Z powodu Gdańska

Gdy zaczynałam myśleć o nowym blogu, założyłam, że nie będzie o polityce. Założenie to złamałam wielokrotnie. Złamię je teraz – z powodu Gdańska.

Po morderstwie popełnionym na prezydencie Pawle Adamowiczu naczytałam się morza internetowych komentarzy. Najbardziej uderzyły mnie te, które przyrównywały żałobę do „obowiązku płaczu po Stalinie”, te które wspominały o mafiach, „układzie gdańskim”, o błędach i bogactwie zmarłego czy o pisaniu na siłę mdłej hagiografii. Oraz o „biednych, zwykłych ludziach”, którzy honorów pogrzebowych nie dostąpią.

Przekaz utajony brzmiał: gdańszczanie, nie bądźcie durniami ani hipokrytami.

Jednak gdańszczanie- masowo oddając hołd zamordowanemu i wyrażając smutek w przestrzeni publicznej- naprawdę nie są durniami.

Tłumy w Gdańsku nie szukają sensacji, nie gromadzą się, by zobaczyć celebrytów lub siebie w telewizorni. Czują, że poza wymiarem symbolicznym, wymiarem ludzkich znaczeń,  trumna jest tylko kawałkiem drewna. Czym jest „Gdańsk”- dla każdego czymś innym a dla wielu Polaków niczym, co przywodzi skojarzenia. Prezydent miasta, tak, jest zwykłym człowiekiem. Ale gdańszczanie nie żegnali przecież zwykłego człowieka, nawet zmarłego niezwyczajną śmiercią. Zmarły nie był znajomym nawet połowy ludzi gromadzących się na Placu Trzech Krzyży, wokół Urzędu, na ulicach Głównego i Starego Miasta. Mieszkańcy nie gromadzili się ze współczucia dla wdowy i osieroconych córek czy dla urzędników, którzy stracili szefa. To za mało, by tak się zaangażować.

Mieszkańcy Gdańska zrobili to świadomie lub nie, ale starali się odbudować i podtrzymać ugodzony symboliczny wspólnotowy porządek. Porządek umowy, na mocy której wybrany „zwykły człowiek” pełni symboliczną, uznaną przez wspólnotę rolę. „Mój syn, gdy ubiera się w mundur celnika, przestaje być synem”, skarżył mi się ktoś w pracy. Umundurowany policjant jest kimś innym niż kolegą ze szkolnej ławki. Nie chodzi o mundur, przebranie, ale rolę – prezydent miasta w swojej roli jest kimś innym niż pracownikiem, sąsiadem czy przechodniem.

Zabójstwo Adamowicza to nie zabójstwo bliźniego, jakże ludzkiego ze swoimi wadami i zaletami, ale pogwałcenie pewnego porządku. Stefan nie zadźgał Pawła. Morderca zadźgał -i to podczas ważnego wspólnotowego wydarzenia- osobę pełniącą rolę prezydenta miasta, uosabiającego metaforycznie wspólnotę pt. Gdańsk.  Był to zarówno cios w umowny  porządek, jak i cios we wspólnotę, która wybrała kogoś, by pełnił funkcję- realnie i symbolicznie- włodarza. Na chwilę, spod metafory kazał się real: zamiast roli pokazała się zwyczajność  bólu, konania, krew. Wspólnota mądrze, gromadnym uczestnictwem w żałobie, próbuje wrócić do metafory, odbudować  porządek, zakryć realne. Obrazowo rzecz ujmując- ożywić (totemami, zdjęciami, wspomnieniami) „prezydenta” (Ojca) jako figurę, funkcję, jego rolę we wspólnocie, mimo że samej osoby już nie ma. Nie ma to nic wspólnego z zewnętrznym przymusem a raczej z wewnętrznym uwarunkowaniem, że poza symboliką, metaforą, człowieczeństwo nie istnieje.

Zdarzenia w warstwie symbolicznej gadają ze sobą, nawarstwiają się. Morderstwo z 13 stycznia 2019 roku tworzy całą sieć skojarzeń. Np. „a Słowo stało się Ciałem”. Lub takie, ciągle „gdańskie”:

W 1411 roku komtur krzyżacki zaprosił na ucztę wielkanocną – w ramach negocjacji wokół narastającego w Mieście konfliktu z Krzyżakami – gdańskich burmistrzów Leczkowa i Hechta oraz rajcę Grossa. Zaproszeni przedstawiciele miasta zostali zamordowani na zamku komtura. Ich ciała z obciętymi głowami wyrzucono do zamkowej fosy po kilku dniach. Gdańszczanie – zdjęci grozą i przejęci lękiem przed Krzyżakami – pochowali zamordowanych w nawie Kościoła Mariackiego. W kompletnej ciszy, bez zwyczajowego bicia w dzwony.

Dziś jesteśmy świadkami kolejnego Sound of Silence, choć akurat na tej Karcie Historii – z biciem dzwonów i wyciem syren. I -oby-bez lęku.

Czlowiek nie funkcjonuje poza metaforą. Dlatego „zdradzieckie mordy” „element animalny” czy „drugi sort” zmieniły się i będą zmieniać się w ciało. A demonstracje (wdzięczności, smutku, sprzeciwu), takie jak pogrzeb prezydenta w Kościele Mariackim, choć symboliczne, mają swoją wagę. Może właśnie dlatego, że symboliczne?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *