Te uczucia

Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Art. 196. Obrażanie uczuć religijnych innych osób
Dz.U.2018.0.1600 t.j. – Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny

 

Piszę ten kawałek w kontekście akcji „Polska pod Krzyżem”. Wbrew deklaracjom organizatorów moje ucho czyta to dosłownie: pod-krzyżem. „Pod”, czyli w sytuacji poniżenia, niższości, w upodleniu, gwałcona, z ciężarem czegoś („krzyża”) na sobie.  Państwo polskie poniżone przez „krzyż”: Kościół, religię, opowieść chrześcijańską. Nomen omen – bo czy słowa nie niosą prawdy, tej wstydliwej, nieświadomej, ukrywanej?

*

Przeczytałam sobie fragment książki Krawczuka  o obrazie majestatu:

„Podstawę prawną procesów stanowiła zazwyczaj ustawa o zbrodni obrazy majestatu, zwana po łacinie crimen laesae maiestatis. Pochodziła jeszcze z czasów republiki, miała chronić interesy i powagę ludu rzymskiego. Obecnie definicje tego majestatu i jego obrazy, nigdy nie sprecyzowane, były tak szerokie, że niemal każdy przypadkowy gest, każde niebezpieczne słowo lub żart, mogły być punktem zaczepienia dla oskarżycieli, zwłaszcza jeśli chodziło o osoby znamienite. I tak też się działo. Podczas całego panowania Tyberiusza wytoczono przed senatem około stu takich procesów, a niemal wszystkie kończyły się konfiskata majątku i wyrokiem śmierci lub samobójstwem pozwanych“.

Dziś to, czym się manipuluje politycznie i społecznie to pojęcie bliskie obrazowi majestatu: obraza uczuć religijnych AD1). Dla przypomnienia, pojęcie „uczucia religijne” zostało zdefiniowane przez Sąd Najwyższy RP takim wygibasem:

„Można je określić jako stan psychiczny, którego istotę stanowi ustosunkowanie się wewnętrzne do przeszłych, obecnych i przyszłych zdarzeń, bezpośrednio lub pośrednio związanych z religią jako formą świadomości społecznej, obejmującej wierzenia dotyczące sensu i celu istnienia człowieka, ludzkości i świata” Wyrok SN z dnia 6 kwietnia 2004 r. (I CK 484/03), Orzecznictwo Sądu Najwyższego Izba Cywilna 2005/4/69

Nie tylko bowiem zakłada się realne istnienie przedmiotu wiary („Bóg” funkcjonuje w kulturze polskiej nie jako projekcja a jako obiektywny, oczywisty twór i biada tym, którzy go nie widzą), ale też mamy prawną ochronę „stanów psychicznych”, prawną ochronę uczuć jeśli tylko są skorelowane z „przedmiotami czci” i „religią”. Nie wiadomo zresztą czy negatywnych, pozytywnych czy życzliwej obojętności.

Więc będzie kilka myśli o „ustosunkowaniu się wewnętrznym” wobec narracji chrześcijańskiej, bo jak pokazuje praktyka, chrześcijanie są tu uprzywilejowani. Zastrzeżenie: tak jak w przypadku opisu chrześcijaństwa jako narracji, tak i w przypadku tego wpisu wierzących nie zapraszam.

*

Niektóre przypadki zaburzeń związanych z religią wyglądają …kolorowo, jeśli tak można powiedzieć o ludzkim cierpieniu.  Ktoś przeklina Matkę Boską przy różańcu. Przekleństwo ma często charakter seksualny (pier.olić, pieprzyć, je.ać, ku.wa).  Czy „pieprzyć Matkę Boską” niesie jest nieuświadomionym marzeniem erotycznym? Inna historia – ktoś czuje, że atakują go zewsząd szóstki jako zapowiedź czegoś złego i reaguje na poziomie somy, dostając rozwolnienia ze strachu- czyż nie pragnie (obrazowo mówiąc) przez szóstki obcować ze swoim „brudem”, ze swoim złem, energią która musi dobijać się w postaci szóstek by zostać zauważona? Inny znów fantazjuje o „płodzeniu dziecka na sposób chrześcijański”: w długiej koszuli z otworem na genitalia, bez gry wstępnej i bez miłości, bez ochów i achów, jako czysty mechaniczny akt- mechaniczny by zaprzeczyć Życiu – a jednocześnie marzy o tuleniu się do Maryi, bo „jest taka słodka”.  Kolejna historia: ktoś kaszlnięcie przy modlitwie uważa za jej zbezczeszczenie i anulację, obrazę boską, klepie więc formułkę jeszcze raz, starannie upewniając się, by łączna liczba modlitw nie skojarzyła się z  szóstką. Inny prawy chrześcijanin, co to Bóg Honor i Ojczyzna, „zmywa grzechy” w spowiedzi a potem namiętnie ogląda pornografię ku rozpaczy żony, która czuje, że musi wybrać między obowiązkiem miłości do Boga a obowiązkiem miłości do męża i która dziwkom z ekranu głęboko, z wściekłością, zazdrości. Inna osoba, która nawraca i zanudza „miłością Boga” z zapałem studiuje „demonologię”…

Czy te obrazy są znaczące? Moim zdaniem, tak. Religia – od animizmu, religii naturalnej po bardziej skomplikowane systemy zahaczające o naukę o wartościach – jest odpowiedzią umysłów na tzw. zjawiska zewnętrzne, a dokładniej -na projekcje sił psychicznych. Próbą zrozumienia świata (wewnętrznego i zewnętrznego nazywanego,czyli tworzonego przez umysł) przez ujęcie owych sił w abstrakcje, w narracje, mity, rytuały. Religijność jednostki niesie informację o wewnętrznych deficytach, wypartych energiach. Psyche traktuje narrację religijną instrumentalnie i rozgrywa nią siebie. Inaczej mówiąc: wszystko jest w środku, nic, żadnej bozi, na zewnątrz. Przykro mi.

Jeśli komuś kulturowa ideologia religijna pomaga we rozwoju, jak to rozumiem: w wewnętrznym rozszerzeniu (nie mylić z „byciem dobrym człowiekiem”) i konfrontacją z prawdą, a są przecież tacy- to dobrze. Jeśli jednak kultura wgrywa takie obrazy jak poczucie winy, poczucie grzeszności, dualizm dobra i zła zamiast nieocennego procesu, zło seksualności i libido, lęk przed diabłem i „złymi” liczbami, ojciec zabijający syna,  matka obcująca z synem czy sadystyczne rozkosze symbolicznego uczestnictwa w czyjeś kaźni, to myślę, że jest to wadliwe, niszczące duszę ludzką i blokujące rozwój.  Także niszczy aprioryczne pozbawienie człowieka takich przymiotów jak siła, dobro, mądrość, duma i umieszczenie ich w figurze zewnętrznej. Do hipokryzji, do dwójmyślenia zmusza sama wewnętrznie niespójna i przemocowa narracja chrześcijańska- w zasadzie bycie chrześcijaninem jest niemożliwe. Chrześcijaństwo postawiło swoje kościoły na podziemnych siłach, ale nie da się zakryć tych sił: popędów, seksualności, dzikości, cielesności, wolności czy twórczości. To, co zostało wyparte spod ziemi wraca jako demony i jako lęk. Im bardziej odsunięte i nienazwane, tym silniejsze, więc tym silniejszą, autorytarną ręką będzie przez Kościół powstrzymywane.  I nie ma sensu dociekać, co jest pierwsze: zaburzenie czy wpływ religii. Moim zdaniem, religia (światopogląd, instytucje, narracje) wyrasta z zaburzenia i wgrywa zaburzenia następcom. Chrześcijańska, jednościowa, faszystowska, wykluczająca wizja zderza się z rzeczywistości różnorodności sił, synergii, współdziałania, zależności.

Z hukiem.

*

Ludzie gadają w zasadzie do własnych głów. Zachęcają się, przekonują do czegoś, upewniają się, że świat jest taki a nie owaki, biją się z własnymi impulsami, uspokajają się etc. Ma to pozory dialogu, wymiany, konfrontacji z czymś lub z kimś na zewnątrz, ale faktycznym twórcą, nadawcą i odbiorcą  tego przekazu jest jednostkowa psyche. I jest to całkowicie normalne. Głowa produkuje figury, z którymi dramatyzuje i dialoguje. Psyche nie jest żadną jednością i żeby się samo-określić potrzebuje dialogantów. Jest wielowątkowością, rozproszeniem. A rozproszenie, by się nie rozpadło potrzebuje spojrzenia Innego, jakiejś figury z zewnątrz.

I tutaj, w te potrzeby tworzenia figur, dialogu, wewnętrznego dramatu świetnie wpisuje się przekaz kulturowy, religia. Jezus (Geez…), Bóg, Szatan pojawiają się, żeby mieć z kim w głowie z kim gadać, do kogo się zwrócić. Problem jednak zaczyna się, gdy figury nie wyrażają spontanicznie owych psychicznych energii a zaczynają pod wpływem kultury, nauczania instytucji religijnych czy przemocowych narracji psyche kaleczyć, wzmagać wewnętrzne napięcia, konflikty.

„Bóg“ jawi się więc jako figura umysłu, którą psyche rozgrywa sobie swoje potyczki. Na pojęcie „boga“ rzucać można sobie różne wyobrażenia (Rodzica). Ludzie spragnieni miłości będą sobie tworzyć obraz boga kochającego, rajcujący się poczuciem winy- obraz boga liczykrupy acz cierpliwego i miłosiernego. Ci spragnieni kary jako ekspiacji za niepopełnione czyny- boga sprawiedliwego i karzącego. Osobom pragnącym ratunku figura boga przybieży na ratunek a wiecznym dzieciom – stanie się Ojcem czy dobrą Mateczką w płaszczu gwiaździstym. Dobrzy ojcowie produkować będą projekcje „dobrego boga”,  źli ojcowie- projekcje „złego boga”. Lub odwrotnie, na zasadzie kompensacji.  Ci, którzy zostali skrzywdzeni w niemowlęctwie, nieść będą posłannictwo „powrotu do łona”, wszechogarniającej Miłości. Niektórzy,  brzydzący się „brudem“, będą majaczyć o zabijaniu „brudnych“, powołując się na kulturowe autorytety czy księgi proroka Lebiody. Tak bardzo będą pragnąć tarzać się w brudzie, że będą z nim żyć w myślach, uczynkach i zaniedbaniach.

*

„Wiara”, żeby niosła zaangażowanie (a o to religijnym instytucjom chodzi), musi opierać się na energii, poruszeniu, czyli e-mocji a ta musi o coś haczyć.  Wyrzuć e-mocję, wiara się rozpłynie we mgle. Więc podsycanie i łączenie emocji z narracją jest celem instytucji żyjących z „wiary”. Co haczy „wiarę”? Czemu niektórzy są zahaczeni religią? Błyskawiczne odpowiedzi: lęk, potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba miłości, nuda i egotyczna potrzeba konfrontacji, poczucie winy i potrzeba kary czy skanalizowania agresji, podtrzymania tajemniczości świata i udziału w tajemnicy. To obszar dziecięcy, infantylny, nie-dorosły.

Kary pomagają zbudować napięcie wokół Zakazanego i odczuć rozkosz jego przekraczania. Samoograniczenia działają jak haj, dają poczucie mocy. Wewnętrzne pragnienie karania (siebie i innych) koresponduje pięknie z wizją grzechów ciężkich, pokuty, rytuałem spowiedzi i perfekcjonizmem. Katolickie uniesienie wojenne, które obserwujemy teraz, wydaje się być próbą zbliżenia się do głębszych warstw Jaźni – jak każda wojna.

Pojmowanie świata przez religię daje także przyjemność uczestnictwa w tajemnicy świata. To poczucie bycia fragmentem kosmosu, „dzieckiem Boga”… Nota bene, tak samo ustawia człowieka astrologia i nie dziwi, że chrześcijaństwo ma z astrologią problem- bo to konkurencja.

No, i na koniec: religia jak każda egotyczna ideologia jest zabawą na poziomie rzeczywistości uzgodnionej. Dla wniesienia energii i budowania poczucia wspólnoty – nawet jeśli to wspólnota ludzkiego szaleństwa. Folie a millions. E-mocja religijna jest ucieczką od nudy, zabawą ego w pozorne dzielenie i budowanie napięcia. Zacytuję tutaj soczystego Mc Kennę:

The real teaching of the great religions is that we believe any crazy shit as long as  others believe it too,  and we are just as desperate to believe as the most brainwashed member of the most bizarro cult. This insane gullibility doesn’t just apply to one or two areas of life, it’s the very fabric of our existence.

Zamieszanie, budzenie energii na poziomie Matrixa, to jest właśnie to, temu religia służy.

*

Nie można obrazić „uczuć religijnych“, bo te nie istnieją. Istnieją uczucia jakie są wzbudzane przez figury, na które projektuje się swoje wewnętrzne życie psychiczne, pragnienia i agresję.  Uczucia „religijne” podszyte są zwłaszcza lękiem, nienawiścią, dziecięcym pragnieniem bycia kochanym. Nie można obrazić lęku czy współczucia, bo jak?

Istnieją przekonania tworzone przez ego, by owo ego mogło żyć i udawać, że istnieje naprawdę.  Ego rozgląda się po świecie i pyta: czy ty też myślisz jak ja? Znieważając „przedmiot czci” obraża się czyjś obraz Ja, ego, egotyczne wyobrażenia o świecie i o nim samym. Nie tyle „obraża uczucia”, co pokazuje, że coś niechcianego spoza obrazu Ja wychodzi: głupota, naiwność, niedojrzałość, nienawiść, podłość, zazdrość. Obraza majestatu, obraza religii to obraza ego: pokazanie jego pretensji do spójności. Język – to niechcący, niechcący, Boże wybacz – obraża Matkę Boską. Kto obraża, ja przecież nie?

Król jest nagi. Ego wierzącego czuje się  „obrażane”, bo nie ma żadnego, ani kulturowego ani obiektywnego, ufundowania „wiary“ oprócz jednostkowej, wielowątkowej gry umysłu. Poczucie sacrum czy dialogi z Matką Boską są odpowiedzią jednostkowego umysłu na wewnętrzne, nieuświadamiane potrzeby nie-dorosłego dorosłego.

*

Po co ja to piszę? Może żeby nie zaginął język ludzki? Żeby nie zaginęła ta przestrzeń-pod-krzyżem, dziś gwałcona, pod ciężarem. Na „Polskę” jako na przestrzeń urojono-uzgodnioną nie liczę. Ale zawsze można wyczołgać się spod krzyża indywidualnie, do czego zachęcam.

I na koniec pytanie: do jakich stanów wewnętrznych odnosi się Kodeks Karny? Do tej energii, która „pieprzy Matkę Boską” czy do tej, która się do niej tuli?

Jed McKenna "Dreamstate. A Conspiracy Theory", Wise Fool Press,2016
Aleksander Krawczuk „Poczet cesarzy rzymskich“ Iskry, Warszawa 1986///////////////////////////////////
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9273 Analiza semantyczna pojęcia obraza uczuć religijnych [1]

AD1) Okazuje się, że przy pomocy terminu „obraza uczuć religijnych”, został przemycony element prawa wyznaniowego do systemu prawnego naszego państwa. Świętokradztwo i bluźnierstwo nie mogły być explicite wprowadzone do kodeksu karnego z powodu jawnej sprzeczności z Konstytucją, posłużono się więc kruczkiem prawnym opartym na niejasnej metaforze. Tak skonstruowany przepis zabraniający świętokradztwa z powodzeniem jest używany do walki ideologicznej z przeciwnikami Kościoła Katolickiego przy pomocy państwowego aparatu sprawiedliwości. Przepis ten pełni rolę cenzury kościelnej wykonywanej rękami sędziów, prokuratorów i policji. http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9273/k,4


 

6 myśli na temat “Te uczucia”

  1. Jung w czepianiu sie wyznania,religii zaobserwowal zaleznosc . Czlowiek od poczatku ewolucji w cos wierzyl.W skali nieswiadomosci zostalo to utrwalone na wysokiej pozycji.

      1. Fora to właśnie przyczynki do studia przypadków. A to forum to sam w sobie przypadek do analizy przemocy, faszyzmu i lęku. Jak ktoś miałby ochotę na coś takiego, oczywiście.

    1. Pytanie w co człowiek wierzył, jakie iluzje sobie robił i czy budował na wierze czy na wiedzy. Jung to bajkopisarz a nie badacz nieświadomego.

        1. O poczuciu krzywdy będzie kolejny wpis, więc akurat w czas, dziękuję. Konkretną koncepcję nieświadomego ma ten komu jest przydatna i kto na tym pracuje. Zarzut do Junga mam taki, że każdy ma swoją mitologię. Podciąganie każdego swojego snu, poruszenie psyche pod jungowskie wizje wydaje mi się błędem. Ważny jest kontekst- indywidualny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *