O konflikcie z Izraelem

Zabawny w sumie ten konflikt. Jakby nierzeczywisty. Tak jak nierzeczywisty, zwariowany jest antysemityzm bez Żydów i antypolonizm bez Polaków. Choć rzeczywistość inna, to jednak stare figury wydają się wciąż żywe. Człowiek wśród mar żyje a nie na Ziemi, nie w faktach. Mary to  właściwa przestrzeń człowieczeństwa.

Swoją drogą, PiS, grający figurkami z szopki ma cudny talent do wciągania do tańca innych cieni, ożywiania trupich figur. Pewnie dlatego mamy wszystkie sklepy poobrażane, od Norwegii do Iranu.

*

Przepychanki z Izraelem i kosz-mary przywiodły mi na myśl „Prześnioną Rewolucję”Andrzeja Ledera, książkę ogromnie gęstą w znaczenia i cenną na „25Lat Wolności”. Traktuje o Rewolucji lat 1939-1956, bo rewolucją była likwidacja ziemiaństwa, Zagłada i naruszenie stosunków własności oraz wypłynięcie szerokich warstw chłopstwa i polskiego drobnego mieszczaństwa znanego dziś szerzej jako „klasa średnia”. „Prześniona” ta rewolucja  jednak, bo nie przeprowadzona aktywnie przez ową późniejszą „kasę średnią” a przez najeźdźców, Rosjan i Niemców – jakby w zastępstwie tej warstwy, zgodnie z jej poczuciem krzywdy i jej utajonym pragnieniem zniszczenia dotychczasowego porządku.  Prześniona także, bo nie nazwana, nie przebolała, wypchnięta do nieświadomego. Rewolucja (więcej niż!) realna, ale niczym w sennym koszmarze, gdzie wszystko się dzieje samo przez się i obudzić się nie można.

Słowami Ledera:

[Rewolucja] została dokonana przez Innych, bez tego, żeby najbardziej podmiotowe części narodu utożsamiły się z decyzjami, działaniem i odpowiedzialnością za to, co się stało. W efekcie rewolucja została doświadczona przez polskie społeczeństwo jak koszmarny sen; sen w którym spełniają się najskrytsze i najokropniejsze marzenia i lęki.

oraz

Polska rewolucja została jakby prześniona. Ale była jednocześnie spełnieniem okrutnych pragnień. Temu spełnieniu towarzyszyła mściwa satysfakcja i – często dramatyczny- lęk. Choć jest więc to rewolucja przeżyta za pośrednictwem, jakby we śnie, jej skutki są zupełnie realne.

*

Wyrażenia „polskie obozy zagłady”, „antysemityzm wyssany z mlekiem matki” czy „babcia zamordowana przez Niemców i Polaków” są obrazami a nie faktami. Znaczą (haczą) właśnie w warstwie snu, w podziemiu i budzą emocje.  Skąd ten krzyk, skoro to nie my, Polacy (prawie wszyscy) czyści jak łza, nazistowskie ofiary niewinne?

Andrzej Leder na scenę wprowadza pojęcie transpasywności: ukryte (bo niemoralne, zderzone z wymaganiami ego) rajcowanie się  podmiotu cudzą krzywdą i cudzym działaniem- tym, co robi Inny- w  zastępstwie podmiotu. Podmiot wypiera swoją radość ( z tego, co robi Inny) i zawiść (bo Inny jest wolny w zakazanym działaniu). Pozornie, na zewnątrz i dla siebie pozostaje czysty (nie ja robię;  to nie ja, to oni, ci źli- co jest do dziś leitmotivem polskiej strony), ale z głębokim wewnętrznym niepokojem (biorę udział swoją radością w tym, co jest robione przez złych; wypieram, że cieszę się razem ze złymi; przeżywam zakazaną radość i gorliwość złego jak swoją). Radość pozostaje ukryta i budzi skrywane poczucie winy. Stąd, moim zdaniem, potężnymi emocjami odzywają się „polskie obozy zagłady”. Bo gdyby przeczytać to wprost, to jest to określenie wyrażające ukryte, wyparte, niemożliwe do zniesienia pragnienie ówczesnych. Gdyby obraz „polskich obozów” nie poruszał emocjonalnego, podziemnego życia, nie niósłby takiej energii, może byłby przedmiotem drwiny czy korekty historyków – jak każda inna ignorancja. Energia wkładana w wyjaśnienia i oburzenia wydaje się być związana utajoną polską satysfakcją z „rozwiązania kwestii żydowskiej” cudzymi rękoma.

Fragment „Prześnionej…”:

Poczucie transpasywności zawiera w sobie jeszcze jedną figurę. Oto mogę być aktywny, jednak przyjemność i podmiotowość- delegować na Innego. Żiżek nazywa to fałszywą aktywnością; „wydaje ci się że jesteś aktywny, podczas gdy twoja prawdziwa pozycja, ucieleśniona w fetyszu, jest pasywna”. Jest to w gruncie rzeczy obrona podmiotu przed zakazaną rozkoszą, przez związanym z nią poczuciem winy.

Stąd być może głośna postawa „to nie my”. Nie my, bo nie jesteśmy odpowiedzialnymi podmiotami.

Choć przecież Polacy weszli w posiadanie pożydowskiego mienia (zaryzowanego, zabezpieczonego, jak to zgrabnie naziści mówili o kradzieży i przemocy). Odczuwali utajoną radość ze społecznego awansu, z wejścia w buty mieszczanina, drobnego wytwórcy czy handlowca (buty jeszcze ciepłe, zwolnione po Zagładzie). Radość polskiego chłopa, że jest ktoś obok gnany jak zwierzę, bardziej upodlony niż on. Z jednej strony utajona radość i poczucie winy, z drugiej: podskórna obawa, że nie jest się u siebie, nie zajmuje się swojego miejsca i że „oni” wrócą po (nie)swoje. Wykorzenienie. Obawa i nienawiść do tych, komu się zabrało, zajęło. I o tym trzeba milczeć.

Z tego wewnętrznego zamieszania wypływają różnie narracje. Na przykład, „nic się nie stało” (Polacy i Żydzi byli solidarnymi ofiarami jednego wroga, amen). Lub też: „lepiej nie mówić o tym, co się (nie) stało” (patrz Jedwabne lub narracja: no, byli tacy źli, ale przecież i ci, co bronili Żydów).  Albo kukizowskie „plosę pani, a bo to oni! jesteśmy kwita, oni nas też skrzywdzili, to „komuniści”.

W każdym razie poruszanie tematu uderza w podmiotowość, w prawowitość, w zakorzenienie. Boli uzurpatorów, którzy krzyczą najgłośniej.

Uderza także w ekskluzywne poczucie krzywdy.

*

Język dyskursu wokółizraelskiego mnie, dziecko PRLu i pluralizmu, razi. Nikt nie mówi o Zagładzie „obywateli polskich wyznania mojżeszowego” a używa języka szopki, języka II Rzeczpospolitej. Prawi się uparcie o Polakach (czytaj: Polak katolik) i Żydach („onych”, tych obcych), tak jakby ciągle żyli obok siebie, w oddzielnych nieprzystających do siebie światach, we wzajemnej pogardzie, ale i konieczności, dopełnieniu. W tej narracji znów pochodzenie etniczne określa rolę i skazuje na potępienie – jak w czasie Zagłady. W tej narracji, tak jak przed wojną, Żydzi zostali wypchnięci (sami wyszli?)  poza „naszą” historię. Didaskalia Ledera:

To [żydowskie] zamknięcie w ahistorycznej, przednowoczesnej wyobraźni, połączone z izolacją językową i powszechnym strachem przed „odwiecznym” antysemityzmem, powodowało głębokie wyosobnienie wspólnoty żydowskiej.

Okres wojny pokazał przepaść między etnosami, obszary wykluczenia, obojętności, podskórnej satysfakcjonującej nienawiści.

W gruncie rzeczy nienawiść i pogarda wobec tych, których postrzega się jako gorszych od siebie i wrogich, może zastąpić prawie wszystkie inne źródła satysfakcji.

Konflikt wokół wypowiedzi Katza pokazuje jak  światy cierpienia są od siebie oddalone. Mam wrażenie uczestnictwa w jakimś konkursie. Bitwa  na krzywdy. Poczucie krzywdy jest tak wielkie, że przesłania świat i nie otwiera na krzywdę innych, zwłaszcza tych, którzy przez wieki stali się grupą obcą, grupą obok, zaprzeczeniem „naszości”, „naszej grupy”.  Andrzej Leder pyta: Dlaczego ofiary mają kamienne serca?

Poczucie krzywdy zamyka i polaryzuje świat na my, nasze, my skrzywdzeni i oni- obojętni, kaci. To organizuje znaczenie wszystkich wydarzeń. Proces zastyga w jednej formie. Pojawia się potrzeba (niezmierzonego, więc i niemożliwego) zadośćuczynienia krzywdy (bo jest wyjątkowa, jedyna, największa, „nasza”) i nienawiść do tych, którzy próbują ją urealnić czy rozszerzyć na innych (przecież nikt tak nie cierpiał jak „my”). Potrzeba kary ewoluuje w stronę przemocy, linczu, bo żadne prawo nie może pomieścić „tej” krzywdy. Świat krzywdy jest światem zamkniętym, dlatego nikt nie rozumie Katza. Dlatego nikt nie rozumie Morawieckiego.  Ofiara nie może nosić żadnej winy, ofiara nie może być katem. Jeszcze raz „Prześniona…”:

Realne bogactwo i różnorodność, złożone zależności i niejednoznaczność, wszystko to znika w czerni i bieli, pomiędzy którymi nie ma nic. Świat to albo ci, którzy mnie skrzywdzili i krzywdzą dalej, albo dobrzy, skrzywdzeni jak ja i ci, którzy mnie bronią.

*

Mądrzy ludzie mówią, że gdy ktoś stale potyka się o te same wydarzenia, odczytuje te same scenariusze, najsensowniej jest pochylić się nad nimi. Coś z głębin się dobija. Jeśli ciągle świat mówi na ten sam temat, to znaczy, że ten obszar w życiu wewnętrznym jest nadal żywy, nieprzepracowany. Warto wtedy nazwać, przeboleć, przezłościć.  Zobaczyć swój Cień, to co haczy i boli (co widać w innych, choć jest w nas). Inaczej Cień będzie miał zawsze nad nami władzę, ciągle te same mary będą się śnić i działać z ukrycia. Inaczej -również na planie wspólnoty-z feudalną mentalnością będziemy uzurpować do nowoczesności, krzycząc „Europa to my” i głęboko w to nie wierząc.

O przepracowaniu Andrzej Leder :

Uświadomienie sobie swojego miejsca wymaga jednak uznania trudnej genealogii. Uznania, że prawie wszyscy jesteśmy dziećmi owej nieszczęsnej, przeprowadzonej cudzymi rękami, okrutnej rewolucji, przeorania polskiej tkanki społecznej. Oznacza to- jeszcze raz- wzięcie odpowiedzialności za to, co wówczas się stało. Uświadomienie sobie, że nasi ojcowie czy dziadowie brali, wchodzili, przymykali oczy, ba, zabijali, donosili, zdradzali. Ale też podejmowali decyzje i wyzwania, wędrowali myślami w przyszłość, budowali zręby nowego społeczeństwa. To jest wsþółczesna, przyszłościowa – a nie tylko moralna- funkcja takich aktów jak wzięcie odpowiedzialności za Jedwabne. Moralna dotyczy oddania sprawiedliwości innym, przyszłościowa – wzięcia odpowiedzialności za siebie.

Wypowiedzi Katza należałoby więc potraktować nie jako zalążek kolejnego irracjonalnego sporu a jako rozwojowe zaproszenie do nowoczesności, do ustabilizowania pojęcia nowoczesnego państwa jako wspólnoty obywateli i do przepracowania starych figur. Jako zaproszenie do samookreślenia „klasy średniej”. I mu za to zaproszenie do przebudzenia się po Rewolucji podziękować.

Trzeba więc to wypowiedzieć: dla bardzo wielu ludzi wejście w „przygodę” z nowoczesnością odbyło się po żydowskim trupie. To zresztą nadaje nowoczesności w Polsce siną, niezbyt zachęcającą barwę.

Mary, trupy i zombi.

 

Andrzej Leder , Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2014

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *