O Miłości

Gdy czasem czytam różne  internetowe wypowiedzi , Miłość w nich zdaje się być czystym wymaganiem. Ludzie czytają koncept przez swoje braki i lęki. Wielu słyszy „miłość” (słyszy, bo radary ma nastawione na to czego mu brak i czego w nim brak) i już sobie wyobraża: że to samo dobro ma być, że czysta pielucha i pierś obfita, że bez cierpienia i wysiłku, że samo ciuciu, „sens” i „wartość”, że Tata na Chmurce, Matka w Płaszczu Gwiaździstym,  tudzież (w zależności od narracji, bo jest też narracja laickiego zbawiania zwana psychologią) Troskliwy Wewnętrzny Rodzic, albo też i  „gorące serce” oddzielone bezsensownie od zimnego „umysłu”…

Za „miłością” szereg wyobrażeń, żądań i oczekiwań.  Że cierpliwa, że łaskawa, że nie pragnie etc etc, no, od razu szereg wymagań egotycznych leci w zależności od kulturowej zawartości umysłu. Obrazek rysują Dzieci.

Tymczasem Miłość wydaje się samym amoralnym istnieniem. Tym, że z zupy chaosu i probabilistyki w świadomości wyłania się  świat o konkretnych parametrach, pełen energii, pełen form. Sama forma jest pięknem, wyrazem miłości.  Forma, sam świat z zupy wy-obserwowany jest przejawem  miłości.

I tak, zgadza się: Bóg, czyli To co Jest, jest Miłością – bo jest.

Ale to już poza gaworzeniem ludzkiego umysłu, poza postawionymi przez ego warunkami,  niespełnionymi pragnieniami i tęsknotami.

Umrzeć z głodu wśród obfitości -za płotem swojego umysłu.

 

3 myśli na temat “O Miłości”

  1. „To nie nowoczesność zdradziła, tylko stare bezużyteczne narracje, małpi umysł.”

    Proponuję mały eksperyment(„sobie”). 😉

    Czasami dobrze jest skorzystać z definicji chrześcijańskich, zbudowanych na greckiej filozofii. Jeśli odcedzi się z tego religijny język, odnoszący się do wiary, Jezusa itd., to zostaje dziedzictwo filozofii. Bywa to pomocne w trudnych chwilach, bo opiera się na tym, co najlepszego może zrobić dla nas nasza ludzka natura… Wybrałem kilka takich uwag, które być może okażą się pomocne do eksperymentu, jeśli skłonią do refleksji. Tekst skopiowałem z katolickiego pisma i lekko przeredagowałem, głównie skreśleniami.

    Miłość to postawa. To sposób odnoszenia się człowieka, do bliźnich i do samego siebie. Miłość to najbardziej odpowiedzialna postawa, jaką może zająć człowiek w relacjach międzyosobowych. Miłość to postawa całego człowieka. To postawa, która integruje wszystko, co składa się na naszą rzeczywistość: ciało, myślenie, emocje, uczucia, sferę moralną, duchową, religijną i społeczną, wolność, sumienie, ideały, aspiracje. Miłość to postawa, która wymaga mądrego myślenia, podejmowania roztropnych decyzji, kierowania się wiernością i odpowiedzialnością, pracowitością, wytrwałością, stanowczością w dobru. Mimo to wiele osób kojarzy miłość przede wszystkim z uczuciami, które jej towarzyszą. Niektórzy wręcz twierdzą, że miłość jest uczuciem. Czynią tak mimo tego, że znają osobiście osoby, które zraniły innych ludzi lub pozwoliły sobie zadać bolesne cierpienia właśnie dlatego, że kierowały się uczuciami, zamiast prawdą, mądrością, sumieniem, rozsądkiem.

    To nie przypadek, że wielu ludziom miłość kojarzy w pierwszym rzędzie z uczuciem, a nie z myśleniem, decydowaniem, odpowiedzialnością czy wiernością. Nazywanie miłości uczuciem wynika z tego, że w dorastaniu do miłości ważna rolę odgrywa zakochanie, a zakochanie to rzeczywiście głównie kwestia uczuć i emocjonalnego zauroczenia. Po drugie, przekonanie, że miłość to uczucie wynika z tego, że kto kocha, ten traktuje kochaną osobę jak bezcenny skarb i w konsekwencji przeżywa wobec niej wyjątkowo silne uczucia. A takie uczucia skupiają na sobie niemal całą naszą uwagę. Łatwo wtedy zapomnieć o tym, że miłość to troska o dobro i rozwój kochanej osoby. To troska niezależna od tego, jakie uczucia towarzyszą w danym momencie temu, kto kocha. Na przykład, gdy wbrew wszystkim przeżywanym uczuciom ktoś przebacza krzywdzicielowi.

    Znakiem naszych czasów jest mylenie miłości z pożądaniem i współżyciem seksualnym, a także z zakochaniem i zauroczeniem emocjonalnym. Miłość to podstawowe powołanie człowieka. Nie jesteśmy powołani do jakiegoś stanu uczuciowego. Miłość nie wiąże się z jakimś jednym tylko uczuciem, specyficznym dla miłości, które z tego powodu moglibyśmy nazwać „uczuciem miłości”. Przeciwnie, gdy kochamy, wtedy doświadczamy różnych uczuć – nierzadko sprzecznych ze sobą – w zależności od tego, co dzieje się z nami oraz z tymi, których kochamy. Miłości towarzyszą niemal wszystkie uczucia, jakie są udziałem człowieka: od wielkiej radości, wzruszenia, zachwytu, wdzięczności i poczucia bezpieczeństwa do ogromnego cierpienia, niepokoju, obaw i smutku. Bolesnych uczuć doświadczamy w miłości na przykład wtedy, gdy kochana osoba jest krzywdzona przez tych, którzy nie kochają. Miłość wiąże się z całym bogactwem uczuć, ale z żadnym z nich się nie utożsamia.

    Człowiek, który kocha – w przeciwieństwie do osób zakochanych czy zrozpaczonych – nie kieruje się uczuciami, lecz mądrością, odpowiedzialnością, wiernością, ofiarnością, wytrwałością. Gdyby miłość była uczuciem, to by jej nie wolno było ślubować. Nad uczuciami możemy panować, ale mocą świadomości czy wolności nie możemy ich sobie nakazać czy zakazać. Gdyby miłość była uczuciem, to tak ważny fakt musiałby znaleźć wyraz w przysiędze małżeńskiej. Tymczasem narzeczeni ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość oraz wzajemne wspieranie siebie w dobrej i złej doli. Nie ślubują sobie natomiast uczuć. Nie ślubują na przykład tego, że będą się zawsze lubić, że będą sobą zawsze emocjonalnie zauroczeni czy że nigdy nie poczują żalu albo rozgoryczenia w kontakcie ze sobą.

    Człowiek jest w stanie kochać nawet w obliczu bardzo bolesnych uczuć. Dzięki temu możemy kochać wszystkich ludzi – także tych, którzy wzbudzają w nas emocjonalną niechęć, smutek, niepokój czy gniew. Jesteśmy w stanie kochać nawet nieprzyjaciół, którzy prowokują w nas strach czy przerażenie. Miłość panuje nad uczuciami, gdyż jest główną cnotą, a cnoty „są trwałymi postawami, stałymi dyspozycjami, przymiotami umysłu i woli, które regulują nasze czyny, porządkują nasze uczucia i kierują naszym postępowaniem zgodnie z rozumem”. Czasami słyszymy twierdzenie, że jacyś małżonkowie zerwali ze sobą, bo wygasło uczucie miłości, które ich wiązało. To prawda, że uczucia mogą słabnąć. W niektórych sytuacjach mogą się zupełnie wypalić i wygasnąć. Na szczęście miłość nie wygaśnie nigdy, gdyż to nie uczucia podtrzymują miłość, lecz to miłość podtrzymuje uczucia. To właśnie dlatego ten, kto kocha, w najtrudniejszej nawet sytuacji kochać nie przestaje, ani nie musi tracić radości istnienia.

    Mam wrażenie, że przy takim bazowym minimum świat – nawet przyjmując jego rozpędzenie ku zagładzie – mógłby być względnie znośny w teraźniejszości?

    pozdrawiam i gratuluję bardzo potrzebnego bloga 😉

    1. Mam wrażenie, że zabłąkał się Pan tutaj przez przypadek i boję się, że będzie Pan rozczarowany. To blog całkowicie a-masowy, a-religijny, a-instytucjonalny, z pewnością a-chrześcijański. Kupować cudze etykiety- nie polecam. A ocenę w jaki sposób chrześcijaństwo „zbudowane jest na greckiej filozofii” pozostawiam Czytelnikom. Dla mnie to teza co najmniej ryzykowna.

  2. Skądże znowu, czytuję w miarę regularnie. 😉 Co prawda byłem większym fanem poprzedniej odsłony, jako odtrutki na codzienną psychopapkę, ale obecne światło latarki w sześcianie sunjaty też podglądam z przyjemnością(może nawet większą z racji większej swobody tematycznej). 😉

    A co do kupowania, to niczego nie zamierzam kupować. Od dawna już nie kupuję – nie stać mnie po prostu. 😉

    pozdrawiam i życzę inspiracji 😉

Pozostaw odpowiedź diwrad Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *