Moc słowa

Z zadawnionego kursu samoobrony pamiętam taką oto magię. Dwie osoby odgrywają scenę przemocy, przekraczania granic.  Jest „ofiara” i naciskający na nią „agresor”. „Ofiara” po wielu deliberacjach i zachętach ze strony obserwującej grupy  (bo to niełatwe) mówi wreszcie „agresorowi”:  „To jest gwałt. Manipulujesz mną, gwałcisz mnie”. Robi się dziwna cisza a potem „agresor”, który przecież psychopatą nie jest, odpuszcza, odpada, wycofuje się. „No, nie mogę…”. Zabawa się skończyła.

Nazwanie sytuacji przemocy, nawet tylko przed sobą, sprawia, że przemoc  klęśnie w sobie jak przekłuty balon. Sytuacja staje się jasna, bo nazwana, choć jest ciągle trudna. Słowo ma moc przywracania jasności, równowagi. Ofiara wychodzi z zamglenia i może przejąć inicjatywę.

Oczywiście, ofiara będzie broniła się przed nazwaniem wprost, tak samo jak agresor. Przecież nikt nie lubi być postrzegany jako podły i stawać ze swoją agresją twarzą w twarz. Przecież nikt nie lubi być ofiarą i stawać twarzą w twarz ze swoją bezradnością. Ofiara będzie zaprzeczać przemocy i samo-oszukiwać się.  Zaklinać, kombinować: a nuż się myli? Może paranoję ma? A może gdyby ktoś spojrzał „obiektywnie” to by się okazało, że nic się nie dzieje?  Bo agresor to mąż, żona, ojciec, matka, miły sąsiad a oni przecież nie mogą agresorem być.  Bo to niemożliwe, co się dzieje, więc nie dzieje się, nie dzieje się… Bo co ludzie powiedzą. Bo to miłość życia jest. Bo dobry człowiek nie odczuwa złości.  Bo nie wypada reagować. Bo mnie się nie może przytrafić. Bo przecież dzieje się gorzej i ludzie jakoś żyją. Bo nic się przecież nie stało.

Mgła niedookreślenia wygodna jest dla obu stron. Przemoc budzi lęk, złość i coś z tym trzeba będzie zrobić, zmobilizować energię. Ale jednak coś spod uspokajanek wyłazi, niepokoi, pobolewa. Mordowana dusza? I wtedy niektórzy po forach piszą: może ktoś oceni co się dzieje, bo ja już nie wiem…

Jeśli są wątpliwości, to nie ma wątpliwości.

Dobrym sposobem określenia „czy to przemoc?”  jest przeniesienie sytuacji na grunt neutralny. Wyobrażenie sobie, że agresorem jest jakiś nieznany przechodzień. A w roli ofiary można umieścić- jeśli za trudno siebie samego – kogoś innego lub lepiej: własne dziecko. I ten nieznany przechodzień nie pozwala, na przykład, wyjść z domu i spotkać się ze znajomą.  Krzyczy i drzwi blokuje, klucze zabiera. Nieznany przechodzień zabrania się umalować i fajny obcas założyć. Nieznany przechodzień przegląda maile i sms-y. Nieznany przechodzień wylicza pieniądze na życie. Nieznany przechodzień wmusza jedzenie. Nieznany przechodzień łapie za rękę, wykręca ją. Nieznany przechodzień wymierza kilka dyscyplinujących klapsów, gdy płaczesz lub się złościsz.  Nieznany przechodzień wyzywa od szmat i nieudaczników…

No, jak się państwo czują, gdy pozbawi się narracyjnych, społecznych ozdobników rzekomo skomplikowane sytuacje z życia?

Oczywiste, ludzie używają i będą używali przemocowych technik. Wszyscy, bo każdy ma w sobie agresywny kawałek. Nawet ci, którzy myślą o sobie, że są grzecznymi, dobrymi obywatelami i nikogo nie skrzywdzą. Tak nasz gatunek ma. Ale ma także siłę słowa, nazwania wprost, rozbrajania słowem.

A to już cholernie dużo.

https://www.rp.pl/Kraj/170539795-Sondaz-Czy-Polacy-akceptuja-bicie-dzieci.html

https://natemat.pl/249981,radny-pis-z-bydgoszczy-rafal-p-bil-zone-jakiej-kary-zada-prokuratura

o przemocy domowej

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,164031,23971731,mobbing-w-pracy-prawnik-relacje-w-polskich-firmach-zazwyczaj.html#s=BoxOpImg3

Jedna myśl na temat “Moc słowa”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *