Komunikuj

„Komunikuj” funkcjonuje jako kolejny rozkaz kulturowy. FB za mnie myśli: „od dłuższego czasu obserwatorzy twojej strony nie mają z tobą kontaktu- napisz post!”. Ojej, dobra, piszę: właśnie o kontakcie. Na ulicach dzieciaki z nosami w smartfonach…  Te narzekania na samotność, na ten zły narcyzm, „zerwanie więzi społecznych”, brak przyjaźni, związków etc. Bądźmy szczerzy- gdybyśmy chcieli tych więzi (więzów), tych przyjaźni, tego „prawdziwego”, „namacalnego” życia społecznego, to nasze zachowanie byłoby inne. De facto, ludzie nie chcą, „nie mają czasu”, „wrzucają na FB”, „są w kontakcie”, pozostając tak naprawdę w kontakcie z własną głową czyli wyobrażeniem: siebie i drugiej osoby. Inaczej niż cytowany niżej Georges Minois, uważam, że ludzie uciekają  „w komunikację”celowo – by zostać tymi samotnymi, by chronić pozorami swoją samotność przez tłumem, by wystawić na pokaz maski. Biada tylko tym, którzy maski i przebieranki wezmą za jedynie możliwe Ja. Biada tym, którzy -pomijając swoje bogactwo: rozproszenie i wielowątkowość- będą starali się uczynić się spójnymi.

Samotnicy wszystkich krajów łączcie się!

…telefon i poczta elektroniczna okazują się narzędziami
ambiwalentnymi, z jednej strony oczywiście ułatwiają kontakt, ale czynią samotność jeszcze bardziej dotkliwą niż dawniej: cóż bardziej okrutnego niż telefon, który nigdy nie dzwoni, albo skrzynka pocztowa, która ciągle jest pusta? Gdy komunikacja była możliwa jedynie w sytuacji fizycznego kontaktu, nieobecność innego akceptowano jako rzecz normalną: teraz, gdy ma on wszelkie możliwości, by się ze mną skontaktować, a nie robi tego, zapewne rozmyślnie mnie pomija, zapomina o mnie, ja zatem boleśniej odczuwam jego milczenie.

Tymczasem większość użytkowników nie ma wrażenia, że są samotni, wręcz przeciwnie: „komunikują się“, „są w kontakcie“. Tu zaczyna się nieporozumienie: Homo communicans, stale podłączony, wyobraża sobie, że jest doskonale otwarty na innych, podczas gdy jego komunikacji brak istotnych treści. Zamiast kontaktować się, najczęściej komunikuje pustkę, ogranicza się zatem do funkcji prostego pudła rezonansowego. Jest ofiarą panującego klimatu, który rozpowszechnia zaklęcie: komunikuj się, żebyś nie był sam… nawet jeśli nie masz nic do zakomunikowania: „Chce się nam wmówić, że nasze poczucie samotności bierze się z deficytu komunikacji, że można uwolnić się od samotności, nasycając się informacjami, informacjami, muzyką, konsumpcją , komunikacją“, pisze Marie-France Hirigoyen („Les nouvelles solitudes“). Nie chodzi tutaj o komunikowanie czegoś, ale po prostu o komunikowanie. Pod presją, która czyni z tego prawie zobowiązanie moralne, człowiek współczesny, zauważa Michel Hannoun ( „Nos solitutdes”), „chce ko-mu-ni-ko-wać, nie zastanawiając się już, co chciałby zakomunikować. Odkąd „komunikować“ nie jest już wyłącznie czasownikiem nieprzechodnim, komunikacja nieuchronnie rodzi samotność. Komunikowanie nie oznacza już więc już przekazywania czegoś komuś, lecz tylko bycie z kimś w kontakcie. Jeden drugiemu nie chce już nic powiedzieć. Chce po prostu być z nim.

W ten sposób, redukując siebie, Homo communicans ma wrażenie, że nigdy nie jest sam. Zawsze jakaś jego część pozostaje w łączności z kimś innym. Zwyciężył samotność. Ale za jaką cenę! Jego poćwiartowane, zdematerializowane „ja„ straciło jedność, rozproszone teraz na wiele wizerunków przeznaczonych dla różnych odbiorców. Widzieliśmy, że dla filozofów fundamentalna samotność bytu w świecie przed Internetem wynikała z faktu, że nigdy nie odpowiadamy wyobrażeniu, jakie inni mają o nas: zawsze widzą nas innymi, niż jesteśmy, odnosimy wówczas usprawiedliwione wrażenie, że nigdy nas nie rozumieją. Wraz z nowoczesnymi środkami komunikacji mnożymy się, prezentujemy różne obrazy siebie. Który z nich jest „prawdziwy“? Sami tego nie wiemy. Mnożąc kontakty, otrzymujemy mnóstwo własnych wizerunków; możemy odnieść wrażenie, że ich synteza w oczach innych ludzi będzie bardziej spójna, bardziej rzeczywista. W rzeczywistości jesteśmy bardziej sami niż kiedykolwiek, ponieważ nasi rozmówcy widzą tylko fragment naszego Ja.

Stary człowiek czuł się samotny, ponieważ był sam, wyjątkowy i rzeczywisty; nowy człowiek jest samotny, ponieważ jest rozproszony, anonimowy i wirtualny. Ale to samo pęknięcie daje mu złudzenie, że już nie jest sam. Poczucie samotności wzrosło tylko dlatego, że jednostka pozostająca cały czas w zasięgu traci wyjątkowy charakter. Kto jest ostatecznie bardziej samotny: eremita na słupie czy bloger przed monitorem?“„użytkownik rozproszony, rozdrobniony, zarazem tu i gdzie indziej; pozbawiony substancji jest tylko skrzyżowaniem informacji, neuronem wielkiej sieci, oczkiem w siatce, w Sieci, w której tkwi wplątany, pudłem rezonansowym, kodem, hasłem, numerem abonenta. Zdepersonalizowany, przestał być sam: jest solidarny ze społeczną siecią jak ogniwo z łańcuchem.

Nie dajmy się zwieść: pozostaje bardziej samotny niż był nim eremita w czasach św Antoniego, ponieważ sobie swojej samotności nie uświadamia. Internauta jest współczesną i elektroniczną wersją Samotnego Tłumu, który opisywał w latach 50 XX wieku David Riesman w kontekście masowej konsumpcji. Izolowany od innych przez swe protezy antysamotnościowe, dostępny w dowolnym momencie, a zatem zależny od innych, do których może dołączyć i którzy stanowią część jego wirtualnego uniwersum , komunikuje a ta nowa przestrzeń, w przeciwieństwie do klasycznej przestrzeni ludzkiej, nie zna uczucia samotności. Człowiek komunikujący to przyszłość Homo sapiens po elektronicznej mutacji. Daremnie cieszyć się z tego powodu lub rozpaczać, to nieuniknione.

Lecz tak długo, jak długo to będzie możliwe, samotnicy: pozostańcie nimi! jesteście ostatnimi, którzy cieszą się tym wspaniałym darem sprawiającym, że każdy z was jest dla siebie światem wyjątkowym. W czasach, gdy dobre, altruistyczne dusze starają się eliminować samotność, warto raczej zająć się sposobami na jej zachowanie.

Georges Minois Historia samotności i samotników, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2018

4 myśli na temat “Komunikuj”

  1. dla mnie to jakiś bzdet, dzięki Internetowi wyszedłem już parę razy realnie z klatki, w którą wsadziła mnie depresja. Właśnie dzięki Internetowi byłem i wystawiałem swoje obrazy w Hamburgu, a teraz mam wystawę w Stanach. Gdyby nie Internet nigdy nie poznałbym ludzi, którzy umożliwili mi te wystawy. Autor tekstu redukuje użytkowników Internetu do bydła, które nie ma nic do powiedzenia.

  2. To już użytkowników fb trzeba by było spytać czy czują się samotni. Przecież nikt nie musi patrzeć na zielone kropki i zastanawiać się dlaczego nie odpisał. Z resztą takie zachowanie jest skrajnie niedojrzale. Tak jak w realu nikt na siłę nie zmusza nikogo do rozmowy, a nawet jeśli ktoś nie ma taktu i nie szanuje czyjejś przestrzeni to ludzie stosują uniki, kryją się. Ktoś nie chce gadać to nie, jego święte prawo. Nie ważne czy to fb czy sklep u Pani Bożenki. Można wyjść i pójść w swoją stronę. A to jak kto to odbierze to już świadczy o nim. Ludzie od zawsze udają, grają, stwarzają pozory. Telefony też istnieją nie od dziś więc kontakt od 0onad 100 lat można było nawiązać jak sir tylko chciało. Kiedyś ktoś tam sobie myslal”dlaczego on nie dzwoni”teraz myśli „dlaczego on nie pisze” Social media według mnie tylko uwidocznily nasza naturę, ziarno padło na podatny grunt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *