Trochę o Karcie i nadawaniu znaczeń

Dyskusja wokół warszawskiej Karty LGTB+ pokazała jak nadawane są znaczenia. Bo oczywiste jest, że oprócz politykierstwa ukrytego pod Kartą i dezinformacją wzniecanym o-Burz-eniem  jest to spór dorosłych o ich wizję seksualności i świata, z dziećmi nie mający nic wspólnego. Dziecko to figura, na którą dorośli projektują swoje fantazje dotyczące własnej seksualności. Nazywają ją.

Zgwałcone czy zmolestowane małe dziecko nie umie nazwać tego, co mu się przytrafiło. Nie odnosi tego do kulturowego obszaru skojarzeń z seksem czy przemocą, nie ma kontekstu.  Jeśli nawet ten kontekst znajdzie, nie nazwie głośno tego, co się stało- bo nie będzie w stanie unieść psychicznych konsekwencji nazwania. Powie głośno dopiero wtedy, gdy dorośnie i okrzepnie:  wtedy skonfrontuje się wstecznie z  traumą, nazwie ją i spróbuje – czasem z ogromnym trudem – inkorporować do swojej osobistej narracji.  Molestowane dzieci milczą, bo nie mają słów by nazwać; jak słowa już znajdą – nie uniosą ich znaczenia, więc mówią dopiero, gdy dorosną. Trauma pojawia się w momencie nazwania, nadania znaczenia a nie wiąże się z samym faktem.  Nagi, zwierzęcy akt nie znaczy nic, jeśli nie zahacza o system odniesień. Tak, zwierzaki mają prościej.

Podobnie jest z ową nieszczęsną dziecięcą masturbacją. Masturbacja dziecięca i dziecięce odkrywania ciał(a) jest oczywistym faktem i etapem rozwoju takim samym, jak nauka łapania równowagi przy łażeniu po drzewach czy tworzenie własnych reguł językowych przy nauce mowy. Nie dziecko nadaje jednak sens pojęciu „dziecięcej masturbacji” a dorośli.

I tak, wokół Karty widać, że jedni wpisują figurę-dziecko w swoją sieć odniesień, w której masturbacja wiąże się z poczuciem winy, poczuciem zła, samoograniczeniem, tabu i zniszczeniem niewinności. W ich pojęciu dziecko nie masturbuje się samo z siebie, bo nie jest istotą seksualną – chyba, że zostanie „wyedukowane”, nauczone takich zachowań, „zseksualizowane” lub też przemówi przez nie zło, które trzeba wyrwać. Drudzy wpisują dziecko w pojęcia wolności, bezwarunkowej akceptacji, (nieosiągalnego dla dziecka) dorosłego asertywnego samostanowienia, umiejętności stawiania granic i cielesności jako narzędzia przyjemności. Obie grupy mówią też do kogoś innego.  Oburzeni obrońcy rzekomej dziecięcej niewinności zwracają się do Nieba, do figury boga; chcą, żeby on patrzył na ich niezłomność (np. w walce ze Złem; w budowaniu kolejnej figury „Żyda”, geja-pedofila, dopełnienia niewinnej ofiary-dziecka). Zwolennicy Karty zwracają się do edukatorów, do społecznej sieci, do Ziemi.

W dyskusji uderzają mnie też dwa paradoksy. Jeden, że oto strona posługująca się zazwyczaj argumentami odwołującymi do Natury, tej córy Boga, musi uporać się z naturalnym rozwojem człowieka, który jest zbytnio naturalny – i nie jest to winą WHO.  I drugi paradoks- że seks wywołuje większe emocje u tych, którzy wiążą go z zakazem, z tabu i winą niż u tych, którzy wiążą go z wolnością i dostępnością. Seks wymaga pewnego zakazu, tabu – inaczej staje się nużącym przymusem rozkoszy, zwierzęcym aktem bez znaczenia, ciupcianiem po kątach bez sensu. Być może dlatego wierzący podtrzymują swoją religijność- bo Kościół ograniczając seksualność wiernych (i gadając o niej obsesyjnie), nadaje jej ogromne znaczenie i moc.

Wracając do nadawania znaczenia. Gdyby nie było to straszne, byłoby śmiesznie obserwować, jak te same słowa wpadają w różne kanały znaczeń i płyną, by zbudować zupełnie inne obrazy. Słowo „masturbacja” będzie nieść inne znaczenie, gdy połączymy je z „religią” i inne, gdy połączone jest ze „zdrowiem”, „wolnością” i „rozwojem”. Problem w tym, że ten sposób łączenia z innymi pojęciami, sieć znaczeń nie jest już oczywista i jedyna a wybór jej spada na barki jednostki, nie będąc koniecznie wyborem świadomym i przemyślanym. Nie ma niczego, co wydaje się wszystkim oczywiste i dzieje się z automatu. Nie da się dogadać słowami, bo nie łączą się z jednym sposobem odczytania. A żadna definicja nie jest ostateczna, jedyna, jednoznaczna i jednopoziomowa, bo język ludzki nie jest językiem matematycznym. Mamy szwedzki stół a na nim mnóstwo dań, grupek znaczeń. Pewnie stąd obecna polityczna walka o powołanie jednego systemu odniesień – ale powołać go można tylko przemocą, bo inaczej się nie da. Stąd też uspokajająca waga logo, etykietki- bo wskazuje bezpieczne miejsca, w których inni podzielają ten sam system znaczeń, co jednostka. Stąd też niepokój początku wieku- bo a nuż, ci co wybierają inny system znaczeń ze szwedzkiego stołu mają większą frajdę?

Niezaspokojenie- bo dań wiele a czasu mało. I niepokój- że może inni wybierają lepiej. I kuszące widmo politycznej jednorodnej „stabilizacji”, która zniweluje niepokój, ale zlikwiduje też  możliwość wyboru. Niektórzy powiedzą: „będzie spokój a człowiek zacznie żyć zgodnie ze swoim naturalnym powołaniem, boskim planem”. Ja powiem: nie będzie podmiotowości, człowieczeństwa. Zwierzę nie ma wyboru i nie nazywa. Nie przeżywa wewnętrznego napięcia związanego z nazywaniem ani wyborem sieci znaczeń. Nie chodzi mi o to, że „człowiek to korona stworzenia”- a raczej o to, że jest pomyłką natury, pęknięciem, nieustanną niepewnością wyboru, niespójnością między tym, co biologiczne a tym, co nazywane. Jest szaleńcem, ale – przykro mi – poza szaleństwem byłby zwierzęciem. Akceptacja swojego pęknięcia, niepewności, wielowątkowości, pozycji szaleńca- to być może alternatywa do zewnętrznej przemocy narzucającej jeden system, obrazów i odniesień.

https://www.wprost.pl/_f//elements/2019-03/warszawska-deklaracja-lgbt.pdf

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24537079,deklaracja-lgbt-doprowadzi-do-seksualizacji-dzieci-robienie.html

 

 

 

 

Jedna myśl na temat “Trochę o Karcie i nadawaniu znaczeń”

  1. Jak dla mnie taka dyskusja, świadczy o żenująco niskim poziomie polityków, ich zakompleksieniu i czystej chęci indoktrynacji społeczeństwa w wyznawanym przez siebie systemie wartości.
    I tak wszyscy będą się upierać, że wszystko dla dobra obcych dzieci. Ile z osób zabierających głos przejęło się losem chociaż jednego dziecka potrzebującego pomocy. I zaoferowało realną pomoc.

    Na konstruktywną i rozwijającą dyskusję o seksie i seksualności człowieka, jest szansa kiedy zdobędziemy się na porzucenie osobistych uprzedzeń i spojrzymy na zagadnienie w sposób naukowy bardziej obiektywny. Inaczej to będzie wyglądać z okiem czystej biologii, inaczej z punktu widzenia psychologii czy seksuologii. Człowiek jest skomplikowaną istotą i pełną sprzeczności. Nie da się go zamknąć w sztywne ramy. A tak to jest więcej zamieszania wokół tematu niż to warte. Seks to seks, życie to życie, można bez końca rozprawiać o tym i o tym, narzucać normy, a ludzie będą i tak robić swoje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *