Zamaskowani

Z powidokiem czerwonych flar i gówniarstwa, które boi się odsłonić twarze przed spojrzeniem Innego, fragment z wykładu Ericha Fromma:

Pamiętam przypadek, gdzie matka, córka i syn – męża rodzina się pozbyła- byli przekonani, że są jedynymi przyzwoitymi ludźmi na świecie. Wszyscy inni byli podli, nie potrafili gotować, nie potrafili niczego. Tylko oni sami byli moralni i przyzwoici; serdecznie nienawidzili i gardzili wszystkimi innymi.

Każdy kto myśli, że jest coś dziwnego w narcyzmie rodzinnym, uważa zarazem, że nie ma nic dziwnego w tym samym zjawisku, jeśli dotyczy ono nie rodziny a narodu. Ta sama postawa, która utrzymuje, że mój naród jest najlepszy, najwspanialszy, w ogóle naj-naj, i która byłaby kompletnie odpychająca lub szalona w odniesieniu do pojedynczego człowieka czy rodziny, jest godna pochwały, moralna i dobra, jeśli odnosi się do całej grupy narodowościowej albo religii.

Przejście od narcyzmu indywidualnego do grupowego, które doprowadziło do zjawiska nienawiści religijnej i nacjonalizmu, niekoniecznie oznacza zmianę natury samego zjawiska. Ale jest coś, co jest ważne. Biedakowi, który nie ma pieniędzy, w ogóle niczego, żadnego wykształcenia, bardzo trudno zachować indywidualny narcyzm, chyba że jest naprawdę szalony. Tak więc dla niego przejście od narcyzmu indywidualnego do narodowościowego pozwala mu zachować narcyzm, nie popadając w obłęd, ponieważ potwierdzają to wszyscy inni, przywódcy i podręczniki i wszystko wokół każe mu sądzić, że jego naród jest ze wszystkich najwspanialszy, posiada tradycje, przyszłość, jest sprawiedliwy i moralny, podczas gdy wszystkie inne narody- zwłaszcza jeśli pojawiają się jakieś problemy polityczne- to narody pełne bezwartościowych ludzi albo przestępców, niemoralne i tak dalej.

Jak już podkreślałem, kiedy komuś udaje się przejść od narcyzmu indywidualnego do grupowego, można zachować narcyzm, nie popadając w obłęd, ponieważ potwierdzają go wszyscy inni. Jest to powszechne szaleństwo, którego skutki są jednak praktycznie takie same jak w wypadku narcyzmu indywidualnego […] Można na przykład zauważyć, że w niektórych krajach, o których dane są ogólnie dostępne, zwykle gorzej wykształcone i najbiedniejsze klasy społeczne są najbardziej narcystyczne. Z pewnością odnosi się to do Stanów Zjednoczonych, ponieważ udokumentowały to liczne badania. Dlaczego? Bo właśnie tam, z powodu niedostatku materialnego i emocjonalnego, nędznego życia, nie ma niczego z czego by można czerpać dumę, oprócz własnej grupy narodowościowej. I nie ma niczego poza prymitywnym narcyzmem, co dawałoby owo poczucie dumy.

Te słowa Fromm wygłosił w 1963 z nikłą nadzieją, że gdy świat zaspokoi potrzeby „materialne i emocjonalne” jednostki ta zrezygnuje z niebezpiecznego „narcyzmu grupowego”, z którego wypłynęły dwie światowe wojny a szykuje się wkrótce trzecia. Mylił się.

To co mnie uderzyło na zdjęciach Marszu Niepodległości AD 2018 to maski- czarne kominiarki. A przecież współcześnie twarz jest opracowywana starannie, bo stanowi wyraz indywidualizmu, jednostkowego rozwoju i osiągnięć a jednocześnie „gra” w relacjach, które tamują jednostkowe wybryki. Maska, byle jaka kominiarka, byle jaki czarny szalik, taki jak wszystkie, z masowej produkcji, przekreśla wagę twarzy, indywidualności.

W świecie, w którym istnieje multum dróg rozwoju, pozory wolności i w którym dekonstruuje się każdą wartość przy jednoczesnym kulturowym nakazie „samo-tworzenia się” czy duchowej konstrukcji „własnego świata” pojawia się ogromny lęk, bo zadanie przekracza możliwości egotycznego małpiego umysłu. Nie ma się na czym zawiesić. Muszą pojawić się jakieś punkty odniesienia, ograniczenia, sztywne ramy; jakiś klosz, w którym pomieszczą się ci bez pomysłu na siebie. Najprostszym kloszem jest klosz czarno-biały , ograniczenie do „jedynej, prawdziwej i świętej”, zawieszenie zagubionej jednostki na pustych pojęciach „masy”, „honoru” czy „narodu”. I musi w takiej sztuce pojawić się maska- zamiast twarzy, będącej wyrazem jednostkowej różnorodności. Z człowiekiem w kominiarce gadać się nie da, nie da się do niego uśmiechnąć ani nie da się go zaprosić na ciasto drożdżowe ze śliwkami. Można tylko być obserwowanym w swojej „nagości twarzy”.

Można tylko iść obok.

 

Erich Fromm, „Patologia normalności”, Vis-a-Vis Etiuda, 2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *