Wszystkie drogi do Rzymu

I jeszcze jedna myśl wokół Karty i słów Piotra Dudy („Nie o taką wolność walczyliśmy”). Że LGBT niesie ze sobą (pod)myśl o niczym nie ograniczonej radości z samego seksu. Stąd jest to grupa, która będzie z łatwością zamieniana w „żyda”, w kozła ofiarnego, bo radość i seks są w polskiej kulturze co najmniej niepokojące i podejrzane. Cierpienie i samoograniczenie jest wartością (uszlachetnia, zbawia, ubóstwia, rozwija), radość -jeśli jest- musi zostać opłacona przyszłym cierpieniem, prawdziwe szczęście jest tylko po śmierci, wolność to chaos i „brak wartości” a seks musi wiązać się z prokreacją, żeby nie był „niszczący” i „nierozwojowy”. Od tego uwalnia się środowisko LGBT. Geje i lesbijki stają się Innym (Obcym), nie tyle przez sam sposób uprawiania seksu a przez inny lajfstajl, inne wartości, leżące poza kulturowo wgranymi wartościami cierpiętnictwa. Obrazowo mówiąc: radość i seks są pogańskie; cierpienie, lęk i ograniczenia (i rajcowanie się tym) są chrześcijańskie. Stąd konflikt i nagonka, bynajmniej nie „normalnych” na „zaburzonych”. Cokolwiek środowisko LGBT nie zrobi, będzie to złe dla mainstreamu, nawet nie dla katolików jako takich (choć ci będą krzyczeć najgłośniej, bo muszą pochwalić się przez swoim bogiem czujnością a bóg nie zawsze słucha) a dla kulturowych katolików niezdolnych podważyć to, co im środowisko wgrało jako wartość.

Ten konflikt to kwestia obustronnej zazdrości o źródło satysfakcji. Katolicy zazdroszczą (skrycie oczywiście, nieświadomie) LGBT wolności i radości z seksu bez zobowiązań, zwolnionego z uciążliwej prokreacji; LGBT zazdroszczą znów (biologicznej, prawnej) stabilności kryjącej się za pojęciem „rodziny” i zdolności do prokreacji bez kombinowania ze strzykawkami i adopcjami.

„Zdrowie dzieci”, „wychowanie do wartości”, „karta LGBT” poruszają o wiele głębsze warstwy. Zaskorupiałe konflikty z zarania Europy. I tak, dziwię się: wszystkie drogi ciągle prowadzą do Rzymu, nawet dziś, nawet w ludzkiej współczesnej duszy. Cud pamięci.

 

 

 

5 myśli na temat “Wszystkie drogi do Rzymu”

  1. Życie w Polsce to taka mała schizofrenia, spadek po czasach komuny. To co mówię nie współgra z tym co myślę, i nijak się ma do tego co robię. Jeśli znajdzie się ktoś o odmiennej orientacji seksualnej, jeśli ma odwagę o niej mówić publicznie i nie daj Boże zgodnie z nią żyć, to budzi ogromny lęk. Okazuje się bowiem, że można żyć w zgodzie ze sobą, bez nieustannego gwałtu na psychice. Od lęku blisko do nienawiści i agresji. I tak się kręci ten chocholi taniec i kręcić się będzie aż do skończenia świata. Amen 😉

    1. Dokładnie. Lęk i obawa przed odmiennością i założenie, że „moje myślenie jest jedyne i słuszne”.
      Duża niedojrzałość, bo nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko. Jak ktoś chce pielęgnować rodzinne wartości w swoim życiu, powinien zdawać sobie sprawę z czego musi zrezygnować i to samo idzie w drugą stronę, wyzwolenie nijak ma się do zakładania rodzinnego gniazdka i poświęceniu rodzinie. A jak nas coś tak uwiera, że musimy rozglądać się dookoła to może warto zacząć od siebie rozwiązywanie problemu. A my chcielibyśmy, żeby wszyscy bili nam brawo i byli zadowoleni z tego jak żyjemy. A najlepiej postępowali tak samo, bo to dla nas najbardziej komfortowe. Ale czy w życiu każdego z osobna zmieni się coś jeżeli będzie wiedział o i innych kto z kim i gdzie i jak często to robi? Czy miał na to wpływ? Przecież każdy powinien mieć swój rozum i sam stanowić o sobie, a seks jest był i będzie dla ludzi. Trzeba tylko mieć odrobinę wyobraźni i wiedzieć z jakimi konsekwencjami wiąże się nasze zachowanie.

    2. Ale nie takie to proste :). Konflikt będzie zawsze. Zawsze będzie coś wystawać spod postanowienia, chcenia, wyboru, Ja. To co powoduje tymi krzyczącymi z obu stron to pragnienie, lęk, żeby nie było konfliktu. Żeby nie było konfliktu między płcią biologiczną, kulturową, czutą, wyrażaną, religijną, uznaną, nieuznaną etc, etc. Żeby świat (ten wewnętrzny i zewnętrzny) był prosty i bezkonfliktowy. Tak nie ma. Zgoda ze sobą- tak, ale którym kawałkiem „sobą”? Stanowienie o sobie- ale co trzeba wyciąć z „siebie” dla tego stanowienia? Żyjemy, nomen omen- w półkroku.

      1. Patrząc z dystansu pewnie zawsze jest konflikt, ale jest też jakieś teraz i moja prawda o sobie w tym teraz. Moge żyć w zgodzie z tym poziomem samoświadomości jaki aktualnie reprezentuje. Mogę w tej swojej subiektywnej prawdzie żyć jaka by ona nie była, na ile umiem, bez opowiadania bajek w głowie i dorabiania ideologii.

  2. I chyba właśnie to opowiadanie tych bajek najbardziej nam doskwiera, bo wewnętrznego konfliktu być może nie sposób się wyzbyć. Taka nasza natura. Ale zamiast spojrzeć w głąb próbować zrozumieć samego siebie, dostrzec to co nas uwiera, ludzie wolą zaklinać rzeczywistość.

Pozostaw odpowiedź Ana Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *