Uwiąd wyobraźni

Zdarzyło mi się porozmawiać internetowo z kimś określającym siebie jako „cierpiącego na erytrofobię”.  Autodiagnozy z netu, dziesięć lat terapii, setka przeczytanych pop-psychologicznych podręczników a potem żale, że „terapia niszczy totalnie życie” i że psychologia „nie działa”. Przy tym życiowa inercja, żadnych życiowych sukcesów na koncie choć czterdziestka się zbliża. Przy ogromnych dziecięcych pretensjach do psychoterapeutów wgrany program: Obiecaliście! A szczęście to must have! Nie dostałem!

Czytając pomyślałam o współczesnym uwiądzie duszy, jaki  -o ironio- oferuje psyche-o-logia. Umedycznienie ludzkiego wewnętrznego świata. W nurcie oficjalnym, kupowanym bezmyślnie, psychoterapia to „lek”, psychoterapeuta to „lekarz”. Ma być jasno, czysto, w kafelkach, pod kontrolą. Takie właśnie „leczenie” się reklamuje, stąd oczekiwania potencjalnych klientów. I ich rozgoryczenie: mieli mi coś odkręcić- nie odkręcili, terapeutka miała uratować- nie uratowała. Jakby mówili: ja sobie posiedzę 10 lat w terapii i to mój wkład a resztę nich mi lekarze załatwią, bo tak mi reklama obiecała. A jak nie- to napiszę, że wszyscy głupi są. Bo chodziłem, ale nie zrobiono nic  a mi tyłka się nie chciało ruszyć. Bo mi nikt przez 10 lat leczenia nie powiedział, że tyłek trzeba… Niestety- w terapii musi być partner. Terapia to nie operacja bezwładnego ciała.

Ile rzeczy dzieje się w diadzie!- do tego nie da się przyłożyć modelu „leczenia”, bo gada tu nieświadome z nieświadomym. Przy „leczeniu” to sedno umyka. Psychoanaliza wnosi pojęcie podmiotu (nieświadomego) obok Ja, stąd i nieprzewidywalności procesu. I to jest kluczowe. Można się na rzeczywistość obrazić, ale jednak ta zapuka- taka jaka jest. Wtłoczenie zjawisk w diadzie w nieadekwatne „medyczne leczenie” daje takie odrzuty-efekty jakie reprezentował mój rozmówca, twórca i konsument „leczniczych” bredni  w jednym.

Za umedycznieniem stoi coś jeszcze groźniejszego: uwiąd wyobraźni, zarówno twórców jak i odbiorców takiej narracji.

Umedycznienie ludzkiej drogi rozwoju  pozbawia jednostkę umiejętności tworzenia własnych metafor i własnych leczących obrazów. Diagnoza wydaje się realnym bytem. Autorytet, który podaje diagnozę, funkcjonuje jakby był kimś obiektywnym, choć jest jedynie figurą; ulotnym, zdziecinniałym pragnieniem duszy. U takich osób jak wspomniany wyżej interlokutor uderza mnie niezdolność do ironii, autoironii, brak dystansu. Niezdolność do metaforyzacji czy uznawanie metafory za real. Niezdolność do zakwestionowania i potraktowania pojęć psychoanalizy czy psychologii naukowej jako obrazów, protezy, wyznaczników na własnej drodze poznania. Wszystko- od „sytuacji edypalnej” do „erytrofobii” wzięte jest dosłownie, jak gdyby było realnym wyrokiem czy realnym zagrożeniem. Matka? Jak to? Przecież syn nie sypia z matką a gdyby zabił ojca to by siedział w więzieniu. No i ich stosunku nie mógł widzieć, bo sypialnia zamknięta… Pod tym wszystkim kryje się lęk, że jeśli się puści słowa, nie będzie niczego, czego będzie się można złapać. Takim lękiem reaguje zabita, niezdolna do kreacji i wyobraźni dusza. Tym samym niezdolna do samopoznania, do sięgnięcia głębiej w siebie poprzez analogie, skojarzenia czy fantazje i zmuszona do czerpania obrazów od autorytetów, których się boi. I tak koło się kręci.

Ktoś, kto uzna, że jego problemem jest „syndrom DDA”, „depresja” czy „erytrofobia” (choć to jedynie koncept porządkujący chaos odczuć) odmawia sobie rozkoszy pobudzającego wyobraźnię/twórczość samo-określania. Nie jest zdolny do podróży; do głębokiego poddania refleksji swojego lęku, pragnień i cierpienia. Przecież sawanci pozbawieni możliwości jakie daje wyobraźnia i kreacja są bezmyślni. Żeby pojąć właściwie to, co się dzieje, trzeba komunikować się paradoksami i metaforami.

Mądry sposób życia balansuje między własnymi obrazami, wspólną symboliką a rzeczywistością.

Dosłowność i skuteczność to cechy martwej maszyny. Nie dziwi mnie więc spojrzenie mechanicystyczne uznane za oczywistość: życie wewnętrzne człowieka to zepsuta maszyna, człowiek-maszyna żąda od maszyny-rynku naprawy a życie sprowadza się do skutecznego osiągania celów…

Nasza kultura jest martwa.

Używamy wyrażenia: „śmiertelnie serio„… Tak, „serio” jest śmiertelne, faktycznie zabija akt twórczy i nieprzewidywalny jakim jest życie.

 

3 myśli w temacie “Uwiąd wyobraźni”

  1. Takie przemyślenie mnie naszło, że podobne zjawiska zachodzą także w innych aspektach życia. Z psychoterapią jest trochę tak jak z odchudzaniem. Żaden suplement, trener personalny i cudownie rozpisany program ćwiczeń z dietą, nie zastąpi pierwiastka, który powinien wypływać z wnętrza. Ale człowiek z natury jest leniwy, tak więc i rynek jest pełen cudownych rozwiązań na wszystko. Często odnoszę wrażenie, że psychoterapia jest jednym z nich…

    1. Nie bagatelizuję oczywiście problemów z jakimi ludzie się borykając szukając pomocy, sam też do tych osób należę. Moja ocena opiera się na obserwacji jak wygląda to nasze życie i jak wiele chcąc nie chcąc jest w nim niesprawiedliwości z którą każdy musi się zmierzyć sam na swój sposób, przynajmniej w pewnym stopniu.

    2. Właśnie, ten pierwiastek z wnętrza. Motywacja bazuje na wyobraźni.Płytkie rozwiązania bez wyobraźni i płytki poziom życia, jeśli tej wyobraźni nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *