Artysta życia

Do pana Daisetz Teitaro Suzuki można mieć wiele pretensji, jaką zazwyczaj ma się do intelektualistów działających w „ciekawych czasach”, ale ten fragment może być inspirujący:

Trudno się spodziewać, abyśmy wszyscy byli naukowcami, lecz tak jesteśmy ukonstytuowani przez naturę, że wszyscy możemy być artystami – wprawdzie nie artystami specjalnego rodzaju, takimi jak malarze, rzeźbiarze, muzycy, poeci itd., ale artystami życia. Nazwa ta, „artysta życia”, może brzmieć nazbyt nowo i całkiem dziwacznie, ale w rzeczy samej wszyscy urodziliśmy się jako artyści życia, nie wiedząc zaś o tym, większość z nas nie korzysta z możliwości, jakie ten fakt nam daje. W rezultacie gmatwamy swoje życie, pytając „jakie jest znaczenie życia?”, „czy nie stoimy wobec czystej nicości?”, „Gdzie odchodzimy po przeżyciu siedemdziesięciu ośmiu czy nawet dziewięćdziesięciu lat. Nikt nie wie”. itd, itd. Powiedziano mi, że większość współczesnych mężczyzn i kobiet jest pod tym względem neurotyczna. Ale człowiek zen może im powiedzieć, że oni wszyscy zapomnieli, iż urodzili się artystami, twórczymi artystami życia, a kiedy uświadomią sobie ten fakt i tę prawdę, zostaną wszyscy uleczeni z nerwicy albo psychozy, czy jakkolwiek nazwaliby ten problem.

Cóż to znaczy być artystą życia? Jak wiemy, wszyscy artyści muszą użyć takiego czy innego narzędzia, aby się wyrazić, aby zademonstrować swoją twórczość w tej czy innej formie. Rzeźbiarz musi mieć kamień, drewno albo glinę oraz dłuto czy jakieś inne narzędzie, ażeby odzwierciedlić swoje idee w materiale. Ale artysta życia nie ma potrzeby wychodzenia poza siebie. Cały jego materiał, wszelkie przybory, cała techniczna zręczność jest z nim od czasu jego narodzin, może nawet zanim, się urodził.  Możecie zawołać, że jest to niezwykłe, nadzwyczajne. Ale kiedy pomyślicie o tym przez chwilę, jestem pewien, że uświadomicie sobie co miałem na myśli. Jeżeli nie, wyrażę się dobitniej: ciało, które mamy jest materiałem odpowiadającym płótnu malarza, rzeźbiarskiemu drewnu czy kamieniowi albo glinie, skrzypcom czy fletowi muzyka, strunom głosowym śpiewaka. Wszystko zaś, co należy do ciała, jak dłonie, stopy, tors, głowa, trzewia, nerwy, komórki, myśli, uczucia, zmysły- wszystko, co stanowi o indywidualności i osobowości -jest zarówno materiałem jaki i narzędziem, w którym i za pomocą którego jednostka przekształca swój twórczy geniusz w kreowanie, postępowanie, we wszystkie formy działania, faktycznie w samo życie. Dla takiej osoby jej życie odbija każdy obraz, który ona tworzy z niewyczerpanego źródła swej nieświadomości. Dla kogoś takiego jego każdy uczynek wyraża oryginalność, twórczość, jego żywą osobowość. Nie ma w nim konwencjonalności, dostosowywania się ani żadnej motywacji zakazu. Po prostu działa tak, jak uważa za stosowne. Jego zachowanie jest jak wiatr, który wieje tam, gdzie mu się spodoba. Nie posiada on jakiegoś „ja” zamkniętego we fragmentarycznej, ograniczonej, skrępowanej, egocentrycznej egzystencji. Wyszedł on z tego więzienia. Jeden z wielkich mistrzów zen z czasów dynastii Tang stwierdził: „Człowiek, który panuje nad sobą, gdziekolwiek by się znalazł, zachowuje się w zgodzie ze sobą”. Takiego człowieka nazywam prawdziwym artystą życia.

Jego jaźń dotyka nieświadomego źródła nieskończonych możliwości. Jest on „tym, który nie ma umysłu”. Jak mówi św. Augustyn „Kochaj Boga i rób, co chcesz”. Współbrzmi to z poematem Bunana, mistrza zen z siedemnastego wieku:

Bądź za życia umarły,
Całkowicie umarły;
I czyń jak chcesz
A wszystko będzie dobrze.

Kochać Boga znaczy nie mieć swego „ja”, być tym, który nie ma umysłu, stać się „umarłym człowiekiem”, wolnym od zawężających motywacji świadomości. „Dzień dobry” takiego człowieka nie ma w sobie żadnego ludzkiego elementu jakiegoś ustalonego interesu. Gdy zostaje zapytany, odpowiada. Kiedy jest głodny, je. Ujmując to powierzchownie, jest on człowiekiem pierwotnym, przychodzącym wprost od natury, nieobciążonym żadnymi skomplikowanymi ideologiami współczesnego, cywilizowanego człowieka. Ale jakże bogate jest jego życie wewnętrzne! Ponieważ jest ono w bezpośredniej łączności z wielką nieświadomością.

D.T Suzuki „Wykłady o buddyzmie zen” w „Buddyzm zen i psychoanaliza” E. Fromm, D.T. Suzuki, R. de Martino, REBIS, Poznań 2016

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *