Dajmon i niepokorne barwy Ociepki

Na początek nieco gorzki Tomasz Olchanowski:

Koncepcja dajmona, zwanego przez Rzymian geniuszem, przez niektórych neoplatoników ciałem wyobrażeniowym, w tradycji arabskiej noszącego miano dżina, ukrywającego się pod wyobrażeniami Bogini Losu, Fortuny, będącego szamańskim sprzymierzeńcem, jak też duszą ka lub ba (Starożytny Egipt), przeniknęła również do chrześcijaństwa pod postacią Anioła Stróża.[…] Czyżby współcześnie w cywilizacji zachodnioeuropejskiej i tam, gdzie włada zsekularyzowany duch Zachodu, pomijane było to, co zawsze dla większej części kultur na tej planecie było najistotniejsze w ludzkim losie? (na szczęście nie pomijają tego artyści). Jak pisze Hillman:

„Twoje powołanie jest pierwszym i najważniejszym pokarmem twojej duszy”.

Zazwyczaj w książkach zaliczanych do psychologicznych polecanych przez akademików studentom, zupełnie niczego nie znajdziemy o psyche, niewiele o pięknie, a jeszcze mniej o wyobraźni. Aby nie zgubić się w perspektywie Hillmana, warto pamiętać, że autor ten takimi określeniami jak obraz, charakter, los, geniusz, powołanie, dajmon, dusza, przeznaczenie posługuje się wymiennie. Najprawdopodobniej nie tyle świadczy to o chaotyczności jego teorii, ile wynika z faktu, że język nasz jest zbyt ubogi, by wyrażać to, co nasze doświadczenia zamienia w przeżycia. Głębię przeżycia da się jedynie przybliżyć, wyrazić za pomocą metafor, bez których takie same słowa jak: iluminacja, wgląd, potęga miłości, natchnienia, ale też upojenie okrucieństwem, opętanie przez chciwość czy obsesja władzy brzmią zbyt słabo.

Nie w naukowej psychologii leży człowieczeństwo, nie w majakach psychoterapeutów  czy Bardzo-Mądrych-Panów, którzy Nie Mają Nic do Powiedzenia. Dusza ma własne kolory. Fioletowe konie i niebieskie koty, różowe nieba i pomarańczowe trawy. Trzymać się swoich zestawień, swojego szaleństwa, jak van Gogh, jak Ociepka, wyśmiani przecież.  Nic się nie gryzie, bo wszystko jest – jakie jest. Widzieć świat i siebie przez kontury, formy, plamy barw i światła a nie przez opowieści egotycznego umysłu – to właśnie życie.

I kawałek Niezłej Sztuki:

„Osobnym zagadnieniem są kolory Ociepki. Według anegdoty, na zarzut, że barwy na jego obrazach są nieestetyczne, miał odpowiadać, że takie kupił wraz z farbami u handlarza. Rzeczywiście kolorystyka jego obrazów jest bardzo charakterystyczna, trudno nazwać ją subtelną. Ociepka nie mieszał kolorów, każdy detal to odrębna barwna plama, bez cieniowania i załamań światła. Malarz zupełnie ignorował zasady sąsiedztwa barw. Stosował jaskrawe kolory – zielenie, błękity, fiolety, czerwienie i róże – łączone na zasadzie dysonansu. Czerwony koń czy niebieski kot to u Ociepki nic nadzwyczajnego.”

Takie farby dostaliśmy od Handlarza, trzeba szanować. Póki są, wibrują światłem.

Teofil Ociepka i jego uniwersum. Malarstwo, okultyzm i podróże w kosmos

Tomasz Olchanowski "Kultura Manii", Eneteia 2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *