wyizolowane i wykluczone w swoich związkach, jest ograniczone do świata, do którego należy i dla którego jest właściwe, a jednak od niego odłączone. Mające go i niemające, zarazem przywiązane do niego i przez niego uwarunkowane, a jednocześnie oddzielone i odcięte od siebie i swojego świata, ego jest rozdarte przez podwójny rozłam, jest rozszczepione zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. W swojej podmiotowości nigdy nie jest czystym podmiotem, nigdy nie jest absolutnie wolne w swojej wolności, nie jest ani podstawą, ani źródłem siebie czy swojego świata, z których jedno i drugie posiada, lecz żadnego z nich nigdy zupełnie nie ma. Ego w ego-świadomości znajduje się w ciężkim położeniu. Oto niedola człowieka w ludzkiej egzystencji.

Egzystencjalnym wyrazem tej kłopotliwej sytuacji jest jego podwójna tęsknota: chęć życia i pragnienie śmierci. Chęć życia i pragnienie śmierci są tylko wyrazami jednej podstawowej tęsknoty: pragnienia przezwyciężania dotkliwego wewnętrznego rozłamu i sprzeczności niepozwalających ego by stało się w pełni sobą. Chęć życia wywodzi się z konieczności zwalczania i rozwiązania tej sprzeczności. Pragnienie śmierci rodzi się z możliwości zakończenia życia, zanim zostało osiągnięte rozwiązanie. Jedynie ego w ego-świadomości staje wobec- ażeby „być”-potrzeby znalezienia i spełnienia siebie. Jest to wewnętrzny imperatyw, który nie jest jeszcze obecny u niemowlęcia, nigdy nie jest całkiem obecny u idioty, tylko nieco więcej niż na pół obecny u „dziecka-wilka”, i może już zupełnie nieobecny u psychotyka. Natomiast u zwierzęcia, ze względu na jego naturalną całkowitość (completness), jest zupełnie nieobecny.

Nie miałoby sensu […] pytanie młodego zwierzęcia, np. kotka, czym zamierza lub chciałby być, kiedy dorośnie. Natomiast dziecko, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz, spotyka się właśnie z tym pytaniem. Zwykły biologiczny czy fizjologiczny rozwój lub dojrzewanie sam w sobie nie jest rozwojem, dojrzewaniem ani spełnieniem istoty ludzkiej jako takiej. […] W rzeczywistości żadna rola, funkcja czy powołanie nie może ostatecznie usatysfakcjonować człowieka- mężczyzny czy kobiety- jako istoty ludzkiej. Jednakże ego, skrępowane przez wewnętrzną sprzeczność poszukiwania swojej realizacji, zwiedzione przez tę sprzeczność podąża w stronę właśnie tej ułudy.

Dostępne dla siebie- nawet jeśli kontempluje swoją własną podmiotowość -tylko w kategoriach pewnego przedmiotu odrzuconego od siebie, ego w naturalny sposób dochodzi do pomieszania „bycia spełnionym” z „byciem czymś”. Borykając się ze swoim zadaniem znalezienia siebie, staje w obliczu jakiegoś przedmiotu-obrazu siebie. Ma nadzieję, że dzięki temu obrazowi jednocześnie będzie zdolne sprawdzić się i osiągnąć uznanie i aprobatę innych lub zdobyć jeśli nie wierność, to kontrolę nad kimś innym, a przynajmniej uniezależnić się od kogoś innego. […]
Poświęca większość lub może całą swoją podmiotowość i w rezultacie podporządkowana zostaje ona treści lub treściom koniecznym do urzeczywistnienia wizji -bogactwa, mocy, prestiżu, męskości, żeńskości, wiedzy, moralnej doskonałości, artystycznej kreatywności, fizycznego piękna, popularności, indywidualności lub „sukcesu”.

***

Przytaczam ten kawałek w kontekście „klimatycznego stanu wyjątkowego” ogłoszonego uroczyście u Unii. Który to stan oczywiście nie zmieni niczego, bo kapitalizmowi można nakleić etykietkę „Zielony Ład” i marketingowo to sprzedać, ale żadnego innego -poza ładem chciwości, ładem nadkonsumpcji i nadprodukcji- ładu kapitalizm nie stworzy. I stąd politycy będą opowiadać uspokajające bajki o tym, że czeka nas kolejna zielona, łagodna pierestrojka, która nie naruszy niczyich interesów i będzie wiązała się – a jakże!- z „rozwojem”. Wszystko po to by uspokojeni obywatele powoływali bezrefleksyjnie do życia kolejnych żołnierzy i niewolników do podtrzymania Systemu, i by korpo czy politykierzy mogli liczyć pod stołem krótkoterminowe zyski. Przecież nikt nie wyjdzie na ambonę i nie ogłosi, że przyszłości – dla nas, dla ciebie – już nie ma. I tak Titanic, współczesne ujęcie statku szaleńców, tonie bezwładnie wśród przepychanek i ploteczek, fanfar i ludzkiej telenoweli, kolejnych politycznych porozumień, stosów niepotrzebnych rzeczy i stosów niepotrzebnych homo sapiens, w cichym umieraniu nie-ludzi: ptaków, gleby, roślin.

Kapitalistyczny świat generuje sam w sobie (wyzyskiem, nierównościami, technologiami, symulakrami) ogromne cierpienie i oddala człowieka od jego życia wewnętrznego, w tym traumy oddzielenia od Świata. Współczesność nie proponuje narzędzi ani żadnej narracji, która pomogłaby poddać refleksji ludzkie egzystencjalne rozdarcie, ba! nie pomaga nawet spojrzeć ludzkiej kondycji w twarz. Oddala człowieka troskliwie, łagodnie, od spojrzenia w Pustkę, bo ta mogłaby System zniszczyć. Czemu sobie kuku robić?  Za ludzkie potrzeby podkłada konsumpcyjne pragnienia a na cierpienie Oddzielenia nakleja narracje: perfekcjonizmu, oczywistej pracy, społecznego „zaistnienia” i infantylizmu. Uderza mnie właśnie ten infantylizm przemów Wielkich Tego Świata.  Nie powinien. Infantylizm -propagowany przez popkulturę w hasłach „bądź spontanicznym dzieckiem”, „bądź szczęśliwy”, obecny w wizjach szybkiego zaspokojenia wgranych pragnień, z jego nietolerancją ograniczeń i zależnością od spojrzenia Innego – pięknie się rymuje z  szaleństwem nadprodukcji.  Bez zdziecinnienia nie ma nadkonsumpcji.

Żaden to „popęd śmierci”, raczej statek głupców, wystarczy na Szczytników popatrzeć.

Ten infantylizm, ucieczka od wewnętrznego rozdarcia w dziecięce iluzje to w sumie kondycja wewnętrzna przeciętnego Kowalskiego. „Poza moim statusem społecznym mnie nie ma” mówi sobą Kowalski, „jestem narracją”, „nie wiem czego naprawdę pragnę”( i dodaje przymilnie: „a ty chcesz, żebym czego pragnął?”). Na bolesne ograniczenie jakie niesie sam fakt wcielenia w czas i przestrzeń (w świat, w biosystemy, w inne życie) oddaje się fantazjom o nieskończonym wzroście, zrównoważonym rozwoju, nieustannej konsumpcji, nieustającym paśmie sukcesów, chlaniu bez kaca, „zielonej energii” za frico- czyli wiecznej -metaforycznie mówiąc- Erekcji.

Współczesna narracja jest narracją nieodpowiedzialnego, rozpuszczonego dziecka, i nie zmieni się, jeśli jednostki nie dojrzeją do konfrontacji  ze swoją ludzką rozpaczą (i jej integracji).

***

Jakby Państwu umknęło wśród sterowanej głupoty Black Friday, Black Week czy innego Christmas złożonego na jednej stronie z alarmistycznymi artykulikami o „stanie Ziemi”, to spieszę donieść, że w mojej okolicy porządny deszcz nie spadł od początku maja. Studnie wysychają, tak w rzeczywistości mojego kawałka ziemi, jak i w rzeczywistości ludzkiej duszy.

Richard de Martino "Sytuacja człowieka a buddyzm zen" w „Buddyzm zen i psychoanaliza” E. Fromm, D.T. Suzuki, R. de Martino, REBIS, Poznań 2016

PS. U T. Lisa podobny temat, akurat w czas.  Polecam. I przestańmy sobie mydlić oczy.

4 myśli na temat “Spojrzeć w pustkę”

  1. Sluchalem ostatnio wykladzikow Leszka Kolakowskiego.Byl filozofem potrafiacym filozofie przelozyc na jezyk potoczny.Mysle ,ze to bardzo wazne jesli ktos chce by go zrozumiano w przeciwienstwie do tych co chca pochwalic sie wiedza.

  2. Uwielbiam Pani bloga! bardzo ciekawe i głębokie tematy porusza Pani swym jestestwem.
    Jedna mała uwaga dość razi powtarzalność słowa narracja.

    Niżej znajduje się całkowity spis wszystkich synonimów do słowa narracja:

    demonstrowanie, eksponowanie, naświetlanie, obrazowanie, opisywanie, opowiadanie, opowieść, prezentowanie, przedstawianie, referowanie, relacjonowanie, zaznajamianie, sposób opowiadania,

    Pozdrawiam
    Wojciech

    1. Niestety, narracja to nie to samo co synonimy. Wydaje mi się bardziej całościowa, obejmująca całość, dominująca.
      Ale tak, takie słowo wytrych zrobiło się trochę, jak matrix, fakt.
      Coś pomyślę, żeby nie drażniło.

    2. Nie ma co przywiązywać się za nadto do stylu czy znaczeń. Ważne, żeby treść była zrozumiała;) Ale dobrze, że ktoś potrafi konstruktywnie przedstawić swoje spostrzeżenia, zasugerować alternatywne rozwiązanie. Takie interakcje rozwijają ludzi:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *