Brud i ćma

Mieszczuchy mieszkające na wsi odkrywają często, że brud nie istnieje. Jaki brud? Z sieni wymiatam piasek z miliardem żyć, grudki zaschniętego czarnoziemu, kulki obornika, truchła owadów, zasuszone motyle skrzydła, źdźbła trawy, miękkie liście, resztki pajęczyn, mysie odchody i małe odpryski kruszącego się betonu. Wszystko jest czym innym niż „brud“, ale mój umysł z automatu nadał temu wszystkiemu taką nazwę. Nazwał tak i domaga się „czyszczenia“. Więc czyszczę.

W Ciszy łatwo dostrzec jak umysł pracuje. Jakie tworzy sobie klatki. Na przykład czasu (Po jedenastej pozmywam, wieczorem podlewanie, czas spać), narracji (Osa klecanka szuka wody, bo lata nad beczką, ciekawe gdzie gniazdo, może jeszcze ma na lawendzie, jak w zeszłym roku, gdy…), powinności i następstwa (Trzeba odpielić truskawki, bo nie zawiążą na przyszły rok owoców), uczuć (podziw, wstręt, poczucie obowiązku, lęk). W głowie jest cała fonoteka, migawki filmów, ulubione cytaty, które przychodzą nie-wiadomo-skąd, cała materia wspomnień, zamglone twarze, osady po nie zapamiętanych snach. Umysł pracuje intensywnie. Umysł tworzy, nadając nazwy. Niestrudzenie i bezradnie jak żuk gnojarek opakowuje Real w zgrabną kulkę kategorii, pojęć, wartości, powiązań, ładów, schematów płci, porządku i własności, pre-supozycji, projekcji przyszłości. Konstrukcję drewnianą nazwie z automatu „krzesłem“ zgodnie ze swoim kulturowym przyzwyczajeniem, a czemu nie modelem katedry? Czy można usiąść na modelu katedry, na nim popłynąć, czy model katedry może być opałem, skrzynią na książki, odpoczynkiem ćmy, narzędziem, radosną formą dada samą w sobie? Umysł bezradnie będzie szukać nazwy/kategorii dla czegoś czego nigdy nie widział (sanie? sanie? dlaczego z wypustkami? – a to w rzeczywistości uzgodnionej-urojonej przyrząd do młócki kukurydzy, nigdy nie widziany ani nie używany…).

W zasadzie umysł nie wychodzi poza siebie, miękko otulając Real swoją przędzą. W tej przędzy żyjemy- nieświadomi. Świat jako językowy konstrukt, co jest poza konstruktem – nie wiem. Może kolejny konstrukt. Na czymś żółw musi się opierać. Pewnie na kolejnym żółwiu, bo myśl o Pustce zbyt przeraża umysł.

Tak jest i z przemijaniem, owej Pustki rzekomym powiewem. W ogrodzie zostawiam kwiaty do wydania nasion (a nuż komuś zasmakuje zimą? Będą czyimś domem? tu umysł uderza w kategorie powszechnej użyteczności, stawiając ją wyżej niż kategorię kulturowego piękna i potrzeby ładu). Umysł obserwuje wzrastanie łodyżki, nieregularne pękanie pąków (nadając temu wartość nadziei). Pewnego poranka wybucha kwiat (to umysł znów za kulturową klatką nazywa świeżością i pięknem). Kwiat z czasem marszczy się, rozregulowuje, płatki, choć miękkie opadają, z miękkości zostaje szorstkość (brzydko, mówi umysł), aż wreszcie kwiat przemienia się w torebkę nasienną z całego katalogu kształtów przeróżnych a z łodyżki zostaje „słoma“. To nie straszne, każda forma jest cudem, bo wynikłym z chaosu. Nie ma chwastów, nie na brudu, nie ma śmierci, nie ma czasu. Nie ma co pochylać się nad tym co narracyjny małpi umysł zwie „przemijaniem“. To tylko zmiana formy, jednej pięknej, bo istniejącej formy na kolejną piękną formę, tylko umysł musi wyjść poza swoje klatki.

W Ciszy są takie dni, gdy zło i cierpienie nazywa się tylko ignorancją i ma się nadzieję, że jak ludzie zobaczą jak ich umysły niestrudzenie nazywają i światy tworzą, to się tylko roześmieją, że brali ułudę za rzeczywistość a lampę za księżyc. Jak dzieci. Jak ćmy.

Jedna myśl na temat “Brud i ćma”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *