Wokół gościni

Wokół słowa „gościa”, „gościni” użytego przez posłankę Magdalenę Biejat   zrobił się ruch. A mnie się skojarzyło coś takiego:

Było to bardzo, bardzo dawno temu, w 102 roku przed naszą erą. Życie toczyło się z całą swoją soczystością, i Rzym walczył z napierającymi plemionami germańskimi, które szukały nowych ziem do zasiedlenia ciążąc ku bogatemu i ciepłemu Południu. Rzym walczył rozpaczliwie kilka lat, przeobrażając armię i oddając kilkuletnie wodzostwo Gajuszowi Mariuszowi. Pod Aquae Sextiae (Aix-en-Provence) doszło do bitwy, w której Legiony otoczyły i wycięły germańskich wojów. Celem Mariusza był jednak obóz kobiet i dzieci- to nie rajzy wojów a cierpliwa teutońska płodność stanowiła faktyczne niebezpieczeństwo zasiedlenia ziem italskich. Zdobycie obozu pełnego bab miało być dla legionistów spacerkiem. Nie było. Germanki zaskoczyły Rzymian stając do zaciekłej walki z bronią w ręku i walcząc dzielnie, do końca. Swojego końca lub końca swojego plemienia. Zonk.

Rzymska narracja zderzyła się wtedy z rzeczywistością. Lubimy Rzym, ale nie da się ukryć: mitem założycielskim Rzymu, osiedla męskich outsiderów, był gwałt i bratobójstwo. Panowie stworzyli swoje asylum, ale brakowało im kobiet i kontynuacji outsiderskich memów w postaci potomstwa. Obcym, nie zakorzenionym nigdzie, zaledwie w młodej osadzie, nie oddaje się przecież sióstr i córek za żony, ci więc poradzili sobie inaczej: jak mit głosi, Rzymianie zorganizowali imprezkę zwaną igrzyskami, zaprosili sąsiadów i porwali ich kobiety, nomen omen, gościnie właśnie. Prosty zbójecki sposób: ukraść  kobiety, by je zgwałcić, przymusić do rodzenia dzieci i związać ze sobą.

Gwałt na Sabinkach to punkt wyjścia kultury rzymskiej, zaczątek rzymskiego myślenia o kobietach jako trofeum i pozycjonowania uległej kobiecości w relacji do dominującej męskości. Kobieta jest branką a jej najlepszym życiowym wyborem – podporządkowanie się zdobywcy i miłość do swojego kata. Nie współtworzy wspólnoty (nie zakładała asylum, obozu; nie wykarmiła rzymskiego Założyciela kobieta ale wilczyca). I tak, w oparciu o ten mit, kobieta w rzymskim  (a potem chrześcijańskim) wyobrażeniu służyć będzie do podtrzymania patriarchalnej maszynki jako nauczycielka cnót obywatelskich i żołnierskich (dla synów) i cnót podporządkowania (dla kobiet). Może rządzić tylko przez mężczyzn, jako szyja a nie głowa. Agrypina Młodsza, matka Nerona, i królowa Boudika, przywódczyni powstańczych Brytów- to dwa światy, dwie postawy.

Zabawnie zobaczyć w oburzeniu Dominika Tarczyńskiego (chrześcijański) spadek po prawie rzymskim. Tarczyński w kapsule czasu. Fiuuu.

Przeszło tysiąc lat po Aquae Sextiae nadal legionista dziwi się wolnością kobiety, która śmie określać się sama, poza regułą, poza prawem, poza uzusem- bo jest wolnym, kreatywnym człowiekiem. Nadal faceci besztają kobiety, gdy te używają żeńskiej końcówki lub neologizmu. Nadal mężczyźni określają, że miejsce kobiet jest w kuchni, bo ktoś sprzątać musi a faceci – by być facetami a nie babami – muszą mieć pasje i realizować cele. Nadal starcy określają młodym kobietom, co ma być ich powołaniem i szczęściem a owym szczęściem ma być dom, piątka dzieci i zarabiający na nich mąż – to szczęście oczywiście do momentu, gdy mąż znajdzie sobie kochankę i pójdzie w długą. Nadal niektórzy mężczyźni łączą w nierozerwalną całość ubranie ofiary i gwałt, seks i prokreację, matkę i dziecko, i używają oksymoronu „dziecko nienarodzone”. Ciekawe, to już nie oburza jak „gościni”.

W naszej po-rzymskiej kulturze nie ma „gościni”, ale jest „idiotka”.

Pewien aspekt zdenerwowania pana Tarczyńskiego rozumiem. Człowiek nieświadomy żyje w języku i manipulacje językowe mogą zmieniać ludzką percepcję. Pisarz jest inżynierem ludzkiej duszy, jak twierdził Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili. Wyrzuci się „gościę”/”gościnę”, to i nie będzie kłuć w oczy.  „Sukę” zmieni na „psa” i będzie dobrze. Suka zwana psem i tak da szczeniaki.

Myślę, że jednak nie o język w tym sporze chodzi, przecież płynny, zmienny, nieobiektywny i nielogiczny a o to, do kogo się mówi i co jest bazą konwersacji. Do kogo tak naprawdę mówi pan Tarczyński? Kto na niego patrzy, gdy niezłomnie mówi, co mówi? Czyżby patrzyła Kobieta, nie mylić z kobietą? Czyżby Potomkowie, nie mylić z potomkami?

I paradoks, pani Biejat zamiast powiedzieć: „napisałam, bo miałam taką ochotę”, tłumaczy się odnosząc do Języka, do Praw jego, do Reguł -językowej, rzekomej (męskiej) Obiektywności.

I tak to się (w nas) splata.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *