Będzie, bo było

„Najbardziej udana i najpełniejsza definicja narodowego bolszewizmu brzmi: „Narodowy bolszewizm jest superideologią wspólną dla wszelkiego rodzaju wrogów Społeczeństwa Otwartego”. Nie jedna z ideologii wrogich tego rodzaju społeczeństwu, ale jego w pełni świadoma, zupełna i naturalna antyteza. Narodowy bolszewizm jest ideologią zbudowaną na pełnej i radykalnej negacji jednostki i jej centralnej roli”.

Manifest Aleksandra Dugina

Pojedynek:  Społeczeństwo Otwarte vs Narodowy Bolszewizm przywodzi mi na myśl „Czarodziejską Górę” Manna. Oto odwieczny Settembrini i odwieczny Nephta walczą o duszę biednego, chorego Hansa. Jak pamiętamy, w pojedynku Settembrini oddaje strzał w powietrze. Nephta popełnia samobójstwo.

Książka „Będzie jak było” Maszy Gessen, reportaż o rosyjskim pokoleniu symbolicznego 1984 roku, traktuje o niepojętym dla rozumu samobójstwie społeczeństwa. Czyta się ją z przerażeniem. Przynajmniej ja czytałam, znajdując analogie miedzy totalitarną Rosją a naszymi 25 Latami Wolności i obecnym p(i)sim kierunkiem rozwoju. Tym bardziej, że pamiętam jeszcze PRL. I mam niestety dość oleju w głowie by wiedzieć, że i w Nadwiślańskim Kraju będzie wkrótce jak było.

Masza Gessen stawia tezę: straumatyzowana wspólnota, tak jak i straumatyzowana jednostka, będzie nieświadomie odtwarzać nieprzepracowany uraz i dążyć bezwładnie do odtworzenia warunków jego powstania. Przymus powtarzania traumy, lęk przed wolnością, dążenie do wolności od – etykietki są różne, ale mówią o tym samym. Że uwolniony niewolnik, choć opromieniony wolnością i syty, pragnie tak bardzo swojego bezpiecznego zniewolenia, powrotu do bolesnej klatki, że odbuduje ją sobie sam.

Pisze Bessel van der Kolk, psychiatra, badacz zagadnień PTSD:

Wielu ludzi, którzy doświadczyli traumy, wchodzi w, lub wystawia się na sytuacje będące jej reminiscencjami, co stwarza wrażenie pewnej kompulsji. Takie behawioralne reaktywacje bardzo rzadko są działaniem świadomym w sensie ich związku z dawnymi urazami […]. Freud uważał, że nieświadomym celem powtarzania traumy jest chęć uzyskania nad nią władzy, jednak doświadczenie kliniczne dowodzi, że to nie zdarza się prawie nigdy; przeciwnie, reaktywacje przynoszą nowe, nakładające się cierpienia zarówno samym ofiarom, jak i osobom z ich otoczenia.

***

Socjolog Jurij Lewada wierzył w latach dziewięćdziesiątych, że homo sovieticus, jako produkt rewolucji i wielkiej czystki, wymrze śmiercią naturalną, ZSRR upadnie, a koniec tego miłosnego uścisku państwa i jednostki przypieczętują nowe polityczne i gospodarcze warunki. Jednak rzeczywistość okazała się inna: homo sovieticus nie był zdolny do stworzenia sobie nowych warunków rozwoju a jedynie do odtworzenia dobrze sobie znanych, urazowych, pozornie stabilizujących i ograniczających stresujący nadmiar wolności. I wydaje się dziś, że społeczeństwa z byłego bloku wschodniego nie są w stanie stworzyć niczego- mogą jedynie zapożyczyć słowa od innych, podebrać cudze obrazy. Są bezpłodne. Mniejsza grupa skorzysta z „wolności do”, większość błaga jednak o uśmierzenie lęku przez „wolność od”. Co ciekawe i bolesne, ten proces odbudowywania klatki wydaje się irracjonalny, bo dokonuje się w warunkach względnego dobrobytu i skoku cywilizacyjnego.

Wydaje się więc, że homo sovieticus (a raczej taka postawa) nie wymarł, nie tylko w byłym ZSRR, ale i w innych barakach obozu, także w wesołej Pislandii. Rymuje się pięknie z:

posłuszeństwem,

konformizmem,

uległością,

wiarą w egalitaryzm hierarchiczny (o oksymoronie lewadowski piękny!) czyli z hasłem: „wszystkie zwierzęta są równe, ale świnie równiejsze”

wycofaniem, samoizolacją, brakiem społecznego zaufania,

dwójmyśleniem,

odcięciem od traum,

wiarą w państwo opiekuńcze i lęk przed nim,

biernością.

Homo sovieticus to warunek powstania i odpad systemu totalitarnego, w którym by uniknąć przemocy jednostka powodowana strachem włącza się w budowę ograniczeń, sama się reguluje i pilnuje regulowania innych. Granice szaleństwa ciągle się przesuwają, pulsują. Idee na topie stają się co rusz passees i trzeba nieustannej czujności, by stwierdzać, skąd wiatr wieje. Jednostka jest wyczulona na sygnały pozwalające przeżyć a nie na poruszenia swojej duszy.

Warto mieć ten portret przed oczyma przy dalszej lekturze kilku myśli (a raczej chaotycznych idei, obrazów, intuicji i przypuszczeń niezdarnych) wokół książki i traumy.

Mój osobisty szkic grubą kreską na 100 lat Niepodległej:

1. Zmiana warunków jako stresor

Przemiany społeczne po 1989 roku w Polsce wydają się – na poziomie racjonalnym czyli zafałszowującym – jasną, porywającą próbą odbudowy wartości i odreagowania wcześniejszych urazów komunizmu, systemu PRLu. W praktyce, i gdy spojrzeć nieco głębiej, okazały się budowlą pozorną, kartonową, fasadową, czyli kolejnym potężnym stresorem, sprzyjającym odbudowie znanego i bezpiecznego PRLowskiego systemu. Okres „25 Lat Wolności” jest w zasadzie rodzajem wewnętrznego sabotażu, szeregiem działań chaotycznych i pozornych, poronioną próbą uporania się z urazami- przez ich odcięcie, wyparcie (polityka „grubej kreski”). Jakiekolwiek pozytywne przemiany społeczne (winda społeczna, bogacenie się szerokich warstw społecznych) okazały się de facto zagrażające i budzą nieświadomą chęć powrotu do wcześniejszych – wydawałoby się – niekorzystnych warunków. Stres „przemian” i ich pozór sprzyja powrotowi do dawnych zachowań. Tym bardziej, że dawne schematy dają emocje, zapełniają pustkę, zabijają nudę. I tak, stres kolejnych zachowań autodestrukcyjnych i destrukcyjnych nakłada się, zwiększa pierwotny uraz.

Fragment książki Gessen:

W przypadku gdy trauma była rozciągnięta w czasie – na przykład był to długotrwały ucisk czy terror ze strony państwa- zmiana, nawet pozornie pozytywna, przynosiła kolejną traumę. Kiedy przestawały funkcjonować znajome struktury społeczne, mogło to być równie traumatyczne jak rozpad struktur fizycznych, niszczonych na przykład przez klęski żywiołowe. Strategie adaptacyjne sprawdzające się w starym porządku teraz były już były bezużyteczne…

Van der Kolk:

Wiele ofiar jest pochłoniętych powtarzaniem swojej traumy kosztem innych doświadczeń w życiu i kontynuuje jej reaktywacje w jakiejś formie na sobie i innych. Weterani wojenni zaciągają się jako płatni najemnicy w kolejnych konfliktach wojennych, ofiary kazirodztwa stają się prostytutkami, ofiary maltretowania w dzieciństwie prowokują dalsze nadużycia ze strony rodzin zastępczych lub dokonują samookaleczeń. Są też osoby, które identyfikują się z agresorem tak silnie, że robią innym to, czego same doświadczyły. Klinicznie, u ofiar notuje się silny i rozległy lęk, poczucie pustki wewnętrznej, nudę i przerażenie, gdy tylko przestają angażować się w działania przypominające ich pierwotne urazy.

W polskim pamiętnym 1989 roku upadły dawne struktury społeczne. Konflikt pokoleń wzmógł się z przewagą młodszego pokolenia nad starszym. Wykorzenienie, niepewność, chaos ekonomiczny, 30% inflacja. Pamiętamy? Nie zapomnimy.

2. Niemota

Mówi się: „Żadne cierpienie nie jest tak trwałe i uporczywe, jak to, które pozostaje nieuświadomione”. Nieuświadomione czyli nienazwane, nie zamienione w obraz, poza metaforyzacją. Istniejące a niemożliwe do świadomej konfrontacji niczym „niewidzialna ręka rynku”. Rosjanie (Polacy również?) utracili aparat pojęciowy odpowiedni do tego, by opisać sytuację w jakiej znalazła się wspólnota. „Psychologia marksistowska” ani „socjologia marksistowska”, zlepek ideologicznych archaicznych bredni, nie dawały rady opisać rzeczywistości. A nieumiejętność nazwania rzeczywistości, czyli jej symbolicznego kontrolowania przez język, zwiększa stres.

Pisze Masza Gessen:

„Dopiero w 1968 roku radziecki rząd uznał psychologię za dziedzinę wiedzy, w której można przyznawać stopnie naukowe, a czołowy uniwersytet kraju na powrót zaczął prowadzić – przynajmniej na papierze -badania i nauczanie na temat psychiki, co nastąpiło po niemal pół wieku przerwy”.[…]

„Wskutek zarzucenia nauk społecznych mówienie o tym w podobny sposób [używając pojęć przeniesionych z ZSRR] było nieuniknione – radzieckiemu społeczeństwu zakazano poznawania samego siebie. Nie miało ono rodzimego języka, który pozwoliłby mu opisać i zdefiniować, co się wydarzyło. Sporadyczne lufciki-fortoczki, które dawały możliwość badania własnego społeczeństwa, były przeważnie zbyt wąskie, by naukowcy mogli importować i dostosować obce modele lub wymyślić swoje”.

W latach 80 XX wieku psycholodzy radzieccy zaczęli uczyć się zachodniej psychologii. Przetłumaczyli np. testy MMPI, siląc się przy tym bardzo by ominąć amerykański kontekst kulturowy.  Gdyby to nie było straszne, byłoby śmieszne.

3. Narcystyczny cios

Skutkiem przerwania tradycji nauczania i zasklepienia w jedynie słusznych pojęciach radzieccy samoucy nauk społecznych, politycznych i psychologicznych otrzymują potężny cios narcystyczny po zderzeniu z Zachodem i zachodnią myślą społeczną i humanistyczną. Bohaterka reportażu, Maria Arutiunian, psychoanalityczka, przewodnicząca Moskiewskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego, mówi o swoim poczuciu nieadekwatności. O jej zdumieniu bogactwem nurtów psychoanalitycznych i naiwności jej pytań. Zderzenie z realem może motywować do rozwoju: i akurat ją zmotywowało.

Ten cios zadany przez (wtedy) lepszy, kolorowy, mądry Zachód był naszą ogromną ceną Otwarcia. Nagle pojawił się jakiś Inny, wymarzony, nieurealniony, mający lepsze know how i nadający wartość temu, co się dzieje. Inny spojrzał na to, co miało dla nas wartość i z tej miernoty się uśmiał.  Więc słowiański Adam zawstydził się: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się»… Społeczeństwo, jak i jednostka, ugodzone w swojej dumie (jej resztkach), w swojej iluzorycznym Ja, oddają możliwość snucia swojej historii komuś potężniejszemu. Dotychczasowa narracja społeczeństwa nagle traci ważność, tracą ważność hasła (tak, tak, były takie) „Polska drugą Japonią”, „Polska trzecią potęgą w produkcji stali”, „Polska mistrzem świata”. Niektórzy odbudują bańkę ułudy, bo bez niej nie będą mogli żyć. Niektórzy  uderzą w Innego (ref. narracja: „ten zły, gejowski, dekadencki Zachód, który nas okradł”). Tylko nieliczni – choć upokorzeni biedą, zacofaniem, niewiedzą – zostaną zmotywowani do zmiany.

W 1996 roku otrzymaliśmy z „powszechnego uwłaszczenia majątku narodowego” bezwartościowy kwitek. Czyż to nie symboliczne, ten kawałek papieru, mierne świadectwo polskiej urojonej potęgi?

4. Poczucie utraty tożsamości

Za ciosem narcystycznym, za poczuciem niższości i bezradności idzie oszołomienie, poczucie wewnętrznej słabości i pustki. Po czym pojawia się wściekłość, bunt, wysiłek odbudowania starej fasady. Czegoś, byle czego, by się trzymać.

Fragment książki:

„Rosjanie dokonywali wyboru przez aklamację nie tylko kandydatów wskazanych im przez urzędników – przede wszystkim Putina- ale również wyrażali uznanie dla samych siebie, sięgając po nowy sens przynależności, poczucie bycia z większością, które utracili wraz z rozpadem Związku Radzieckiego. To co na początku lat dziewięćdziesiątych odczuwano jako pustkę, stopniowo przekształciło się w nostalgię, a teraz mogło zogniskować się na jednej osobie. Tym samym fakt, że Putin niczym się nie wyróżniał […] czynił go uosobieniem przywódcy w radzieckim stylu. W jego osobie charyzma łączyła się z funkcją urzędnika państwowego”.

To byle co, by się złapać, to symulacrum demokratycznego ładu. I wódz.

5. Kult cargo, symulakra.

Przy haśle : „25 Lat Wolności” przychodzi mi z automatu do głowy „kult cargo”. Jakby powierzchowne naśladownictwo potężnego Innego miało opromienić siłą i cudem biedne kraje wkraczające na drogę demokracji. Jakby cios narcystyczny zadany krajom bloku wschodniego był tak silny, że włączył ochronne myślenie magiczne. Polska więc naśladuje, tworzy symulakra, drewniane szopy zamiast lotnisk, słomiane modele zamiast samolotów, instytucje wielkie w nazwie a pozorne w działaniu. Zmiana jest tylko powierzchowna, bo system po 1989 roku, gdy odłożyć na bok szumne hasła, opiera się na tych samych zasadach kolesiostwa,  korupcji, bezprawia, erozji przestrzeni wspólnej, niszczenia (resztek) zaufania społecznego, iluzji opozycji- wszak każdy politykier chce by Polakom żyło się „dobrze i dostatnio”.

Pochylając się znów nad zmianami w Rosji politolożka Jekaterina Szulman używa pojęcia „system hybrydowy” i pisze:

„łatwo zauważyć, że fasada demokracji wykonana została z kartonu. Ale trudniej zrozumieć, że Stalin ma przyklejone wąsy […]. System hybrydowy przetrwał bo imitował zarówno demokrację, jak i liberalizm”.

Inne określania putinowskiej partii to: „kleptokracja”, „kapitalizm kolesiów”, „partia żuli i złodziei”. Oraz – definicja w orbanowskich Węgrzech zakazanego Magyara – „poskomunistyczne państwo mafijne”. Elity rządzące wywodzą się przecież z dawnej nomenklatury partyjnej czy SB. Władza i środki trafiają w ręce jednej grupy, co nie oburza, gdyż obywatele byli długo tresowani w pojmowaniu państwa jako monopolu i własności bez formalnego właściciela. Centrum państwa stanowi w tym systemie (do którego dobijamy, my również, za rządów PiS) patriarcha, ojciec chrzestny, który dysponuje i rozdysponowuje stanowiska, majątek, status i osoby:

„System działa jak karykatura komunistycznej gospodarki dystrybucyjnej. Patriarsze i rodzinie przyświecają jedynie dwa cele- gromadzić bogactwo i koncentrować władzę. Struktura w formie rodziny jest ściśle hierarchiczna, a miejsce w niej można uzyskać jedynie poprzez urodzenie lub adopcję. […] Przemoc i ideologia, filary państwa totalitarnego, w rękach państwa mafijnego stawały się jedynie instrumentami”.

I na koniec wypowiedź Jakowlewa:

„Wszytko to dziwne gierki- naśladowanie demokracji […] Pewnie będziemy mieli partie udające, że są opozycją i będą na zmianę to się przymilać rządowi, to go krytykować. Ale tak naprawdę ich rola sprowadza się do wspierania systemu jednopartyjnego. Gdyby bolszewicy byli mądrzejsi, sami by tak to urządzili- wypuściliby kilkanaście takich pluskiew, biegających po ciele społeczeństwa.”

Tak, cytaty dotyczą Rosji, ale czyż nie brzmią znajomo, zwłaszcza dziś?

Pozór, fałsz etykiet, sytuacja, w której znak, nazwa nie odnosi do znaczenia- zwiększają poziom stresu. Polska spada w rankingu wskaźnika demokracji, polski system hybrydowy coraz bliżej.

6. Rozstajne drogi i nadmiar

Po 1989 roku dotychczasowe, ograniczone drogi rozwoju ustępują nagle miejsca szerokiemu wyborowi, zachodniemu wezwaniu do „poznania siebie”, „wybrania siebie”, „stworzenia siebie”, „zaprezentowania siebie”. Zmiana jest tak gwałtowna, że otwarcie drogi do „wolności do” pociąga za sobą u większości cierpienie i pragnienie „wolności od wolności”. Ludzie nie są w stanie w sobie postawić barier, ogarnąć wewnętrznego chaosu, znaleźć w sobie punktów odniesienia. Nigdy tego nie robili, bo dotychczasowy system totalitarny wymagał uległości, wypierania, konformizmu i budowy społecznej sieci wymiany. Ideał wewnątrzsterowności przy umiejętności zewnętrznej auto-prezentacji  (hasła lat 90’XX :”idź swoją drogą” i „sprzedaj się”) wydaje się być nienaturalny, narzucony przez Innego. Trauma PRL-u i trauma przemian utwierdza u wielu wyuczoną bezradność i wywołuje potrzebę znalezienia jakiejś figury czy narracji ochrony.

Jeszcze raz Masza Gessen a raczej cenne odczucia Arutiunian:

„Istnieje takie rosyjskie powiedzenie: „buduszczego niet- „przyszłości nie ma”. Tak jakby na przykład można było ją wykreślić. Ludzie mówili, że załamała się konkretna wizja przyszłości. Dla wielu- zdecydowanie wielu więcej, niż w tamtym czasie Arutiunian zdawała sobie sprawę, gdy ona sama zachwycała się się swoja wolnością do- przyszłość kończyła się, kiedy upadł Związek Radziecki i znikł wąski korytarz. Inni nadal walczyli, jednak niepokój wywołany niepewnością robił z nich ludzi niezdolnych do jakiegoś istotnego działania. Na początku pierwszej dekady XXI wieku, wraz z pojawieniem się Putina, którego prosta retoryka spowodowała, że świat znowu stał się zrozumiały, kiedy inflacja ustępowała pod naporem rosnących cen ropy naftowej, wielu pacjentów poczuło się lepiej. Mogli znowu funkcjonować. Nie mieli wątpliwości, że Putin ma z tym stanem rzeczy coś wspólnego. Magicznym słowem dnia była „stabilizacja” – przeciwieństwo strachu i niepokoju”.

W wewnętrznym i zewnętrznym chaosie obietnica „stabilizacji”, „porządku”, w tym moralnego, staje się atrakcyjna.

7. W okowach przeszłości

Znacząca wydała mi się zmiana logo Orlenu na CPN. Tak jakby przeszłość, choć odcięta nieskuteczną „grubą kreską” siedziała gdzieś przyczajona. Przeszłość dla ofiary urazu jest przecież wiecznie żywa. Ciekawy jest także język naszej polityki, coraz bardziej czerpiący z przeszłych narracji. Ci „zdradzeni o świcie”, to „wtrącanie się Niemiec w sprawy niepodległej Polski”, to „czarne złoto Polski”…  Ba! Obecne narracje już były: Polska jako „przedmurze chrześcijaństwa”, ta wieczna ofiara z narcystycznymi, mesjanistycznymi urojeniami wielkościowymi; Rosja jako zakamuflowany agresor, czyli „odwieczny wróg” amerykańskiego imperializmu… To tak przewidywalne, że aż do wyrzygania, PiS uwięziony jest w PZPRowskiej propagandzie lat 70′ XX wieku (jak sięgam pamięcią). Jest to jednak tak głęboko nieadekwatne, aż śmieszne.

Uwięzienie w traumatycznej przeszłości sprawia, że nie szuka się nowych obrazów, by sensownie opisać aktualną rzeczywistość.

Po traumie kończy się wybór. Orlen nie zmieni się, dajmy na to, w Żurawia, Wilka czy Konika Polskiego, ale może tylko i wyłącznie w CPN.

Van der Kolk tłumaczy:

Mając wybór, człowiek zazwyczaj wybiera przyjemniejszą opcję, jednak gdy w jego historii odcisnęła się trauma, to nowe, nieznane bodźce i wyzwania będą wywoływać w nim lęk, a wysoki poziom pobudzenia jaki indukują pchnie go w stronę sytuacji znanych mu wcześniej, nawet gdy nie są one wynagradzające i niosą ból.

Warto tu także przywołać Ericha Fromma:

Autorytarny charakter wielbi przeszłość. Co było zawsze, będzie wiecznie. Chcieć czegoś albo pracować w imię tego, czego jeszcze nie było, jest zbrodnią albo szaleństwem. Cud tworzenia – a tworzenie zawsze jest cudem- leży poza zasięgiem emocjonalnego doświadczenia.

8. Utożsamienie z napastnikiem

Jeszcze raz van der Kolk:

W obliczu zagrożenia ludzie chwytają się mocnych, intensywnych więzi. Zarówno dorośli, jak i dzieci mogą rozwinąć w takich sytuacjach silne przywiązanie emocjonalne do osób, które je gwałciły, biły, wykorzystywały, poniżały i poddawały groźbom. Uporczywość i trwałość takiego traumatycznego przywiązania prowadzi do mylenia miłości z cierpieniem.[…] Zaburza to rzeczywistą percepcję ofiar, jeśli chodzi o ich stosunek do oprawcy i kompulsywne przywiązanie do niego i sprawia, że tęsknota za miłosnym połączeniem zasłania im realistyczny i słuszny strach przed nim.

W stresie (w traumie i podwyższonym poziomie stresu związanym z odgrywaniem czy przepracowywaniem urazu) zwiększa się potrzeba więzi, nawet z kimś zagrażającym. Tutaj leży źródło miłości do terapeuty czy kultu jednostki lecz nie tylko. Być może też zjawiska nepotyzmu, bardzo polskiego, w którym przy braku zaufania społecznego, trzeba trzymać się więzi rodzinnych. Mówi się, że dzieci z dysfunkcyjnych rodzin nigdy nie opuszczają domu…

Potrzeba więzi jest tak silna, że straumatyzowana jednostka nie jest w stanie przekierować energii na własny rozwój. Jej samorozwój umiejscowiony jest w jakiejś figurze dobra, siły czy też skuteczności. Z 2007 roku pamiętam badże z napisem „Mój Prezydent”. Teraz mamy „męża stanu”, „naszego przywódcę”. A dzieciakowi ze szkoły w Krasnojarsku za napisanie „Putin złodziej” zagrożono perspektywą rozstrzelania za obrazę „naszego prezydenta”: „To jest nasz prezydent, którego autor z dziesiątej klasy ciężko obraził, za co w czasach sowieckich zostałby rozstrzelany.” Ludzki pan, choć ciężko „obrażony”. A mógł zabić…

W konkursie na Człowieka Stulecia wolni Rosjanie AD 2000 wybrali Lenina i Stalina.

9. Potrzeba haju, potrzeba bólu

Uraz oddziałuje na poziomie fizjologicznym. Odgrywanie traumy wiąże się z wysokim poziomem pobudzenia, bezsennością, agresją i auto – agresją, nieustępującym napięciem – co wiedzą osoby, które znają stres pourazowy. Co więcej, ofiara szuka właśnie stresorów czy bólu, by ten wysoki poziom pobudzenia utrzymać. Pobudzenie miesza się z nagrodą, wzmożoną produkcją opiatów, haju, by ból można było znieść. Ból uruchamia haj, haj daje uzależnienie i kompulsywny powrót do bólu, który znów da haj.

Van der Kolk:

Ponowne wystawienie na stres może mieć skutek tak samo uwalniający od bólu i lęku jak podawanie opiatów z zewnątrz.

i także

Kardynalną cechą traumatycznej reaktywności jest chroniczne pobudzenie fizjologiczne w rezultacie zetknięcia z bodźcami, które zostały skojarzone z pierwotnym urazem lub sytuacyjnie go przypominają. […]  Dlatego ofiary reagują na bieżące bodźce tak, jakby dawna trauma nagle wróciła i rozgrywała się tu-i-teraz, przy czym nie mają świadomości, że to dawne urazy, a nie bieżące percepcje, są źródłem ich alarmowych reakcji na stres. Hiper-pobudzenie pozbawia je zdolności do spokojnej i racjonalnej oceny obecnej sytuacji i nie pozwala też na rozwiązanie i zintegrowanie ich dawnych urazów. Ofiary reagują na przeciwności jako na alarm wymagający gwałtownego działania, nie myślenia.

Reakcje są nieadekwatne, jeśli odnieść je do rzeczywistości uzgodnionej. Odnoszę wrażenie, że polskim społeczeństwem wstrząsa ciągłe poirytowanie i potrzeba poirytowania. Skłonności autodestrukcyjne: polskie, nomen omen, drogi, dopalacze, pracoholizm, mobbing, pośpiech… Wskutek wzmożonego stresu, nie jesteśmy w stanie tolerować jakiegokolwiek odstępstwa od ideału.  Panuje wielkie oczekiwanie bezawaryjności i natychmiastowego zaspokojenia pragnień. Być może dlatego, że nie jesteśmy w stanie znieść kolejnego wstrząsu, kolejnego rozczarowania. A im większe oczekiwania, tym większe rozczarowanie. I koło się zamyka. Co by się działo, gdyby się nie nakręcało? Nuuuda, panie, jak w polskim filmie.

10. Przemoc jako element stabilizujący

Sadysta nie napawa się cudzym bólem, ale lękiem ofiary przed bólem. A w lęku przed bólem najgorsza jest niepewność, która lęk wzmaga. Nie bez kozery „Czarodziejska Góra” kończy się wybuchem I wojny światowej i zstąpieniem Hansa z gór wprost w teatr wojny. Kończą się wątpliwości, cierpienie niepewności, cierpienie rozwoju. Kończy się „choroba” pytań na rozstajnych drogach, wraz z nowym globalnym urazem, Wielką Wojną.

Przemoc jawi się jako wewnętrzny element stabilizacji, wprowadzenia prostoty, zniwelowania niepokojącej wielowątkowości. Napięcia i protesty regulowane są w Rosji i pomału także w Polsce siłą, zastraszeniem, przemocą. Propaguje się wojnę jako „zrządzenie losu”, („oni nam to zrobili”), tak jakby nikt nie miał wpływu na jej wybuch. Wojna -jak to było w totalitarnej propagandzie- zmienia jednostkowe, egzystencjalne cierpienie we wspaniały, masowy poryw Historii. „Ojczyzna wzywa”, „to dla Polski” i już wątpliwości znikają. O to chodzi – bo ile można pytać i wątpić? To nie na głowę prostaka.

Fragment książki Gessen:

Siły można było użyć w obrębie kraju, kiedy ludzi aresztowano, burzono instytucje bądź przeprowadzano w nich czystki, a prawa robiły się bardziej rygorystyczne, albo też poza krajem, kiedy toczono wojny. Skutek był nieodmiennie taki sam. Społeczeństwo, którego struktura zdążyła już przybrać formę bardziej złożoną, wracało do swojego radykalnie uproszczonego stanu- my, oni i nasz przywódca, który bierze na siebie całą naszą odpowiedzialność i którego obdarzamy naszym pełnym zaufaniem. Dzięki temu społeczeństwo jako całość czuje się lepiej. W ten sposób można było przywrócić spokój, nie dopuścić do zmiany. Krzykaczy uciszano. Gudkow nazwał ten proces „chybioną modernizacją”. […] Wojny były tak samo wskazane jak tłumienie odwilży, ponieważ dyskredytowały każdego, kto chciałby skomplikować sprawy”.

 

11. Ideologia jako stabilizująca droga donikąd

Oprócz przemocy, by skonsolidować społeczeństwo i przekierować energię z krytyki państwa mafijnego na inne, bardziej zbożne cele- pojawia się ideologia. Nic skomplikowanego, Boże broń, bo musi to pojąć społeczeństwo, które w większości nie rozumie prognozy pogody. Potrzebne elementy składowe ideologii państwa mafijnego to:

  1. naród,
  2. przeszłość,
  3. tradycyjne wartości,
  4. zagrożenie zewnętrzne,
  5. piąta kolumna.

Dla chętnych zadanie: znajdź wyżej wymienione elementy w dowolnie wybranym przemówieniu Wodza. Dla zaawansowanych: poddaj refleksji współczesną narrację katolicką lub rodzimowierczą.

Masza Gessen na koniec:

„Gudkow zdał sobie sprawę z tego, że jego przemyślenia na temat ideologii były błędne. Uczono go, że ideologie totalitarne muszą zawierać wizję przyszłości. To jednak nie stanowiło zasadniczej cechy faszyzmu. Jego wizja była archaiczna, a obietnice cechowała prostota – powrót do wyimaginowanej przeszłości, gdzie za prawo służą instynkty, a naród jest plemieniem.

Oto próżnia idealna.

12. Na koniec- uwięzieni w traumie.

Nie odwracajmy się tyłem do Rosji- to nasze wielkie lustro.

Wiem, opowieść o nieudanym  i nieustannym odreagowywaniu traum i narcystycznym zadęciu wspólnoty zwanej ‚Polską” nie jest opowieścią wymarzoną na 100-lecie Niepodległej. Przykro mi. „Niepodległa” to kaleki i ciągle kaleczony obraz, poroniony jak ten  projekt ławeczek, które niestety wkrótce yyy…. ozdobią naszą przestrzeń publiczną. Nomen omen, betonowy. Zabetonowani w urazie, mijamy się z naszym szaleństwem. Brakuje nam kolejnego Roberta Jaya Liftona, badacza PTSD, brakuje dobrego terapeuty, by nazwać i przepracować lęki, brakuje pokory, by udać się do szpitala, brakuje samopomocowej grupy. Nikt nie zrobił nawet pierwszego kroku: „Przyznaliśmy, że staliśmy się bezsilni – że przestaliśmy kierować własnym życiem.”

Przymus powtarzania traumy i nieumiejętność przepracowania jej to nasz  durdom, polski dom wariatów.

Co znaczące, na 100 lecie Niepodległej tematem numer jeden nie stała się bynajmniej niepodległość, ale smog nasz wawelski, polski i powszechny. Oto prawdziwa res publica. Jakbyśmy się w polskim syfie mieli udusić.

I to tyle na 100 lecie Niepodległości i na ten Nowy Rok.

Przyszłość wydaje się jasna, choć ciemna.

Cytaty:
Bessel van der Kolk "Przymus powtarzania traumy". http://stronyocalenia.pl/attachments/article/93/Kolk_PrzymusPowtarzaniaTraumy.pdf
Masza Gessen "Będzie to, co było. Jak totalitaryzm odradza się w Rosji". Prószyński i S-ka, Warszawa 2018

4 myśli na temat “Będzie, bo było”

  1. Te sto lat nie było łatwe z pewnością. Losy wojny potoczyły się brutalnie dla naszego kraju. Zniszczenia materialne, ale przede wszystkim rozniesiony w pył ludzki potencjał jakim Polska dysponowała dał czyste pole do działania komunizmowi, który wcześniej przygotowywał sobie grunt. Jednak postawy jakie przyjmujemy w obliczu zagrożeń i trudności są kluczowe, to one mówią wiele o człowieku jak i grupie. Niestety odbudowanie kraju nie było dana tym, którzy za niego walczyli lub działali dla jego dobra. O ile można o odbudowie jakiejkolwiek mówić. W PRL nie żyłem. Co do tych prawie 30 lat to polityką się brzydzę. Jednak jakiś tam procent społeczeństwa wybiera ten rząd. Ale czy jest z czego wybierać? Na pewno Polska mogłaby być w innym miejscu gdyby nie pazerność i zakłamanie polityków, które wzbudza we mnie obrzydzenie. Być może ludzie tęsknią za tym co było. Jednak czy obecny system nie niesie za sobą również zagrożeń? Wiele osób nie radzi sobie z bezwzględnością kapitalizmu i nie zawsze jest to spowodowane przywarami wynikającymi ze starego, a raczej osobowością i indywidualnymi uwarunkowaniami. Pewnie i obecny system mógłby wyglądać inaczej bo tworzą go ludzie właśnie. A tak jest bezduszny, wysysający z człowieka całą energię i nobilitujący za postawy nie mające wiele wspólnego z człowieczeństwem niekiedy. Nie można też wiele oczekiwać od społeczeństwie, którego zdecydowana większość nie rozumie prognozy pogody. Te trójkąciki i półkola nie jednego przyprawiły o zawrót głowy;) Ale to też jakaś tam cecha wiele mówiąca o nas. Parafrazując. Z kiepskiej jakości gleby nie wyrośnie za wiele. Myślę, że w wielu aspektach na pewno nie zdaliśmy egzaminu. I nadal nie zdajemy. Ciężko przychodzi nam budowanie trwałych relacji, budowanie więzi, przy poszanowaniu indywidualności jednostki. Człowiek jest trochę lepiej rozwiniętym zwierzęciem i potrzebuje grupy mniej lub bardziej jednak bez zachowania swojej przestrzeni jesteśmy jak bydło zgromadzone na pastwisku. Niby razem ale bez pastucha się rozpierzchnie. Nie znamy też swojego miejsca w świecie, tak jak zresztą większość krajów rozwiniętych wydaję mi się, nie staramy się nawet go poznać. Bardzo silnie zakorzeniony w nas jest egocentryzm w dużej mierze dzięki kościołowi. Tematy tabu, które królowały 20 lat temu wzbudzają zakłopotanie na podobnym poziomie i dzisiaj. A jak ktoś się czegoś wstydzi albo nie rozumie to przeważnie się z tego śmieje. I tak to jesteśmy sobie takim sobie wesołym narodem, kiedy trzeba to poważnym, bo przecież mamy swoją historię, dumni, w centrum Europy od zawsze z misją jaką wypełniamy dla Świata. Chciałoby się powiedzieć dlaczego jest tak źle skoro jest tak dobrze. Niestety historia jest historią i do tego tworzoną nie przez nas. Roszczenia, użalanie się czy duma nie ze swoich zasług nie prowadzi do rozwoju, a wytacza kierunek bardzo pożądany przez jaśnie nam panujących. Być może będzie gorzej. Idealnie nigdy nie będzie na pewno, ale gdyby każdy z osobna podjął odrobinę wysiłku, żeby ten nasz kraj wyglądał trochę lepiej….?

    1. „Chciałoby się powiedzieć dlaczego jest tak źle skoro jest tak dobrze.” No właśnie, bo obiektywnie rzecz ujmując Polska pojechała windą do nieba po 89 roku. Zyskali wszyscy. Ale problem w tym, że to co Polska robi jest totalnie nieracjonalne, bo tak jak Pan pisze, to co dzieje się teraz (25 lat wolności+ Pislandia) i wcześniej (PRL) i przed wojną (II Rzeczpospolita) to było jakieś chaotyczne, głupie, nieludzkie szaleństwo, szukanie i robienie sobie na siłę problemów. Problem w tym, że nie ma żadnej siły zewnętrznej która niszczy – to ludzie sami sobie robią krzywdę. Nie jestem zwolenniczką mówienia, że są jakieś straszne zewnętrzne siły, które mi coś robią. Raczej subtelne, głębokie i nieświadome uwarunkowania wewnętrzne, które sprawiają, że robię to co robię i budują sposób w jaki odbieram świat. Nie kupię też prostego wyjaśnienia, że polski obecny bolszewizm to jest jedynie kwestia pieniędzy i ekonomicznego wykluczenia. Obserwuję raczej to, że ludzie żyją w swoich wyobrażeniach, narracjach, bajkach, kompletnie bez odniesienia do realu i mimo owej „windy do nieba” ich narracja wcale tego nie widzi. Narracja jest kwestią postrzegania, postrzeganie jest kwestią nieprzepracowanych nieświadomych treści. Teza Gessen, że kraje postkomunistyczne są zdolne jedynie do bezwładnego odtworzenia traumy komunizmu i wcześniejszych, że kręcą się i będą się kręcić w kółko wydaje mi się sensowna. To taka analogia do jednostki po rodzinnej traumie, która choć syta, zdolna, na dobrym stanowisku i z dobrymi relacjami, nie widzi tego, nie docenia, żyje przeszłością i popełnia akt autodestrukcji za aktem. Poprawa warunków po traumie nie kończy traumy- nie tylko byt trzeba zmienić ale zwłaszcza- chorą głowę i duszę.

      1. Coś jest na rzeczy, taki chocholi taniec, korowód szaleńców. „Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, skazani są na jej powtarzanie.” Może nie o pamiętanie tu chodzi, tylko faktyczne przeżycie, zrozumienie, przepracowanie. Akurat z pamiętaniem nie mamy problemu, tylko co z tego…

        1. A zauważyła Pani, że nawet ta pamięć jest też nieświadomie cenzurowana? Jakoś nie chce sie narodowi pamiętać o Jedwabnem, o udziale w holokauście, o zadowoleniu, że „Niemcy rozwiążą kwestię żydowską” i że „walczą z komunistami”, o księżach w SB i pedofilach i wielu innych bolesnych sprawach, ciągle tabu… Są też i znaczące fantazje o „polskości”, łącznie z tym, że Germanie to Polacy a Aleksander Wielki wielkim Słowianinem był. To jest chore. Tak, jest pamięć, ale jako element uwiązania do przeszłości,jako kompulsja, jako kawałek pustej ideologii dla wspólnoty, która nie ma żadnego swojego pomysłu na przyszłość. Ale nawet ten ruch „pamięci” nie służy zbliżeniu się do prawdy i wewnętrznemu oczyszczeniu, przepracowaniu. Te ruchy „pamięci narodowej” to tylko proteza, sposób manipulowania głupimi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *