Ten przywilej agresji

Jeśli wojna jest normalna, wówczas wojna była i zawsze będzie, bez względu na to, co zrobimy.
Jeśli wojna jest nieludzka, wówczas musimy przeciwdziałać jej przy pomocy ludzkich struktur, opierając się na miłości i rozsądku.
Jeśli wojna jest wzniosła, wówczas musimy uznać jej wyzwalającą transcendencję i ulec świętości jej wezwania
James Hillman „Miłość do wojny“

A propos Białej Siły, Białego-Stoku dostałam od Losu pouczającą okazję zaobserwowania jak rodzi się przemoc i przyzwolenie na nią w mikrospołeczności jaką jest forum dyskusyjne. Forum owo stanowi część portalu pt. „psychologia“, twarzą tej strony jest rozpoznawalny psycholog. Nie jest to bynajmniej strona o tematyce psychologicznej, psychologia jest raczej  przynętą i przykrywką dla prawicowych haseł, newsów typu „uchodźca pobił psychologa“, „LGBT manipuluje i chce przyzwyczaić ludzi do adopcji dzieci przez małżeństwa homoseksualne“, „Polacy nadal chcą zawierać tradycyjne małżeństwa“ a dzielni chłopcy z Ordo Iuris ratują jakiegoś rodzica, któremu złe szwedzkie oficja chcą zabrać dzieci i oddać (o zgrozo!) muzułmańskiej rodzinie zastępczej – bez żadnego powodu, oczywiście.

W artykułach przeczytamy o „zboczonej ideologii Zachodu“, poubolewamy nad „dechrystianizacją elit“ oraz o tym, że dżenderyści (whatever) wywodzą swą ideologię od Engelsa. Jednym słowem, pod przykrywką „psychologii“ kryje się echo pisowskiej propagandowej szczujni, sprzedaje się alter-rzeczywistość wywróconą na lewą stronę (tfu, tfu, prawą!). I wizję „wojny cywilizacyjnej“, „obrony wartości”.

Dorobiłam się na tamtejszym forum hejterki-nękaczki o profilu zgodnym z profilem portalu. Zostałam przez nią mianowana diabłem (co mi w sumie trochę pochlebiło, było nie było: Światło-Niosący), dowiadywałam się nieustannie, że jestem kochana, prowadzona do Boga, że pani modli się za mnie mimo tego, że gdy tylko mnie wspomni śmierdzi dookoła siarką. Za moment byłam wyzywana, czytałam swoje co ciekawsze kawałki życiorysu, bliżej mi nieznane, a gdy tylko milkłam byłam natychmiast i tęsknie wzywana do „karmienia“. Co gorsze, pani zaczęła mnie szukać po szerokim necie, innych forach, zaczynając od forum lacanowskiego, co pochlebiło mi jeszcze bardziej niż mianowanie na szatana. Nie byłam przecież jedyną ofiarą. Pani działa tam od kilkunastu lat, czujna 24/7, doprawiając ludziom gęby, wyśmiewając, manipulując wypowiedziami i szczując, wcielając się w sto awatarów, podbijając kompulsywnie wątki, zarzucając użytkowników absurdami i narzucając im swoje towarzystwo poza forum. Jak wieść gminna niesie, prędzej moderatorzy zostają tam odsunięci od funkcji niż ta użytkowniczka dostaje zasłużonego, wiecznego bana. Jednym słowem, ma pozycję uprzywilejowaną i długofalową licencję na podłość.

Po co o tym piszę. Nie dla obserwacji psyche nękacza (może kiedyś, bo materiału sporo). Sytuacja pokazała mi dwie rzeczy- w mikroskali, ale wyraźnie.

Rzecz pierwsza: warunki i mechanizm powstawania aktów przemocy. Forum nie jest administrowane ani moderowane, komentarze (oprócz tych krytykujących katolicyzm lub pełnych wulgaryzmów) nie są usuwane. Jest ogólny Regulamin sprowadzony do netykiety. Buduje się więc pewna podskórna, nie nazwana kultura grupowa podobna do fali w wojsku. Nękaczka ma przyzwolenie na agresję a to demoralizuje całą grupę, zachęca do agresji innych, wyznacza normę. Przecwelowani cwelują kolejnych. Zalęknieni atakują z lęku.

Z nazwaniem sytuacji (to jest nienormalne, tak inne fora nie działają, co się dzieje?) pojawiły się lokalne i indywidualne próby przejęcia nad tym kontroli. Powstały ruchy samoobrony i ruch oporu, pojawiło się kilku samozwańczych buntowników, ożyły stare animozje, forum ogarnął ferment.

Widać więc, że bezhołowie i jeden bezkarny a uprzywilejowany do agresji wystarczą, by akty agresji stały się normą przejmowaną przez innych. Tym bardziej jest to groźne, że dzieje się nienazwane. Nie pojawia się przecież wprost żadna zachęta do przemocy ani przepis na bałagan: wystarczy, że Władza milczy, uprzywilejowany do agresji zostaje bezkarny i ten przywilej (i jego konsekwencje) nie zostaną nazwane wprost. W braku Władzy prawo zacznie ustanawiać mafia.

Dlaczego? Być może dlatego, że przyzwolenie na agresję (licence to kill) jest szczególnie fajną nagrodą, silnym wzmocnieniem. Ego z fantazji czy aktów agresji czerpie poczucie mocy, poczucie realnego istnienia, stabilności.  Taki przywilej to marzenie- wyjęcie poza karcące spojrzenie Innego, oszałamiająca wolność od spojrzenia, wolność od społecznych konsekwencji swoich czynów. A kibice? Jak wielka jest ich zazdrość o czyjąś satysfakcję czerpaną z sadyzmu. Jak wielka ich radość z pokątnej obserwacji kopania innych. Agresja jest ludzkim, normalnym oprogramowaniem. Proszę się nie wypierać, każdy to ma, każde zwierzę i każdy „dobry człowiek”, choć usiłuje tego nie wiedzieć projektując swoją nienawiść na innych. Nazwanie tej radochy budzi (na poziomie uwewnętrznionych społecznych norm i Nad-Ja) wstyd, być może dlatego nazwanie krzywdy/przemocy ( w mikroskali forum- zgłoszenie do Admina z opisem sytuacji hejtu i nękania)  ma czasem siłę przerwania kręgu szaleństwa.

I obserwacja druga: ideologia Wojny Światów. Czy tematyka portalu ma coś wspólnego z tym co dzieje się między forumowiczami? Myślę, że ma. Przekaz portalu jest jasny: toczy się wojna cywilizacji, nie bierzemy jeńców,  jest strona dobra i jest strona zła. Jeśli ktoś przyjmie te wytwory (zmęczonego, jakże zmęczonego) umysłu za prawdę, pozwoli sobie – w ramach walki po stronie Dobra- na wszystko. Wszystkie chwyty dozwolone, cel uświęca środki – tak myśli nękaczka, bo ona przecież walczy produkcją hejtu i całą sobą o dobro świata i o dobro forum. Szary człowiek zostaje „uwznioślony“, wyniesiony- gada z bogami, przez nich jest prowadzony w walce ze Złem, zanika w sacrum, boskich siłach (nie bez kozery hejterka zwie forum „boskim”). Nie ma już indywiduum, jednostki, agresora z twarzą w lustrze, na którą można napluć i która zrobi się czerwona ze wstydu: jest zawsze dumny wojownik innym podobny, trybik wspaniałej maszyny, pokrewny bogom. I tak samo: nie ma już oponenta a jest wróg, szatan, gęba, masa pt. „LGBT“, „uchodźcy“, „niewierzący“, „muzułmanie“, „Zachód“.  Tu nie trzeba zachęty. Wystarczy rozpalić płomień pod czyjąś wewnętrzną pustką, zapełnić ją perspektywą uczestnictwa w Wojnie Światów i szaleństwo się budzi. Czy język wojny (język propagandy) pojawia się tam, gdzie nie ma nazwania explicite aktów agresji oraz satysfakcji z agresji i wstydu?

Ta mikrospołeczność to odbicie polskiego społeczeństwa. To taki mały Białystok: w sytuacji bezkarności i bezhołowia niektórzy stają się uprzywilejowani do agresji a to znów przeformatowuje grupowe normy i sprawia, że do fali przemocy dołączają (zwłaszcza) ci, którzy bogobojnie do kościoła biegają i nigdy by się po nich sąsiadka nie spodziewała… Wystarczy jeszcze maluczkim sprzedać prosty do pojęcia świat – świat wojny, świat wzniosły, świat boski – a kręcić się będzie samo. Bezhołowie – przywilej agresji dla uprzywilejowanych – grupowa norma przemocy i podsunięty  język (a nie real) wojny – mafia i ruch oporu – bezhołowie… Takie małe socjotechniczne środki, nikt tu przecież nie jest winien, nikt nie podjudza wprost, nikt nie prowadzi na barykady, niczego nazwać nie można jasno a efekt: powalający.

James Hillman „Miłość do wojny“, Laurum, Warszawa 2017

4 myśli na temat “Ten przywilej agresji”

  1. Dobra rozmowa, z 2013. Większą część można by podać tłustym drukiem. Póki Kościoła, póty ta przemoc będzie miała charakter strukturalny. Ciągły terror uzurpacji zawłaszczonej przestrzeni i uroszczenie „Prawdy”. Z prawicą u władzy ten wojenny spektakl staje się bardziej obecny, z racji większej swobody w realizacji klasycznego zestawu jej obsesji i paranoi. Biada więc wrażliwym i wątłego zdrowia…

    Na Zachodzie ci wszyscy księża dali się nabrać – oni już przegrali walkę o rząd dusz. A u nas jest ostatnia szansa, by się przeciwstawić zorganizowanej laicyzacji. W gruncie rzeczy chodzi o obronę zanikającej tradycyjnej kultury chłopskiej. Ludowa religia się kończy w wielu miejscach w naszym kraju. Kończy się tradycyjna kultura chłopska, z chłopskimi pieśniami, pielgrzymkami, kultami, różańcami, nowennami, krzyżowymi drogami itp. Przechodzi do muzeum pamiątek żywych. Ot i cały sekret: zarządzanie chłopem pańszczyźnianym. A chłop podnosi łeb i bryka. Non serviam – zaczyna przebąkiwać.

    Idzie o to, skąd ma płynąć normatywność. Idzie o coś, co nie jest tylko konwencją, a kultura dziś to konwencja. Doszliśmy od przekonania w naszej cywilizacji – to proces kilkusetletni, zwany nowoczesnością – że kultura to nie jest porządek nadany przez Boga, ale ustanowiony przez ludzi i zmienny.

    To jest dramat katolicyzmu, który był zawsze tylko kulturą, a sankcja boska, absolutna, też się okazała jedynie instytucją kultury. Tak więc kultura dziś dla Kościoła katolickiego to zmora. Bo nie jest monokulturą, bo jest niestabilna, płynna – jak to się dzisiaj modnie mówi.

    Trzeba więc wskazania na normatywność, która jest oczywistością, której nie można zaprzeczyć, taką właśnie jak to, że mężczyzna ma narządy płciowe męskie, a kobieta ma narządy płciowe żeńskie. I że dzieci właśnie stąd się biorą, a nie z jakichś operacji panów w białych fartuchach. I tego należy się trzymać. To jest zaplanowane z góry przez Boga Stwórcę i to jest przewidziane przez geny od samego poczęcia.

    Zmieniasz geny – zmieniasz Boga. Oto prawdziwy horror metaphysicus, lepszy niż u Kołakowskiego. Bo jeśli człowiek zmienia Boga, to Bóg nie jest bogiem, jest ludzkim wytworem. Wszystko jest na miarę człowieka, człowiek staje się bogiem itd. I w tym cała tajemnica.

    Dlatego właśnie tak ma być, jak jest, żeby baba była babą, a chłop chłopem, i żeby przy tym nie grzebać. To czego tutaj się poszukuje, to nie tyle biologia, powtórzmy raz jeszcze, ale źródła normatywności, nienaruszalności, trwałego oparcia. I tę biologiczną normatywność ekstrapoluje się na całą ludzką rzeczywistość, kulturową, społeczną. W świecie „dyktatury relatywizmu” trzeba jakiegoś nienaruszalnego punktu oparcia, i jest nim dziś funkcja i misja, powiem brzydko, katolickiego fallusa. Jego zasadnicza kulturowa dominacja – przepraszam za pewną obsceniczność, właściwie nie powinienem tego mówić, a jednak nie umiem znaleźć innych słów, które by oddały tę narzucającą się impresję. Idzie o dominację falliczną, o to, kto jest dystrybutorem, nasieniem unasienniającym całą ludzką rzeczywistość. Kto zapładnia, a kto ma być zapładniany i ma się nie wychylać, tylko rozchylić kolana. Ponownie przepraszam, ale właśnie o to chodzi, o ten typ przemocy. Gdyby przenośnia nie była do końca jasna, to przypomnę naukę Pana Jezusa: „Nasieniem jest słowo”. Idzie o to, by nasieniodawcy byli uznani za to, co najbardziej pożądane i wyczekiwane: jak kania dżdżu pragnie, jak ziemia spękana wody życiodajnej wygląda. Choćby byli gwałcicielami – autorytarnymi, nieznoszącymi sprzeciwu wobec nasienia (nauki), które aplikują. Normatywność falliczna to cała tajemnica. Kto zapładnia, a kto jest zapładniany, kto uczy, a kto ma się słuchać. Nie lubię psychoanaliz, ale ta się sama narzuca, rzekłbym, obezwładnia.

    Najłatwiej sprawować władzę przez ciało.

    Wiadomo. Wczesne uwarunkowanie psychiczne to najbardziej efektywna metoda utrzymania stanu posiadania. Działa samo, z automatu, jak piesek Pawłowa. Nic nie trzeba robić, żadnych zabiegów, zachęty czy tzw. ewangelizacji. Sami przyjdą skruszeni. Stąd wczesna spowiedź, by uwarunkować najsilniej, by wmówić ofiarom grzeszność, zło, pokazać zagrożenia, śmiertelne zagrożenia, i siebie przedstawić jako jedyne lekarstwo, ratunek, wyzwolenie.

    https://krytykapolityczna.pl/kraj/bartos-gender-sluzy-jako-haslo-wojenne/2013/

    1. Dziękuję za komentarz. Tak i nie, powiem. Tak, bo dla słabszych umysłów, bezrefleksyjnych, KK stanowi władzę, autorytet. Nie, ponieważ jednak tę władzę traci, bo jest jeszcze jednym lajfstajlem pośród wielu innych, jedną narracją pośród wielu. Agresja jest jednak kwestią człowieczeństwa, ludzkiego oprogramowania i ujawni sie w odpowiednich warunkach (przykład takich warunków w moim tekście:bezhołowie i pozory wojny). To nie jest tak, że KK szczuje i ludzie lecą. To jest bardziej skomplikowane. Czemu więc nie lecą wszyscy? KK chce mieć jakąś rolę , nawet agresora, szczujni, bo traci władzę, zgadzam się. Umieszczanie KK w centrum refleksji o ludzkiej agresji to dla nich prezent. „Wojna cywilizacji” ma wiele twarzy, np „walka z ciemnogrodem” to też rodzaj narracji w której jest Dobro i Zło- choć „wojna” to tylko pozory, powierzchnia. Chodzi o to, że w naszym kulturowym pojmowaniu Zło i Dobro są nieprzemakalne, odseparowane, nie przenikają się (jak yin/yang). Jak jest to, to nie może być tamtego. Trzeba więc zająć stanowisko, pilnie działać na rzecz Dobra, tymczasem niczego takiego nie ma. Narracja wojny to odbicie ludzkiego wewnetrznego stanu umysłu. Stąd jedni „kupią” pogawędki Kościoła (lub inne wojenne narracje) i zaczną „walczyć” a inni nie. Inaczej: teatrem wojennym jest ludzka głowa. Niektórzy w głowie wojny nie mają więc będą w stanie z dystansu popatrzeć i nazwać to, co się dzieje.

      1. Jej o to chodzi ,ma publike i realizuje w ten sposob poped do agresji.Mnie przestalo to interesowac,nie utrzymuje z nia realcji.Ciebie tez przestala nekac ,jak nie odpowiadalas jej na ataki.Poza tym sa gorsze przedzialy.Poczytaj sobie (Opium) na gazeta forum.

        1. Nękacz nęka zawsze i znajdzie sobie wkrótce nową ofiarę. Ta osoba się uspokoiła w stosunku do mnie po interwencji Admina-o to go poprosiłam, więc nie zadziałało moje milczenie a interwencja Władzy, przerwanie jego obojętności. Zgodnie z tym co napisałam powyżej – działa nie tyle brak wzmocnień co wyjście z bezhołowia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *