Trza być w butach

Jest taka książka dla młodzieży „Wielka, większa i największa” Jerzego Broszkiewicza. A w niej scena, w której główni bohaterowie, Ika i Groszek, lądują na innej planecie i ratują tuziemca.  Budują tratwę (Groszek, zapewne przyszły inżynier, wali tratwą o ziemię by sprawdzić jej wytrzymałość, Ika krzyczy jak Prawdziwa Kobieta). Pożar, morze, dziwne wodne stwory, emocje, krzyki, nieprzytomny kosmita w łódeczce…  I wtem… rozbłyskują światła i bohaterowie słyszą: Witamy. Wzięliście udział w przedstawieniu. To taki nasz teatr… Smakowałam to jako dzieciak, być może przeczuwając, że właśnie ten kosmiczny teatr to ludzka rzeczywistość.

Przypuszczam, że Broszkiewicz nie miał żadnej intencji nawiązania do czegoś, co dziś ludzie zwą oświeceniem, niedualnością czy odsunięciem ego, ale mnie ta scena właśnie tak się kojarzy. Teatr wydaje mi się być właśnie opisem tego, co ludzie nazywają potocznie rzeczywistością a co w głębszej warstwie jest rodzajem gry, cyrku, wirtualu. „Teatr” to obraz oldskulowy, teraz mamy nawiązania do gier komputerowych czy fabularnych. Uduchowieni XXI wielu piszą o awatarach i rolach…  Kiedyś to był „teatr”, sen”, „park rozrywki” a teraz „wirtual”, o Duchu Czasu!

Oczywiście, w tym teatrze nie chodzi o to, że jak się głową w ścianę rąbnie to nie boli. Oczywiście, że boli. Tratwa Groszka i Iki była jak najbardziej realna i ważna, choć nieprawdziwa. Nie chodzi w koncepcji teatru o pustkę marketingowej gry, pod którą ma być jakaś „twarda prawda”, „prawdziwe życie”. Nie chodzi o kartonowe, fasadowe wizje Systemu obiecujące wciąż przyszłość w obliczu braku przyszłości i katastrofy ekologicznej Ziemi. Teatr pt. Rzeczywistość ma swoje warstwy zakłamania i ma swoje reguły. Scena jest materialna, fizyczna, gęsta a postacie niosą swoją energię. Inaczej byłoby nudno a chodzi o to, żeby nie było. Postać ma jedno życie i nieubłaganie ze sceny zejść musi po odegraniu swojej roli. Postaci wydaje się, że istnieje świat na zewnątrz, jacyś Oni, świat oddzielony, „obiektywny”, bądź „uzgodniony”- jednak  to, do czego ma dostęp to swoje pole percepcji/świadomości.  Ma dostęp do „swojego świata”. Reszta jest wiarą, wielopoziomowym konstruktem, grą umysłu, strachliwym nadawaniem egotycznych znaczeń. Jestem obserwatorem  pracy swojego umysłu, królową w swoim świecie znaczeń, w moim polu percepcji i nazywam (i od-zywam) go niczym Bóg Stwórca.

Czyż ten cyrk nie jest wspaniały? Tak wspaniale nasączony energią? Czyż cyrkowy layout nie jest wysmakowany? Czy dramat postaci nie porusza? Czyż nie zachęca do kibicowania stronom, memom i postaciom? Każdy fragment mozaiki, każda postać pozostaje w niezależnym ruchu, powodowana siłą swojego szaleństwa, iluzją ważności i odrębności. Nic nie jest wyżej, nic nie jest niżej, wszystko jest perfekcyjne takie, jakie jest- z punktu widzenia samego dramatu, bo już nie z punktu widzenia egotycznego, ograniczonego Ja uczestnika. Piszę to serio, nie kpię. Teatr byłby niczym bez wiary postaci w to, że są realne, że są indywidualnościami i bez ich zaangażowania w rolę. Teatr byłby niczym bez powszechnego cichego bohaterstwa i powszechnej cichej rozpaczy. Byłby niczym bez siedmiu grzechów głównych, maseczek na powszechny egotyczny lęk.  Mam wrażenie, że postacie nie wychodzą poza pęczek opinii i postaw, którymi w zasadzie są, poza swoje nieuświadomione szaleństwa. Postacie zderzają swoje racje, które są w zasadzie punktami ich siedzenia i widzenia. Umierając rozpaczają, bo przecież nigdy nie żyły naprawdę. Żeby dramat był jeszcze bardziej dramatyczny, energia wciela się w różne postacie. Dziś żebrak, jutro król, dziś faszysta, jutro szczuty LGBT albo „ciapaty”… Więc uważaj czy kogoś kopiesz, bo jutro możesz być tym kopanym.

Jedną z zasad Teatru jest to, że muszą być aktorzy. To, co nazywamy „Ja”, „mną” etc,  jest rodzajem roli, ubrania- w tym świecie niemożliwe jest bowiem pojawienie się na scenie bez ubrania. Bez ubrania niemożliwa jest  komunikacja ze światem teatru. Bez ubrania niemożliwa jest gra a tu jest tylko gra, teatr kosmitów.

Trza być w butach na weselu.

Skoro to teatr, ważne są pytania, pytania aktora: „Kim jestem?”, „Do kogo mówię?”, „Kto patrzy?”

Warto przemyśleć swój udział w cyrkowym, egotycznym biznesie psychorozwojowym pt. „pokochaj siebie”, „odkryj prawdziwe Ja”, „bądź sobą” oraz tego z drugiego końca spectrum: „walcz z ego”. Ego komplikuje sprawy, owszem, ale nie jest dobre ani złe, tak jak nie są ani złe ani dobre spodnie. Spodnie mogą być wielopoziomowe, z wieloma kieszeniami, można je nawet lubić. Jaki jest jednak sens rozwijania spodni czy też walki ze spodniami? Spodnie są, ego jest – kropka. Można uznawać, że spodnie tworzą postać i cyrkowy fan, ale też i dojrzeć, że są zdejmowalne.  Obserwować i nie przywiązywać się do egotycznego, lękliwego, ograniczającego horyzont pitolenia umysłu, jego wizji ładu, czasu, powinności, emocji etc, etc. Usiąść sobie z boku w Ciszy i zobaczyć jak spodnie się suszą po praniu: jak piękny i angażujący  choć nieprawdziwy jest ten cały teatr, jak cicho i wiernie pracuje umysł tworząc bezpieczne granice  (to-Ja, tamto nie-Ja) , jak bardzo „Ja ” bez spodni się boi  swojego nieistnienia. W Ciszy Obserwator połączony jest  cichym głosikiem ze Źródłem i staje się tym, kim jest poza Grą.

Piszę często dla uproszczenia „jednostka”, indywidualność odnosząc się do rzeczywistości uzgodnionej, społecznej czy politycznej. „Masy” nigdy się nie od-programują bo od-programować się może tylko jednostka. Powinnam w zasadzie pisać indywidualność, jednostka in potentia. Dopóki nosi się ubranie, uważając je za rzeczywiste i jedyne „Ja”, dopóki jest się nieświadomym aktorem, nośnikiem kulturowych memów, efektem wychowania, niewolnikiem powinności i oczywistości, uważnym słuchaczem wgranych rodzicielskich poleceń i wartości nie jest się indywidualnością. Niestety, jest i zła wiadomość: pod aktorstwem, pod ubraniem jest pusto, więc jaka to znów „indywidualność”? Jest świadomość. I dobrze.

2 myśli na temat “Trza być w butach”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *