O polu świadomości

Dziś stary i dobry kawałek z Fromma, w którym szacowny autor wdzięcznie myli pole świadomości/zdolność odczuwania z zawartością (produkcją) owego pola świadomości/odczuciem. Ja /ego/rzeczywistość jest rodzajem teatru, fikcji, produkcji, gry umysłu. Tym, czego istnienie może jednostka stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, jest jej własne jednostkowe pole świadomości. To nawet nie cogito, ergo sum (bo homo sapiens jest perfekcyjnie samo-oszukujący się, bezmyślny, bezpłodny, jak autor słusznie zauważa) a sentio. 

Sentio, ergo sum.

A propos „sentio”, ciekawy jest temat wzorców przeżywania. Doświadczenie zostaje uznane przez jednostkę za „ważne”/”dobre/”przeżyte” tylko wtedy, gdy odpowiada wgranemu kulturowemu wzorcowi. Wzorce wgrywają m. in. media i -zgodnie z obowiązującą narracją- wiążą się z konsumpcją.  I tak, by zostać zero waste czy eko, trzeba mnóstwo gadżetów sobie kupić. Żeby przeżywać właściwie „życie wiejskie”, należy skopiować obrazki podsuwane przez Weranda Country, czystych domów w drewnie i modnie ubranych osób odpoczywających sobie pod gruszą w otoczeniu uśmiechniętej rodziny. „Życie studenckie” nie jest ważne bez knajp, modnej kawalerki w centrum i regularnego chlejstwa.  „Jabłko” ma być duże, słodkie i bez śladów żerowania sójki a „szynka” różowa. I tak, do jednostki (pola świadomości) nie dociera świat nieocenny, jako strumień odczuć, a świat spreparowany przez System i umysł, ser szwajcarski z dziurami, po cenzurze, przykładany do kulturowego wzorca. Dochodzą symulacra – jako perfekcyjne, a nie dochodzą niedoskonałe ( w pojęciu egotycznego umysłu) doświadczenia. Dlaczego? Człowiek stawia światu warunki,  by czerpać satysfakcję z odmawiania sobie bezprzyczynnych, bezwarunkowych  radości. Odmawianie sobie oznacza postawę wyższości wobec życia, kontrolę. Stąd mamy mnóstwo pustych, niezadowolonych ludzi (niezadowolenie to pierwszy polski kod społeczny), których wszystkie potrzeby są zaspokojone, ale „niewłaściwie”- więc są na swoje życie ślepi.   Życie „nie takie”, to według wielu, życie zmarnowane, nie-przeżyte.  Mieści się to w polskich postawach: nie być frajerem, oni mają lepiej, nie wiesz co naprawdę dobre.  Satysfakcja płynie nie ze świata tu-i-teraz a z oceniania (ego ocenia, więc jest) i dziurawienia świata, anulowania go. Świat Taki-Jaki-Jest zostaje anulowany, zlekceważony- może dlatego, by nie zmiażdżył ego, iluzji.

Po tej dygresji zostawiam Państwa z panem Frommem:

Jeśli mówimy o świadomości i nieświadomości w kontekście psychoanalitycznym, to dajemy do zrozumienia, że świadomość ma wyższą wartość niż nieświadomość. Gdyby tak nie było, to dlaczego mielibyśmy dążyć do poszerzenia strefy świadomości? A jednak jest całkiem oczywiste, że świadomość nie ma szczególnej wartości; w istocie większość z tego, co ludzie mają w swych świadomych umysłach, to fikcja i złudzenie; dzieje się tak niezupełnie dlatego, że są oni niezdolni do widzenia prawdy, lecz z powodu funkcjonowania społeczeństwa. Większa część dziejów ludzkości (z wyłączeniem niektórych społeczeństw prymitywnych) charakteryzuje się tym, że nieliczna mniejszość rządziła przeważającą liczebnie resztą społeczeństwa i eksploatowała ją.  Ażeby to czynić, mniejszość zwykle używała siły; ale siła nie wystarczała. Ostatecznie większość musiała zaakceptować dobrowolnie to, że jest eksploatowana- a było to możliwe, gdy tylko jej umysły zostały napełnione wszelkiego rodzaju kłamstwami i fikcjami usprawiedliwiającymi i wyjaśniającymi potrzebę akceptacji panowania mniejszości. Jednakże nie jest to jedyny powód, dla którego większość treści, które ludzie mają w świadomości na swój temat, na temat innych, społeczeństwa itd., jest fikcją. Każde społeczeństwo w swym rozwoju historycznym zostaje schwytane w pułapkę własnej potrzeby przetrwania w tej szczególnej formie, w której się rozwinęło, i zwykle broni tej formy przetrwania, ignorując szersze cele człowieka, które są wspólne dla wszystkich ludzi. Ta sprzeczność między społecznym a uniwersalnym dążeniem prowadzi do fabrykowania (na skalę społeczną) wszelkiego rodzaju fikcji i iluzji, których funkcją jest odrzucenie i racjonalizacja dychotomii pomiędzy celami ludzkości a dążeniami danego społeczeństwa.

Możemy zatem stwierdzić, że treść świadomości jest przeważnie fikcyjna i zwodnicza i nie odzwierciedla dokładnie rzeczywistości. Świadomość jako taka nie jest więc niczym pożądanym. Tylko gdy ukryta rzeczywistość (to, co jest nieświadome) zostaje objawiona, więc nie jest już dłużej ukryta (tj. stała się świadoma) – zyskuje się coś wartościowego. […] Teraz chciałbym podkreślić, że większość z tego, co tkwi w naszej świadomości, jest „fałszywą świadomością” i że to przede wszystkim społeczeństwo napełnia nas owymi fikcjami i nierealnymi wyobrażeniami.

Ale rezultatem wpływu społeczeństwa jest nie tylko wlanie do naszej świadomości (consciousness) fikcji; jest nim także niedopuszczanie poczucia rzeczywistości (awarness).

[Pole] świadomości jest prawdą. Jest tym, co jest, kim w zasadzie jesteśmy. Cała reszta to wiara, produkcja kultury i umysłu, onanizujący się (naszą/swoją rolą) Brahman.

I tak, przespacerowaliśmy sobie od Fromma do McKenny. Od psychoanalizy do advaity. Wielka, cudowna biblioteka książek gadających ze sobą. Majak, ale jak ja to lubię! Uuuuuk.

Erich Fromm "Buddyzm zen i psychoanaliza" w „Buddyzm zen i psychoanaliza” E. Fromm, D.T. Suzuki, R. de Martino, REBIS, Poznań 2016

8 myśli na temat “O polu świadomości”

  1. No dobrze mniej-wiecej wiemy jak dziala umysl,nadal nie mamy na to dzialanie za duzego wplywu.Mozna to porownac do problemu bezrobocia,wiemy co je powoduje i co ewentualnie mozna w tym kierunku zrobic,to zrobienie wymaga jednak zaangazowania,czasu,sprawdzenia teorii w praktyce.Jak do tej pory nie ma wypracowanych skutecznych koncepcji dajacych wplyw,na to co umysl z nami robi.Pozostaje samooszustwo.

    1. A po co wpływ na to co dobrze działa jeśli działa? Mechanizmy obronne pozwalają żyć. To ogromny paradoks: umysł usiłuje „kontrolować” umysł. Wolą nie można nic zrobić. Umysł nie robi z „ja” nic, bo wszystko mieści się w „ja”, jest produkcją „ja”, choć „ja” o tym nie wie. Produkcja umysłu i umysł są jednym, można to czuć ale nie trzeba. Można dobrze żyć w matrixie.
      O tym nawet nie ma jak pisać, bo słowa już dzielą, kategoryzują. Trzeba wyjść poza język.

  2. „Człowiek stawia światu warunki…” Jeden z ocalałych kiedyś o tym pisał – postholocaustowy witalizm, czyli radość z życia takiego jakie ono jest, niezależnie od okoliczności. Widać trzeba doświadczenia obozu koncentracyjnego żeby móc tak żyć.

  3. Na bogów, nie trzeba. Oczywiście, przejście do tego stanu wymaga pewnej wewnętrznej pracy, ale nie trzeba do tego obozów koncentracyjnych. Mówiąc „trzeba doświadczenia obozu” odbiera Pani sobie szansę, umieszcza to poza swoim doświadczeniem.

    1. Teraz już obejrzałam. Z początkiem mogłabym się jeszcze zgodzić, reszta kompletnie nie moja, zwłaszcza fantazje czy urojenia dotyczące „istot niematerialnych”(?). Komentarze oscylują wokół chrześcijaństwa, więc myślę że rozumiem coś innego pod nazwą „rozwój” niż autor.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *