Sceptycyzm i Matriks

Zastanawiam się, gdzie kończy się postawa sceptyka? Czy sceptycyzm naukowy jest jeszcze sceptycyzmem? Co jest pewne i czemu można zaufać? Czy prawdą jest to, co można uzgodnić z innymi – tysiące much się nie mylą…? Bo tak uzyskujemy warstwę „rzeczywistości uzgodnionej” a w sumie „rzeczywistości urojonej”, bo przefiltrowanej przez ludzkie szaleństwo . Warstwę  prawd niedyskutowalnych więc i niepodważalnych, bo jak podważać nie dyskutując… Przypomina mi się natychmiast cytat z Matki Pawła („Wojna Domowa” i niezapomniana Irena Kwiatkowska): „I mądrzejsi od ciebie to wymyślili…”. Nie myśl, synek, bo wymyślili inni. Po co się szarpać? To niebezpieczne.

Ale pytając siebie raz za razem, wiem tylko, że istnieje pole świadomości, które potocznie i niedbale nazywam „mną”, „ja”. Myślę, więc jestem. Coś myśli, coś czuje, tworzy sobie świat, więc jest. Cała reszta jest założeniem, wiarą, iluzją nie opartą na dowodach, odczuciem w polu. W zasadzie nie mam żadnego dowodu na to, że inni ten świat dzielą ze mną i nie wiem, czy powinnam za tę wątpliwość przepraszać. Sceptycyzm naukowy nie zadaje żadnych sceptycznych pytań co do własnych założeń: istnienia mierzalnego i obiektywnie komunikowalnego świata zewnętrznego. Pewnie nikt o to nie zapyta, bo za tym falochronem rozpościera się morze lęku. Stąd potrzeba uzgodnienia czegoś ad hoc i to uzgodnienia z kimś, stworzenia jakiejś wspólnoty podzielanej iluzji. Wygląda mi więc na to, że naukowi sceptycy boją się na serio wątpić.

Choć poznanie prawdy (ponoć droga do prawdy a nie sama prawda) ma nas wyzwolić, jak mówią. Jed McKenna ( The Enlightenment Trilogy) pisze: „gdy spotkasz na swej drodze Buddę, zabij go. I idź dalej” (further, further!). Taka to krwawa przygoda po drodze do Dojrzałości, operacja na (jedynie, aż) własnym polu świadomości i odczuwania.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *