Imaginarium gnuśne

O dominującej w polskiej mentalności gnuśności i braku odpowiedzialności Andrzej Leder:

Można by natomiast powiedzieć, zgodnie z antyczną intuicją  Anaksymandra – że miejsce winy jest też miejscem prawdziwego istnienia. Jeśli w geście ustanawiającym podmiotowe istnienie czyniliśmy zło- a często tak bywa- to sama podmiotowość zaczyna wydawać się zła. Próbą ucieczki od pamięci jest wyrzeczenie się podmiotowości, a przede wszystkim- autonomii myślenia.

Imaginarium gnuśne skłania więc do łatwego, prowizorycznie chroniącego przed złym rozdzielania – tu jasne, tu ciemne – i powstrzymuje przed dalszym trudem namysłu. Choćby takim, który nie cofa się przed dostrzeżeniem dalekich trudnych konsekwencji swoich podejmowanych „w dobrej intencji” decyzji. Takim, które za te decyzje bierze odpowiedzialność. Myślenie, w którym podmiot nigdy nie może zająć pozycji „jestem niedoskonały, zrobiłem coś złego” – a takie właśnie jest myślenie, które nie chce rozpoznać zła w sobie – traci swoją złożoność, dynamikę i elastyczność. Operuje na dwubiegunowej osi, w której „we mnie jest wszystko dobre” a w Innych – zło. To powoduje, że spór racji staje się niemożliwy, że każda polemika jest mordercza i zagrażająca fundamentom tożsamości. Znika perspektywa, w której nazwanie prawdy o sobie jest darem dla innego.

Uparta obrona „dobrego samopoczucia” , stale przecież atakowanego przez ukryte „wspomnienie zła”, skłania do hamowania wszelkiego ruchu myśli, który poza ów schemat wybiega. Stąd niechęć do myślenia w ogóle, do analizowania, do intelektualnych wypraw w nieznane- stamtąd zawsze mogą wyłonić się upiory. Stąd też niechęć do przeglądania się w lustrze współczesności; zgodnie z tym, że teraźniejszość przychodzi do nas tam, gdzie naprawdę jesteśmy, coś strasznego pojawić by się mogło w obrazie odsyłanym przez prawdziwe zwierciadło. Lepsze okazuje się takie, które deformuje rzeczywistość, odsyłając do bajkowych, fantazmatycznych konstrukcji z mitycznej przeszłości. Stąd wreszcie niechęć do przyjmowania rzeczywistej odpowiedzialności, gdyż odpowiedzialność to konfrontacja z realnym zawsze ujawniająca niespójności w obrazie samego siebie, szczeliny, przez które wychynąć może poczucie winy”.

Uważam ten fragment za bardzo cenny. Dotyka oczywiście kontekstu „Prześnionej Rewolucji”, ale moim zdaniem można go odnieść ogólnie do tego, że dychotomia dobra i zła (wpajana masom przez monoteistyczną religię czy ewangeliczne posłanie psychoterapii „czuj się dobrze”) nie sprzyja refleksji i autorefleksji. I uniemożliwia zbliżenie się do bolesnych, zamkniętych tabu i otoczonych ogromnymi emocjami obszarów psyche. Blokuje zgodę na niespójność, niepewność, wewnętrzne zaplątanie i na myśl, że wybór jest zawsze wyborem mniejszego zła- jak się to „mniejsze” komuś wydaje. Przekierowuje – nader dla podmiotu i otoczenia nieszczęśliwie – energię w stronę bezpłodnej „refleksji moralnej”, która staje się intelektualną zabawą, namiastką rozwoju a czasem auto-regulacją za pomocą poczucia winy i murem przed niechcianymi impulsami. Ale odpowiedzialnym podmiotem stać się można po zbliżeniu się do szarego, niespójnego, przerażającego, brakującego. Czarno-biały, pozornie bezpieczny i pełny (zdrowy) świat rezonuje z niechęcią do myślenia.

Dychotomia „ja dobry” (bo inaczej zawali się poczucie tożsamości)- „oni źli” (bo obdarowani zostają wypartym „złem”) to stały element społecznej rzeczywistości. Im bardziej ludzie usiłują być „dobrzy” i spójni, tym bardziej stają się podli i niespójni, nakładając na to jakieś racjonalizacje. I tym większy chaos „atakuje” ich zewsząd, od wewnątrz demony i trupy z szafy.

Być może stąd bije źródło tego, że jako grupa sami sobie cudzy jesteśmy: nie obywatele,  nie jednostki a przerażone sobą dzieci, które wierzą w aniołki i misję zbawiania.

Andrzej Leder, Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2014

 

 

 

 

Jedna myśl na temat “Imaginarium gnuśne”

  1. Właśnie, nikt nie idzie na terapię, żeby usłyszeć, to ty masz problem, to ty zachowujesz się źle. Oczekiwane jest pogłaskanie po głowie, utwierdzenie w przekonaniu, że to niedobra żona/mąż, czy rodzice itd. Więc rynek oferuje to czego ludzie oczekują.
    Każda osoba , która uważa się za wcielenie dobra powinna sobie zadać pytanie z czego byłoby jej najtrudniej w życiu zrezygnować. A potem wyobrazić sobie, że rezygnuje w imię wyższego celu. Jakie emocje się z tym będą wiązały? Nie twierdzę przez to, że większość to chodzący socjopaci, jednak ludzie postępują tak, żeby czuć się dobrze w dłuższej perspektywie, nawet gdy nie zdają sobie z tego sprawy. A historie jakie dorabiamy do tego zachowania to już inna kwestia.
    Niestety nawet przypowieści religijne nie uczą nas niczego chociaż kraj pełen zagorzałych katolików, jakoś tak łatwiej źdźbło trawy dostrzec i bliźniego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *