Parada obok Marszu

Choć to sezon ogórkowy a temat dawno przebrzmiał chodzi mi po głowie porównanie dwóch dialogujących ze sobą (?) demonstracji znanych pod nazwami Parady Równości i Marszu dla Życia i Rodziny. W założeniu miały być symetryczne, jednak czy są?

Kilka haseł Parady, cytowanych w mediach

Mam prawo mieć dzieci
Ojciec też może rodzić
Nie ma litości dla przemocowych gości
Nigdy więcej wojny
Wolność, równość , akceptacja
Ręce precz od naszych dzieci (Cudne, prawda? Każdy kij ma dwa końce…)

Parada kręci się wokół postulatu legalizacji związków homoseksualnych i adopcji dzieci przez homo-małżeństwa czyli prawnego uznania realności, bo jak świat długi i szeroki ludzie łączą się w pary, geje płodzą dzieci, lesbijki zostają matkami a opiekować się dzieckiem może każdy odpowiedzialny dorosły. Oczywiście, jest w tych hasłach też potrzeba społecznego uznania i walki z przemocą wobec mniejszości – to także na czasie, bo za wiecznym i światłym przewodnictwem rosyjskim, LGBT nie wyłączając plusa też staje się w Pislandii kolejnym wcieleniem kozła ofiarnego. A do czego kozioł służy to wiemy, np. do opluwania, do kopania, do palenia w stodołach, do produkcji mydła czy do wsadzania na statki i wysyłania Daleko etc, etc. W związku z tym, że to takie nuuudne, powtarzalne i przewidywalne warto byłoby pobawić się w coś innego niż w Kozły, tak myślę.

Marsz ma być znów kontrapunktem, protestem tzw. normalsów, którzy życie i umysłowe kategorie mężczyzna/kobieta zawężają do biologicznej rodziny i prawnie zawiązanego (wg niektórych fantazji – związanego na amen) związku hetero. Ich przykładowe, powielane przez media hasła:

Seksedukacja to deprawacja
Znajdź dziewczynę, załóż rodzinę
Zainwestuj w rodzinę
Rodzinka jak witaminka
Polska katolicka nie laicka
Brońmy rodziny

Oczywiście, można długo odnosić się do sensu-nonsensu takich haseł, dekonstruować pojęcie „ojcostwa“, biadać nad krajami, w których „rodzina“ zastępuje „państwo“ i rozważać np. czy przedszkolaki nie są bardziej deprawowane indukcją poczucia winy, opowieściami o piekłach  lub o dobrej acz wściekle karzącej bozi (co dorośli sprzedają pod nazwą „religia“), ale dziś nie o tym. Raczej o tym co Parada i Marsz sugerują, mówią przez siebie. I czy mówią do siebie.

Jest już w słowach parada i marsz ogromna różnica. Parada zakłada istnienie widza (po-dziwu), kreacji (paradować to nie to samo co chodzić) i mówi- patrzcie na nas, tacy jesteśmy (fajni, silni). Marsz mówi chodźmy razem, równo!, policzmy się, pokażmy się sobie nawzajem, upewnijmy się ilu nas jest. I tak jest, „Paradowcy“ zdają się mówić : patrzcie, tacy jesteśmy (tj taką fajną kreację sobie tworzymy); „Marszowcy“ mówią: pokażemy sobie samym, że my jesteśmy normalnością i większością.

Parada to wid-owisko, pokaz, może być rozmemłany, głośny i kolorowy, najważniejsze, żeby był obok Inny, widz. Marsz jest spójny, na jeden wspólny (marszowy) krok, bez odstępstw, w jednym rytmie- bo inaczej byłby spacerem.

Podobnie jest z hasłami. Hasła Parady odnoszą się do Ja: JA mogę być matką, JA chcę ojcować. Hasła są ogólne i odnoszą do powszechnych humanistycznych wartości (wolność, równość). Zakładają wagę i siłę prawa (żyjemy jak chcemy ale u-Prawo-Moc-nijcie nas). Prawo jest tu negocjowalne, zmienne a adresatem tych próśb jest Państwo. Rodzina rozumiana jest jako ludzkie prawo do opieki. Nie pada: macie żyć jak my, nasza droga jest słuszna, chodźcie z nami, musicie być jak my, bo my tak chcemy. Akcent pada raczej na: dajcie nam żyć jak chcemy, oto jesteśmy, jacy jesteśmy – wpuśćcie nas.

Gadanie o rzekomym ataku gejowskiej propagandy i jej powszechności jest więc picem na wodę, szczuciem, nadużyciem.

Hasła Marszu pokazują coś innego. Za bazę mają tryb rozkazujący (zrób), nie ma w nich komunikatów Ja, adresatem nie jest Państwo lecz bliźni (TY zrób) i niosą pragnienie rozszerzenia swojego lajfstajlu na innych jako niepodważalnego przez odniesienie go do tradycji czy biologii (katolicyzm, witaminy). Rodzina rozumiana jest jako władza rodzicielska. Prawo jest stałe, naturalne, ale -o paradoksie! jakże kruche (de-praw-acja to wykoślawienie, zboczenie, jakże wg Marszowców łatwo informacją to niezniszczalne Prawo naturalne zniszczyć).

Marsz nie jest odpowiedzią na Paradę. Tu nie ma żadnego sporu, bo i  nie ma żadnego kontaktu. Imaginarium Parady (demonstracja, wolność, prawo, państwo, ja) jest zupełnie gdzieś indziej niż imaginarium Marszu (razem-jednomyślnie, Prawo, my, nakaz, biologia). Jak u Kiplinga, Wschód jest Wschodem a Zachód Zachodem i nie spotkają się nigdy. Mijają się tylko na polskich ulicach i pozornie tłuką, bo tłuką swoją własną bezsilność.

Jak dla mnie, Parada jest ufnością aktora (pokazuję, czego chcę i kim jestem; wiem, że ktoś patrzy), Marsz – niepewnością (musimy się policzyć, u-pewnić, bo się boimy zagrożenia).

O Paradzie i Marszu piszę jako o zewnętrzności, ale tak naprawdę – uznając ludzkie działanie za wypływające z nieświadomych gier umysłu – jest to projekcja wewnętrznych impulsów uczestników. Homoseksualizm leży blisko narcyzmu, jest nieprzemakalnym uwielbieniem dla „mojego“, „identycznego”(co pięknie pokazuje właśnie Parada czy narcystyczny niszczący odlot Biedronia). A narcyzm znów – lękiem przed nieistnieniem pod wykreowaną, niepewną maską i poza spojrzeniem Innego. Być może stąd skandowana potrzeba uznanej społecznie i u-prawomocnionej maski/roli (rodzica, męża, żony).

Ale tutaj bardziej przyciągają mnie umysłowe konstrukty „Marszowców“. Ich figury Prawa, zakazu przy jednoczesnej kruchości tychże pokazują napięcie uczestników, ich tragiczną sytuację wewnętrzną: przewlekłą walkę z impulsami (seksualnymi, aspołecznymi, indywidualistycznymi, agresywnymi), na straży których muszą stać siły potężne, bo impulsy te „zniszczą świat“, rozmemłają i skomplikują rzeczywistość, zniszczą sztywne wyobrażenie o „dobrym” sobie. A że walka to potworna, zaprząc trzeba całą Armię Zewnętrzną, by niepokoje uśmierzyć: organizacje, czas w postaci tradycji a zwłaszcza innych bliźnich (musicie żyć jak my, bo my się boimy tego nie-naszego kawałka, musimy się u-pewnić, że walka słuszną jest). Możliwość tego, że te okropne impulsy „wyjdą“, ujawnią się (tak bezczelnie, bezwstydnie jak u Paradowców, jak oni tak mogą, fuj!) budzi ogromny lęk a że lęk nieracjonalny się wydaje, to pojawia się potrzeba stworzenia sobie figury opresji usprawiedliwiającej lęk (np. ta wszechobecna, mackowata „ideologia LGBT“, „dyktat złego Zachodu”). Lęk przed wewnętrznymi nieuświadomionymi impulsami jest taki wielki, że nie daje żyć i wymaga rekonstrukcji świata wg jakichś innych (stałych) prawideł czy ram (opresja, walka dobra ze złem, walka cywilizacji, niepodważalne Prawo). I oto rodzi się świat paranoika, uciekającego w urojenia przed swoim własnym wewnętrznym lękiem, przed sobą. Paranoik tworzy swój piękny, samotny i ksobny świat: przecież prawdopodobny w swoich częściach konstrukt, jednak nieistniejący w całości. W opowieści paranoika wszystko może być, ale de facto nic nie jest. A każdy nowy element dokładany jest wg istniejącego schematu rzekomej opresji. Paranoik w swoim mniemaniu i dla poczucia bezpieczeństwa wie i przewiduje wszystko, nic jednak nie Rozum-iejąc, bez-refleksyjnie, nie odbijając właściwie rzeczywistości.

Z tego zapętlenia lęk-rzekoma opresja-lęk nie ma wyjścia- oprócz konfrontacji z lękiem samym i niechcianymi impulsami. A nie przekładaniem lęku z ogromnym wysiłkiem z kąta w kąt i kiszenie na pożywkę dla politykierów.

Lęk łączy obie te demonstracje, to jedyny element wspólny, ale już nie element sporu/dialogu. Paranoik kiepską widownią jest dla Narcyza, Narcyz nie da Paranoikowi poczucia bezpieczeństwa. Czy Paradowcy i Marszowcy mogą iść w ramię w ramię? Czy jagnię może legnąć obok lwa? Tak, pod warunkiem głębokiego przepracowania swoich wewnętrznych uwarunkowań. Więc – proszę wybaczyć niemodny pesymizm – na święty Nigdy, bo, powtórzę się ze sklerozy, Wschód jest Wschodem a Zachód Zachodem i w tej rzeczywistości nie spotkają się nigdy. Spotkać się mogą, cieszyć nawzajem swoją energią tylko jednostki i to dojrzałe, uznające ego i swoją postać za ubranie. I na tyle grzeczne, by nie kłócić się o garderobę. A to rzadkie.

PS. Oczywiście, pojęć „narcyzm“, „paranoja“ etc, nie używam w sensie wartościującym czy klinicznym, myślenie paranoiczne czy narcyzm jest częścią człowieczeństwa i ludzkich zbiorowości, takich czy innych. Pojęcia te funkcjonują jako obraz, szkic.

3 myśli na temat “Parada obok Marszu”

  1. Tak z własnych obserwacji stwierdzam, że lęk powoduje reakcje obronne, chcemy uniknąć tego czego się boimy, a im bardziej się boimy tym więcej w nas agresji.

    1. Właśnie. Pytanie tylko czy to czego się boimy jest racjonalne i czy wiemy, że się boimy. Jak racjonalizujemy lęk. Ale raczej osób biegających na Marsze o refleksję na takim podstawowym poziomie nie podejrzewam…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *