Wiosna, Kler i siła obojętności

Krótka refleksja o nieszlachetnej Szlachetnej Paczce (Stowarzyszenie Wiosna) i co z tego wynika

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/tutaj-nie-jestem-ksiedzem-jak-sie-pracuje-w-szlachetnej-paczce-reportaz-o-ks-jacku/jl3gflj

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/wiosna-to-intensywne-doswiadczenie-rozmowa-z-ks-jackiem-stryczkiem-reportaz-o-pracy-w/nvlb5th

Mądrzy mówią, że im bardziej karmisz smoka tym bardziej rośnie w siłę. Karmisz emocjami: nienawiścią, miłością, nadzieją, strachem, dziecięcym przywiązaniem… Coś, jakaś figura karmiona energią, staje się zewnętrznym punktem odniesienia. Obrazem, w który się rzuca zgniłymi jajami lub przed którym się klęka. Stwierdzenie „nigdy tym zboczeńcom w kieckach nie dostarczę dzieci do gwałcenia” ma ten sam ładunek emocjonalnej energii co wypowiedź  jednego ze zmanipulowanych przez sektę „Szlachetna Paczka” „Dla mnie to było miejsce święte. Tu się nie mogą dziać złe rzeczy, bo po prostu nie mogą, bo tu pracujemy dla idei”. Tylko wektor inny.

W reportażu pracownicy karmią potwora swoimi emocjami: potrzebą zaufania, nadzieją, lękiem. Zamiast agresora i mobbera w ich głowach funkcjonuje „ksiądz”, może nawet „ksiądz Mateusz”,”duchowny” czy „święty”, choć na bogów wszelakich, z żadną duchowością duchowieństwo nie ma nic wspólnego. Ta upragniona figura dobra ich „haczy” i nie pozwala odejść, tak jak nie pozwala odejść bitej kobiecie jej wewnętrzne pragnienie miłości i bezpieczeństwa. Jeśli obraz w głowie nie zgadza się z rzeczywistością, tym gorzej dla rzeczywistości… Potwór przecież od czasu do czasu, niespodziewanie, nieprzewidywalnie, okazuje ludzką twarz i mami słówkami o sile, rozwoju i miłości. Tyle wystarczy, by ofiara nie odeszła: jedno nieregularne pozytywne wzmocnienie. Manipulator bawi się w dobrego i złego policjanta i tym przykuwa ofiarę na amen. Huśtawka emocjonalna i dysonans poznawczy wiodą wprost do piekła.

Buj, buj, baju, baj. Nomen omen jak w bajce o złym i grzesznym człowieku, który wymaga interwencji teoretycznie dobrego a w zasadzie mściwego i bardzo oceniającego bóstwa.

Przebudzeniem, zerwaniem z haczyka, nie jest żadna apostazja ani bunt. Przecież nie trzeba cudzego pozwolenia by można było odejść… Wystarczy wstać i wyjść – siłą swojej woli. Faktyczna apostazja to obojętność, brak przepływu energii, brak kontaktu. Coś nie podnieca, nie denerwuje, nie styka, nie interesuje, nie kręci, nie haczy. Jak obcy świat.

Da się z tej naszej katolicko-nieszczęsnej bajki wypisać, ale tylko obojętnością i kontaktem z własną duszą, z wewnętrzną prawdą. Tego Kościół boi się właśnie najbardziej: braku owiec, drogie owce. Obojętności. Stąd mamy nachalne wzbudzanie huśtawki emocji. Dlatego mamy religię w szkołach dla waszych dzieci, gwałty po plebaniach, słodkie słówka o boskim miłosierdziu oraz „Kler” w kinach i na ustach posłanki Sobeckiej.

Grzmotnęłam to wszystko do zlewu,
Bez gniewu, doktorze, bez gniewu,
To życie jest moje, czy czyje?
Źródlanej się wody napiję.

Janusz Kofta Nerwica w granicach normy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *